Dziedzictwo odc. 975 i 976: Adalet dołącza do gry Sinana i Aynur!

Adalet, wystrojona i umalowana.

„Dziedzictwo” Odc. 975 – streszczenie

Aynur wpadła do gabinetu Sinana zdyszana i blada. Zatrzymała się dopiero przy jego biurku, jakby przez całą drogę powstrzymywała narastającą panikę. Dłonie lekko jej drżały, a w oczach miała ten sam niepokój, który od kilku dni nie dawał jej spokoju.

Sinan od razu zrozumiał, że wydarzyło się coś poważnego.

– Błagam, pomóż mi – powiedziała, z trudem łapiąc oddech. – Siostra Adalet myśli, że jesteśmy razem.

Prokurator spojrzał na nią zaskoczony.

– Skąd jej się to wzięło?

– Znalazła sukienkę – wyznała Aynur. – Do tego ciągle widzi nas razem. Jest przekonana, że coś do ciebie czuję… Że ukrywam przed nią romans.

Sinan ciężko westchnął. Przesunął dłonią po twarzy i przez chwilę milczał, jakby próbował odnaleźć choć odrobinę logiki w sytuacji, która z każdą godziną stawała się coraz bardziej absurdalna.

– Jak myśmy się w to wszystko wpakowali? – mruknął. – Z jednej strony musimy przekonać moją matkę, że jesteśmy parą, a z drugiej udowadniać Adalet, że nic nas nie łączy.

Aynur spojrzała na niego błagalnie.

– Musisz mi pomóc. Proszę cię, Sinan. Sama sobie z tym nie poradzę.

– Oczywiście, że ci pomogę – odpowiedział bez wahania. – Tylko powiedz mi jak.

W jej oczach pojawił się nagły błysk desperackiego pomysłu.

– Zrobisz dokładnie to, co ci powiem.

Niedługo później Sinan i Aynur odegrali przed Adalet kłótnię. Wszystko miało wyglądać na gwałtowne zerwanie, na wybuch nagromadzonych pretensji i ostateczny dowód, że między nimi nie ma żadnego uczucia. Aynur podnosiła głos, Sinan odpowiadał chłodno i stanowczo, a Adalet, obserwując ich z boku, wydawała się coraz bardziej przekonana, że jej podejrzenia były błędne.

Plan zadziałał. Przynajmniej na chwilę.

Aynur odetchnęła z ulgą, nie wiedząc jeszcze, że wieczór przyniesie jej kolejny cios.

***

Wieczorem tego samego dnia Sinan siedział z Işıl w eleganckim salonie. Między nimi panowała pozorna swoboda, ale w rzeczywistości każde słowo wymagało ostrożności. Işıl trzymała w dłoni telefon, a na jej twarzy pojawił się zadowolony uśmiech.

– Sinan i ja pomyśleliśmy, że jutro wybierzemy się razem do jakiejś miłej restauracji – oznajmiła, gdy Aynur odebrała połączenie. – Wiem, że jesteś zabiegana, ale byłoby mi bardzo miło, gdybyś znalazła dla nas chwilę. Chciałabym cię lepiej poznać.

Aynur zamarła po drugiej stronie linii. Stała w swoim mieszkaniu, próbując zachować spokojny ton, choć w środku natychmiast ogarnął ją niepokój.

– Oczywiście, nie ma problemu – odpowiedziała uprzejmie. – Bardzo chętnie.

– Cieszę się – odparła Işıl z satysfakcją. – Przekazuję ci Sinana.

Po chwili w słuchawce odezwał się głos prokuratora.

– Kochanie, jesteś na głośniku – powiedział znacząco. – Oboje cię słyszymy. Jak się masz?

Aynur natychmiast zrozumiała ostrzeżenie. Musiała grać. Nie mogła pozwolić sobie na najmniejsze zawahanie.

– Wszystko dobrze, kochanie – odpowiedziała, zmuszając się do lekkiego uśmiechu. – To naprawdę świetny pomysł. Tęsknię za tobą. Dobrze, że jutro się zobaczymy.

Nie zauważyła jednak, że właśnie w tej chwili drzwi do mieszkania uchyliły się cicho. W progu stanęła Adalet. Usłyszała ostatnie słowa Aynur i zastygła w miejscu.

– Ja też tęsknię – mówił tymczasem Sinan. – Szkoda, że praca tak nas rozdziela.

– Masz rację – ciągnęła Aynur, nieświadoma obecności Adalet. – Musimy spędzać więcej czasu razem. Inaczej naprawdę zacznę być zazdrosna. Do jutra, kochany.

Rozłączyła się z udawaną czułością, która jeszcze sekundę wcześniej miała uratować ją przed Işıl. Gdy odwróciła głowę i zobaczyła Adalet stojącą w korytarzu, krew odpłynęła jej z twarzy.

– Siostro…? – wyszeptała, czując, że wszystko, co z takim trudem próbowała naprawić, właśnie rozsypało się na nowo.

Adalet patrzyła na nią bez słowa. Nie musiała nic mówić. W jej spojrzeniu było rozczarowanie tak głębokie, że Aynur poczuła je boleśniej niż najostrzejszy wyrzut.

***

Aynur stanęła przed drzwiami pokoju Adalet. Przez dłuższą chwilę wahała się, zanim uniosła dłoń i nacisnęła klamkę. Drzwi były zamknięte.

– Siostro, otwórz… – poprosiła cicho. – Proszę, porozmawiajmy.

Po drugiej stronie panowała cisza.

Aynur oparła dłoń o framugę i zamknęła oczy. Wiedziała, że nie ma już miejsca na kolejne półprawdy, ale nie potrafiła też powiedzieć całej prawdy. Każde wyjaśnienie mogło tylko bardziej ją pogrążyć.

– To wszystko było udawane – mówiła łagodnie, niemal błagalnie. – Naprawdę nic mnie nie łączy z panem Sinanem. Musisz mi uwierzyć. Proszę cię… Dlaczego mi nie wierzysz?

Nagle drzwi się otworzyły. Adalet stanęła w progu z napiętą twarzą i oczami pełnymi bólu. Nie wyglądała już tylko na złą. Wyglądała na zranioną.

– Dlaczego ci nie wierzę? – powtórzyła ostro. – Bo zaufałam ci jak własnej córce. Byłaś dla mnie kimś najbliższym. A ty stoisz przede mną i kłamiesz mi prosto w oczy.

Aynur pobladła.

– Siostro, błagam, nie mów tak…

Wyciągnęła rękę, chcąc dotknąć dłoni Adalet, ale kobieta natychmiast się cofnęła.

– Czy ja kiedykolwiek chciałam cię zranić? – zapytała Aynur z rozpaczą. – Czy naprawdę możesz o mnie tak myśleć?

Adalet zacisnęła usta, próbując zapanować nad drżeniem głosu.

– Ja też nie chcę, żebyś cierpiała – powiedziała ciszej. – Właśnie dlatego próbuję cię zatrzymać, zanim będzie za późno. Pan Sinan nie jest dla ciebie. Nie traktuje cię poważnie. Dla niego to może być tylko zabawa, kaprys, chwilowe zauroczenie. Ale ty… ty zostaniesz z tym bólem sama.

– To nie tak…

– Właśnie tak – przerwała jej Adalet. – Teraz mi nie wierzysz, ale kiedyś przypomnisz sobie moje słowa. I wtedy zrozumiesz, że chciałam cię tylko ochronić.

Aynur nie znalazła odpowiedzi. Stała nieruchomo, ze ściśniętym gardłem, podczas gdy Adalet cofnęła się do pokoju.

Drzwi zamknęły się tuż przed jej twarzą.

Aynur została sama w korytarzu. Przez chwilę wpatrywała się w zamknięte drzwi, jakby siłą spojrzenia mogła sprawić, że znów się otworzą. Ale w mieszkaniu zapadła cisza.

– To tylko gra… – wyszeptała.

Słowa zabrzmiały jednak pusto. Po raz pierwszy sama nie była pewna, czy jeszcze w nie wierzy.

***

Nadszedł moment, którego Poyraz nie mógł już dłużej odkładać. Od dawna czuł, że w historii Cansel jest coś, co nie pasuje do oficjalnej wersji wydarzeń. Musiał poznać prawdę o tym, w jakich okolicznościach naprawdę straciła ciążę.

Późnym wieczorem ruszył za nią, zachowując bezpieczny dystans. Ulice były niemal puste, a chłodne światło latarni odbijało się od zaparkowanych samochodów. Cansel szła szybkim krokiem, nerwowo rozglądając się na boki. Nie wiedziała, że Poyraz obserwuje ją z ukrycia, stojąc w cieniu drzew i aut.

Kobieta zatrzymała się na chwilę, jakby ciężar własnych myśli nie pozwalał jej iść dalej. Zacisnęła dłonie, a z jej ust wyrwał się cichy, pełen rozgoryczenia szept:

– Właśnie wtedy, gdy zaczęłam wierzyć, że wszystko się ułoży… ten przeklęty szantaż.

Rozejrzała się niespokojnie, po czym spróbowała dodać sobie odwagi.

– Ale dam sobie radę. Sibel ma pieniądze. Pomoże mi. Oczywiście, że mi pomoże. Jest moją przyjaciółką… jedyną, jaką mam.

Nagle ciszę przeciął dźwięk telefonu. Cansel drgnęła, spojrzała na ekran i natychmiast pobladła. Jej twarz stężała od gniewu.

– Znowu ta przeklęta kobieta – syknęła pod nosem.

Odebrała połączenie i przyłożyła telefon do ucha.

– Czego znowu chcesz? Przecież mówiłam, że zapłacę!

Po drugiej stronie odezwał się zimny, bezwzględny głos położnej Şükran.

– To nie są żarty. Jutro chcę mieć pieniądze w ręku. Nie próbuj mnie dłużej zwodzić.

Cansel zacisnęła zęby. Strach mieszał się w niej ze złością, ale nie zamierzała pozwolić, by Şükran usłyszała słabość w jej głosie.

– Ja też nie żartuję – odparła ostro. – Dostaniesz to, co ci się należy. Ale potem zamkniesz tę swoją plugawą gębę raz na zawsze. Ani słowa więcej, rozumiesz? To, co się stało, zostanie między nami. Na zawsze.

Poyraz stał kilka kroków dalej, niemal nieruchomy. Z mroku obserwował Cansel, której roztrzęsiony głos zdradzał więcej, niż sama chciała powiedzieć. Jego twarz pozostawała kamienna, ale spojrzenie stawało się coraz bardziej czujne.

– Wykorzystałaś mnie, kiedy byłam w rozsypce – ciągnęła Cansel przez telefon. – W najgorszym momencie mojego życia. Ale zapamiętaj jedno: te pieniądze nie przyniosą ci szczęścia. Jeśli spróbujesz cokolwiek powiedzieć, spłonę… ale pociągnę cię ze sobą w ten ogień.

Rozłączyła się gwałtownie. Przez chwilę stała bez ruchu, oddychając ciężko, jakby dopiero teraz dotarło do niej, jak blisko jest katastrofy. Potem poprawiła płaszcz, jeszcze raz rozejrzała się niepewnie i ruszyła w stronę pobliskiego sklepu.

Dopiero wtedy zza samochodu wyłonił się Poyraz. Cały czas był na tyle blisko, by słyszeć każde słowo. Jego twarz, oświetlona zimnym blaskiem nocy, zdradzała narastający niepokój.

– Co to miało znaczyć? – mruknął pod nosem.

Zrobił krok za Cansel, jakby chciał natychmiast wejść za nią do sklepu i zażądać wyjaśnień. Po chwili jednak zatrzymał się. Wiedział, że bez dowodów niczego nie osiągnie. Cansel zaprzeczyłaby wszystkiemu. Ukryłaby prawdę jeszcze głębiej.

Poyraz spojrzał w stronę sklepu, a w jego oczach pojawiła się chłodna determinacja.

– Jeśli zapytam teraz, i tak wszystkiemu zaprzeczysz – powiedział cicho. – Ale uwierz mi, prędzej czy później dowiem się, co ukrywasz, bratowo.

Nie ruszył się z miejsca. Stał w cieniu zaparkowanych samochodów, z napiętą twarzą i spojrzeniem utkwionym w drzwiach sklepu. Teraz był już pewien jednego: Cansel miała tajemnicę. A ta tajemnica mogła zmienić wszystko.

„Dziedzictwo” Odc. 976 – streszczenie

Aynur przyprowadziła Sinana do domu Adalet z sercem bijącym jak szalone. Wiedziała, że dłużej nie może zasłaniać się półprawdami. Kłamstwo, które miało być tylko chwilowym ratunkiem, zaczęło ranić ludzi, na których najbardziej jej zależało.

W salonie panowała ciężka, napięta cisza. Adalet siedziała na kanapie obok Aynur, z twarzą pełną zawodu. Sinan zajął miejsce naprzeciwko nich. Przez chwilę nikt się nie odzywał, jakby każde z nich szukało słów, które nie pogłębią jeszcze bardziej tego zamieszania.

W końcu Sinan wyprostował się i spojrzał Adalet prosto w oczy.

– Wszystko to była tylko gra – powiedział spokojnie, lecz z wyraźną powagą. – Między mną a Aynur nic nie ma. Udawaliśmy przed moją matką.

Adalet zacisnęła dłonie na kolanach. Skinęła głową, ale w jej oczach nadal tlił się ból.

– Rozumiem – odpowiedziała cicho. – Tylko że ze mną też graliście. Udawaliście kłótnię, patrzyliście mi w oczy i kłamaliście, jakby moje serce nic nie znaczyło.

Aynur spuściła wzrok. Te słowa zabolały ją bardziej niż gniew.

– Chcieliśmy oszczędzić ci cierpienia – powiedziała łamiącym się głosem. – Nie chciałam, żebyś martwiła się o mnie. Bałam się, że pomyślisz, że naprawdę się w coś zaplątałam. Że zrobiłam coś, czego będę żałować.

Adalet westchnęła ciężko. Jej twarz na moment złagodniała, ale rozczarowanie nie zniknęło.

– Przez chwilę rzeczywiście poczułam ulgę – przyznała. – Ale sercem matki nie powinno się igrać. Spójrzcie na mnie. Naprawdę myślicie, że to mnie nie dotknęło? Cierpiałam. Bałam się o ciebie, Aynur. Bałam się, że ktoś cię skrzywdzi, a ty nie będziesz chciała mi o tym powiedzieć.

Sinan opuścił wzrok. Przez chwilę wyglądał, jakby słowa Adalet trafiły w miejsce, którego sam od dawna starał się nie dotykać.

– Dorastałem z dala od rodziny – odezwał się po chwili. – Moja relacja z rodzicami nigdy nie była taka jak wasza. Aynur nie jest pani biologiczną córką, ale widzę między wami coś prawdziwego. Miłość, troskę, więź głębszą niż wiele więzów krwi. Wiem, jak bardzo pani na niej zależy. Wiem, że chce ją pani chronić.

Urwał na moment, jakby każde kolejne zdanie przychodziło mu z trudem.

– Moja matka jest inna. Ona bardziej pragnie mieć rację, niż mnie zrozumieć.

Adalet spojrzała na niego uważniej. W jej oczach pojawił się cień współczucia.

– Przykro mi to słyszeć, panie Sinanie – powiedziała łagodniej. – Rodzina powinna być dla człowieka skrzydłami, nie więzieniem. Powinna dawać siłę, a nie odbierać ją manipulacjami i grą pozorów.

Po chwili pochyliła się lekko do przodu.

– Mam do pana jedną prośbę. Aynur jest dla mnie jak córka. Jest moim najcenniejszym skarbem. Nawet jeśli to wszystko jest tylko udawaniem, nie pozwolę, żeby przez tę grę złamano jej serce.

Sinan spojrzał na Aynur, a potem znów na Adalet.

– Obiecuję – powiedział z powagą. – Jej serce nie zostanie zranione. Nie przeze mnie.

– I zakończycie tę grę jak najszybciej – dodała Adalet stanowczo. – Dla jej dobra.

– Tak będzie – zapewnił. – Zrobię wszystko, co w mojej mocy.

Aynur słuchała ich w milczeniu. Powinna poczuć ulgę, ale zamiast niej w sercu miała niepokój. Bo im częściej powtarzała, że to tylko gra, tym trudniej było jej ignorować fakt, że nie wszystko w tej grze było już udawane.

***

Cansel stanęła przed domem Şükran z twarzą napiętą od gniewu. Słońce ostro padało na jasną fasadę budynku, a cienie nagich gałęzi przesuwały się po ścianie niczym popękane linie. Kobieta przez chwilę wpatrywała się w drzwi, jakby sama obecność w tym miejscu napawała ją obrzydzeniem. W końcu zacisnęła usta i nacisnęła dzwonek.

Po chwili drzwi się otworzyły. Şükran, ubrana skromnie, w czerwonej chuście na głowie, zmierzyła ją spokojnym, nieprzeniknionym spojrzeniem. Nie okazała ani zaskoczenia, ani zakłopotania. Bez słowa odsunęła się, robiąc Cansel przejście.

W niewielkim salonie panował półmrok. Zielone ściany, stary zegar, przykryte narzutami kanapy i okrągły stolik pośrodku nadawały wnętrzu duszny, przytłaczający charakter. Cansel weszła do środka, nie zdejmując płaszcza. Nie zamierzała zostać tu ani chwili dłużej, niż było to konieczne.

Şükran odwróciła się do niej.

– Przyniosłaś pieniądze? – zapytała chłodno.

Cansel spojrzała na nią z pogardą.

– Przyniosłam – odpowiedziała. – Ale zanim je dostaniesz, posłuchasz mnie uważnie. To, co robisz, jest obrzydliwe. Szantażujesz kobietę, która właśnie straciła dziecko. Powinnaś się wstydzić.

Şükran nawet nie drgnęła. Jej twarz stężała, a w oczach pojawił się twardy błysk.

– To ty powinnaś się wstydzić – odparła bez litości. – Brałaś leki na odchudzanie, będąc w ciąży. Zabiłaś własne dziecko, Cansel. A potem próbowałaś zrzucić winę na niewinnych ludzi.

Cansel pobladła, lecz zaraz uniosła brodę. Nie mogła pozwolić, by Şükran zobaczyła, jak mocno te słowa w nią uderzyły.

– Zamknij się – syknęła przez zaciśnięte zęby. – Nie przyszłam tu słuchać twoich kazań.

Sięgnęła do torebki i wyjęła grubą kopertę. Trzymała ją jednak mocno przy sobie, nie spuszczając wzroku z położnej.

– Zapomnisz o tym, co słyszałaś. Zapomnisz o mnie. I nigdy więcej nie wypowiesz mojego imienia. Ale najpierw usuniesz wiadomość. Przy mnie. Dopiero wtedy dostaniesz pieniądze.

Şükran uśmiechnęła się krzywo, po czym wyciągnęła telefon. Przez cały czas patrzyła Cansel prosto w oczy, jakby chciała jej pokazać, że wcale się jej nie boi. Kilka ruchów palcem wystarczyło, by wiadomość zniknęła z ekranu.

– Proszę bardzo – powiedziała spokojnie. – Usunięta.

Cansel odetchnęła cicho, ale ulga trwała tylko sekundę.

– Pamiętaj jednak o jednym – dodała Şükran. – Bóg nie kasuje grzechów jednym kliknięciem. Z tym, co zrobiłaś, będziesz musiała żyć do końca.

Cansel zbliżyła się do niej o krok. Jej spojrzenie stało się zimne jak stal.

– Nigdy więcej nie pokazuj mi się na oczy – powiedziała lodowatym głosem. – Bo następnym razem nie skończy się na ostrzeżeniach.

Rzuciła kopertę na stół, odwróciła się i wyszła, nie oglądając się za siebie.

Şükran została sama. Przez chwilę patrzyła na pieniądze, potem sięgnęła po telefon. Na jej twarzy pojawił się powolny, kpiący uśmiech. Kilka sekund później wcześniej usunięta wiadomość znów była na swoim miejscu.

– Jeszcze się spotkamy, pani moralistko – szepnęła z pogardą. – A wtedy zobaczymy, która z nas naprawdę jest potworem.

***

Poyraz pojawił się w szpitalu. Szedł korytarzem szybkim, zdecydowanym krokiem. W jego twarzy nie było już wahania. Po rozmowie, którą podsłuchał poprzedniego wieczoru, wiedział, że Cansel coś ukrywa. I był coraz bliżej prawdy.

Na korytarzu odnalazł Nazlı. Dziewczyna stała z niebieską teczką w dłoniach, zaskoczona jego nagłym pojawieniem się.

– Bracie? Co ty tutaj robisz?

Poyraz zatrzymał się przed nią.

– Potrzebuję twojej pomocy – powiedział bez zbędnych wstępów. – Chcę zobaczyć wyniki badań naszej bratowej.

Nazlı zmarszczyła brwi.

– Cansel? Dlaczego? Przecież ta sprawa jest już zamknięta. Wiem, że to boli nas wszystkich, ale…

– Nie, Nazlı – przerwał jej stanowczo. – To wcale nie jest zamknięte.

Dziewczyna rozejrzała się niespokojnie po pustym korytarzu.

– Bracie, wszyscy wciąż jesteśmy w żałobie. Straciliśmy bratanka. Po co rozdrapywać rany?

Poyraz spojrzał na nią ciężko. W jego oczach było zmęczenie, ale jeszcze silniejsza była determinacja.

– Bo coś mi nie daje spokoju. W tej historii jest zbyt wiele pytań bez odpowiedzi. Proszę cię, znajdź te wyniki.

Nazlı westchnęła. Przez chwilę walczyła ze sobą, świadoma, że przekracza granicę, której nie powinna przekraczać. Ale znała swojego brata. Wiedziała, że jeśli raz postanowił dojść do prawdy, nikt go już nie zatrzyma.

– Dobrze – powiedziała w końcu. – Sprawdzę. Ale pamiętaj, że możesz tego później żałować.

Odeszła, zostawiając Poyraza samego na środku szpitalnego korytarza. Mężczyzna czekał w milczeniu, zaciskając dłonie. Każda minuta ciągnęła się nieznośnie długo.

Wreszcie Nazlı wróciła z teczką. Tym razem jej twarz nie wyrażała już sprzeciwu, lecz wyraźny niepokój. Podała dokumenty bratu, jakby sama bała się tego, co w nich znalazła.

– Mam je – powiedziała cicho. – W raporcie wykryto anomalię w próbce krwi. Lekarze zaznaczyli, że mogła mieć związek z poronieniem.

Poyraz otworzył teczkę i przebiegł wzrokiem po wynikach. Z każdym kolejnym zdaniem jego twarz twardniała coraz bardziej.

– To leki odchudzające – stwierdził z gorzką pewnością. – Cansel je brała, mimo że była w ciąży. To przez nie straciła dziecko. A potem całą winę zrzuciła na Nanę.

Nazlı pobladła. Oparła się dłonią o ścianę, jakby nagle zabrakło jej sił.

– Nie mogę w to uwierzyć… – wyszeptała. – Jak mogła posunąć się tak daleko? Jak mogła oskarżyć Nanę o coś takiego?

Poyraz ścisnął dokumenty w dłoni. W jego oczach pojawił się gniew, ale nie ten gwałtowny, ślepy gniew, który popychał go do wybuchów. Tym razem był to chłodny, bolesny gniew człowieka, który właśnie zobaczył, jak wielką krzywdę wyrządzono komuś niewinnemu.

– Te wyniki to za mało, żeby oczyścić Nanę – powiedział po chwili. – Potrzebujemy twardych dowodów. Czegoś, czego Cansel nie będzie mogła podważyć. Da się powtórzyć badania?

Nazlı pokręciła głową z żalem.

– Już za późno. Takie substancje szybko znikają z organizmu. Teraz może nie zostać po nich żaden ślad.

Poyraz zamknął teczkę. Przez chwilę patrzył przed siebie, jakby w myślach układał kolejny ruch.

– Musi być jakiś sposób – powiedział nisko. – Jakiś ślad, ktoś, kto coś widział albo słyszał. Nie spocznę, dopóki nie udowodnię prawdy.

Nazlı spojrzała na niego z obawą.

– Co zamierzasz zrobić?

Poyraz nie odpowiedział od razu. W jego twarzy było coś nieustępliwego.

– Oczyścić Nanę – odparł w końcu. – I sprawić, żeby Cansel odpowiedziała za każde kłamstwo.

***

Adalet przyszła do gabinetu Sinana z pojemnikiem domowego ciasta. Chciała rozładować napięcie, okazać dobrą wolę i przypomnieć, że mimo wszystkiego nadal stoi po stronie Aynur.

Szła korytarzem prokuratury, trzymając pojemnik obiema rękami. Przed drzwiami gabinetu zatrzymała się na chwilę, poprawiła pasek torebki na ramieniu i wzięła cichy oddech. Gdy weszła do środka, na jej twarzy pojawił się uprzejmy uśmiech.

Zniknął jednak natychmiast.

Aynur i Sinan siedzieli w milczeniu, z twarzami tak poważnymi, jakby właśnie usłyszeli wyrok. W pomieszczeniu panował chłód, którego nie potrafiło przełamać nawet ciepło przyniesionego ciasta.

– Co się stało? – zapytała Adalet, zaniepokojona.

Aynur podniosła na nią wzrok. W jej oczach czaił się strach.

– Siostro… mama pana Sinana chce poznać moją rodzinę.

Adalet zamarła. Przez moment nie powiedziała ani słowa. Potem odstawiła tacę i usiadła obok Aynur, ujmując jej dłoń.

Sinan odezwał się pierwszy.

– Nie martwcie się. Jeśli trzeba, powiemy, że spotkanie jest niemożliwe. Niech moja matka wygra tę wojnę, jeśli to ma coś zmienić.

Spojrzał na Adalet z wyraźnym zakłopotaniem.

– Proszę, nie odbierać tego osobiście. Mojej matce zależy tylko na pieniądzach, prestiżu i nazwisku. Nie uznaje za równych sobie ludzi, którzy nie pasują do jej świata. Wiem, że nie da się tego łatwo naprawić.

Adalet wyprostowała się gwałtownie. W jej oczach błysnął ogień.

– Kto śmie twierdzić, że Aynur nie jest pana godna? – zapytała z oburzeniem. – Godność nie ma nic wspólnego z pieniędzmi. Człowieka ocenia się po sercu, nie po nazwisku, majątku ani wizytówce na biurku.

Sinan spuścił wzrok.

– Wiem.

– A jeśli pańska matka uważa inaczej, to niech wie, że ta gra, jak ją nazywacie, jest dla niej w pełni zasłużona – dodała Adalet twardo. – Bo ja nie pozwolę, żeby ktokolwiek upokarzał moją córkę. Ani przez bogactwo, ani przez pychę, ani przez fałszywe poczucie wyższości.

Aynur spojrzała na nią ze wzruszeniem. W jednej chwili zrozumiała, że Adalet nadal jest po jej stronie. Może była zraniona. Może wciąż miała żal. Ale kiedy ktoś próbował poniżyć Aynur, natychmiast stawała między nią a światem.

***

Kilka godzin później gra nabrała nowego rozmachu.

Aynur pojawiła się w domu Sinana, a u jej boku stanęła Adalet. Tym razem kobieta miała odegrać najważniejszą rolę – rolę matki Aynur. Weszła do eleganckiego salonu z wysoko uniesioną głową, choć w środku z pewnością czuła napięcie. Wiedziała, że każde spojrzenie, każdy gest i każde słowo będą miały znaczenie.

Işıl wyszła im na spotkanie. Ubrana elegancko, z chłodnym uśmiechem na twarzy, zmierzyła gości uważnym spojrzeniem. Sinan i Aynur stali z boku, napięci, jakby oboje czekali na pierwszy fałszywy krok.

Adalet jednak nie okazała niepewności. Podeszła do Işıl i podała jej dłoń z uprzejmym, pewnym siebie uśmiechem.

– Miło mi panią poznać – powiedziała spokojnie.

W tej jednej chwili stało się jasne, że kłamstwo, które miało być tylko prostym wybiegiem, wciągnęło już wszystkich znacznie głębiej, niż ktokolwiek planował.

Aynur spojrzała na Sinana. On również wydawał się rozumieć, że od tej pory nie wystarczy już udawać przed jedną osobą. Teraz każde z nich musiało pilnować roli, w którą weszło.

A gra dopiero się zaczynała.

***

Poyraz siedział samotnie przed niewielką herbaciarnią, z pustym spojrzeniem utkwionym w szklance herbaty. Wokół toczyło się zwyczajne życie dzielnicy: ktoś rozmawiał przy stoliku, ktoś przechodził chodnikiem, z wnętrza lokalu dochodził cichy gwar. Dla niego wszystko jednak brzmiało jak odległy szum.

Od chwili, gdy poznał wyniki badań Cansel, nie potrafił myśleć o niczym innym. Wiedział już, że Nana została niesłusznie obciążona winą. Wiedział, że Cansel ukrywa coś znacznie mroczniejszego, niż ktokolwiek przypuszczał. Brakowało mu tylko jednego: dowodu, który zmusiłby ją do milczenia albo do przyznania się do prawdy.

Nagle jego uwagę przykuła rozmowa przy sąsiednim stoliku. Jeden z mężczyzn, taksówkarz, opowiadał właścicielowi lokalu o nietypowym kursie.

– Miałem wpaść wcześniej, ale trafił mi się pilny przejazd – mówił, pochylając się nad stolikiem. – Kobieta w ciąży, a obok niej koleżanka. Wyglądało to źle… bardzo źle. Jakby właśnie poroniła. A mimo to uparła się, że nie pojedzie do szpitala.

Poyraz znieruchomiał.

– Mówiły coś o położnej – ciągnął kierowca. – Kazały mi je zawieźć pod jakiś adres. Dziwne, prawda? Kto w takim stanie unika lekarzy?

Serce Poyraza uderzyło mocniej. To nie mógł być przypadek. Odstawił szklankę tak gwałtownie, że herbata zakołysała się w środku. Wstał i podszedł do mężczyzn.

– Bracie – odezwał się niskim, napiętym głosem. – Powiedz mi dokładnie, dokąd je zawiozłeś. Jaki to był adres?

Taksówkarz spojrzał na niego zaskoczony, ale Poyraz nie spuścił z niego wzroku. W jego twarzy nie było już miejsca na wahanie. Był człowiekiem, który właśnie trafił na ślad prowadzący prosto do prawdy.

***

Kwadrans później Poyraz pojawił się w okolicy wskazanego adresu. Szedł ostrożnie, rozglądając się po wąskiej uliczce. Domy stały blisko siebie, ściany były popękane, a cisza wydawała się nienaturalnie ciężka. Im bliżej był celu, tym silniejsze miał przeczucie, że nie jest sam.

Zatrzymał się nagle.

Ktoś za nim szedł.

Ukrył się za rogiem budynku i poczekał. Po chwili zza ściany wyłoniła się znajoma sylwetka.

– Nana?! – wyrwało mu się z niedowierzaniem.

Dziewczyna drgnęła, gdy chwycił ją za ramię.

– Śledzisz mnie? – zapytał ostro.

Nana spojrzała na niego bez lęku, choć oddychała szybko, jakby od dłuższego czasu próbowała dotrzymać mu kroku.

– Nie miałam wyboru – odpowiedziała szczerze. – Coś się z tobą dzieje. Jesteś inny. Milczący, przygaszony, zamknięty w sobie. Znikasz bez słowa, czegoś szukasz… Powiedz mi wreszcie, za czym tak gonisz.

Poyraz przez chwilę patrzył na nią w milczeniu. Nie chciał jej w to wciągać. Chciał sam znaleźć dowód, sam stawić czoła kłamstwu Cansel, sam oczyścić imię Nany. Ale ona stała przed nim z takim uporem w oczach, że zrozumiał, iż dłużej nie uda mu się jej odsunąć.

– Za prawdą – powiedział w końcu. – Chcę oczyścić twoje imię.

Nana pobladła.

– Co masz na myśli?

– Cansel obarczyła cię winą za stratę dziecka. Wszyscy uwierzyli, że to przez ciebie poroniła. Ale to nieprawda. Ona straciła dziecko wcześniej. Jeszcze zanim dotarła do domu.

Dziewczyna wstrzymała oddech.

– Poyraz… jesteś tego pewien?

– Coraz bardziej – odparł. – Taksówkarz potwierdził, że tego dnia zawiózł ją nie do szpitala, tylko do położnej. A ja podsłuchałem rozmowę Cansel z tą kobietą. Şükran ją szantażuje. Cansel próbowała wszystko zatuszować, bo wie, że prawda ją pogrąży.

Nana rozejrzała się nerwowo, jakby obawiała się, że ktoś może ich usłyszeć.

– I co chcesz zrobić? Wejść tam i zażądać wyjaśnień?

– Jeśli będzie trzeba, tak.

– Nie – powiedziała stanowczo.

Poyraz zmarszczył brwi.

– Nie?

– Ona się nie złamie, jeśli ją przyciśniesz. Zacznie krzyczeć, zadzwoni na policję albo wszystkiego się wyprze. Potrzebujemy dowodu, którego nie zdoła podważyć.

– Masz lepszy pomysł?

Nana spojrzała mu prosto w oczy. W jej twarzy pojawiła się determinacja, która zaskoczyła nawet jego.

– Mam.

***

Wkrótce potem Nana i Poyraz stanęli przed domem Şükran. Na zewnątrz świeciło ostre, zimowe słońce, a cienie nagich gałęzi przesuwały się po jasnej ścianie budynku niczym ciemne, poskręcane linie. Wszystko wyglądało spokojnie, niemal zwyczajnie. Tylko napięcie między nimi zdradzało, jak wysoką stawkę ma ta wizyta.

Nana miała na sobie luźny płaszcz i sukienkę, pod którą ukryła poduszkę. Materiał układał się tak, że wyglądała jak kobieta w zaawansowanej ciąży. Poprawiła ubranie, po czym spojrzała na Poyraza.

– Gdy będę z nią rozmawiać, ty spróbujesz dostać się do jej telefonu – szepnęła. – Musimy znaleźć wiadomość, nagranie, cokolwiek, czym szantażuje Cansel.

Poyraz patrzył na nią z niedowierzaniem.

– Naprawdę zamierzasz udawać ciężarną?

– A ty naprawdę zamierzałeś wejść tam i grozić kobiecie bez żadnego planu?

Nie odpowiedział od razu. Nana miała rację, ale nie chciał jej tego przyznać zbyt łatwo.

– Będziemy się bawić w detektywów? – mruknął. – Może prościej byłoby rzucić jej wszystko w twarz.

– A potem ona oskarży nas o wtargnięcie do domu i próbę zastraszenia – odparła chłodno. – Musimy zagrać jej na emocjach. Ma uwierzyć, że przyszła do niej zwyczajna kobieta w potrzebie. Taka, której można doradzić… albo którą można wykorzystać.

Poyraz zerknął na jej udawany ciążowy brzuch. Na jego twarzy, mimo napięcia, pojawił się cień uśmiechu.

– Wyglądasz, jakbyś naprawdę spodziewała się dziecka – powiedział ciszej. – Dobrze ci w tej roli.

Nana uniosła brew.

– W jakiej roli?

Poyraz spojrzał jej w oczy.

– Matki mojego dziecka.

Przez krótką chwilę zapadła cisza. Nana próbowała zachować powagę, ale jej spojrzenie złagodniało. Zaraz jednak odwróciła twarz, jakby przypomniała sobie, po co naprawdę tu przyszli.

– Skup się, Poyraz.

Mężczyzna westchnął, po czym uniósł dłoń i użył kołatki.

Po chwili drzwi uchyliły się. W progu stanęła Şükran. Czerwona chusta okalała jej twarz, a spojrzenie od razu przesunęło się z Poyraza na brzuch Nany. W jej oczach pojawiła się ostrożna ciekawość.

– Tak? W czym mogę pomóc?

Poyraz przez moment zamarł. Rozpoznał ją. To była ta sama kobieta, którą widział niedawno w pobliżu swojego domu. Wtedy Sibel tłumaczyła, że to klientka Cansel. Teraz wszystko zaczynało układać się w coraz bardziej niepokojącą całość.

Nana zrobiła krok do przodu. Jej głos zadrżał w sposób tak przekonujący, że nawet Poyraz spojrzał na nią z uznaniem.

– Czy pani jest położną? – zapytała niepewnie. – Słyszałam o pani wiele dobrego. Jestem w ciąży i… potrzebuję kogoś, komu mogłabym zaufać. Kogoś, kto mnie wysłucha i doradzi.

Twarz Şükran natychmiast się zmieniła. Podejrzliwość ustąpiła miejsca ciepłemu, niemal matczynemu uśmiechowi.

– Och, gratuluję – powiedziała, patrząc na zaokrąglony brzuch Nany. – Z ciążą ci do twarzy, naprawdę. Wejdźcie, porozmawiamy w środku.

Nana i Poyraz wymienili krótkie spojrzenie. Oboje wiedzieli, że od tej chwili nie mogą pozwolić sobie na żaden błąd.

Przekroczyli próg domu. Drzwi zamknęły się za nimi cicho, ale dla Nany ten dźwięk zabrzmiał jak początek pułapki. Dla Poyraza był zaś początkiem polowania.

Gra właśnie się rozpoczęła.

Czy uda im się zdobyć dowód, który zdemaskuje Cansel i oczyści imię Nany?

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 701. Bölüm, Emanet 702. Bölüm i Emanet 703. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy