Dziedzictwo odc. 1073: Poyraz niesie Nanę na plecach!

Zbliżenie na twarze Poyraza i Nany, którą niesie na plecach.

„Dziedzictwo” Odc. 1073 – streszczenie

Poyrazowi udaje się przechytrzyć Atakana i w dramatycznych okolicznościach uwolnić zarówno siebie, jak i Nanę. Ich los jednak wciąż pozostaje niepewny.

***

Akcja przenosi się do mieszkania Adalet, gdzie w ukryciu przebywa Pelin. Atmosfera jest gęsta od napięcia. W kuchni Mert właśnie kończy rozmowę telefoniczną z komisarzem Rustemem. Cansel, udając obojętność, krąży w pobliżu i nasłuchuje.

— Zespoły znalazły samochód Atakana — mówi Rustem po drugiej stronie. — Na podstawie historii lokalizacji ustaliliśmy miejsce, w którym przetrzymywana była Nana.

— To… to wspaniała wiadomość! — Mert niemal podskakuje z nadzieją.

— Nie ciesz się tak szybko — studzi go Rustem. — Byliśmy na miejscu. To ewidentnie miejsce zbrodni. Są ślady krwi. Nie ma tam ani Poyraza, ani Nany. Najprawdopodobniej zostali przeniesieni w inne miejsce.

Mert milknie. Jego twarz blednie. Po chwili rozłącza się i opiera dłonie o blat, jakby nagle zabrakło mu sił.

— Co się stało? — pyta zaniepokojona Adalet, podchodząc bliżej.

— Policjanci znaleźli miejsce, gdzie przetrzymywano Nanę… ale już jest puste — odpowiada głosem pełnym bezradności. — Nie ma po nich śladu. Bardzo możliwe, że mistrz też został schwytany. Nie wiemy, gdzie są ani co się z nimi dzieje. — Zaciska zęby. — Nigdy nie czułem się tak bezsilny.

Podnosi wzrok na Adalet.

— Siostro, proszę cię o jedno. Nie mów nic Pelin.

— Dlaczego? — pyta zdziwiona.

— Mistrz mnie ostrzegł. Ona jest w złym stanie psychicznym. Jeśli się dowie, może zrobić coś nierozsądnego. Obiecaliśmy, że ją ochronimy. Musimy być ostrożni.

Adalet kiwa głową, choć w jej oczach widać niepokój.

— Dobrze, synu. Jak mówisz.

Cansel, która przysłuchiwała się rozmowie z ukrycia, uśmiecha się pod nosem. Nie byłaby sobą, gdyby nie dolała oliwy do ognia. Po cichu wraca do salonu i siada obok Pelin. Pochyla się ku niej i unosi palec wskazujący, jakby zdradzała największy sekret świata.

— Pod żadnym pozorem… nie słyszałaś tego ode mnie.

— Co takiego? — Pelin spogląda na nią z niepokojem.

— Złapali Poyraza — szepcze Cansel. — Jest w rękach twojego brata. Tak jak Nana.

Twarz Pelin momentalnie traci kolor.

— Poyraz… — wyszeptuje. — O Boże, nie mogę tu siedzieć! — Zrywa się gwałtownie z kanapy. — Nie mogę pozwolić, żeby mój brat zrobił mu krzywdę. Muszę iść. Natychmiast!

Zaczyna nerwowo chodzić po pokoju, rozglądając się w panice. Drżącymi palcami przygryza skórki przy paznokciach.

— Nie mogę tu zostać… nie mogę… — powtarza, coraz bardziej roztrzęsiona.

Cansel obserwuje ją w milczeniu, z cieniem satysfakcji w spojrzeniu. Chaos właśnie zaczął działać.

***

Poyraz i Nana kradną samochód Atakana i uciekają nim. Jadą przez kilka kilometrów, aż nagle silnik dławi się, szarpie i w końcu milknie. Auto staje na środku wąskiej, wewnętrznej drogi, otoczonej pustką i ciemniejącym horyzontem. Cisza jest niemal ogłuszająca.

— Nie… — Poyraz uderza dłonią w kierownicę i próbuje ponownie uruchomić silnik, ale bez skutku.

Są pośrodku niczego. Daleko od miasta, daleko od pomocy. A czasu mają coraz mniej — oboje wiedzą, że ludzie Atakana wkrótce ruszą ich tropem.

Poyraz wysiada i otwiera drzwi po stronie Nany. Dziewczyna ledwo trzyma się na nogach. Jej twarz jest blada, oczy ma matowe, a oddech płytki. Od chwili porwania nie jadła, nie spała, była wystawiona na strach i ból.

— Poyraz… — szepcze, chwytając się drzwi, by nie upaść. — Zostaw mnie. Ja… tylko cię spowalniam. Schowam się gdzieś, a ty uciekaj. Jeśli mnie znajdą… przynajmniej ty będziesz bezpieczny.

Poyraz kuca przed nią i unosi jej twarz, zmuszając ją, by spojrzała mu w oczy.

— Czy kiedykolwiek cię zostawiłem? — pyta cicho, ale stanowczo. — Spójrz na mnie. Zawsze szliśmy razem. Przez ogień, przez strach, przez wszystko. I dalej tak będzie.

Nana kręci głową. Łzy napływają jej do oczu.

— Nie dam rady… będę dla ciebie ciężarem…

— Nigdy nie byłaś i nigdy nie będziesz ciężarem — przerywa jej. — Jesteś moją siłą.

Odwraca się do niej plecami i lekko ugina kolana.

— Wskakuj. Trzymaj się mocno.

Przez chwilę waha się, ale w końcu obejmuje go słabymi ramionami i opiera głowę na jego plecach. Poyraz wstaje, jakby niósł coś bezcennego, i bez chwili wahania skręca z drogi w wąską, leśną ścieżkę.

Z determinacją rusza przed siebie, niosąc Nanę na plecach, z sercem bijącym jednym rytmem:

Uciekniemy. Razem. Albo wcale.

***

Atakan odzyskuje przytomność, gdy jego człowiek potrząsa nim gwałtownie. Już po pierwszych słowach rozumie, co się stało. Na jego twarzy natychmiast pojawia się wściekłość.

— Uciekli?! — warczy.

Nie traci ani sekundy. Zrywa się na równe nogi i bez wahania wysyła swojego człowieka w pościg za Poyrazem i Naną.

Kopie z całej siły w krzesło, do którego jeszcze niedawno była przywiązana Nana. Drewno przesuwa się po betonowej posadzce z głośnym trzaskiem.

Właśnie wtedy jego telefon zaczyna wibrować. Spojrzenie na ekran sprawia, że jego brwi unoszą się w zaskoczeniu.

Pelin.

— No proszę… — mruczy, odbierając.

— Wiem, że trzymasz Poyraza i Nanę — mówi Pelin bez wstępów. Jej głos jest napięty, ale zaskakująco stanowczy. — Właśnie uciekłam z bezpiecznego domu. To nie jest pułapka.

Atakan parska krótkim, drwiącym śmiechem.

— Pelin, co ty wygadujesz? Znowu masz załamanie? Przestań robić z siebie ofiarę.

— Nie! — przerywa mu gwałtownie. — Tym razem mówię serio. Nie udaję. Chcę się dogadać. Chcę, żeby Poyraz wrócił. Możemy to rozwiązać między sobą. Bez policji i bez krwi. Spotkajmy się i ustalmy warunki.

W oczach Atakana pojawia się zimny, niebezpieczny błysk. Przez chwilę milczy, ważąc jej słowa. Potem uśmiecha się powoli, jak drapieżnik, który wyczuł słabość ofiary.

— Dobrze — mówi cicho. — Przyjedź pod adres, który ci wyślę.

— Nie — odpowiada Pelin bez wahania. — Spotkamy się w parku, przy którym jest komisariat.

Atakan zaciska szczękę. Jego głos twardnieje.

— Nie jesteś w pozycji, by stawiać mi warunki. — Robi krok w bok, jakby spacerował po magazynie. — Przyjdziesz tam, gdzie ci każę. Masz godzinę. Weź taksówkę. I pozbądź się telefonu.

— Co? — Pelin wstrzymuje oddech.

— Jeśli mam uwierzyć, że to nie pułapka, nie możesz mieć przy sobie telefonu — ciągnie spokojnie, niemal łagodnie. — Zostaw go. Albo wyrzuć. Inaczej nie ma spotkania.

Po drugiej stronie zapada cisza. Długa. Napięta.

— Dobrze — mówi w końcu Pelin cicho. — Będzie tak, jak powiedziałeś.

Rozłącza się.

Atakan opuszcza telefon i przez chwilę patrzy w pustą przestrzeń przed sobą. Potem na jego twarzy pojawia się powolny, triumfalny uśmiech.

***

Sinan siedzi w zaparkowanym samochodzie, w cieniu drzew naprzeciwko kamienicy, w której mieszka siostra Turguta. Uważnie obserwuje wejście, licząc, że mężczyzna w końcu się pojawi. Choć jego wzrok co chwilę wraca do drzwi budynku, myślami jest zupełnie gdzie indziej — przy Aynur. Jej twarz, głos, strach i nadzieja splatają się w jego głowie, nie dając mu spokoju.

Nagle jego uwagę przyciąga głos Ibrahima, który przechodzi kilka metrów dalej, trzymając telefon przy uchu. Sinan mimowolnie wytęża słuch.

— Kirpi, Kara prawie mnie pobiła — mówi Ibrahim półgłosem, wyraźnie wzburzony. — Kazała mi wysiąść z samochodu, bo chciała porozmawiać przez telefon na osobności. Myślała, że się oddaliłem, ale tylko stanąłem z tyłu i wszystko słyszałem.

Sinan marszczy brwi.

— I co? — dopytuje Kirpi po drugiej stronie.

— Rozmawiała z Aynur. Była przeszczęśliwa. Wiesz dlaczego? Bo pan prokurator kupił dla nich bilety lotnicze.

Sinan prostuje się gwałtownie w fotelu.

— Bilety lotnicze? — powtarza Kirpi z niedowierzaniem.

— Tak, ale to jeszcze nic — ciągnie Ibrahim, coraz bardziej przejęty. — Pan Sinan powiedział jej, że ją kocha. Kirpi, ja byłem w takim szoku, a jednocześnie strasznie się ucieszyłem. Tylko że obiecałem Karze, że nikomu nie pisnę słowa. Nikomu, rozumiesz? Gdyby się dowiedziała, zabiłaby mnie bez wahania.

Sinan czuje, jak serce zaczyna mu bić szybciej. Zastyga w bezruchu, jakby ktoś usunął mu grunt spod nóg.

On wyznał Aynur miłość szeptem, przekonany, że śpi. Każde słowo wypowiedział wtedy z drżeniem, bez oczekiwań, bez odwagi spojrzenia jej w oczy.

A jednak… nie spała.

Słyszała wszystko.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 779. Bölüm i Emanet 780. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy