Dziedzictwo odc. 931: Ferit słyszy rozmowę Deryi!

Ferit przyłapuje Deryę na rozmowie telefonicznej ze swoim człowiekiem.

„Dziedzictwo” Odc. 931 – streszczenie

Poyraz przyznaje rodzinie, że Nana znalazła w jego kurtce narkotyki.

– Boże, co się z nami dzieje?! – woła zrozpaczona Cennet, chwytając się za głowę.
– Poyraz, co to ma znaczyć? – pyta spokojnie, lecz z napięciem w głosie, Şahin.

– Ktoś mnie wrobił, jestem tego pewien – mówi Poyraz, z trudem panując nad emocjami. – Nie wiem tylko, kto za tym stoi, kto zlecił tę podłość. Nana myśli, że narkotyki należą do mnie. Dała mi jeden dzień. Jeśli się nie wytłumaczę… jeśli nie znajdę winnego, sam pójdę na policję.

Cennet gwałtownie wstaje z fotela.
– Co to za brednie?! – krzyczy. – Przecież znam cię, moje dziecko! Wiem, że zawsze byłeś wierny prawu. Już raz cię wrobili. I co? Teraz znowu?! Znowu chcesz to przeżywać?!

Cansel podchodzi do niej szybko i łagodnie ją obejmuje.
– Mamo, uspokój się, proszę. Zaraz ci ciśnienie skoczy…

– Nie pozwolę ci na to! – Cennet podnosi głos jeszcze bardziej. – Nie zgłosisz się nigdzie! Nie mogę cię znowu stracić, rozumiesz?! Nie wytrzymam tego drugi raz!

Poyraz wstaje. Jego twarz jest twarda, a głos nieugięty.
– Słowo raz dane już nie wraca. Nie zmienię decyzji, mamo.

Cennet obraca się gwałtownie w stronę Nany. Jej oczy płoną gniewem i rozczarowaniem.

– Ty niewdzięczna dziewczyno! – syczy. – Mój syn poświęcił dla ciebie wszystko! Znalazł cię na ulicy, półżywą! Ryzykował własne życie, żeby cię ochronić! Przyjął cię pod swój dach, dał ci schronienie, rodzinę, bezpieczeństwo! A ty? Wystarczyło jedno oskarżenie i już się od niego odwróciłaś? Jak mogłaś?! Wstydź się!

– Mamo, dosyć! – przerywa jej Poyraz, próbując zachować spokój. – Znajdę tego, kto mnie wrobił. Obiecuję. Ale proszę… nie martw się tak.

– Jak mam się nie martwić, synku? – łka Cennet. – Moja dusza już raz została zmiażdżona. Nie zniosę kolejnej niesprawiedliwości. Moje serce tego nie przeżyje… Poyrazie, błagam, nie rób tego! Jeśli ona ci nie wierzy, niech odejdzie!

– Zabiorę Yusufa i wyjdę – mówi chłodno Nana, odwracając się w stronę drzwi.

Ale Poyraz staje jej na drodze. Jego głos jest stanowczy, nieznoszący sprzeciwu.
– Nigdzie nie pójdziesz. Powiedziałem, że dam sobie jeden dzień – i słowa dotrzymam. Teraz idź. Na górę. Do swojego pokoju.

Nana rzuca mu przeciągłe, zimne spojrzenie, po czym milcząc odchodzi na piętro.

***

Z każdą minutą Derya czuje, jak zaciska się wokół niej niewidzialna pętla. Strach, że morderstwo, którego się dopuściła, w końcu wyjdzie na jaw, zaczyna paraliżować jej myśli. Nie mogąc już znieść narastającego napięcia, sięga po telefon i dzwoni do swojego człowieka.

– Rozpocząłeś operację?! Na co, do diabła, jeszcze czekasz?! – wyrzuca z siebie zbyt głośno, ledwo powstrzymując panikę.

– Znalazłem odpowiedniego faceta – odpowiada głos po drugiej stronie słuchawki. – Zaczęli działać, ale to nie jest proste zlecenie. Musisz być cierpliwa.
– Oszaleję! Ten system musi paść. Teraz!

Nagle czuje na karku czyjś wzrok. Z przerażeniem odwraca się i… zamiera. Za jej plecami stoi Ferit.

– Pani prokurator… Dobrze słyszałem? – pyta powoli, marszcząc brwi. – Powiedziałaś właśnie, że system laboratorium musi upaść?

Derya próbuje się opanować i błyskawicznie przybiera maskę profesjonalizmu.

– Tak, Fericie. I nadal tak uważam – mówi chłodno, prostując się. – Poprosiłam kolegę, by sprawdził, czy system ujawnił tożsamość ofiary. Od godzin słyszę to samo – że system jest przeciążony, zawiesza się, nic nie działa. Powiedziałam, co powiedziałam… z frustracji. Ale nie miałam na myśli niczego złego.

Ferit nie odpowiada. Przygląda się jej długo i uważnie, jakby nagle coś w niej dostrzegł. Coś, co wcześniej mu umykało.

***

Aynur spotyka się z Gürkanem w cichym zakątku parku. Promienie słońca przedzierają się przez korony drzew. Siadają razem na ławce. Kobieta spuszcza wzrok, jakby szukała siły w ziemi pod swoimi stopami.

– Panie Gürkanie… – zaczyna cicho, z wyraźnym napięciem w głosie. – Nie chcę niepotrzebnie przeciągać tej rozmowy ani zabierać panu czasu. Powiem wprost… Nie czuję do pana niczego więcej.

Gürkan przez chwilę milczy, jakby jego serce zatrzymało się na ułamek sekundy.
– Nie mam żadnych szans? – pyta w końcu, z ledwo wyczuwalną nadzieją w oczach.

Aynur tylko kiwnięciem głowy potwierdza, że nie. Mężczyzna wciąga głęboko powietrze i próbuje się uśmiechnąć.
– Rozumiem – mówi cicho. – W zasadzie przeczuwałem to już wcześniej. Ale i tak dziękuję ci za szczerość. Przynajmniej teraz wiem, na czym stoję.

Po chwili dodaje pogodniejszym tonem:
– W takim razie pozwól, że będziemy rozmawiać dalej… jak przyjaciele. Możemy zacząć choćby teraz.

Nieopodal, ukryty za zjeżdżalniami, pojawia się Sinan. Z niepokojem śledzi ich rozmowę, nachylając się lekko, by lepiej słyszeć.

– Wyjeżdżam do Niemiec – mówi Gürkan spokojnie. – Praca. Czeka na mnie dom w jednej z najpiękniejszych dzielnic Berlina.
– To cudownie – odpowiada Aynur z autentycznym zainteresowaniem. – Zawsze chciałam zobaczyć Berlin. Te szerokie ulice, kultura, życie nocne. To miasto wydaje się mieć wszystko.

– Nowe początki zawsze w nas coś budzą – mówi z uśmiechem Gürkan. – Ja też właśnie stanąłem u progu czegoś nowego.

Kamera wraca na twarz Sinana, który zbladł i ledwo oddycha.
– Więc… Aynur i Gürkan wyjadą razem do Niemiec… – szepcze do siebie, przerażony tym, co właśnie podsłuchał. – Czy oni… zamierzają się pobrać?

***

Ciszę przerywa skrzypienie drzwi. Nana stara się niepostrzeżenie opuścić dom. Ledwo stawia kilka kroków, gdy za plecami słyszy głos Poyraza.
– Dokąd się wybierasz?

Zanim zdąży odpowiedzieć, mężczyzna zabiera ją do warsztatu. Tam przywiązuje ją do krzesła, zdeterminowany, by powstrzymać jej ucieczkę.
– Rób co chcesz, ale nie zmienię decyzji! – krzyczy Nana, próbując się wyrwać. – Zabiorę Yusufa i odejdę! Czy ty jesteś tyranem?!

– Tak – odpowiada bez wahania Poyraz. – Jeśli to oznacza, że nie pozwolę ci odejść zanim usłyszysz prawdę – to tak, jestem tyranem. Oceniasz mnie, nie dając mi nawet szansy, bym się wytłumaczył. Skazałaś mnie bez procesu. Zabiłaś mnie, nawet nie pytając, jakie było moje ostatnie życzenie. Nie dotrzymujesz słowa, Nano. Ale ja dotrzymam. Poprosiłem cię o jeden dzień. Potem możesz iść, gdzie chcesz.

– Nie wierzę ci! – krzyczy. – Wypuść mnie!

Poyraz pochyla się ku niej. Ich twarze dzielą centymetry.
– Ale ja tobie wierzyłem – mówi miękko, z bólem w oczach. – Od pierwszego dnia. Zobaczyłem coś więcej niż twój gniew i nieufność. Zaufałem ci… nie wiedząc nawet, kim naprawdę jesteś.

– W mojej kieszeni nie pojawiły się żadne narkotyki! – wybucha Nana, nadal święcie przekonana, że to on jest winny.

Poyraz milczy. Po chwili wyciąga nóż i przecina sznur, którym związał jej ręce. Jest wolna.
– Jeśli straciłaś do mnie zaufanie… to ja też straciłem do ciebie. – Jego głos jest cichy, ale stanowczy. – Idź.

Wskazuje dłonią drzwi.

Nana nie rusza się z miejsca. Trwa w ciszy, wpatrzona w podłogę. Myśli. W końcu mówi:
– Nie pójdę. Ale tylko z jednego powodu. Żebyś nie dotrzymał swojego słowa.

Poyraz patrzy na nią ze zdumieniem, lecz nie przerywa jej.

– Na koniec tego dnia odzyskam swoją niewinność – mówi spokojnie. – Ale ty… ty przegrasz. Bo kiedy wszystko się wyjaśni, ty – która odwróciłaś się w najtrudniejszym momencie – już nie będziesz mogła spojrzeć sobie w oczy z tą samą dumą.

***

Volkan wchodzi do gabinetu Leyli, gdzie Derya, Ayşe i Ferit pracują nad sprawą nieznanej ofiary znalezionej w lesie. Jego twarz jest poważna, głos chłodny.

– Mam złe wieści – oznajmia bez zbędnych wstępów. – System laboratorium przestał działać. Nikt nie wie, kiedy uda się go przywrócić.
– Co?! – wyrywa się Ayşe. – Volkanie, jak to?! Przecież czekamy na identyfikację ofiary! Laboranci obiecywali, że ją ustalą! I co teraz?

– Wszystko przepadło – odpowiada ponuro. – Wyniki testów DNA, dane, ustalenia tożsamości… wszystko muszą zacząć od zera.

Zapada cisza. Ferit spogląda na Deryę z narastającym niepokojem.
– Pani prokurator… co za niezwykły zbieg okoliczności – mówi powoli. – Wydarzyło się dokładnie to, czego sobie życzyłaś.
– Jaki zbieg? – dopytuje zaskoczona Ayşe.

Ferit nie odrywa wzroku od Deryi.
– Godzinę temu pani prokurator dosłownie krzyknęła, że system laboratorium musi upaść.

Derya próbuje zareagować, ale głos jej drży, a twarz lekko blednie.

– Komisarzu Fericie, przecież dobrze wiesz, że to był tylko wyraz zniecierpliwienia… – tłumaczy się nerwowo. – To było… no… w przenośni. Powinnam sobie zażyczyć czegoś innego, naprawdę. To ostatnia rzecz, jaką chciałam, by się spełniła. Ten system od dawna był niewydolny, wszyscy to wiedzą…

Ferit patrzy na nią dłuższą chwilę w milczeniu, po czym cedzi przez zęby:
– Ludzie powinni uważać, czego sobie życzą. Bo niektóre życzenia mają paskudny zwyczaj się spełniać.

***

Noc. Przed domem. Cisza, którą przerywa tylko cichy głos Semiha rozmawiającego przez telefon.

Cansel wychodzi na zewnątrz i zauważa brata, stojącego w cieniu przy furtce. Podchodzi powoli, mrużąc oczy.
– Z kim rozmawiasz o tej porze? – pyta chłodno, wbijając w niego podejrzliwe spojrzenie.

Semih gwałtownie kończy rozmowę i nerwowo chowa telefon do kieszeni.
– Z kolegą… – odpowiada, siląc się na obojętność. – Zagadałem się i nawet nie zauważyłem, jak czas zleciał…

– Z kolegą? – Cansel prycha z ironią. – Jasne. Chyba nie myślisz, że jestem na tyle głupia, by łyknąć to kłamstwo? To ty podrzuciłeś narkotyki Poyrazowi, prawda?!

– Co ty wygadujesz?! – oburza się Semih. – Siostro, nie mów bzdur…

– Milcz! – wrzeszczy Cansel, podchodząc do niego bliżej. – Jeszcze masz czelność udawać niewiniątko?! Jak mogłeś?! Oszalałeś?! – w furii wbija kciuk w jego pierś.
– Ała! Cansel, przestań, boli! Przysięgam, nic nie zrobiłem…

– Przysięgi możesz sobie darować! – syczy. – Jak trzeba będzie, to cię nie tylko uderzę, ale i pobiję, żebyś w końcu się opamiętał! Przestań grać ofiarę – przede mną to nie przejdzie!

Semih spuszcza głowę. Po chwili mówi cicho, z wyrzutem w głosie:
– Dobrze… Zrobiłem to. Byłem wściekły. Wkurzył mnie i… zrobiłem to…

Cansel otwiera oczy szeroko, jakby nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała.

– Zabiję cię, Semihu! – cedzi przez zęby, zanosząc się od złości. – Czy ty kompletnie zwariowałeś?! Przez tę uliczną dziewuchę z włosami jak miotła?! Ty idioto! Przez kogoś takiego chcesz zmarnować sobie życie?! Zastanowiłeś się choć przez sekundę, co się stanie, jeśli Poyraz odkryje prawdę?! Co stanie się ze mną?! Z moim małżeństwem?!

– Spokojnie… Zabezpieczyłem się. Nic się nie wyda. Mam wszystko pod kontrolą – odpowiada Semih z fałszywym spokojem.

W tym momencie z domu wychodzi Şahin. Widząc ich razem, kieruje się w ich stronę.
– O czym tak dyskutujecie o tej porze? – pyta, zerkając raz na Cansel, raz na Semiha. – Kłócicie się?

Cansel natychmiast zmienia ton. Uśmiecha się łagodnie i mówi słodkim głosem:
– Ależ skąd, kochanie. Tylko się zmartwiłam, bo Semiha długo nie było w domu. Po tym, co się stało z Poyrazem, jestem trochę spięta. Wiesz, jak się przejmuję…

Şahin wzdycha z lekkim politowaniem.
– Przestań się tak wszystkim przejmować. On jest dorosły. Chodź już do środka, zanim się przeziębisz.

Cansel rusza za mężem w stronę drzwi. Zatrzymuje się jeszcze na moment i odwraca głowę w stronę brata. Bez słowa, robi krótki gest palcami – dwa do oczu, potem w jego stronę.

Wyraźny znak: „Mam cię na oku.”

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 667. Bölüm i Emanet 668. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy