„Panna młoda” Odc. 246 — streszczenie
Cemil przyszedł do domu Hancer z sercem ciężkim od niepokoju. Zastał ją w jasnym salonie, przy nakrytym stole, jakby kogoś oczekiwała. Usiedli naprzeciw siebie na kanapach, ale między nimi od pierwszej chwili zawisło napięcie.
— Hancer, co się dzieje? Co to wszystko ma znaczyć? — zapytał, nie kryjąc bólu. — Jak długo jesteście małżeństwem, że już chcesz się rozwodzić? Wszyscy od początku byli przeciwni temu związkowi, a ty mimo to się uparłaś. Co nagle się stało? I dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Wiesz, jak bardzo boli, kiedy brat dowiaduje się o czymś takim od obcych ludzi?
— Bracie, ja…
— Podaj mi jeden powód, Hancer. Tylko jeden. Czy Melih źle cię traktował? Podniósł na ciebie rękę? Zdradził cię? Pił? Grał? W coś się wplątał?
Hancer spuściła wzrok. Siedziała nieruchomo, z dłońmi splecionymi na brzuchu. Widać było, że każde słowo brata trafiało w nią boleśnie, ale nie potrafiła powiedzieć mu prawdy.
— Wszystko ci wyjaśnię — odparła cicho. — Ale proszę, zaufaj mi choć raz. Jeśli coś zrobiłam, to dlatego, że miałam ku temu powód.
— Właśnie tego powodu szukam — powiedział Cemil coraz bardziej bezradnie. — Dlatego tu przyszedłem. Jeśli będąc w ciąży, chcesz rozwodu, to musi chodzić o coś poważnego. Cokolwiek to jest, powiedz mi. Pozwól, że ci pomogę. Im dłużej milczysz, tym gorzej się czuję. Proszę, nie rób mi tego. Dlaczego rozwodzisz się z tym człowiekiem?
Hancer znów opuściła głowę. Wtedy spojrzenie Cemila padło na stół przygotowany dla dwóch osób. Dwa talerze, szklanki, sztućce — wszystko wyglądało tak, jakby za chwilę miał pojawić się ktoś ważny. W jego oczach błysnęło nagłe podejrzenie.
— Melih nic ci nie zrobił, prawda? — zapytał już ciszej, ale ostrzej. — Dlatego milczysz? — Wskazał na nakrycia. — Dla kogo to przygotowałaś? Czy pani Mukadder miała rację? Rozwodzisz się z Melihem, żeby wrócić do Cihana?
Hancer podniosła głowę. Na jej twarzy pojawił się ból, ale i determinacja.
— Tak, bracie. To dla Cihana — powiedziała nagle. — Kochałam tylko jego i zawsze będę go kochać.
Cemil zerwał się z miejsca, jakby nie wierzył, że te słowa naprawdę padły z ust jego siostry.
— Miłość nie usprawiedliwia wszystkiego, Hancer — powiedział z goryczą. — Nie zasłaniaj się nią.
Hancer również wstała. Blada, z dłonią spoczywającą na brzuchu, wyglądała na kobietę, która podjęła decyzję i nie zamierzała się już cofnąć.
— Nie szukam wymówki — odparła. — Po prostu chcę żyć tak, jak czuję.
— Co ty mówisz? — Cemil patrzył na nią z niedowierzaniem. — To nie może być moja siostra. To wstyd, Hancer. Czy nie jest ci wstyd przed dzieckiem, które nosisz?
Nie czekał na odpowiedź. Odwrócił się gwałtownie i wyszedł. Po chwili z dołu dobiegł trzask mocno zamkniętych drzwi.
Hancer nie pobiegła za nim. Nie próbowała go zatrzymać ani niczego tłumaczyć. Została na środku salonu, sama, w ciszy, która nagle wydała się cięższa niż wszystkie jego oskarżenia.
— Robię to dla mojego dziecka, bracie — wyszeptała. — Przyjdzie dzień, w którym poznasz prawdę. Wtedy mnie zrozumiesz.
Pogładziła dłonią brzuch i wzięła głęboki oddech. Jej twarz stwardniała. Wiedziała, że zanim prawda wyjdzie na jaw, będzie musiała udźwignąć jeszcze wiele niesprawiedliwych słów.

***
Engin siedział naprzeciwko Cihana w jego gabinecie, swobodnie oparty w fotelu, lecz jego twarz zdradzała, że od dłuższej chwili intensywnie nad czymś rozmyślał. Między mężczyznami panowała ciężka cisza. Na biurku leżały dokumenty, a atmosfera rozmowy była tak poważna, jak sprawa, która ich do siebie sprowadziła.
— Istnieje sposób, żeby jak najszybciej zakończyć rozwód i uzyskać opiekę nad synem — odezwał się w końcu Engin. Zrobił krótką pauzę, po czym dodał: — Füsun Kaba musi zeznawać na rozprawie. Tylko ona może nam pomóc. Tak czy inaczej, została już wyrzucona z zawodu. Nic gorszego raczej jej nie spotka. Gdybyś zaoferował jej niewielką pomoc finansową…
Cihan pokręcił głową, zanim Engin zdążył dokończyć.
— Nie zgodzi się. Kiedy przyszła do mnie pierwszy raz, powiedziała to wprost.
— A gdybym to ja z nią porozmawiał? — zaproponował Engin. — Może mnie udałoby się ją przekonać.
— Nie trać czasu. Próbowałem wszystkiego. Zaoferowałem jej prawdziwą fortunę, a mimo to odmówiła. Powiedziała, że nie chce angażować się w proces i nie zamierza już nigdy pojawiać się w kontekście tej sprawy.
Engin spoważniał jeszcze bardziej. Przez moment milczał, jakby analizował możliwe konsekwencje tej odmowy.
— To niedobrze… A Beyza? Co robi? Nie próbuje wrócić do rezydencji? Nie wywiera żadnej presji?
— Właśnie to jest dziwne — odparł Cihan. — Nie robi nic. Nawet nie dzwoni.
— Nie przychodzi zobaczyć Cihana Gurura? Nie naciska w sprawie opieki? Nie stwarza żadnych problemów?
— Zupełnie nic. Jakby zapadła się pod ziemię.
Engin oparł się głębiej w fotelu i spojrzał na przyjaciela z niepokojem.
— To bardzo dziwne, Cihanie. I niebezpieczne. Taka cisza nigdy nie wróży niczego dobrego. To cisza przed burzą.
Cihan splótł dłonie na biurku. Jego spojrzenie stwardniało, ale w głosie próbował zachować spokój.
— Po wszystkim, co zrobiła, chyba zrozumiała, że nie ma już dla nas żadnych szans. Myślę, że pogodziła się z porażką.
— Obyś miał rację — powiedział Engin. — Jeśli jednak się mylisz, musimy zachować ostrożność. Dopóki sprawa morderstwa mojej siostry nie zostanie rozwiązana, skupmy się przynajmniej na rozwodzie. To teraz najważniejsze.
***

Cihan zjawił się w starym domu z bukietem białych kwiatów, owiniętych w różowy papier. Stał w progu z niepewnym, lecz ciepłym uśmiechem, jakby tym drobnym gestem chciał wynagrodzić Hancer wszystko, przez co ostatnio przeszła. Kobieta przyjęła kwiaty bez słowa, a potem wstawiła je do wazonu. Dopiero wtedy razem usiedli w salonie, przy stole nakrytym dla dwojga.
— Zrobiłaś faszerowanego bakłażana — zauważył Cihan, spoglądając na przygotowane potrawy.
— Tak. Pomyślałam, że dawno go nie jadłeś. Przygotuję jeszcze börek. To zajmie tylko chwilę. Odpocznij tutaj, dobrze?
Hancer poszła do jasnej kuchni. Stanęła przy kuchence, gdzie na patelni skwierczało jedzenie, i objęła dłońmi brzuch.
— Wkrótce przedstawię cię twojemu tacie, kochanie — wyszeptała. — Oby Bóg sprawił, żeby ta chwila stała się naszym dobrym wspomnieniem.
Cihan nie potrafił jednak siedzieć bezczynnie w salonie. Po chwili pojawił się w kuchni, jakby sama obecność Hancer przyciągała go mocniej niż wszystko inne.
***
Pół godziny później jedzenie było już na stole. Hancer i Cihan usiedli na kanapie, a między nimi unosiła się cisza pełna niewypowiedzianych słów.
— Jeśli chcesz czegoś jeszcze, przyniosę — powiedziała Hancer.
— Przygotowałaś wszystko, co lubię. Masz złote ręce.
Sięgnął do marynarki leżącej na oparciu i wyjął mały prezent owinięty w błyszczącą folię.
— To dla maleństwa.
Hancer ostrożnie rozerwała opakowanie i wyjęła kolorowy dziecięcy śliniak.
— Jest piękny. Dziękuję.
— Wybrałem żółty, bo nie znamy płci. Hancer, naprawdę nie jesteś ciekawa, czy to chłopiec, czy dziewczynka?
— A jakie to ma znaczenie? Dowiem się, kiedy się urodzi. Dla mnie najważniejsze jest tylko to, żeby było zdrowe.
Cihan od razu pomyślał o Beyzie i o tym, co zrobiła, gdy dowiedziała się, że spodziewa się córki. Jego twarz spoważniała.
— Masz rację. Tobie to naprawdę nie robi różnicy. Ludzie, którzy mają sumienie, nie rozróżniają dzieci ze względu na płeć.
Hancer znów spojrzała na śliniak.
— Kilka dni temu widziałam bardzo podobny. Jakbyś wiedział, że mi się spodoba.
— Wiem, co ci się podoba. Dlatego go kupiłem.
— Dziękuję — powtórzyła ciszej.
Cihan przez chwilę przyglądał jej się uważnie.
— Zbliża się twoja wizyta kontrolna. Mogę pójść z tobą, jeśli chcesz.
Marzyłam o tym od miesięcy, Cihanie — pomyślała Hancer, czując, jak jej serce wypełnia ciepło. — Ale czy nadal będziesz chciał być przy mnie, kiedy poznasz prawdę?
— Dziękuję — odpowiedziała tylko, obdarzając go delikatnym uśmiechem.
— Wydajesz się zamyślona.
— Długo stałam w kuchni. Brzuch jest już duży, więc trochę się zmęczyłam.
Cihan nie spuszczał z niej wzroku.
— Chcesz mi coś powiedzieć? Posłuchaj, jeśli coś przede mną ukrywasz, a dowiem się o tym później, nie będzie dobrze.
Hancer zawahała się. Prawda była tak blisko, a jednak wciąż nie potrafiła wypowiedzieć jej na głos.
— Dzisiaj przyszedł mój brat. Twoja mama była u niego i powiedziała mu, że się rozwodzę.
Cihan pokręcił głową z goryczą.
— Ona nigdy się nie zatrzyma. Kiedy powstrzymam ją w jednej sprawie, znajdzie sobie inne miejsce do ataku. Twój brat cię skrzywdził?
— Podjęłam decyzję, której nie potrafi zaakceptować. A kiedy usłyszał o niej od kogoś innego, stracił panowanie nad sobą.
— Znam cię, Hancer. Widzę, kiedy próbujesz znaleźć sposób, żeby przekazać złe wieści. Chyba że wcale nie chciałaś, żeby to wyszło na jaw. To już inna sprawa. Może sama nie jesteś jeszcze pewna tego rozwodu, a teraz, kiedy twój brat się dowiedział, masz jeszcze większy mętlik w głowie. Powiedz mi prawdę. Czy jest jakakolwiek szansa, żebyście ty i Melih się pogodzili?
Hancer spojrzała mu prosto w oczy.
— Nasza historia dobiegła końca. Był przy mnie wtedy, kiedy najbardziej go potrzebowałam, ale to już wystarczy.
— W takim razie nie przejmuj się tym, że twój brat się dowiedział. Prędzej czy później wszyscy i tak musieli się dowiedzieć.
— Martwi mnie coś innego. Nikt tak naprawdę o mnie nie myśli. Nikogo nie obchodzi, co czuję. Każdy patrzy tylko ze swojej perspektywy.
Cihan pochylił się lekko ku niej, a jego głos stał się spokojny i pewny.
— Ja patrzę na to z twojej perspektywy, Hancer. I zawsze będę przy tobie.
Hancer przyjrzała mu się uważnie. W jego słowach było wszystko, czego tak bardzo potrzebowała, ale lęk nadal ściskał jej serce.
Kiedy dowiesz się, że ukryłam przed tobą dziecko… — pomyślała. — Kiedy przyznam, że cię okłamałam… Czy nadal będziesz patrzył na to z mojej perspektywy? Błagam cię, zrób to. Ze względu na dziecko. Ze względu na nas.
***
Sila weszła do sali Metina szybkim, lecz ostrożnym krokiem. Miała na sobie medyczny strój, a na ramionach jasny płaszcz, jakby chciała choć na chwilę wtopić się w szpitalne otoczenie. Metin siedział na brzegu łóżka nieruchomo, z pustym spojrzeniem utkwionym przed siebie.
— Wstań, bracie — powiedziała cicho, ujmując go pod ramię.
Podniosła z krzesła ciepły, rozpinany sweter i narzuciła mu go na ramiona.
— Wychodzimy stąd. Nie pozwolę, żeby dalej trzymali cię w zamknięciu.
Metin nie odpowiedział. Pozwolił jej jednak pomóc sobie wstać. Sila wyjęła z kieszeni dwa niewielkie, pomarańczowe przedmioty i pokazała mu je z łagodnym, uspokajającym spojrzeniem.
— To zatyczki do uszu. Włożę ci je, żeby hałas cię nie przestraszył. Zaufaj mi.
Ostrożnie wsunęła mu zatyczki do uszu, a potem poprawiła sweter na jego ramionach.
— W porządku. Chodź.

Objęła go w talii i wyprowadziła z sali. Na korytarzu zatrzymała się przy czerwonym przycisku alarmowym. Przez krótką chwilę zawahała się, po czym nacisnęła go zdecydowanym ruchem.
W jednej chwili w szpitalu rozległ się przenikliwy dźwięk alarmu. Z sal dobiegły krzyki przerażonych pacjentów.
— Pomocy!
— Uratujcie nas!
— Na pomoc!
Personel poderwał się do działania i ruszył w stronę drugiego piętra. W korytarzach zapanował chaos, dokładnie taki, jakiego Sila potrzebowała. Trzymając Metina mocno pod ramię, poprowadziła go w przeciwną stronę. Przeszli obok czerwonej szafki przeciwpożarowej, minęli pusty fragment korytarza i dotarli do wyjścia.
Dopiero na zewnątrz, gdy znaleźli się za szklanymi drzwiami, Sila odetchnęła głębiej. Wyjęła zatyczki z uszu Metina i spojrzała na niego z nadzieją.
— Dalej, bracie. Jesteś o krok od wolności.
Ruszyli w stronę bramy. Po raz pierwszy od kilku lat Metin postawił stopę poza murami szpitala. Nadal milczał, nadal wyglądał na zagubionego, lecz jego wzrok nie był już tak pusty jak wcześniej. Jakby gdzieś głęboko, pod warstwą otępienia, zaczynała budzić się świadomość.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 182.Bölüm i Gelin 183.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.






