„Dziedzictwo” Odc. 919 – streszczenie
Cansel podstępnie manipuluje Naną, robiąc wszystko, by ta zgodziła się na propozycję pracy modelki. Jej plan okazuje się skuteczny – dziewczyna, po chwili wahania, wychodzi przed salon, wyciąga telefon i wybiera numer Banu.
– Dzień dobry, pani Banu. Zdecydowałam… Zgadzam się na sesję.
Po drugiej stronie zapada cisza, a potem menadżerka uśmiecha się z wyraźnym triumfem. W jej oczach pojawia się błysk chciwości.
– No proszę… Wiedziałam, że się odezwie – mruczy pod nosem.
Do Banu podchodzi kierowca, który od dawna zna jej metody.
– Sądzę po pani uśmiechu, że znalazła się nowa perełka?
– Czy kiedykolwiek wróciłam z pustymi rękami? – rzuca pewnie Banu. – Jest piękniejsza niż wszystkie dotychczasowe dziewczyny z przedmieść. Zrobimy na niej fortunę.
***
W salonie fryzjerskim Cansel nerwowo przechadza się między fotelami.
– Przyjęła ofertę czy nie? Gdzie ona się podziewa?! – mruczy zniecierpliwiona.
W drzwiach pojawia się Nana. Cansel natychmiast zmienia ton na przyjazny.
– Och, jesteś już! Trzeba trochę ogarnąć tu bałagan.
– Później – odpowiada spokojnie Nana. – Najpierw musimy porozmawiać. Zadzwoniłam do pani Banu. Zgodziłam się. Przyjęłam jej ofertę.
– Naprawdę? Cieszę się… naprawdę się cieszę – mówi Cansel, starając się nie zdradzić zbytniego entuzjazmu.
– Właściwie… zrobiłam to nie dla siebie, tylko ze względu na ciebie. I twoje dziecko.
Cansel mruży oczy, udając zaskoczenie.
– Co masz na myśli?
– Słyszałam twoją rozmowę przez telefon. Ty i twój mąż jesteście w tarapatach. Zadłużeni. Wiem, że mnie nie znosisz, ale w takich chwilach nie to jest ważne. Pieniądze, które zarobię, oddam tobie. Chcę ci pomóc.
– Ale… dlaczego? – Cansel gra zaskoczoną, choć jej serce bije szybciej z podekscytowania.
– Bo to i tak nic w porównaniu z moim długiem wobec twojej rodziny. Chcę to zrobić w ciszy. Poyraz nie musi się o niczym dowiedzieć.
Cansel, zachowując pozory skruchy, wzdycha ciężko.
– Skoro tak… zgadzam się, ale tylko ze względu na dziecko, które noszę pod sercem. – Jej głos łagodnieje, a twarz przybiera wyraz niewinności. – Zaskoczyłaś mnie. Naprawdę się wzruszyłam. Nana… mogłabyś podać mi szklankę wody?
– Oczywiście – mówi dziewczyna i odchodzi na zaplecze.
Cansel błyskawicznie wyciąga telefon i wybiera numer Banu.
– Pani Banu? Tu Cansel. Nana zaakceptowała ofertę. Gdyby nie ja, nigdy by się nie zgodziła. Mam nadzieję, że doceni pani moją rolę. Kiedy otrzymam swoją część?
***
Semih odwiedza Poyraza w warsztacie. Gdy tylko Mert go zauważa, bez słowa wychodzi na zewnątrz.
– Cóż, wygląda na to, że Mert nie zdążył się za mną stęsknić – rzuca Semih z półuśmiechem, siadając naprzeciwko Poyraza.
– On cię nie polubił od pierwszego dnia – odpowiada chłodno Poyraz. – I nic już tego nie zmieni. Jak się trzymasz, Semihu?
– Powoli, ale idę do przodu, bracie. A ty? Ucieszyłem się, gdy siostra powiedziała, że w końcu cię wypuścili. Nie mogłem cię odwiedzić, przepraszam. Praca, sprawy… sam rozumiesz.
– Nie musisz się tłumaczyć – przerywa mu krótko Poyraz.
– Udało ci się szybko przyzwyczaić?
– Do więzienia? Tak, to było łatwe – mówi z gorzkim uśmiechem. – Trudniej było zaakceptować, że trafiłem tam przez czyjeś oszczerstwo. Tego nigdy nie przełknę. Nigdy się z tym nie pogodzę.
– Masz rację. Jak o tym myślę, to aż mnie skręca. Kto mógł być tak podły, żeby podłożyć narkotyki komuś tak uczciwemu jak ty?
***
RETROSPEKCJA. Trzy lata wcześniej.
Noc. Deszcz. Semih biegnie ciemnymi uliczkami miasta. Kaptur ma zaciągnięty głęboko na głowę. Dyszy ciężko, raz po raz oglądając się za siebie.
– Złapią mnie… – szepcze z paniką.
Nagle dostrzega znajomy budynek – warsztat Poyraza. Bez wahania podbiega, otwiera drzwi kluczem i wślizguje się do środka. Rozejrzawszy się nerwowo, wyciąga zza pazuchy paczkę – narkotyki. Wraca wzrokiem do ściany, za którą oparto stare deski. Wsuwa paczkę za nie, po czym nasłuchuje.
W oddali słychać policyjne syreny, które w końcu cichną. Semih wychodzi niezauważony.
***
POWRÓT DO TERAŹNIEJSZOŚCI.
– Znajdę tego drania – mówi Poyraz przez zaciśnięte zęby. – I jak go dorwę… spalę na popiół!
Semih czuje, że atmosfera gęstnieje, więc próbuje zmienić temat.
– Pogadajmy o czymś lżejszym. Od naszego ostatniego spotkania twoja rodzina się powiększyła. Nana i Yusuf…
– Są z nami. Tymczasowo – odpowiada Poyraz. – Za jakiś czas odejdą. Chłopak to wojownik, naprawdę. A Nana… Czasem jest zakręcona, ale ma dobre serce. Można powiedzieć, że zostali mi powierzeni. Siostra na pewno ci coś opowiadała.
– Tak, trochę wspomniała. Ale zapytałem, bo… może ja też mógłbym pomóc.
Poyraz kładzie mu dłoń na ramieniu.
– Doceniam to, naprawdę. Ale poradzimy sobie, nie trzeba.
Semih przygląda mu się uważnie, po czym myśli:
„Nie nazywam się Semih, jeśli nic do niej nie czujesz…”
Na głos mówi tylko:
– Dobra, nie będę ci już więcej zawracał głowy. Miłej pracy, bracie.
Po jego wyjściu Mert wraca do warsztatu, wzdychając teatralnie.
– No wreszcie. Wróciło powietrze do pomieszczenia. Diabeł wyszedł. Mistrzu, nie pojmuję… Jak możesz go tolerować?
– Bo tylko on został mojej bratowej – odpowiada cicho Poyraz. – Poza nim nie ma już nikogo.
***
Zapada wieczór. W salonie panuje ciepła, choć nieco napięta atmosfera. W fotelach i na sofie siedzą: Nazli, Nana, Cansel, jej brat Semih oraz Cennet. Tylko Poyraza nie ma w domu… jeszcze.
– Mamusiu, to było jak scena z filmu! – opowiada z ekscytacją Cansel, żywo gestykulując. – Pojawiła się kobieta – prawdziwa łowczyni talentów! Wystarczyło jedno spojrzenie na Nanę i… wybrała ją! Los się do niej uśmiechnął!
– Może to rzeczywiście szansa… – mówi ostrożnie Cennet, zwracając się do Nany. Jej ton brzmi neutralnie, ale myśli są mieszane. Z jednej strony ulga – może dziewczyna w końcu stanie na nogi i wyjedzie. Z drugiej – zazdrość i niechęć, która gdzieś głęboko nadal w niej siedzi.
– Mamo, ale to na razie tylko początek – zniża głos Cansel. – Jutro jest próbna sesja zdjęciowa. Tylko błagam… nie mów nic Poyrazowi. Gdy się dowie, natychmiast tego zabroni!
– Zabronię – rozlega się stanowczy głos z progu. Wszyscy odwracają się zaskoczeni. Poyraz stoi w wejściu, a jego spojrzenie jest zimne i nieprzeniknione. – Co tu się wyprawia za moimi plecami? Oczekuję jasnych wyjaśnień. Teraz.
– Bracie Poyrazie – odzywa się Semih, starając się uspokoić napięcie – poczekaj, wysłuchaj nas, zanim wydasz wyrok. To profesjonalna sesja, zdjęcia będą publikowane tylko za granicą. Nie ma żadnego ryzyka.
– Ty lepiej zamilcz – przerywa mu Poyraz lodowato. – Przyjechałeś dopiero wczoraj i już się wymądrzasz. A to, co słyszę, to czysta absurdalność!
– To poważna sprawa, Poyrazie – włącza się spokojnie Nana. – Może to być coś, co zmieni moje życie.
– Masz już pracę. Wystarczającą. Gdzieś na zewnątrz czyha Trucizna. Chcesz być reklamową przynętą? Pozować przed obiektywem jak naiwna dziewczynka?
– Nie zamierzam opuszczać dzielnicy. Nie narażę Yusufa. Zdjęcia trafią tylko za granicę. Nikt tu nawet o tym nie usłyszy.
– Do kuchni. Teraz – rzuca Poyraz, chwytając ją za nadgarstek i prowadząc za sobą. Jego głos jest napięty, niemal drżący ze złości. – Co się z tobą dzieje, Nana? Naprawdę sądzisz, że pieniądze i sława rozwiążą twoje problemy? Tak łatwo zapomniałaś, przez co przeszłaś?
– Nie chodzi mi o sławę! – odpowiada z pasją. – Chcę tylko…
– Chcesz tylko pieniędzy? – rzuca z pogardą.
– Tak! – wybucha. – Chcę pieniędzy! Ale nie dla siebie! I nie potrzebuję twojej zgody. Przyzwyczaj się do tego!
Nana odwraca się gwałtownie i wychodzi z kuchni, pozostawiając Poyraza z jego własną złością i niezrozumieniem.
– Jesteś zaślepiona – mówi za nią cicho, niemal do siebie. – Zaślepiona chciwością i pragnieniem poklasku. Myliłem się co do ciebie. I to bardzo.
Gdyby tylko wiedział, jak bardzo się myli… Gdyby znał prawdę – że Nana zgodziła się na tę pracę, by pomóc jemu i jego rodzinie – zamilkłby ze wstydu.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 662. Bölüm i Emanet 663. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.















