Dziedzictwo odc. 1024: Kivanc zrywa z Aynur!

Kivanc przed drzwiami mieszkania Aynur.

„Dziedzictwo” Odc. 1024 – streszczenie

Sinan siedzi samotnie w swoim gabinecie. Przez okno wpada ostatnie, chłodne światło dnia. W dłoni trzyma telefon, przy uchu rozbrzmiewa głos Lerzan.

– Nie mam żadnych dowodów, Lerzan – mówi zrezygnowanym tonem. – Rozmawiałem z pielęgniarką. Twierdzi, że między nimi nic się nie dzieje. Może… Może powinienem to w końcu zaakceptować.

Po drugiej stronie zapada krótka cisza, zanim Lerzan odpowie z naciskiem:

– Sinanie, ty wciąż patrzysz w złą stronę. To nie chodzi o Kivança. Nie musisz nikomu niczego udowadniać. Twoim zadaniem nie jest rozbicie ich związku, tylko jedno: powiedz Aynur, że ją kochasz. Tylko tyle. Reszta już nie należy do ciebie.

– Lerzan…

– Nie. Nie uciekaj. Albo się otworzysz, albo pozwolisz jej odejść. Ale jeśli będziesz dalej milczał, wszystko przepadnie.

Rozłącza się. Sinan przez chwilę wpatruje się w wygaszony ekran, jakby szukał w nim odpowiedzi. Nagle przychodzi wiadomość od Aynur:

„Kivanç został dziś wypisany ze szpitala. Zatrzymałam się u pani Isil – twoja ciocia wyjeżdża. Ja zostaję dziś na służbie. Nie martw się.”

Prokurator odkłada telefon na biurko. W jego oczach pojawia się cień determinacji. Wstaje powoli, jakby właśnie podjął ważną decyzję. Wypowiada półgłosem:

– Może Lerzan ma rację… Może naprawdę pora zacząć działać.

***

W salonie fryzjerskim Cansel nachyla się nad Sibel. Jej oczy błyszczą determinacją.

– Zanim Poyraz wyjdzie na ring, musisz zaaranżować spotkanie – mówi cicho, ale stanowczo. – Kiedy przyjdzie, okaż troskę. Udawaj, że się o niego martwisz. A potem jakoś odwróć jego uwagę.

Sibel patrzy z niepokojem, ale milczy.

– On zawsze nosi przy sobie tę swoją butelkę z wodą. Wrzucisz tabletkę do środka i lekko potrząśniesz. To wszystko. Ta pigułka… to nasz klucz. Dzięki niej dostaniemy to, czego chcemy. Po spotkaniu Poyraz pójdzie prosto na walkę – kończy z satysfakcją w głosie.

***

Nad brzegiem morza, w podmuchach popołudniowego wiatru, Sibel siedzi samotnie na ławce. W otwartej dłoni trzyma niewielką tabletkę – białą, niepozorną, a jednak pełną znaczenia.

– Czy naprawdę jestem w stanie to zrobić? – szepcze sama do siebie. – A jeśli mnie złapią? A jeśli… nie zadziała? Nie. Muszę to zrobić. Wszystko od tego zależy.

Nagle słyszy kroki. Poyraz nadchodzi ścieżką, z torbą treningową przewieszoną przez ramię. Na jego twarzy maluje się zaskoczenie.

– Sibel? Co tu robisz?

– Miałam coś do załatwienia w okolicy – odpowiada z wymuszonym uśmiechem. – Pomyślałam, że chwilę odpocznę. Usiądź na moment. Porozmawiajmy.

Poyraz waha się przez chwilę, po czym stawia torbę i siada obok niej.

– Od wczoraj nie mogę przestać o tobie myśleć – mówi Sibel cicho. – Nie zmrużyłam oka, bo bałam się, że coś ci się stanie. Jesteś mi bliski, Poyraz.

– Doceniam to – odpowiada łagodnie. – Ale nie musisz się o mnie martwić. Dam sobie radę.
– Chcę być przy tobie. Możesz mi zaufać. Powiedz mi wszystko.

– Lepiej nie. Im mniej wiesz, tym lepiej dla ciebie. Już i tak wiesz za dużo.

Wtem jego telefon zaczyna dzwonić. Poyraz wstaje i odchodzi kilka kroków, zostawiając torbę na ławce.

Sibel wie, że to jej jedyna szansa. Drżącymi rękami wyjmuje butelkę z torby, wrzuca tabletkę do środka i delikatnie nią potrząsa, by wszystko wyglądało naturalnie.

Poyraz odbiera.

– No proszę, Burzo Poyrazie – rozbrzmiewa głos Sedata po drugiej stronie. – Twoja reputacja rośnie szybciej niż inflacja. Wszyscy stawiają na ciebie… ale dzisiaj czas to zmienić.

– Co masz na myśli?

– Dziś przegrasz. Postawimy na twojego przeciwnika. Zarobimy fortunę, a ty dostaniesz swoją działkę.
– Myślisz, że jestem jakąś marionetką?! – warknął Poyraz. – Że dam się prowadzić za sznurki?!

Bez czekania na odpowiedź rozłącza się, wściekłość aż iskrzy w jego oczach.

Wraca do ławki, podnosi torbę.

– Muszę iść – rzuca krótko. – Zapomnij o tym wszystkim.

Sibel kiwa głową.

– Niech Bóg ma cię w swojej opiece – mówi cicho. – Proszę, bądź ostrożny…

Gdy odchodzi, patrzy za nim długo i szeptem dodaje:

– A kiedy nadejdzie twój upadek… to ja będę tą, która cię podniesie.

***

Wieczór. Ulice pustoszeją, a ciepłe światła latarni odbijają się w mokrym bruku. Kivanç zamyka swój sklep – słychać szczęk zasuwanego metalowego rygla. Nagle z mroku wyłania się postać. To Sinan. Jego spojrzenie jest twarde, pełne napięcia.

– Czego znowu ode mnie chcesz? – rzuca Kivanç, odwracając się z niechęcią. – Masz zamiar rzucać kolejnymi absurdalnymi oskarżeniami?

Sinan podchodzi bliżej, ale głos ma spokojny.

– Nie znalazłem żadnych dowodów na to, że miałeś romans z pielęgniarką – mówi rzeczowo. – I mógłbym grzebać dalej, mam takie możliwości… Ale jestem zbyt uczciwy, by wykorzystywać władzę prokuratora w osobistych sprawach.

– To po co tu jesteś? – Kivanç krzyżuje ramiona, patrząc na niego z wyraźną irytacją.

– Powiem krótko – mówi Sinan, zbliżając się jeszcze o krok. – Szczęście Aynur zależy od tego, czy okażesz się wobec niej szczery. Jeśli masz w głowie kogoś innego… jeśli masz zamiar ją zranić, to lepiej trzymaj się od niej z daleka. Bo jeśli nie… to ja zadbam o to, byś nie miał już drugiej szansy.

Na twarzy Kivanča pojawia się cień niepokoju, ale nie mówi nic. Sinan odwraca się i odchodzi w ciszy.

***

Sala walki huczy od wrzawy. Pomimo zawrotów głowy, nieostrego widzenia i palącego bólu w skroniach, Poyraz staje do pojedynku jak wojownik. Każdy ruch kosztuje go więcej niż zwykle, ale się nie poddaje.

W końcu wygrywa – ledwie stojąc na nogach, ale wygrywa.

Po walce chwiejnym krokiem zmierza w stronę samochodu. Nagle przed nim wyrasta postać – Sibel. Nim zdąży cokolwiek powiedzieć, bierze go pod ramię.

– Chodź ze mną – mówi spokojnie. – Zabiorę cię tam, gdzie odpoczniesz.

***

W warsztacie. Cisza. Tylko odgłos zegara i cichy szum ulicy za oknem. Poyraz siedzi półprzytomny na starej ławce, po chwili osuwa się w bok i zasypia głęboko, jakby ktoś odciął go od rzeczywistości.

Sibel kuca przy nim. Z zachwytem i dziwną czułością wpatruje się w jego twarz.

– W końcu jesteśmy sami – szepcze z uśmiechem. Ostrożnie sięga dłonią, przesuwa palcami po jego włosach. – Tak długo na to czekałam… Nadejdą dni, gdy już nic nas nie rozdzieli. Już cię nie puszczę. Nigdy.

Wyjmuje telefon z jego kieszeni, wyłącza go jednym ruchem. Potem cofa się kilka kroków, sięga po swój telefon i wybiera numer.

– Plan działa doskonale – melduje cicho do słuchawki. – Poyraz jest kompletnie wyłączony. Nie wie nic.

Po drugiej stronie słyszy zimny śmiech Cansel.
– Świetnie. Prawdziwa bomba wybuchnie jutro rano.

***

Kuchnia tonie w ciepłym świetle lampy. Aynur w ciszy wyciera talerze. Jej ruchy są spokojne, choć w oczach widać lekkie zmęczenie. Nagle do pomieszczenia wchodzi Adalet. Zatrzymuje się przy stole, dostrzegając ciasto.

– Co to takiego, córko? – pyta z zaciekawieniem.

– Kuglof z pomarańczami – odpowiada Aynur z delikatnym uśmiechem. – Upiekłam go, gdy byłam u pana Sinana. Pomyślałam, że może poprawi Kivançowi humor.

Adalet zbliża się i kładzie ciepłą dłoń na jej ramieniu.

– Brawo. Widać, że jesteś na dobrej drodze – mówi z uznaniem.
– Robię, co mogę, siostro. Wierz mi, staram się całym sercem.

– W takim razie ustalmy datę zaręczyn. Nie chcę, żebyśmy zostały z tym wszystkim jak dzieci we mgle.

Aynur milknie na chwilę, po czym potakuje powoli. Jej spojrzenie zdradza mieszankę niepokoju i nadziei. W tym momencie rozlega się dźwięk dzwonka. Kobieta wyciera ręce i idzie do drzwi.

Otwiera – na progu stoi Kivanç.

– Dobrze, że przyszedłeś – mówi z ulgą. – Wejdź, proszę.
– Nie, nie będę wchodził – odpowiada cicho, niemal bez życia.

– W takim razie zaraz przyniosę ci kawałek kuglofa…
– Aynur, zaczekaj – przerywa jej. – Nie idź nigdzie. Muszę coś powiedzieć.

Jego głos brzmi inaczej niż zwykle – przytłumiony, ciężki. Aynur marszczy brwi, wpatrując się w niego z rosnącym niepokojem.

– Co się stało? Źle się czujesz? To przez ten wypadek?

Kivanç spuszcza wzrok. Cisza między nimi gęstnieje.

– Nie, fizycznie wszystko w porządku – mówi w końcu. – Ale… muszę ci coś powiedzieć.

Robi głęboki wdech. Każde słowo waży tonę.

– Aynur, chcę się rozstać. Bo… kocham inną.

Aynur zastyga. Jej twarz pozostaje nieruchoma – jakby słowa mężczyzny przeszły obok niej, nie trafiając do końca w serce. Ale oczy… jej oczy zdradzają wstrząs.

***

Nana spogląda przez okno. Na zewnątrz panuje noc – ciemność gęsta jak mgła. Kobieta nerwowo przestępuje z nogi na nogę. Każda minuta bez wieści pogłębia jej niepokój. Wreszcie sięga po telefon, wybiera numer Poyraza… Bezskutecznie. Automat informuje, że abonent jest poza zasięgiem.

– Może powinnaś pójść do warsztatu – sugeruje Cansel, stojąc w progu. – Sprawdź, czy wszystko z nim w porządku.

Nana nie zastanawia się długo. Wychodzi.

***

Przed warsztatem. Cicha ulica, chłodne powietrze nocy. Nana dostrzega światło w środku. Zbliża się ostrożnie. Wtedy widzi ich.

Poyraz wychodzi z Sibel. On chwiejnym krokiem, ona blisko, z troską. Przed drzwiami przystaje i owija mu szyję szalikiem, jakby byli parą. Patrzy mu w oczy, uśmiecha się, a potem… macha ręką na pożegnanie. W jej spojrzeniu błyska coś więcej niż tylko troska – świadomość, że są obserwowani.

Nana cofa się o krok, jakby dostała w twarz. Łzy zaczynają napływać do oczu. Serce wali jak młot.

– Nie… to niemożliwe… – szepcze z trudem. – Jak mógł mi to zrobić? Jak mógł mnie tak oszukać?

W oczach pojawia się rozpacz, ale też coś więcej – cień niedowierzania i rodzącej się zranionej złości. Jej świat właśnie się zawalił. A wszystko, co uważała za pewne – rozpadło się w jednej chwili.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 740. Bölüm i Emanet 741. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy