„Złoty chłopak” Odc. 282 – streszczenie
W obliczu narastających problemów firmy Ferit i Seyran łączą siły, pracując nad nowymi projektami. Oddają się pracy, ale przy każdej okazji pozwalają sobie na chwilę bliskości, ciesząc się, że los znów ich połączył.
***
Kazim stoi w eleganckim salonie przed dużym, złoconym lustrem. Poprawia mankiety koszuli i wygładza klapy ciemnego garnituru, przyglądając się swojemu odbiciu z wyraźnym zadowoleniem. Jego twarz rozjaśnia cień dumnego uśmiechu.
— No, Kazimie… — mruczy pod nosem. — Tak powinien wyglądać prawdziwy mężczyzna.
Przekręca lekko głowę, sprawdzając profil w lustrze, po czym poprawia jeszcze krawat i wygładza włosy. Wnętrze rezydencji jest ciche, oświetlone ciepłym światłem lampy stojącej przy kolumnie. Wszystko wygląda spokojnie i dostojnie.
Nagle ciszę przerywa dźwięk telefonu. Kazim marszczy brwi. Sięga do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyciąga telefon. Na ekranie widnieje numer prywatny.
— Prywatny numer? — mruczy podejrzliwie.
Przez chwilę waha się, ale w końcu odbiera.
— Halo?
Siada na drewnianym krześle przy ścianie, opierając się wygodnie i przykładając telefon do ucha. Po drugiej stronie zapada krótka cisza. A potem rozlega się spokojny, niski głos:
— Widzę, że wszyscy już zadomowiliście się w rezydencji.
Kazim prostuje się lekko.
— Każdy dostał to, czego chciał… — ciągnie głos. — Wszyscy oprócz mnie.
Kazim mruży oczy. Ten głos… Gdzieś już go słyszał.
— Kim jesteś? — pyta chłodno.
— Myślałem, że mnie rozpoznasz.
Kazim nagle zamiera.
Powoli rozgląda się po salonie, jakby upewniał się, że nikt nie stoi w pobliżu. Potem zasłania dłonią usta i ścisza głos.
— Sevki…? — szepcze. — To ty?
Po drugiej stronie rozlega się cichy śmiech.
— Tak. To ja. — Krótka pauza. — Ale oczywiście… zapomniałeś o mnie.
Kazim natychmiast prostuje się na krześle, a jego twarz twardnieje.
— Kim ty jesteś, żebym miał o tobie pamiętać? — syczy. — O czym ty w ogóle mówisz, idioto? I po co do mnie dzwonisz?
— Mam z tobą ważne sprawy do omówienia, panie Kazimie.
— Nie mam z tobą żadnych spraw — odpowiada ostro Kazim. — Rozłącz się natychmiast, gnoju.
Po drugiej stronie zapada krótka cisza.
— Powiedziałem, że to ważne sprawy. Ty i ja możemy na tym dużo zyskać.
Kazim prycha pogardliwie.
— Co ty możesz mi dać? Oszalałeś?
Wtedy Sevki mówi spokojnie:
— To ma związek z Korhanami.
Kazim nagle milknie. Jego brwi unoszą się z zainteresowaniem.
— Potrzebuję kogoś ze środka rezydencji — ciągnie Sevki. — A ty idealnie się do tego nadajesz. Wyciągniemy ogromne pieniądze od Halisa Korhana.
Kazim zaciska palce na oparciu krzesła. Nachyla się lekko do przodu i ponownie rozgląda się wokół. Jego głos przechodzi w ledwie słyszalny szept:
— Sevki… co ty wiesz o Korhanach?
Przez chwilę w słuchawce słychać tylko cichy oddech rozmówcy.
— To już nie jest rozmowa na telefon.
Kazim zaciska szczękę.
— Powiedz mi najpierw, co wiesz — mówi nerwowo. — A potem zdecyduję, czy wchodzić z tobą w jakiekolwiek układy.
Po drugiej stronie rozlega się krótki, chłodny śmiech.
— Nie zwlekaj, Kazimie. Przyjdź, porozmawiamy.
Klik. Połączenie zostaje przerwane.
Kazim przez chwilę siedzi nieruchomo, wpatrując się w ekran telefonu. Potem gwałtownie podnosi się z krzesła.
— Boże… — mruczy pod nosem. Jego twarz zdradza niepokój, ale w oczach pojawia się także błysk ciekawości. — Co ten człowiek może wiedzieć o Korhanach?
***
Ciekawość i wizja łatwego wzbogacenia się popychają Kazima do spotkania z Sevkim. Mężczyzna nie zastanawia się długo nad możliwymi konsekwencjami. Myśl o pieniądzach całkowicie przesłania mu ostrożność. Nie informuje nikogo, dokąd idzie, nie zabiera ze sobą nikogo z ochrony. Jest przekonany, że kontroluje sytuację.
Godzinę później dociera do biednej dzielnicy na obrzeżach miasta. Wąska ulica wygląda na opustoszałą. Nad dachami niskich domów góruje minaret pobliskiego meczetu, a na dachach widać stare anteny satelitarne. Powietrze jest ciężkie i wilgotne, a cisza wokół sprawia, że miejsce wydaje się jeszcze bardziej ponure.
Kazim zatrzymuje się przed jednym z domów i przez chwilę patrzy na drzwi.
— Co za dziura… — mruczy pod nosem.
W końcu puka. Drzwi otwierają się niemal natychmiast. W progu staje Sevki. Jego twarz jest wychudzona, a oczy błyszczą w sposób, który natychmiast budzi niepokój.
— Wiedziałem, że przyjdziesz — mówi spokojnie.
Gestem ręki zaprasza go do środka.
Kazim jednak nie rusza się z miejsca.
— Powiedz tutaj, co masz do powiedzenia — odpowiada chłodno, krzyżując ręce na piersi. — Nie mam czasu na twoje gierki.
Sevki uśmiecha się krzywo.
— Nie wypada rozmawiać w drzwiach, panie Kazimie. Poza tym… to bardzo dyskretne sprawy. — Nachyla się lekko. — Wejdź. Wszystko ci wyjaśnię.
Kazim wzdycha ciężko, wyraźnie zirytowany.
— Jeśli marnujesz mój czas, gorzko tego pożałujesz.
Przekracza próg.
To był błąd.
Drzwi zamykają się za nim z głuchym trzaskiem.
W tej samej chwili z bocznego pokoju wyskakuje dwóch mężczyzn. Chwytają Kazima za ramiona i brutalnie popychają go do środka.
— Co do diabła?! — krzyczy Kazim. — Kim jesteście, dranie?! Puśćcie mnie!
Szarpie się, próbuje wyrwać, ale napastnicy są znacznie silniejsi. Jeden wykręca mu rękę do tyłu, drugi przyciska go do ściany.
— Spokojnie — mówi lodowato Sevki, zamykając drzwi na klucz. — Jeszcze nie zaczęliśmy rozmowy.
***
W tym samym czasie w rezydencji Korhanów Suna stoi w garderobie przed otwartą szafą. Przegląda eleganckie sukienki, przesuwając palcami po materiałach.
Nagle rozlega się dźwięk telefonu. Bierze urządzenie do ręki i spogląda na ekran.
— Tata?
Natychmiast odbiera.
— Słucham, tato?
W słuchawce słychać ciężki, drżący oddech.
— Suna, moja córko… — mówi Kazim zduszonym głosem. — Czy ktoś jest w pobliżu?
Suna marszczy brwi.
— Nie, nikogo tu nie ma. Coś się stało?
Kamera przenosi się do domu Sevkiego.
Kazim siedzi na zielonej kanapie. Jego ręce są związane grubym sznurem, a twarz napięta ze strachu i wściekłości. Obok niego siedzi Sevki, trzymając telefon tuż przy jego ustach.
Po chwili zbliża urządzenie do własnych ust i sam zaczyna mówić.
— Jeśli chcesz jeszcze usłyszeć głos swojego ojca — mówi spokojnym, lodowatym tonem — musisz zrobić dokładnie to, co ci powiem.
Suna prostuje się gwałtownie.
— Kim jesteś?!
Sevki uśmiecha się szyderczo.
— Proszę, proszę… Widzę, że szybko zapomniałaś mój głos.
Robi krótką pauzę.
— Z tej strony Sevki.
Oczy Suny rozszerzają się z niedowierzania.
— Nie bądź śmieszny, Sevki! — mówi ostro. — Oszalałeś?!
— Tak. Oszalałem — odpowiada spokojnie. — Ty się uratowałaś i zaczęłaś nowe życie, a ja zostałem z niczym.
Jego głos staje się chłodniejszy.
— Nie pozwolę na taką niesprawiedliwość. Albo przyniesiesz mi pieniądze… albo strzelę twojemu ojcu w głowę.
— Zwariowałeś?! — krzyczy Suna. — Skąd mam wziąć pieniądze?!
Sevki wzrusza ramionami.
— To już nie mój problem.
Przykłada telefon z powrotem do ust Kazima.
Kazim oddycha ciężko, a jego głos jest pełen paniki.
— Suna… moja córko… musisz znaleźć pieniądze — mówi błagalnie. — To nie są żarty. Ci ludzie naprawdę mogą mnie zabić.
Łzy pojawiają się w jego oczach.
— Jeśli nie… to może być ostatni raz, kiedy słyszysz mój głos.
Połączenie zostaje nagle przerwane.
Suna stoi nieruchomo z telefonem w dłoni. Jej twarz blednie, a oddech przyspiesza.
Powoli podnosi wzrok.
W drzwiach pokoju stoi Abidin i patrzy na nią z niepokojem. Słyszał jej rozmowę.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Yalı Çapkını. Inspiracją do jego stworzenia był film Yalı Çapkını 85.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.












