Panna młoda odc. 180: Sila znajduje schronienie u Hancer! Derya żąda fortuny od Mukadder!

Zbliżenie na pogodną, uśmiechniętą twarz Hancer. W tle ciemna zasłona i jasna firanka.

„Panna młoda” Odc. 180 — streszczenie

W środku nocy ciszę panującą w starym domu przerwał nagły dźwięk telefonu. Hancer poruszyła się niespokojnie przez sen, po czym powoli otworzyła sklejone powieki. Sypialnię spowijał półmrok, rozświetlany jedynie bladym światłem księżyca wpadającym przez zasłonięte okno. Sięgnęła ręką do szafki nocnej, zapaliła lampkę i zmrużyła oczy, oślepiona ciepłym blaskiem.

Na ekranie telefonu wyświetlał się nieznany numer.

Zaniepokojona odebrała połączenie.

— Halo? — odezwała się zaspanym głosem.

Po drugiej stronie przez chwilę panowała cisza, a potem usłyszała drżący, pełen niepokoju głos.

— Hancer…

Kobieta natychmiast uniosła się na łokciach. Senność zniknęła w jednej chwili.

— Sila? To ty? — zapytała zaskoczona. — Dzwonisz o tej porze… Co się stało?

— Zostałam sama na środku drogi — odpowiedziała dziewczyna, a w jej głosie pobrzmiewała panika. — Nie wiem nawet, gdzie jestem. Jest ciemno, nie ma nikogo wokół. Tylko ty przyszłaś mi do głowy. Nie mam nikogo innego. Proszę, pomóż mi.

Hancer usiadła na łóżku i odgarnęła włosy z twarzy.

— Dobrze, spokojnie. Oddychaj. Niczego nie załatwimy, jeśli wpadniesz w panikę. Rozejrzyj się dookoła i powiedz mi, co widzisz.

Po drugiej stronie rozległ się szum wiatru.

— Szłam w stronę Beykoz, ale nie wiem, czy jestem blisko. W oddali widzę światła… Chyba stację benzynową.

— Jak daleko jest od ciebie? Dasz radę tam dojść?

— Tak… Myślę, że tak.

— W takim razie idź prosto na stację. Tam będzie bezpieczniej.

Hancer odrzuciła kołdrę i wsunęła stopy w kapcie. Wciąż trzymając telefon przy uchu, wstała z łóżka i wyszła z sypialni. Na piętrze panowała głęboka cisza.

— Posłuchaj mnie uważnie — mówiła spokojnym, kojącym tonem. — Kiedy dotrzesz na stację, spróbuj zatrzymać taksówkę. Przyjedziesz nią prosto do mnie.

— Nie mogę… — wyszeptała Sila. — Nie mam pieniędzy.

— Nie przejmuj się tym. Zapłacę kierowcy na miejscu.

— Naprawdę?

— Oczywiście. Nie zostawię cię samej. Wsiądź do taksówki i przyjedź. A jeśli pojawi się jakikolwiek problem, natychmiast do mnie zadzwoń. Rozumiesz?

Po drugiej stronie zapadła chwila milczenia.

— Dziękuję, Hancer.

— Czekam na ciebie.

Rozłączyła się i przez moment stała nieruchomo na korytarzu, zastanawiając się, czy dziewczyna bezpiecznie dotrze na stację.

Wtedy usłyszała skrzypnięcie drzwi.

Z pokoju wyszedł Melih. Miał na sobie ciemną piżamę, a jego rozczochrane włosy i zaspane spojrzenie świadczyły o tym, że dopiero co się obudził. Widząc zdenerwowaną Hancer stojącą z telefonem w dłoni, natychmiast spoważniał.

— Kto dzwonił? — zapytał. — Stało się coś złego?

— To Sila. Ta dziewczyna ze szpitala, o której ci opowiadałam.

Melih od razu przypomniał sobie zagubioną młodą kobietę, którą razem z Cihanem znaleźli po wypadku.

— Co się dzieje?

— Dałam jej swój numer telefonu, gdyby kiedykolwiek potrzebowała pomocy. Właśnie zadzwoniła. Jest sama gdzieś przy drodze i nie wie, gdzie się znajduje.

Na twarzy Meliha pojawił się niepokój.

— Jest bezpieczna?

— Na razie tak. W pobliżu widziała stację benzynową. Poprosiłam ją, żeby tam poszła i złapała taksówkę.

— A jeśli jej się nie uda?

Hancer spojrzała na niego z wdzięcznością.

— Właśnie o tym pomyślałam. Jeśli nie znajdzie transportu, będziemy musieli po nią pojechać.

Melih nawet się nie zawahał.

— Oczywiście. Nie musisz mnie o to prosić.

Na jego twarzy pojawił się zdecydowany wyraz.

— Ubierzmy się szybko. Jeśli zadzwoni ponownie, będziemy gotowi od razu wyjechać.

Hancer odetchnęła z ulgą.

— Dziękuję.

Melih posłał jej krótki uśmiech.

— Nie dziękuj. Ta dziewczyna i tak przeszła już wystarczająco wiele.

Wymienili porozumiewawcze spojrzenia, po czym bez dalszych słów wrócili do swoich pokoi, by jak najszybciej się ubrać. Oboje przeczuwali, że ta noc jeszcze się nie skończyła.

***

Pół godziny później przed starym domem zatrzymała się taksówka. Silnik ucichł, a nocna cisza ponownie spowiła okolicę. Sila ostrożnie wysiadła z samochodu i przez chwilę stała nieruchomo na brukowanym podjeździe. Jej wzrok zatrzymał się na imponującej rezydencji górującej nad posesją. W oknach wciąż paliły się światła, a wysokie palmy i starannie przycięte krzewy rzucały na ziemię długie cienie.

Dziewczyna mocniej zacisnęła dłonie na pasku torby. Była zmęczona, zmarznięta i wyraźnie przytłoczona wszystkim, co wydarzyło się tego dnia.

Drzwi domu otworzyły się niemal natychmiast.

Na zewnątrz wyszli Hancer i Melih.

Hancer nie czekała ani chwili. Szybkim krokiem zeszła po schodach i podeszła do dziewczyny. Na jej twarzy malowała się szczera ulga.

Melih tymczasem podszedł do taksówkarza, wyjął portfel i zapłacił za kurs.

Sila ledwie zdążyła odwrócić głowę, gdy Hancer objęła ją mocno.

— Dzięki Bogu… — wyszeptała. — Tak bardzo się martwiłam.

W oczach Sili pojawiło się wzruszenie.

— Nic mi nie jest — odpowiedziała cicho. — Naprawdę przepraszam, że obudziłam cię w środku nocy.

Hancer odsunęła się od niej i uważnie przyjrzała jej twarzy.

— Przestań. Najważniejsze, że jesteś cała i zdrowa. Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo się bałam, kiedy zadzwoniłaś.

Sila spuściła wzrok.

— Nie wiedziałam, do kogo innego mogłabym się zwrócić.

— I dlatego zrobiłaś dobrze, że zadzwoniłaś właśnie do mnie.

Dziewczyna próbowała się uśmiechnąć, lecz w jej oczach nadal widać było niepokój.

— Dziękuję.

Nagle ciszę rozdarł stanowczy, napięty głos.

— Co tu się dzieje?

Cała trójka odwróciła się jednocześnie.

Od strony rezydencji szedł Cihan. Jego ciemny płaszcz powiewał lekko na wietrze, a twarz pozostawała napięta. Najwyraźniej dostrzegł światła taksówki i zamieszanie przed domem. Teraz zbliżał się szybkim krokiem, nie kryjąc zaniepokojenia.

Melih natychmiast zesztywniał.

— Sila przyjechała do nas — odpowiedział chłodno. — Wyszliśmy ją przywitać. Masz z tym jakiś problem?

Cihan nawet na niego nie spojrzał. Jego wzrok od początku był utkwiony wyłącznie w dziewczynie.

Podszedł bliżej.

— Co tu robisz, Sila? — zapytał.

W jego głosie pobrzmiewała troska. Zanim dziewczyna zdążyła odpowiedzieć, odezwała się Hancer:

— Ja ją zaprosiłam.

Cihan przeniósł na nią wzrok, lecz po chwili znów spojrzał na Silę.

— Martwiłem się o ciebie — powiedział spokojniej. — Kiedy zniknęłaś ze szpitala, nikt nie wiedział, gdzie jesteś. Myślałem, że coś ci się stało.

Sila poczuła ukłucie winy.

— Przepraszam. Nie chciałam sprawiać problemów.

— Następnym razem nie znikaj bez słowa.

Dziewczyna skinęła głową.

Przez chwilę między nimi zapanowała niezręczna cisza. Melih wyraźnie nie chciał kontynuować rozmowy z Cihanem.

— Przygotowaliśmy herbatę — oznajmił stanowczo. — Powinniśmy już wejść do środka, zanim wystygnie.

Po czym spojrzał na Silę i Hancer.

— Chodźcie.

Hancer od razu zrozumiała jego intencje.

— Tak, masz rację. Jest zimno.

Objęła Silę ramieniem i skierowała ją w stronę domu. Dziewczyna jeszcze raz spojrzała na Cihana.

— Dobranoc.

— Dobranoc, Sila.

Po chwili cała trójka zniknęła za drzwiami starego domu. Cihan został sam na podjeździe.

Przez dłuższą chwilę patrzył w kierunku zamkniętych drzwi, za którymi zniknęli Hancer, Melih i Sila. W świetle ogrodowych lamp jego twarz wydawała się jeszcze bardziej surowa.

W końcu poprawił poły płaszcza i wsunął ręce do kieszeni.

Zacisnął szczęki.

Nie podobało mu się to, co właśnie zobaczył. Odwrócił się i powoli ruszył w stronę rezydencji, próbując zapanować nad narastającą irytacją. Jednak im dalej szedł, tym bardziej miał wrażenie, że tej nocy niepokój nie pozwoli mu zasnąć.

***

Sila, Hancer i Melih weszli do salonu. Wnętrze było ciepłe i przytulne, a miękkie światło lamp łagodziło chłód i napięcie, które przynieśli ze sobą z zewnątrz. Sila zatrzymała się niepewnie przy różowej kanapie, wciąż ściskając torbę w dłoniach. Wyglądała na zmęczoną i zagubioną, jakby nadal nie mogła uwierzyć, że znalazła bezpieczne schronienie.

Spojrzała na Hancer, a potem na Meliha.

— Mam nadzieję, że nie postawiłam was w niezręcznej sytuacji — odezwała się cicho. — Przed chwilą… na zewnątrz było trochę niezręcznie. Czy Cihan się zdenerwował?

Melih westchnął lekko i wzruszył ramionami.

— Nie przejmuj się nim. Naprawdę nie warto.

Usiadł na chwilę na oparciu fotela i uśmiechnął się blado.

— Są ludzie, którzy toczą najtrudniejsze wojny nie z innymi, ale z samymi sobą. Cihan należy właśnie do nich.

Sila zmarszczyła lekko brwi.

— Nie chciałam nikomu sprawiać problemów.

— I nie sprawiłaś — zapewnił ją stanowczo. — Jesteś tutaj mile widziana. A teraz najważniejsze jest to, żebyś odpoczęła.

Spojrzał na Hancer.

— Myślę, że najlepiej będzie przygotować dla Sili pokój. Jest późno. Na rozmowy przyjdzie czas jutro.

Hancer skinęła głową.

— Też tak uważam.

Melih posłał obu kobietom życzliwe spojrzenie.

— W takim razie dobranoc.

— Dobranoc — odpowiedziały niemal jednocześnie.

Po chwili zniknął za drzwiami swojego pokoju. W salonie zrobiło się cicho.

Sila usiadła ostrożnie na kanapie, a Hancer zajęła miejsce obok niej.

Przez moment żadna z nich się nie odzywała.

— Jesteś głodna? — zapytała w końcu Hancer. — Mogę przygotować ci coś ciepłego. Kanapki, herbatę… cokolwiek zechcesz.

Sila pokręciła głową.

— Dziękuję. Jadłam wcześniej.

— Na pewno?

— Tak. Naprawdę niczego nie potrzebuję.

Hancer przyjrzała jej się uważnie. Dziewczyna wyglądała na wyczerpaną bardziej psychicznie niż fizycznie.

— W takim razie przygotuję ci łóżko.

Wstała i podeszła do szafy stojącej przy ścianie. Otworzyła drzwi i wyciągnęła świeżą pościel oraz miękką kołdrę. Starannie ułożyła wszystko na kanapie.

— Wszystko jest czyste — powiedziała z uśmiechem. — A jeśli jednak zgłodniejesz, w kuchni znajdziesz owoce i coś do picia. Czuj się tutaj jak u siebie.

Sila szybko pokręciła głową.

— Nie. I tak już wystarczająco cię zmęczyłam. Sama sobie poradzę.

— To żaden problem.

— Dla ciebie może nie, ale dla mnie bardzo wiele znaczy to, co zrobiłaś.

Hancer spojrzała na nią pytająco. Sila zawahała się przez chwilę.

— Wiesz… nie każdy zatrzymałby się przy kimś takim jak ja. Większość ludzi odwraca wzrok od cudzych problemów. Ty robisz coś zupełnie odwrotnego.

Jej oczy lekko się zaszkliły.

— Dzięki tobie nie spędzę tej nocy na ulicy. Dajesz ludziom siłę. Sprawiasz, że zaczynają wierzyć, że ich życie może jeszcze się zmienić. Traktujesz cudze problemy tak, jakby były twoimi własnymi.

Hancer poczuła wzruszenie.

— Dziękuję.

Usiadła obok dziewczyny i ujęła jej dłoń.

— Naprawdę cieszę się, że tak mnie postrzegasz.

Na chwilę zapadła cisza.

— Ale wciąż nie wiem, przed czym uciekasz — dodała łagodnie. — I mam wrażenie, że niesiesz na barkach znacznie większy ciężar, niż chcesz pokazać.

Sila spuściła wzrok.

— Może kiedyś ci opowiem.

— Nie musisz robić niczego, na co nie jesteś gotowa.

Hancer ścisnęła lekko jej rękę.

— Teraz najważniejsze jest to, żebyś odpoczęła. Jutro będzie nowy dzień. Porozmawiamy wtedy spokojnie.

Na twarzy Sili pojawił się pierwszy od dawna szczery uśmiech.

— Dobrze.

— Twój pokój jest tam. — Hancer pokazała drzwi. — A łazienka znajduje się tuż obok. Jeśli będziesz czegokolwiek potrzebowała, po prostu powiedz.

— Dziękuję, Hancer.

Dziewczyna spojrzała na nią jeszcze raz z wdzięcznością, po czym zniknęła za drzwiami sypialni.

Hancer została sama w salonie. Przez chwilę patrzyła w stronę zamkniętych drzwi, zastanawiając się, jaką historię skrywa nowa lokatorka.

***

Nazajutrz rano stary dom powoli budził się do życia. W kuchni unosił się zapach świeżo zaparzonej herbaty, a przez okna wpadało chłodne, zimowe światło. Ciszę poranka przerwał dopiero dźwięk dzwonka do drzwi.

Hancer właśnie nalewała herbatę, gdy rozległ się kolejny sygnał.

— Otworzę — powiedziała Sila, która siedziała przy stole.

Dziewczyna podeszła do drzwi i uchyliła je.

Na progu stał Engin z elegancką skórzaną teczką w dłoni.

Gdy ich spojrzenia się spotkały, mężczyzna wyraźnie się zdumiał.

— Sila? — wyrwało mu się. — Co ty tutaj robisz?

Dziewczyna spuściła wzrok.

— Przyszłam wczoraj wieczorem.

— Tutaj?

— Tak.

Na twarzy Engina pojawiło się zaskoczenie pomieszane z niepokojem.

— Kiedy zniknęłaś ze szpitala, wszyscy cię szukali. Co się stało?

Sila nerwowo poprawiła kosmyk włosów.

— Hancer powiedziała mi kiedyś, że jeśli będę potrzebowała pomocy, mogę się do niej zwrócić. Więc… zwróciłam się.

Engin już miał zadać kolejne pytanie, gdy za plecami dziewczyny pojawiła się Hancer.

— Witaj, Enginie — powiedziała, po czym spojrzała na Silę. — Herbata stygnie. Idź na górę, a ja zaraz do ciebie dołączę.

Dziewczyna zawahała się przez moment, po czym posłusznie skinęła głową.

— Dobrze.

Minęła Engina i skierowała się schodami na piętro. Zanim jednak zniknęła za zakrętem, mimowolnie zwolniła kroku.

Coś w tonie głosu Engina podpowiadało jej, że rozmowa dopiero się zaczyna.

Gdy zostali sami, mężczyzna od razu przeszedł do rzeczy.

— Hancer, co się tutaj dzieje?

— O czym mówisz?

— O niej.

Wskazał wzrokiem schody.

— Co ta dziewczyna robi w twoim domu?

Hancer westchnęła cicho.

— Zadzwoniła do mnie wczoraj wieczorem. Była sama, przestraszona i bez pieniędzy. Nie miała dokąd pójść.

— I dlatego przyjęłaś ją pod swój dach?

— A co miałam zrobić? Zostawić ją na ulicy?

Engin potrząsnął głową.

— Mogłaś zawieźć ją z powrotem do szpitala. Mogłaś znaleźć inne rozwiązanie.

— To nie była paczka do odesłania kurierem, Enginie.

Mężczyzna zacisnął usta.

— Nie o to chodzi. Po prostu martwię się o ciebie. Nic o niej nie wiesz.

— Wiem, że potrzebowała pomocy.

— To za mało.

Jego głos stał się bardziej stanowczy.

— Codziennie słyszymy historie o oszustwach, wyłudzeniach, kradzieżach. Ludzie potrafią doskonale odgrywać role. Nie możesz ot tak wpuszczać obcych do swojego domu.

Hancer skrzyżowała ramiona na piersi.

— Czyli według ciebie nie powinnam ufać nikomu?

— Dobrze wiesz, że nie to powiedziałem.

— A ja dobrze wiem, co próbujesz mi zasugerować.

Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu. W końcu Engin westchnął z rezygnacją.

— Jesteś niemożliwa.

— Słyszałam to już wiele razy.

Na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu.

— I pewnie jeszcze nieraz usłyszysz.

Hancer również lekko się uśmiechnęła.

— Skoro już skończyliśmy się kłócić, może powiesz, po co naprawdę przyszedłeś?

Engin przypomniał sobie o celu wizyty.

— Właściwie przyszedłem do Cihana.

Otworzył teczkę i wyjął elegancką kopertę oraz kilka dokumentów.

— Jutro odbędzie się głosowanie dotyczące wyboru nowego prezesa fundacji „Jedno Życie”.

Wyciągnął dokumenty w jej stronę.

— To oficjalne zaproszenie i materiały informacyjne.

Hancer przyjęła je bez większego entuzjazmu.

— Enginie…

— Wiem, co powiesz.

— Naprawdę?

— Tak. Że twoja decyzja jest ostateczna.

Hancer skinęła głową.

— Właśnie to miałam powiedzieć.

— Mimo wszystko przeczytaj.

— Dobrze. Zapoznam się z tym.

— Tylko o to proszę.

Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu.

— Do zobaczenia, Hancer.

— Do zobaczenia.

Engin odwrócił się i ruszył w stronę rezydencji. Hancer zamknęła za nim drzwi i skierowała się na piętro.

Kiedy weszła do jadalni, Sila siedziała przy stole i spokojnie jadła śniadanie, popijając herbatę. Na pierwszy rzut oka wyglądała na odprężoną i skupioną wyłącznie na posiłku.

Hancer nie miała pojęcia, że chwilę wcześniej dziewczyna stała przy balustradzie. Ukryta za drewnianymi szczebelkami, uważnie przysłuchiwała się rozmowie prowadzonej przy drzwiach wejściowych.

Nie umknęło jej ani jedno słowo wymienione między Hancer a Enginem. Usłyszała zarówno jego obawy dotyczące jej obecności w domu, jak i wzmiankę o zbliżającym się głosowaniu w fundacji.

Gdy Engin odszedł, szybko wróciła do stołu i zachowywała się tak, jakby przez cały czas siedziała na swoim miejscu. Hancer niczego nie podejrzewała, a Sila nie zamierzała zdradzać, jak wiele właśnie się dowiedziała.

***

Derya wyciągnęła z kieszeni chustę i starannie owinęła nią telefon. Chciała mieć pewność, że Mukadder nie rozpozna jej głosu. Obok niej stała Yonca. Wstrzymała oddech i nachyliła się tak blisko, że niemal dotykała ramienia wspólniczki. W jej oczach błyszczało napięcie i niecierpliwość.

Derya wybrała numer.

Po drugiej stronie telefonu rozległy się kolejne sygnały. Wreszcie ktoś odebrał.

— Słucham? — odezwała się chłodno Mukadder.

Derya odchrząknęła i przemówiła zmienionym, niższym głosem.

— Zapoznałam się z twoimi grzechami. Muszę przyznać, że nazbierało się ich naprawdę dużo.

Mukadder przewróciła oczami.

— Przestań bredzić i przejdź do rzeczy. Czego ode mnie chcesz?

Derya wymieniła szybkie spojrzenie z Yoncą.

— Dziesięciu milionów.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

— Co?! — wykrzyknęła w końcu Mukadder.

Na jej twarzy pojawiło się niedowierzanie. Spodziewała się żądania pieniędzy, ale suma, którą właśnie usłyszała, kompletnie ją zaskoczyła.

— Dziesięć milionów? Zwariowałaś? To niemożliwe! Nie mam takich pieniędzy do rozdawania!

Yonca natychmiast pochyliła się do Deryi i wyszeptała:

— Nie targuj się z nią. Ani o kurusza.

Derya skinęła lekko głową.

— Nawet gdybyś oddała cały swój majątek, nie odkupiłabyś swoich win, Mukadder Develioglu — powiedziała lodowatym tonem. — I doskonale o tym wiesz. Powiedziałam: dziesięć milionów. Ani liry mniej.

— To szaleństwo!

— Nie. To cena za moje milczenie.

Derya zrobiła krótką pauzę, pozwalając, by słowa wybrzmiały.

— Jeśli jednak bardziej kochasz swoje pieniądze niż rodzinę, nie ma problemu. Zadzwonię do twojego syna i opowiem mu wszystko. Wtedy stracisz go raz na zawsze.

Po drugiej stronie zapadło ciężkie milczenie. Mukadder zacisnęła palce na telefonie.

— Jak mam zdobyć taką sumę w tak krótkim czasie?

— To nie mój problem.

— Daj mi więcej czasu.

— Nie interesuje mnie, jak to zrobisz.

Derya rozłączyła się bez słowa pożegnania.

Przez chwilę obie kobiety patrzyły na siebie w milczeniu, jakby nie dowierzały, że właśnie to zrobiły.

A potem wybuchły euforią. Yonca klasnęła w dłonie.

— Byłaś wspaniała! Powiedziałaś to dokładnie tak, jak trzeba.

Na twarzach obu kobiet pojawiły się szerokie uśmiechy. W wyobraźni widziały już stosy banknotów leżące na stole. Niemal czuły pod palcami szorstkość papieru i charakterystyczny zapach świeżych pieniędzy.

Dziesięć milionów lir. Ta liczba brzmiała w ich głowach jak obietnica nowego życia. 

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 133.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy