„Dziedzictwo” Odc. 907 – streszczenie
Aynur budzi się, czując lekki chłód. Zasnęła w fotelu w domu prokuratora, a ciepły koc, którym ktoś ją okrył, delikatnie zsuwa się na podłogę. Przeciera oczy i spogląda w stronę kuchni. Sinan stoi przy blacie, nakładając jedzenie na talerze.
— Obudziłaś się — zauważa, nie odwracając się do niej. — Jak twoja noga?
— Lepiej — odpowiada, poruszając stopą.
— Dobrze. Siadaj, przygotowałem śniadanie. — Wskazuje ręką na stół.
Aynur podnosi się ostrożnie i kulejąc, podchodzi do niego. Z zaskoczeniem patrzy na apetycznie wyglądające dania.
— Napracowałeś się…
— I tak codziennie robię sobie śniadanie — mówi obojętnie, siadając naprzeciwko niej.
Aynur uśmiecha się lekko i bierze pierwszy kęs. Smak mile ją zaskakuje.
— Panie Sinanie, to jest doskonałe! Naprawdę masz zręczne ręce. Jesteś wielkim mistrzem, ale ukrywasz ten talent.
Sinan wzrusza ramionami, nie komentując.
— Twój brat to prawdziwy szczęściarz — dodaje Aynur, spoglądając na niego z zaciekawieniem. — Dla niego też na pewno przygotowujesz takie śniadania. Gdzie on jest?
Atmosfera nagle gęstnieje. Twarz Sinana tężeje, a w jego oczach pojawia się gniew.
— Mój brat? — powtarza lodowatym tonem.
Aynur czuje, jak w powietrzu zawisa napięcie, ale nie cofa się.
— Wczoraj… Poszłam do twojego pokoju po lekarstwo i zobaczyłam wasze wspólne zdjęcie…
Sinan gwałtownie wstaje, odsuwając krzesło z ostrym zgrzytem.
— Weszłaś do mojego pokoju?! — w jego głosie brzmi wyraźne oburzenie. — Mimo że ci zabroniłem?!
Aynur otwiera usta, by coś powiedzieć, ale on nie daje jej szansy.
— Wkroczyłaś w moją strefę prywatną! — cedzi przez zaciśnięte zęby. — Spakuj swoje rzeczy i odejdź!
Jego spojrzenie jest lodowate, a głos surowy i nieznoszący sprzeciwu. W powietrzu unosi się ciężka cisza.
***
Nana wręcza Poyrazowi prezent – sweter, który wybrała wspólnie z Yusufem. Mężczyzna od razu go przymierza, a na jego twarzy pojawia się cień uśmiechu.
— Jest świetny — oznajmia, spoglądając na nią z wdzięcznością. — Zachowam go na całe życie.
Nie tracąc czasu, przystępują do pracy w warsztacie. Nana z każdym dniem radzi sobie coraz lepiej – jej ruchy stają się pewniejsze, a stolarskie narzędzia coraz mniej obce.
Nagle telefon Poyraza wibruje. To Mert. Informuje go, że mają szansę porozmawiać sam na sam z lekarzem więziennym – jedynym, który może potwierdzić, czy Trucizna naprawdę popełnił samobójstwo. To dla Poyraza kluczowa informacja, więc nie może przepuścić takiej okazji.
— Muszę wyjść — oznajmia, odkładając narzędzia. — Zajmij się dokończeniem lakierowania drewna. Wentylacja powinna być otwarta, nie zapomnij.
— Jasne, nie martw się — uśmiecha się Nana.
Kiedy Poyraz wychodzi, w warsztacie zjawia się Cansel. Kobieta udaje, że przyszła po coś nieistotnego, a w rzeczywistości dyskretnie zamyka otwór wentylacyjny i przecina sznurek, którym można było otworzyć kratkę. Doskonale wie, że lakierowanie w zamkniętym pomieszczeniu jest niebezpieczne, a właśnie na tym jej zależy. Chce się pozbyć Nany, nie brudząc sobie rąk.
Początkowo dziewczyna nie zauważa problemu, ale po chwili zaczyna czuć się coraz gorzej. Ból głowy, zawroty, duszności. Coś jest nie tak. Próbuje otworzyć wentylację, ale kratka ani drgnie. Nie ma już sił, by dojść do drzwi. Chwieje się i w końcu osuwa na ziemię, tracąc przytomność.
***
Derya z zimnym uśmiechem kładzie na kuchennym stole buteleczkę tabletek nasennych należących do Ayse. Jej plan jest prosty – sprawić, by Doga pomyliła je z cukierkami i zażyła. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z zamierzeniem, Ferit uzna Ayse za nieodpowiedzialną matkę, a ich związek zacznie się rozpadać.
I rzeczywiście, chwilę później w domu rozlega się poruszenie. Gdy Ferit dowiaduje się, że Doga połknęła tabletkę, jego cierpliwość się kończy. Wściekły wchodzi do pokoju Ayse, ściskając w dłoni buteleczkę.
— Co ty najlepszego zrobiłaś, Ayse?! Gdzie miałaś rozum?! — rzuca ostro, podnosząc ją do góry, by lepiej widziała.
Ayse patrzy na niego zdezorientowana.
— O czym ty mówisz?
— Zostawiłaś lekarstwo w kuchni, a Doga je połknęła! Na szczęście tylko jedną tabletkę, więc nic jej nie jest. Ale mogło być gorzej! Jak mogłaś być tak nieodpowiedzialna?!
Ayse blednie, uderzona ciężarem oskarżenia.
— Myślałam, że Nese jest w kuchni… Jestem przekonana, że odłożyłam tabletki do szuflady. Ale miałam straszny ból głowy… Może położyłam je na stole i zapomniałam…
Ferit kręci głową z niedowierzaniem, po czym bierze głęboki oddech.
— Muszę wyjść na świeże powietrze, zanim powiem coś, czego będę żałował.
Odwraca się na pięcie i wychodzi, zostawiając Ayse w oszołomieniu.
***
Z poczuciem winy błąka się po domu, próbując dojść do tego, jak mogła być tak nierozważna. W pewnym momencie zatrzymuje się, słysząc głos dobiegający zza rogu. Derya rozmawia przez telefon, nieświadoma jej obecności.
— Jestem w świetnym nastroju — mówi rozbawiona. — Myślała, że może stanąć mi na drodze, ale poradziłam sobie. Wystarczyła jedna tabletka nasenna.
Ayse zamiera. W jednej chwili wszystko układa się w całość.
— Ona to zrobiła… — szepcze, zaciskając pięści.
Nagle Derya podnosi wzrok i dostrzega Ayse w odbiciu wyłączonego ekranu telefonu. Na jej twarzy pojawia się cień paniki, ale szybko odzyskuje zimną krew.
— Och, czuję się tak źle, odkąd Yesim umarła… — kontynuuje głośno, udając, że rozmowa miała zupełnie inny kontekst. — Nie mogę spać nocami. Te tabletki mi pomagają. Dziś znowu muszę je zażyć.
Odkłada telefon i z fałszywym smutkiem przeciera oczy, jakby była wykończona.
***
W swoim pokoju Ayse nerwowo chodzi tam i z powrotem. W końcu siada obok siostry, która patrzy na nią z powagą.
— Dostałam gęsiej skórki, kiedy to usłyszałam — przyznaje policjantka. — Może zmieniła wersję, gdy mnie zobaczyła. Może to ona sama podała te tabletki Dodze… Boże, ocal mój zdrowy rozsądek!
— Siostro, zwolnij. — Nese stara się zachować spokój. — Rozmawiałaś z Dogą? Może to wszystko wygląda inaczej, niż myślimy.
— Oczywiście, że z nią rozmawiałam. Nie powiedziała nic o Leyli. Myślała, że to cukierki.
— Więc co zamierzasz zrobić?
— Gdybym miała pewność, już dawno zakułabym ją w kajdanki. Ale nie mam dowodów. Jedno wiem na pewno – Leyla nie może dłużej mieszkać pod tym dachem. Mam wobec niej zbyt duże wątpliwości.
— Masz rację — przyznaje Nese. — Ale jeśli ją wyrzucisz, popsujesz swoją relację z Feritem.
— Nie martw się. — W oczach policjantki błyska determinacja. — Mam pewien pomysł.
***
Poyraz i Mert stają się świadkami morderstwa – lekarz więzienny zostaje zastrzelony tuż przed ich oczami. To nie pozostawia wątpliwości – Trucizna żyje i kazał uciszyć niewygodnego świadka.
Poyraz wraca do warsztatu w napięciu, ale to, co zastaje, mrozi mu krew w żyłach. Nana leży nieprzytomna na podłodze.
— Nana! — rzuca się w jej stronę.
Bez wahania bierze ją na ręce i wynosi na zewnątrz. Na szczęście świeże powietrze szybko pomaga – Nana odzyskuje świadomość, choć wciąż ciężko oddycha.
— To przez ten lakier… — mówi słabym głosem, kaszląc.
— Ostrzegałem cię, żebyś otworzyła wentylację!
— Próbowałam, ale kratka była zablokowana. Przepraszam, nie dokończyłam pracy.
W tym momencie przed warsztatem pojawia się klient.
— Co?! Moje zamówienie nie zostało skończone?!
Poyraz zaciska zęby, ale zachowuje spokój.
— Wybacz mi, bracie, moja praktykantka zatruła się lakierem. To sytuacja awaryjna.
— Dobra wymówka! — prycha mężczyzna. — Nie myśl, że powiesz o jakimś wypadku i ujdzie ci to na sucho! Nie dam ci złamanego grosza! I jeszcze zatrudniasz kobietę?! Co ona może wiedzieć o lakierowaniu? Powinna siedzieć w kuchni, tam jej miejsce!
Poyraz nie wytrzymuje. W jednej chwili zaciska pięść i uderza mężczyznę w twarz.
— Nie pozwolę, żeby mój pracownik był poniżany! — warczy. — Wynoś się stąd natychmiast!
Klient, trzymając się za szczękę, wściekle wskazuje na warsztat.
— Złożę na ciebie skargę! A teraz oddaj mi moje meble!
Poyraz mruży oczy i rusza w stronę warsztatu.
— Chcesz swoje meble? Poczekaj!
Chwilę później z impetem wyrzuca krzesła na ulicę. Drewno rozbija się na kawałki. Przestraszony klient rzuca się do ucieczki, krzycząc, że tak tego nie zostawi.
Nana patrzy na Poyraza z niedowierzaniem.
— Wybacz mi. Wszystko zniszczyłam.
Mężczyzna spogląda na nią uważnie, po czym kręci głową.
— To nie twoja wina. To ja zawiniłem.
— Nie jesteś na mnie zły?
— Po prostu odpocznij. Jutro czeka cię kolejny pracowity dzień.
Kamera robi zbliżenie na Cansel, która obserwuje wszystko zza winkla. W jej oczach czai się gniew.
— Nie mogę uwierzyć. Nadal będzie tu pracować! — syczy, zaciskając dłonie w pięści.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 654. Bölüm i Emanet 655. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.













