Panna młoda odc. 127: Cihan uderzył Engina! Szokujące sceny w firmie!

Cihan wpadł w szał. Zaatakował Engina.

„Panna młoda” Odc. 127 – streszczenie

Nusret gwałtownie wyskoczył z samochodu i ruszył w pościg za Yoncą. Przerażona ciężarna kobieta uciekała przed nim wąskimi uliczkami dzielnicy, co chwilę oglądając się za siebie. Gdy wbiegła na strome schody, straciła równowagę. Potknęła się i runęła na jezdnię. Jej twarz momentalnie wykrzywił grymas bólu.

Krzyk Yoncy sprawił, że przechodnie natychmiast ruszyli jej na pomoc. Wokół kobiety szybko zebrał się tłum zaniepokojonych ludzi. Widząc to, Nusret zatrzymał się gwałtownie. Przez chwilę obserwował całą scenę, po czym spanikowany odwrócił się i pobiegł z powrotem do samochodu. Chwilę później odjechał z miejsca zdarzenia z piskiem opon.

***

Ustronne miejsce tonęło w ciszy przerywanej jedynie szumem drzew i odległym odgłosem miasta. Nusret zatrzymał samochód przy wąskiej alejce, wysiadł powoli i poprawił mankiet marynarki. Kilka metrów dalej czekał już dziennikarz — ten sam paparazzo, którego kilka godzin wcześniej pobił Cihan.

Mężczyzna wyglądał mizernie. Miał rozciętą wargę, a nos był wyraźnie opuchnięty i zaczerwieniony. Mimo to na jego twarzy wciąż błąkał się chytry uśmiech.

— Mam złamany nos — rzucił z pretensją, kiedy Nusret podszedł bliżej. — Tego nie było w naszej umowie.

Nusret spojrzał na niego chłodno, bez cienia współczucia.

— Nie dramatyzuj — odpowiedział spokojnie. — Dostałeś za to odpowiednie pieniądze. A teraz po prostu rób swoje.

Sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyciągnął gruby plik banknotów. Paparazzo natychmiast utkwił w nim wzrok. Nusret podał mu pieniądze bez pośpiechu, jakby wręczał nagrodę za dobrze wykonaną pracę.

— Powiedz lepiej… czy coś podejrzewali?

Dziennikarz schował banknoty do kieszeni kurtki i uśmiechnął się szerzej.

— Dziewczyna była łatwa do sprowokowania. Wystarczyło kilka odpowiednich pytań. Patrzyła na mnie kompletnie zdezorientowana, jakby naprawdę wierzyła, że chcę jej pomóc. A potem pojawił się jej mąż… — zaśmiał się pod nosem. — I wszystko poszło jeszcze lepiej, niż planowaliśmy.

Nusret uniósł lekko brew.

— Mów konkretniej.

— Pomyślał, że Hancer powiedziała mi całą prawdę. Próbowała zaprzeczać, tłumaczyła się… ale on już jej nie słuchał. Wystarczyło dolać trochę oliwy do ognia. Reszta zrobiła się sama.

Na moment dziennikarz spoważniał.

— Chociaż przyznam jedno… przez chwilę naprawdę się przestraszyłem. Ten człowiek kompletnie stracił panowanie nad sobą. Gdyby policja nie pojawiła się tak szybko, pewnie zamiast z tobą rozmawiać, leżałbym teraz w kostnicy.

Nusret prychnął cicho, jakby ta wizja wcale go nie poruszyła.

— I właśnie dlatego musisz doprowadzić sprawę do końca — powiedział chłodno. — Nie interesują mnie twoje obawy. Interesuje mnie efekt.

Zrobił krok bliżej i spojrzał mu prosto w oczy.

— Tytuł na jutro już znasz. „Znany biznesmen zamienia się w miejskiego chuligana”.

Na twarzy paparazza pojawił się zachwyt.

— Piękne — mruknął z uznaniem. — Mocne. Ludzie to kupią.

Nusret uśmiechnął się pod nosem. W jego spojrzeniu pojawił się chłodny błysk satysfakcji.

— Mają kupić wszystko — odparł spokojnie. — Aż Cihan nie będzie miał już czym oddychać.

Poklepał dziennikarza po ramieniu, po czym odwrócił się i ruszył w stronę samochodu. Gdy usiadł za kierownicą, na jego twarzy wciąż malowało się zadowolenie.

Z niecierpliwością czekał na jutrzejszy poranek i chaos, który miał dopiero wybuchnąć.

***

Wieczorne światła rezydencji odbijały się w mokrej nawierzchni dziedzińca. Powietrze było chłodne i ciężkie, a ciszę zakłócał jedynie odległy szum miasta. Przy zaparkowanym samochodzie stała Beyza, nerwowo zaciskając dłonie. Naprzeciw niej Nusret wyglądał na spiętego bardziej niż zwykle. Nawet on nie potrafił już ukryć napięcia.

— Co się stało, tato? — zapytała niespokojnie. — Przyjechałeś tak nagle… Czy chodzi o Cihana? Czy jest coś, czego jeszcze nie wiem?

Nusret pokręcił głową. Jego twarz pozostawała chłodna, ale w oczach czaił się niepokój.

— Nie chodzi o Cihana — odpowiedział cicho. — Mamy znacznie większy problem.

Zawahał się na moment, jakby sam próbował poukładać wydarzenia ostatnich godzin.

— Yonca uciekła.

Beyza zesztywniała.

— Co?!

— Kiedy próbowałem ją zatrzymać, zaczęła uciekać. Goniłem ją… — urwał na chwilę i zacisnął szczękę. — W pewnym momencie przewróciła się na schodach. Spadła prosto na jezdnię.

Na twarzy Beyzy pojawiło się przerażenie.

— Boże… — wyszeptała. — Ona nie umarła, prawda?

Nusret odwrócił wzrok.

— Nie wiem. Musiałem stamtąd uciekać, zanim ktoś zdążyłby mnie rozpoznać. Wokół zaczęli zbierać się ludzie.

Beyza pobladła jeszcze bardziej.

— Jeśli coś jej się stało… co my teraz zrobimy?

W głosie Nusreta pojawiła się irytacja.

— Przestań panikować i zacznij myśleć. Na razie nikt nie może połączyć nas z Yoncą. I tak musi zostać.

Zrobił krok bliżej i ściszył głos.

— Sprawdzam wszystkie szpitale. Chcę wiedzieć, gdzie ją zabrali i w jakim jest stanie. Ty też bądź czujna. Jeśli usłyszysz cokolwiek, natychmiast daj mi znać.

Beyza skinęła głową, choć wyraźnie trudno było jej odzyskać spokój.

— Dobrze… — odpowiedziała drżącym głosem.

Nusret spojrzał na nią jeszcze przez chwilę, po czym bez słowa otworzył drzwi samochodu i usiadł za kierownicą. Silnik zamruczał cicho.

***

Nazajutrz przed komisariatem panował chłodny, jasny poranek. Powietrze pachniało deszczem i spalinami, a miasto budziło się do życia obojętne na dramaty ludzi, którzy od godzin nie zmrużyli oka.

Ciężkie drzwi komisariatu otworzyły się i na zewnątrz wyszli razem Cihan i Engin. Cihan wyglądał na wyczerpanego — miał zaczerwienione oczy i napiętą twarz człowieka, który całą noc walczył bardziej z własną wściekłością niż z zamknięciem.

Bez słowa ruszyli w stronę samochodu stojącego przy krawężniku. Engin wyciągnął kluczyki, a Cihan od razu otworzył drzwi od strony pasażera i ciężko opadł na siedzenie. Chwilę później prawnik zajął miejsce za kierownicą.

Przez moment w aucie panowała cisza. Słychać było jedynie odległy szum ulicy.

Cihan wyciągnął telefon. Ekran natychmiast rozbłysnął lawiną powiadomień — nieodebrane połączenia, wiadomości i alerty z portali plotkarskich.

Zmarszczył brwi i wszedł na jeden z serwisów.

Po chwili jego twarz momentalnie stwardniała.

Na ekranie widniało zdjęcie Hancer oraz wielki, krzykliwy nagłówek:

„O niczym nie wiedziałam. Zostałam oszukana!”

Pod nim ciągnęły się zmanipulowane cytaty sugerujące, że Hancer rzekomo przyznała, iż Cihan ukrywał przed nią ciążę Beyzy.

— Do diabła… — syknął.

Silnie zacisnął dłoń na telefonie, aż pobielały mu knykcie.

— Enginie, to już przechodzi wszelkie granice. — Jego głos był niski, pełen tłumionej furii. — Na próżno próbujemy cokolwiek naprawić. Ktoś krok po kroku niszczy wszystko, co robimy.

Engin rzucił mu krótkie spojrzenie, ale nie stracił spokoju.

— Cihanie, uspokój się. Te hieny właśnie na to liczą. Chcą, żebyś znów wybuchł.

— Jak mam się uspokoić?! — wycedził. — Najpierw prowokują Hancer, potem przekręcają każde jej słowo, a teraz robią z niej kobietę oszukaną przez własnego męża!

Przesunął dłonią po twarzy i odwrócił wzrok ku oknu.

— To nie jest przypadek. Ktoś za tym stoi.

W samochodzie zapadła ciężka cisza.

Engin westchnął cicho.

— Wiem. Ale jeśli dalej będziesz reagował emocjami, tylko im pomożesz. Musimy działać mądrze.

Cihan zaśmiał się krótko, bez cienia rozbawienia.

— Mądrze? Wczoraj spędziłem noc w celi, bo dałem się sprowokować jak idiota.

— Jesteś zmęczony i wściekły. To różnica. — Engin uruchomił silnik. — Ale jeszcze da się to opanować.

Cihan schował telefon do kieszeni i oparł głowę o szybę.

— Nieważne. Zabierz mnie do domu. Muszę się przebrać. Mamy spotkanie i nie zamierzam pokazywać się w takim stanie.

Engin skinął głową.

— Dobrze.

Wrzucił bieg, a samochód powoli ruszył z parkingu komisariatu.

Tymczasem kolejne plotkarskie portale już powielały ten sam nagłówek, zamieniając życie Cihana i Hancer w publiczne widowisko.

***

Zgodnie z zapowiedzią Mahmut zjawił się w rezydencji już o świcie. Chłodne poranne powietrze wypełniało dziedziniec, a ciszę przerywał jedynie szum liści poruszanych lekkim wiatrem. 

Po chwili drzwi rezydencji otworzyły się i na zewnątrz wyszła Sinem.

Mahmut od razu zmarszczył brwi.

Jej ręce były puste. Nie miała przy sobie ani walizki, ani torby. Niczego.

Spojrzał na nią uważnie.

— Dlaczego nie jesteś gotowa? — zapytał z wyraźnym zdziwieniem. — Gdzie są wasze rzeczy?

Sinem przez moment milczała. Widać było, że starannie dobiera słowa. Jej spojrzenie złagodniało, a w oczach pojawiło się wzruszenie.

— Tato… — zaczęła cicho. — Wczoraj pojawiłeś się tutaj tak nagle. Byłeś zdenerwowany… powiedziałeś mamie Mukadder wszystko, co leżało ci na sercu. Wtedy nie wiedziałam, co mam zrobić ani co odpowiedzieć.

Mahmut patrzył na nią w skupieniu, nie przerywając ani słowem.

— Ale później długo myślałam — kontynuowała spokojniej. — I po raz kolejny zrozumiałam, jak wielkie mam szczęście, że jesteś moim ojcem.

Na twarzy Mahmuta pojawiło się lekkie poruszenie.

— Nie majątek. Nie pieniądze. — Sinem pokręciła powoli głową. — Największym bogactwem jest świadomość, że ma się ojca, który zawsze stanie po stronie swojej córki. Ojca, który chce ją chronić, nawet kiedy cały świat się wali.

Głos lekko jej zadrżał.

— Wiem, że twoje drzwi zawsze będą dla mnie otwarte. Że przyjąłbyś mnie i Mine bez chwili zawahania. I uwierz mi… to daje mi siłę większą niż cokolwiek innego.

Mahmut odwrócił na moment wzrok, jakby próbował ukryć emocje, które pojawiły się w jego oczach.

Sinem zrobiła krok bliżej i nagle objęła ojca.

Mężczyzna zamarł tylko na sekundę, po czym mocno przytulił córkę do siebie.

— Tato… proszę, wybacz mi — wyszeptała. — Nie mogę z tobą pojechać.

Mahmut powoli odsunął ją od siebie i spojrzał jej prosto w twarz.

— Jesteś pewna tej decyzji?

Sinem skinęła głową.

— To jest mój dom. Moja rodzina jest tutaj. Nie mogę teraz odwrócić się plecami od Cihana i Hancer. Nie wtedy, kiedy wszyscy się od nich odsuwają.

W jej głosie pojawiła się stanowczość.

— To nie byłabym ja. I… nie byłabym córką tak odważnego ojca.

Słowa zawisły między nimi w porannej ciszy.

Mahmut westchnął ciężko. W jego spojrzeniu wciąż było rozczarowanie i niepokój, ale pojawiło się też coś jeszcze — duma.

— Co mogę powiedzieć, córko? — odezwał się w końcu łagodniej. — Oczywiście, że chciałbym zabrać was ze sobą. Chciałbym mieć pewność, że jesteście bezpieczne. Ale ostatecznie to twoje życie… i twoja decyzja.

Sinem uśmiechnęła się blado, z wdzięcznością.

Kilka metrów dalej, częściowo ukryty za żywopłotem, stał Melih. Od początku przysłuchiwał się rozmowie w napięciu, niemal nie oddychając.

Kiedy usłyszał odpowiedź Sinem, powoli opuścił wzrok, a na jego ustach pojawił się ledwie widoczny uśmiech ulgi.

Nie wyjeżdżała.

Los po raz kolejny ich nie rozdzielił.

A skoro Sinem zostawała… w jego sercu znów pojawiła się nadzieja, że dla nich wciąż jeszcze nie wszystko stracone.

***

Sinem weszła do rezydencji powolnym krokiem. Gdy tylko przekroczyła próg, ciężkie drzwi zamknęły się za nią cicho, odcinając ją od chłodnego poranka i rozmowy z ojcem, która wciąż dudniła jej w głowie.

Nie zdążyła jednak ruszyć dalej.

W przedpokoju czekała Mukadder.

Matka Cihana stała nieruchomo przy schodach, z dłońmi splecionymi przed sobą. Jej twarz pozostawała poważna, ale w spojrzeniu pojawiło się coś, czego Sinem widywała u niej niezwykle rzadko — cień uznania.

Od początku przysłuchiwała się rozmowie na dziedzińcu.

— Dzisiaj pokazałaś, że naprawdę należysz do tego domu — powiedziała spokojnie Mukadder. W jej głosie pobrzmiewała nuta dumy. — Nie uciekłaś, kiedy zrobiło się trudno.

Sinem spojrzała na nią chłodno. Zmęczenie po nieprzespanej nocy i emocjach ostatnich dni natychmiast wróciło na jej twarz.

— Nie podjęłam tej decyzji po to, żeby cię zadowolić — odpowiedziała twardo. — Zostałam, bo uznałam to za słuszne.

Mukadder uniosła lekko brwi, zaskoczona stanowczością synowej.

— Cihan i Hancer potrzebują teraz wsparcia — dodała Sinem ciszej, ale równie pewnie. — A ja nie zamierzam odwracać się od ludzi tylko dlatego, że przechodzą przez trudny czas.

Przez chwilę między kobietami panowała napięta cisza.

W końcu Sinem minęła teściową bez słowa i skierowała się w stronę schodów prowadzących na piętro.

Mukadder odprowadziła ją czujnym wzrokiem. 

***

Cihan i Engin rozmawiali w gabinecie. W przestronnym pomieszczeniu panowała ciężka, duszna atmosfera, jakby napięcie od dawna wisiało w powietrzu i tylko czekało na moment, by eksplodować. Cihan stał przy biurku z ponurą miną, podczas gdy Engin próbował zachować spokój.

— Dlaczego spotkanie zostało odwołane? — zapytał Cihan chłodno, choć w jego głosie wyraźnie pobrzmiewała irytacja. — Mieliśmy podpisać ważne umowy.

Engin westchnął cicho i poprawił mankiet marynarki.

— W tym właśnie problem. Spotkanie odwołano bez wyznaczenia nowego terminu.

Cihan zmrużył oczy.

— Z jakiego powodu?

— Wiesz, że nasza najnowsza kolekcja nosi nazwę „Hancer”. Tak została zaprezentowana podczas konferencji prasowej. Po ostatnich wydarzeniach… zarówno imię Hancer, jak i nazwisko Develioglu zaczęły budzić negatywne skojarzenia. Zagraniczni partnerzy uznali, że może to odbić się na sprzedaży. Nie chcą ryzykować, dlatego tymczasowo zawiesili współpracę.

— Tymczasowo? — Cihan zacisnął szczękę tak mocno, że aż drgnął mu mięsień na policzku. — Enginie, nie będzie żadnego zawieszenia. Natychmiast zerwij tę umowę.

— Uspokój się — odpowiedział spokojnie prawnik. — Nie podejmuj decyzji pod wpływem emocji. To normalne, że teraz myślą przede wszystkim o własnych interesach. Dajmy sytuacji trochę czasu. Kiedy kurz opadnie, usiądziemy z nimi i znajdziemy rozwiązanie.

— Powiedziałem ci, że nie ma żadnego porozumienia! — podniósł głos Cihan. — Zrywam tę współpracę! Skoro wcześniej daliśmy sobie radę, teraz też damy! Dzwoń do nich albo napisz. Natychmiast kończymy ten układ!

Engin spojrzał na przyjaciela z wyraźnym niepokojem.

— Cihanie, mówię to jako twój prawnik i przyjaciel. Najpierw ochłoń. Nie mieszaj problemów osobistych z pracą. Tutaj nie chodzi tylko o twoją dumę. Od tej firmy zależy życie dziesiątek ludzi. Oni utrzymują swoje rodziny dzięki tej pracy.

Te słowa podziałały na Cihana jak iskra wrzucona do beczki prochu.

— Nie baw się ze mną w moralizowanie — syknął. — I nie mów mi, co mam robić.

Podszedł bliżej i trącił Engina palcem w pierś.

— Zrób to, co powiedziałem. Natychmiast.

Engin odsunął jego rękę. W jego oczach po raz pierwszy pojawił się gniew.

— Najpierw przestań atakować wszystkich wokół siebie. Nie potrzebujesz wrogów, żeby zniszczyć własne życie. Sam sprowadzasz na siebie problemy, a potem winisz za wszystko tę niewinną dziewczynę.

Zapadła krótka, ciężka cisza.

Słowa Engina trafiły dokładnie tam, gdzie bolało najbardziej. Cihan poczuł, jak krew uderza mu do głowy. Stracił nad sobą panowanie. Zacisnął pięść i z całej siły uderzył przyjaciela prosto w szczękę.

Engin zachwiał się i poleciał do tyłu. W ostatniej chwili chwycił za blat biurka, ratując się przed upadkiem. Oszołomiony spojrzał na Cihana.

— Co ty robisz? — wyszeptał z niedowierzaniem. — Jestem Engin… twój najlepszy przyjaciel. Naprawdę o tym zapomniałeś?

Ale Cihan już go nie słuchał. W kilku krokach dopadł do niego, chwycił go brutalnie za klapy marynarki i popchnął na biurko.

— Zabiję cię! — wrzasnął w furii. — Przysięgam, że cię zniszczę!

Krzyki usłyszeli pracownicy. Drzwi gabinetu otworzyły się gwałtownie i do środka wbiegło kilku mężczyzn. Z trudem odciągnęli rozwścieczonego Cihana od Engina.

Prawnik poprawił zmiętą marynarkę i otarł dłonią rozciętą wargę. Przez chwilę patrzył na dawnego przyjaciela z mieszaniną bólu i rozczarowania.

— W całej tej historii najbardziej ucierpi Hancer — powiedział cicho, ale stanowczo.

Po tych słowach odwrócił się i opuścił gabinet.

— Wracać do pracy! — ryknął Cihan na zebranych pracowników.

Kiedy został sam, jego gniew eksplodował na dobre. Kopnął fotel tak mocno, że przewrócił się na podłogę, a potem jednym ruchem zrzucił z biurka dokumenty i segregatory.

***

Dilara — młoda dziewczyna, której Derya wynajęła pokój — okazała się zwykłą złodziejką. Pod nieobecność Deryi i Cemila zniknęła bez słowa, zabierając ze sobą złote bransoletki, które Derya dostała od Mukadder. Gdy kobieta odkryła kradzież, ogarnęła ją rozpacz i bezsilność.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 92.Bölüm i Gelin 93.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy