Dziedzictwo odc. 938: Poyraz wyznaje, że kocha Nanę!

Nana opiera głowę na ramieniu Poyraza.

„Dziedzictwo” Odc. 938 – streszczenie

Ayşe przeszukuje dom prokurator Leyli Kazancı, desperacko próbując znaleźć dowód na to, że zamordowana kobieta została zastąpiona przez swoją chorą psychicznie siostrę bliźniaczkę – Deryę. Szuka czegokolwiek, co potwierdziłoby jej podejrzenia, że Derya zabiła Leylę i przejęła jej tożsamość. Wtem rozlega się odgłos klucza przekręcanego w zamku. To Derya. Wiedziała, że Ayşe skopiowała jej klucz, i celowo wróciła wcześniej, by zastać ją na gorącym uczynku. Lufa pistoletu w jej dłoni nie pozostawia złudzeń – nie przyszła na rozmowę.

Ayşe w ostatniej chwili ukrywa się, a potem – korzystając z okazji – ucieka z domu. Ale w zamieszaniu zostawia najcenniejszy dowód: pamiętnik Deryi.

***

Przebrany za gazownika człowiek Trucizny pojawia się w domu Poyraza z zamiarem porwania Nany i Yusufa. Jednak dom okazuje się pusty. W tym czasie Nana, Poyraz i Yusuf spędzają czas na wybrzeżu. Chłopiec beztrosko huśta się na huśtawce, a dorośli siedzą obok na ławce, otuleni łagodnym szumem fal.

– Nadal ziewasz – zauważa Poyraz, kiedy Nana ukradkiem zakrywa usta dłonią. – Nawet nie chcesz pojechać do szpitala.

– Nic mi nie jest – odpowiada cicho. – To ty mnie wyciągnąłeś z domu. Nie musieliśmy tu przychodzić… Tylko trochę kręci mi się w głowie, to wszystko.

– Dobrze, że wyszłaś. Rozmowa ci pomoże. A ty przecież nie masz problemu z mówieniem – dodaje z lekkim uśmiechem.

Nana patrzy na niego uważnie, a w jej głowie rodzi się plan.

– Skoro tak bardzo chce, żebym mówiła… niech z tego będzie jakiś pożytek – myśli. – Spróbuję go jeszcze trochę popchnąć w stronę tej dziewczyny. Może pochwalę go, żeby dodać mu odwagi.

Jednak z każdą minutą senność staje się coraz silniejsza. Głowa Nany opada i opiera się na ramieniu Poyraza.
– Wybacz… Nie mogę utrzymać głowy prosto. Mogę tak zostać?

– Możesz – odpowiada spokojnie, kręcąc lekko głową. Jej bliskość go zaskakuje, ale nie protestuje.
– W moim kraju mówi się: Siła człowieka kryje się w sercu, a siła drzewa w jego korzeniach – szepcze Nana.

Poyraz unosi brwi.
– Hmm… To miało być coś miłego? Czy znowu nawiązuje do tego, że jestem stolarzem? A może… znowu próbuje powiedzieć coś więcej?

– Jest jeszcze jedno przysłowie – dodaje cicho Nana. – Serce zna ból wszystkich, ale nikt nie zna bólu serca.

Słowo „serce” zawisa w powietrzu. Poyraz nagle prostuje się, zaniepokojony.
– Co próbujesz powiedzieć? Mów jasno. Rzucasz cytaty, których nie rozumiem.

Nana unosi głowę, a jej spojrzenie staje się poważne.

– Mówię ci, że jesteś dobrym i silnym człowiekiem, ale sam siebie nie dostrzegasz. Ludzie na ciebie patrzą. Gdy pada twoje imię, zatrzymują się. A ty? Ty nigdy się nie zatrzymujesz. Posłuchaj w końcu siebie. Swojego serca. Czas ucieka. A gdy pociąg odjedzie, nie zdążysz już wsiąść.

Poyraz wzrusza ramionami.
– Nie chcę niczego łapać.

– Ta twoja duma nic ci nie da – odpowiada łagodnie, ale stanowczo. – Zbierz odwagę. Tak jak drzewo czerpie siłę z korzeni, ty czerp ją z serca. Mówię ogólnie… Ale pamiętaj o tym. Zanim będzie za późno.

***

Nana, Poyraz i Yusuf wchodzą do salonu fryzjerskiego Cansel – cali, zdrowi, jakby nic się nie stało. Gdy kobieta ich dostrzega, jej oczy rozszerzają się ze strachu, jakby właśnie zobaczyła ducha.

– Wy…? – wydusza z siebie z niedowierzaniem.

– Martwiliśmy się o ciebie – mówi spokojnie Poyraz, przyglądając się jej uważnie. – Wszystko w porządku? Jesteś blada jak ściana.
– Nic mi nie jest… – odpowiada pospiesznie Cansel, próbując opanować drżenie głosu. – Nana, miałaś poczekać na fachowca od gazu. Nie przyszedł?

– Sprawdziłem to sam – wtrąca Poyraz. – Wszystko było w porządku. Jeden z palników był tylko lekko odkręcony.
– Aha… Ja też sprawdzałam, ale chyba coś przeoczyłam… Idźcie już. Muszę skończyć pracę. Zaraz do was dołączę.

– Jasne. Miłej pracy – rzuca Poyraz, po czym wychodzą.

Gdy tylko drzwi się zamykają, Cansel wybucha szeptanym gniewem.

– Idiotko! – syczy przez zaciśnięte zęby. – Jeszcze się o nich martwiłaś?! Ich przeżycie oznacza twój koniec. Boże… A Trucizna… Kto wie, co ten wariat teraz wymyśli…

Sięga po telefon, a gdy widzi ekran, jej serce zamiera. Twarz blednie jeszcze bardziej.
– Dzwonił tyle razy…

Zaciska powieki, bierze głęboki oddech i w końcu oddzwania. Po kilku sygnałach w słuchawce rozbrzmiewa lodowaty, dobrze jej znany głos – chłodny i przesycony grozą:

– Niczym tak nie gardzę jak zdradą. Zawarliśmy układ. Teraz przyszedł czas, by wszystkie twoje sekrety wyszły na jaw.

– Nie! – błaga Cansel. – Nie zdradziłam cię! Miałam wyciszony telefon, dlatego nie odebrałam! Dokończę to, przysięgam! Błagam, daj mi jeszcze jedną szansę!

Chwila ciszy. Po niej ten sam, nieubłagany ton:
– Masz czas do jutra. Jeśli nie załatwisz sprawy… jutro stanie się dniem, który będziesz przeklinać do końca życia.

– Rozwiążę to – szepcze Cansel z desperacją. – Zrobię wszystko, czego chcesz…

***

Ayşe zatrzymuje samochód kilka ulic dalej, myśląc, że udało jej się uciec na bezpieczną odległość. Przez kilka sekund oddycha głęboko, próbując uspokoić roztrzęsione ciało. Nie wie, że Derya ruszyła za nią. Kilkadziesiąt metrów dalej jej czarne auto staje na początku ulicy.

– Ona jest kompletnie szalona – mówi do siebie Ayşe, wpatrując się w kierownicę. – Miała pistolet w ręku… Zastrzeliłaby mnie bez mrugnięcia okiem i wmówiła wszystkim, że to była samoobrona. Gdyby tylko udało mi się zabrać ten pamiętnik… Jest tam coś ważnego. Wiem to. Czuję to całym ciałem!

Kamera przesuwa się na twarz Deryi. Jej oczy płoną gniewem, a dłoń zaciska się na kierownicy, jakby zaraz miała ją złamać. Patrzy na samochód Ayşe i mówi zimnym, lodowatym tonem:

– A jeśli przeczytała to, co napisałam? Nie mogę na to pozwolić. Nie pozwolę jej żyć. Prawda nigdy nie wyjdzie na jaw.

Ayşe wysiada z auta i rusza na wybrzeże. Po chwili dołącza do Ferita i bawiącej się z nim Dogi, próbując udawać spokój. Z oddali Derya obserwuje ją w napięciu. Gdy widzi, że Ayşe nie mówi nic Feritowi, jej ramiona nieco opadają – przez moment wygląda na spokojniejszą.

– Nic mu nie powiedziała – szepcze. – Czyli niczego nie przeczytała. Ale nie mogę się zrelaksować. Ona coś podejrzewa. Prześwietla mnie. Muszę działać szybko.

***

W środku nocy Poyraz schodzi do kuchni i ze zdziwieniem zastaje Nanę przy stoliku. W słabym świetle jej twarz wydaje się jeszcze bardziej zamyślona.

– Co ty tu robisz o tej porze? – pyta cicho. – Nie możesz spać?

Nana podnosi wzrok i uśmiecha się delikatnie.
– Myślałam o sile pisania.

– Sile pisania? – marszczy brwi. – Żartujesz sobie ze mnie?

– Wcale nie. – Staje naprzeciwko niego. – Yusuf zostawił mi liścik. Włożył go do kieszeni mojego swetra. Napisał, że mnie kocha. To było takie… proste i piękne. Wiesz, wszystkie kobiety lubią to czytać. Czasem człowiek coś czuje, ale nie potrafi tego powiedzieć na głos. Wtedy słowa zapisane na papierze stają się odwagą.

Poyraz kręci głową z lekkim uśmiechem.
– Powinnaś wypić kefir. Albo ajran. Ewentualnie herbatę z rumianku.
– Po co?

– Bo kiedy nie możesz spać, zaczynasz myśleć o naprawdę dziwnych rzeczach.
– My tylko rozmawiamy – rzuca, lekko rozdrażniona. – Naprawdę byłoby cudownie, gdybyś przestał być taką emocjonalną kłodą.

Odwraca się na pięcie i wychodzi, zostawiając Poyraza w ciszy, z lekkim zmieszaniem na twarzy.

– Teraz oczekuje, że napiszę list? – mówi do siebie. – Jeśli naprawdę chce, żebym wyraził to, czego nie umiem powiedzieć… to dobrze. Napiszę. Najlepiej, jak potrafię.

W swoim pokoju siada na sofie. W dłoni trzyma długopis, a przed nim leży czysta kartka. Zamyka oczy i wraca myślami do chwil z Naną – tych radosnych, tych pełnych złości i tych, które zostawiły w nim ślad.

Zaczyna pisać.

Nie wiem dokładnie, kiedy to się stało. Zawsze byłem zamknięty na uczucia, jak drzwi z trzema zamkami. A potem nagle – jak grom z jasnego nieba – przyszłaś ty. Jedno spojrzenie wystarczyło, żeby uciszyć moją burzę. Ja, Poyraz, przed którym świat drżał, stałem się łagodny od jednego twojego uśmiechu.

Powtarzałem sobie: „To nie dla mnie. Nie wypada. To nie jest odpowiednie”. Mówiłem, że jesteś szalona. Ale to ty doprowadzasz mnie do szaleństwa. Nie umiem już stłumić tego, co we mnie żyje. Gdziekolwiek spojrzę, jesteś. Nawet tu – w środku. W moim sercu. I myślę, że nadszedł czas, by to powiedzieć.

Ja… Kocham cię.

Poyraz odkłada długopis, składa kartkę powoli, jakby miała w sobie coś cennego.

– Jeśli trzeba być odważnym, to będę – mówi cicho. – Ale najpierw muszę się upewnić, że to naprawdę… miłość.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia był film Emanet 673. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy