Dziedzictwo odc. 1072: Bestialskie tortury Poyraza! Aynur znów na celowniku!

Poyraz poddawany jest torturom przez człowieka Atakana. Nana, przywiązana do krzesła, jest świadkiem wszystkiego.

„Dziedzictwo” Odc. 1072 – streszczenie

Ludzie Atakana rzucają się na Poyraza bez wahania. Unieruchamiają go brutalnie, unosząc jego ręce wysoko i przypinając je do metalowych haków pod sufitem. Łańcuchy napinają się z suchym zgrzytem. Ciało Poyraza bezwładnie opada, a jego stopy ledwie dotykają podłogi. Nana, przywiązana kilka metrów dalej, patrzy na to z rozszerzonymi z przerażenia oczami.

Pierwszy cios spada nagle. Potem drugi. Pięści uderzają w żebra, brzuch, ramiona.

— Teraz mów! — ryczy Atakan, podchodząc bliżej. — Gdzie ukryłeś Pelin?!

Poyraz podnosi głowę z trudem. Krew spływa mu z rozciętej wargi, ale na jego twarzy pojawia się krzywy, prowokujący uśmiech.

— To twój najsilniejszy człowiek? — rzuca kpiąco, spoglądając na oprycha, który właśnie go uderzył. — Powinien popracować nad prawym sierpowym. Ma małe dłonie… Mogę go podszkolić, jeśli chce.

Odpowiedzią są kolejne ciosy. Trzy szybkie uderzenia w brzuch, jedno po drugim. Poyraz zaciska zęby, ale nie wydaje z siebie żadnego dźwięku.

— Jest postęp — mówi ochryple, łapiąc powietrze. — Ale… ma zdecydowanie za mało kurczaka w diecie.

Wściekłość Atakana narasta. Tym razem uderzenia spadają na twarz. Głowa Poyraza odrzuca się w bok.

— Mów! — krzyczy Atakan. — Gdzie jest Pelin?!

Poyraz spluwa krwią prosto na jego buty, a potem podnosi wzrok.

— To jedyna odpowiedź, jaką ode mnie dostaniesz, gadzie.

— Kontynuujcie! — rozkazuje Atakan lodowatym głosem. — Aż się złamie. Ten idiota w końcu się podda.

Ciosy padają dalej. Nana szarpie się w więzach, a jej oczy wypełniają się łzami. W końcu odwraca głowę, niezdolna dłużej patrzeć, jak mężczyzna, którego kocha, jest bezlitośnie katowany.

Kiedy bicie nie przynosi rezultatu, oprawcy zmieniają metodę. Do hali wnoszą metalową beczkę, napełnioną wodą. Jeden z mężczyzn chwyta Poyraza za włosy i z całej siły wciska jego głowę pod powierzchnię.

— Nie! — krzyczy Nana, rozpaczliwie. — On się utopi! Wyciągnijcie go! Błagam, przestańcie!

Po długiej chwili głowa Poyraza wynurza się z wody. Oddycha ciężko, łapczywie, ale w jego spojrzeniu wciąż tli się bunt.

— Gadaj! — warczy Atakan. — Albo cię zabijemy! Gdzie jest Pelin?!

— To… za mało — mówi Poyraz słabym, ale pewnym głosem. — Treningi bokserskie zwiększyły moją pojemność płuc. Trudności czynią człowieka silniejszym.

Atakan uśmiecha się powoli. To uśmiech kogoś, kto właśnie znalazł słaby punkt.

— Tak uważasz? — mówi cicho. — W takim razie przejdźmy do najgorszej tortury. — Odwraca się do swoich ludzi. — Przynieście noże.

— Nie! — Nana krzyczy, łamiącym się głosem. — Proszę, nie róbcie tego!

— Nie martw się, żono — odzywa się Poyraz, zaskakująco spokojnie. — Ten tchórz nie może mnie zabić. — Unosi wzrok na Atakana. — Nie może, bo tylko ja wiem, gdzie jest jego siostra.

Atakan podchodzi bliżej. W jego oczach pojawia się mrok.

— Może nie mogę cię zabić — mówi wolno. — Ale mogę sprawić, że będziesz błagał o śmierć.

Podnosi jeden z noży. Ostrze błyska w świetle lamp.

— Stolarstwo to precyzyjna praca — ciągnie z zimną satysfakcją. — Materiał trzeba odpowiednio przygotować. A niewidomy cieśla… nie jest już nikomu potrzebny. — Skinieniem głowy wskazuje Poyraza. — Zacznij od prawego oka.

Człowiek Atakana podchodzi i przykłada ostrze do policzka Poyraza. Dotyk zimnej stali sprawia, że po raz pierwszy uśmiech znika z jego twarzy.

Choć próbuje zachować pozory siły, w jego oczach pojawia się coś nowego.

Strach.

Tym razem prawdziwy.

***

Kara siedzi przy łóżku Aynur. Zwykłe, szpitalne światło miękko opada na ich twarze. Policjantka nalewa wodę do plastikowej szklanki, podaje ją Aynur i dopiero wtedy zajmuje miejsce na krześle obok. Jej ruchy są spokojne, niemal opiekuńcze.

— Jak się czujesz? — pyta cicho, uważnie obserwując kobietę.

Aynur bierze łyk wody i przez chwilę milczy.

— Wiele złego mnie spotkało… — odpowiada w końcu. — Ale teraz czuję się dobrze. Naprawdę.

Kara mruży lekko oczy i uśmiecha się pod nosem.

— I właśnie to mnie zastanawia — mówi łagodnie. — Wyglądasz… inaczej. Twoja twarz jest spokojna, a oczy się śmieją. Jakby wydarzyło się coś ważnego.

— Nic takiego — zaprzecza szybko Aynur, odwracając wzrok. — Naprawdę, nic się nie stało…

Jej głos jednak drży, a rumieniec na policzkach zdradza ją natychmiast.

— Aynur — Kara pochyla się lekko w jej stronę. — Nie zapominaj, że jestem policjantką. A przede wszystkim kobietą. Widzę, kiedy ktoś próbuje coś ukryć.

Aynur westchnęła ciężko, jakby podjęła decyzję.

— Dobrze, tylko mnie nie przesłuchuj — mówi półżartem, półserio. — Wczoraj w nocy… słyszałam coś. Pan Sinan myślał, że śpię. Ale nie spałam. — Zawiesza głos. — Powiedział, że nie jestem jedyną osobą, która śni. Że on też… śni o mnie. A potem… — jej głos niemal zamiera — powiedział, że bardzo mnie kocha.

Kara otwiera szeroko oczy, po czym wybucha szczerym, radosnym uśmiechem.

— Aynur! — mówi z entuzjazmem. — Nareszcie! Nie wiesz, jak długo na to czekałam! Cieszę się razem z tobą!

— Ale… — Aynur zaciska palce na kocu. — Nie jestem pewna. Może powiedział to z litości. Z człowieczeństwa…

— Z człowieczeństwa? — Kara unosi brwi, nie kryjąc zdziwienia.

— Pan Sinan sprawia wrażenie chłodnego — tłumaczy Aynur cicho. — Ale on naprawdę kocha ludzi. Może chciał mnie tylko uspokoić…

Kara kręci głową, udając zniecierpliwienie.

— Aynur, moja droga — mówi stanowczo, ale z czułością. — Jestem rozsądną kobietą, więc proszę, nie doprowadzaj mnie do szału. Jesteś ranna, przeżyłaś piekło. Gdyby nie czuł tego, co czuje, nie powiedziałby takich słów. Nie w nocy. Nie w ten sposób. — Uśmiecha się szeroko. — Nie ma więcej wątpliwości. Pan Sinan cię kocha.

Aynur bierze głęboki oddech. Jej policzki czerwienią się jeszcze bardziej, a w oczach pojawia się miękkie, nieśmiałe światło — jakby po raz pierwszy od dawna pozwoliła sobie uwierzyć w szczęście.

***

Baran i Sinan natrafiają na przełomowy trop w sprawie morderstwa Ezgi. W pełnym napięcia pokoju operacyjnym pochylają się nad laptopem, na którym odtwarzane jest nagranie z kamery samochodowej. Auto było zaparkowane naprzeciwko bloku, w którym mieszkała ofiara.

Obraz jest ziarnisty, ale wystarczająco wyraźny.

— Jest — mówi Ibrahim cicho, niemal z niedowierzaniem, zatrzymując kadr. — Spójrzcie. To on.

Na ekranie widać Turguta idącego chodnikiem. Zatrzymuje się na chwilę, unosi głowę i patrzy prosto w stronę okien mieszkania Ezgi. Po chwili rusza dalej, zatacza krótki krąg, jakby upewniał się, że nikt go nie obserwuje, po czym znika w zaparkowanym samochodzie.

— Spojrzał dokładnie na jej okna — dodaje Ibrahim. — Krążył w okolicy, obserwował. Niestety tablice rejestracyjne są nieczytelne.

Sinan prostuje się gwałtownie. W jego oczach pojawia się błysk determinacji.

— Śledził ją — mówi twardo. — Czekał na odpowiedni moment. To nie był impuls, to było zaplanowane. — Zaciska pięść. — Znaleźliśmy cię, Turgucie Evrensoyu. To ty zabiłeś Ezgi. To nagranie jest naszym kluczem. Jedyną szansą, by oczyścić Aynur z zarzutów i doprowadzić sprawcę przed sąd.

***

Turgut przebywa w swojej kryjówce. Pokój jest sterylny, bez śladów osobistych rzeczy — jakby nigdy nie planował tu zostać na długo. Trzyma telefon przy uchu, a na jego twarzy błąka się pewny siebie uśmiech.

— Bracie Hüsnü — mówi spokojnie. — Tak, śledziłem Ezgi. Wszystko poszło zgodnie z planem. Morderstwo przypisano komuś innemu. Możesz przestać się martwić.

Przechadza się po pokoju, jak drapieżnik, który wie, że ofiara już nie żyje.

— Czas wrócić do gry. Odbuduję sieć w Turcji. Na razie będę prowadził interesy zza granicy. Do usłyszenia.

Rozłącza się i siada przed laptopem. Ledwo zdąży dotknąć klawiatury, gdy jego telefon znów zaczyna dzwonić. Tym razem uśmiech znika.

— Co się stało, szwagrze? — pyta zaniepokojony, odbierając połączenie.

— Mam złe wieści — pada odpowiedź po drugiej stronie. — Twoja siostra miała zawał.

Turgut zrywa się z miejsca, jakby ktoś uderzył go w brzuch.

— Co?! — głos mu drży. — W jakim jest stanie?!

— Wypisali ją już do domu, bo czuje się lepiej. Ale w przyszłym tygodniu ma przejść operację. Proszę cię, nie rób nic nierozsądnego. Nie wracaj teraz do Turcji.

W oczach Turguta pojawia się niebezpieczny błysk.

— Zapomnij o tym — odpowiada lodowato. — Nikt mnie nie zatrzyma. Moja siostra jest moim życiem. Wracam do Turcji. Będę tam jutro.

Rozłącza się bez pożegnania. Przez krótką chwilę stoi nieruchomo, po czym zaczyna gorączkowo pakować torbę.

Nie wie jeszcze, że ten powrót może być jego największym błędem.

***

Naciye, współosadzona, która ugodziła Aynur nożem, również trafia do szpitala. Los — albo czyjaś decyzja — sprawia, że zostaje umieszczona w sali tuż obok. Gdy zapada noc, a korytarz cichnie, jej twarz twardnieje. Na ustach pojawia się cień uśmiechu.

— A więc jednak… — szepcze do pustej sali, a jej głos jest chrapliwy, pełen jadu. — Jesteś tak blisko mnie. Dokładnie tam, gdzie chciałam cię mieć.

Przesuwa się powoli na łóżku, sycząc z bólu, ale w jej oczach nie ma skruchy. Jest tylko obłędna satysfakcja.

— Dałam się dźgnąć. Celowo. Tylko po to, żeby tu trafić… żeby cię znaleźć.

Jej palce zaciskają się na prześcieradle.

— Nie tylko mnie upokorzyłaś — cedzi przez zęby. — Doprowadziłaś mnie do szaleństwa. Przez ciebie mój wyrok skoczył z trzech miesięcy do sześciu lat! Sześciu! Zabrałaś mi wszystko!

Oddycha ciężko, jakby każde słowo było kolejnym ciosem.

— Ale wiedz jedno… — jej głos nagle cichnie, staje się nienaturalnie spokojny. — Nie opuszczę tego szpitala, dopóki nie poderżnę ci gardła. Jeśli chcą, niech skażą mnie na dożywocie. Nie mam już nic do stracenia.

Zapada cisza. Naciye uśmiecha się szeroko, jak ktoś, kto właśnie złożył przysięgę.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia był film Emanet 779. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy