Panna młoda odc. 143: Hancer ukrywa ciążę! Walczy samotnie o przyszłość dziecka!

Hancer siedzi na kanapie. Trzyma rękę na lekko zaokrąglonym brzuchu i uśmiecha się.

„Panna młoda” Odc. 143 – streszczenie

Po skończonej pracy Hancer wróciła do mieszkania brata późnym popołudniem. Czuła, jak każdy mięsień odmawia jej posłuszeństwa. Dłonie miała zaczerwienione od detergentów, a plecy bolały ją od całodziennego schylania się i dźwigania mokrego dywanu.

Ledwie przekroczyła próg, ciężko westchnęła i opadła na kanapę w niewielkim salonie. Obok siedziała Derya, wygodnie oparta o poduszki. Z głośnym trzaskiem rozgryzała pestki słonecznika, co chwilę wrzucając łupiny do małej miseczki stojącej na stoliku.

— Od rana próbuję oszukać głód tymi nasionami — mruknęła, nie odrywając wzroku od telewizora. — Chyba będę musiała pójść na targ.

Hancer otworzyła torebkę i wyjęła z niej kilka banknotów. Przez moment zawahała się, po czym podała Deryi połowę swojej dniówki.

— Resztę muszę zostawić sobie — powiedziała cicho. — Potrzebuję kupić kilka rzeczy.

Derya spojrzała na pieniądze, a potem na nią z wyraźnym niezadowoleniem.

— Po co ci pieniądze? — zapytała chłodno. — Nie płacisz czynszu. Masz dach nad głową, jedzenie, wszystko gotowe. Czego jeszcze ci trzeba?

Hancer spuściła wzrok na swoje dłonie.

— Jutro oddam ci całą wypłatę — odpowiedziała spokojnie, próbując uniknąć kolejnej kłótni.

— Lepiej żebyś oddała — rzuciła Derya ostrym tonem. — Myślisz, że utrzymanie domu nic nie kosztuje? Codziennie gotuję, kupuję jedzenie. Prąd, woda… wszystko drożeje.

Hancer milczała przez chwilę. W końcu odezwała się niepewnie:

— Bratowo… skoro i tak idziesz na targ… mogłabyś kupić mi dżem truskawkowy? Nawet najmniejszy słoik. Ostatnio ciągle mam na niego ochotę.

Na moment na jej zmęczonej twarzy pojawił się cień uśmiechu. Było w tym coś dziecięcego i bezbronnego.

Derya wzruszyła ramionami.

— Dobrze, kupię.

Hancer skinęła głową z wdzięcznością, po czym powoli podniosła się z kanapy i poszła do swojego pokoju.

Gdy tylko zniknęła za drzwiami, twarz Deryi momentalnie stwardniała. Kobieta prychnęła pod nosem i wrzuciła kolejną garść pestek do ust.

— Zawstydziłaś siebie i nas wszystkich — syknęła cicho z irytacją. — Jakby mało było problemów… Teraz jeszcze mam ci kupować dżem, żebyś się zasłodziła. Boże drogi…

W salonie ponownie rozległ się tylko dźwięk pękających łupin słonecznika.

***

Kiedy Derya wyszła z domu, w środku zapanowała upragniona cisza. Hancer odczekała jeszcze chwilę, nasłuchując odgłosu zamykanych drzwi i kroków na zewnątrz. Dopiero wtedy powoli podniosła się z kanapy.

Podeszła do kanapy i uniosła siedzisko schowka. W środku, pod starannie złożonymi ubraniami i starym kocem, leżała niebieska torba, a w niej koperta z pieniędzmi.

Hancer ostrożnie wyjęła banknoty, które zachowała z dzisiejszej wypłaty, wygładziła je palcami i dołożyła do skromnej sumy, którą zbierała od tygodni. Przez chwilę wpatrywała się w zawartość koperty, jakby próbowała przekonać samą siebie, że to wystarczy.

Potem schowała pieniądze z powrotem pod ubraniami i zamknęła kanapę.

Usiadła ciężko, opierając się o miękkie oparcie. Zmęczonym ruchem położyła dłoń na brzuchu i delikatnie go pogładziła. Na jej twarzy pojawił się ciepły, choć pełen smutku uśmiech.

— Oboje was ukrywam pod ubraniami — szepnęła cicho. — Ciebie i te pieniądze. Tylko ty rośniesz znacznie szybciej niż ta koperta.

Przymknęła oczy na krótką chwilę, po czym sięgnęła po telefon. Otworzyła notatki i zaczęła zapisywać kolejne rzeczy, które będą potrzebne dziecku.

— Dobrze… zobaczmy — mruknęła pod nosem. — Czapeczki… body… skarpetki… pieluszki tetrowe…

Szybko zaczęła wpisywać ceny, a jej twarz z każdą chwilą coraz bardziej poważniała.

— To już prawie trzysta lir… — westchnęła. — Pampersy na miesiąc… czterysta pięćdziesiąt. Łóżeczko… przewijak… ponad pięć tysięcy…

Urwała nagle i bezradnie opuściła telefon na kolana.

— A ja już nie mam pieniędzy, choć lista nawet się nie skończyła.

W salonie zrobiło się cicho. Za oknem słychać było odległy gwar ulicy, ale tutaj, w małym pokoju, ciężar jej myśli wydawał się niemal namacalny.

Hancer powoli wypuściła powietrze i ponownie spojrzała na swój brzuch.

— Jak ja mam sobie z tym wszystkim poradzić? — wyszeptała drżącym głosem. — Jak mam zapewnić ci wszystko, czego potrzebujesz, pracując jako sprzątaczka?

Mimo lęku, który ściskał jej serce, nie było w jej oczach zwątpienia. Było tylko zmęczenie… i cicha determinacja matki, która wiedziała, że nie ma prawa się poddać.

***

Po ponad trzech miesiącach życia w ciągłym otępieniu Mukadder wreszcie zaczęła rozumieć, że coś jest bardzo nie tak.

Leżała nieruchomo na łóżku, ciężko oddychając. Od kilku dni niemal nie piła wody, a mgła, która przez tak długi czas spowijała jej umysł, powoli zaczynała się rozpraszać. Myśli stawały się coraz wyraźniejsze. Zbyt wyraźniejsze.

Nagle poderwała się gwałtownie z łóżka.

Sięgnęła po stojący na stoliku dzbanek i z całej siły cisnęła nim o podłogę. Szkło roztrzaskało się z hukiem, a woda rozlała po drewnianych panelach.

Gulsum cofnęła się przestraszona.

— Dlaczego ciągle zmuszacie mnie do picia tej wody?! — krzyknęła Mukadder drżącym głosem. — Co wy mi podajecie?!

Do pokoju wbiegła Beyza.

— Co się dzieje? Co to był za hałas? — zapytała ostro, zatrzymując wzrok na rozbitym dzbanku.

— Ja… ja tylko przyniosłam wodę — tłumaczyła spanikowana Gulsum. — Pani Mukadder nagle się zdenerwowała…

Mukadder spojrzała na obie kobiety zaczerwienionymi oczami.

— Od tygodni nie mogłam podnieść głowy z poduszki! — wyrzuciła z siebie. — Nie miałam siły mówić, chodzić, nawet myśleć! Coście mi zrobiły?!

Krzyki postawiły rezydencję na nogi. Po chwili w drzwiach pojawiły się Fadime i Aysu.

— Co się stało? — zapytała zaniepokojona Fadime.

Beyza natychmiast odwróciła się w ich stronę.

— Dlaczego tu przyszłyście? Podsłuchiwałyście pod drzwiami?

Aysu zmrużyła oczy.

— My nie mamy takich zwyczajów — odpowiedziała chłodno. — Usłyszałyśmy krzyk pani Mukadder i się przestraszyłyśmy.

— Myślałyśmy, że coś się stało — dodała cicho Fadime.

— Nic się nie stało — rzuciła szybko Beyza. — Ciocia od miesięcy ma problemy z nerwami. Sama już nie wie, co robi.

Mukadder spojrzała na nią z niedowierzaniem.

— Kłamiesz…

— Fadime, wyjdźcie — przerwała jej Beyza ostrym tonem. — Nie chcę, żebyście widziały panią Mukadder w takim stanie. Gulsum, ty też zostaw nas same.

Służące spojrzały po sobie niepewnie, ale posłusznie opuściły pokój. Drzwi zamknęły się cicho.

Zapadła ciężka cisza.

Mukadder oddychała nierówno. Jej dłonie drżały, a oczy były pełne łez i gniewu. Beyza stała naprzeciwko niej ze skrzyżowanymi ramionami.

To Mukadder odezwała się pierwsza.

— Dlaczego opowiadasz takie bzdury przy służbie?

— Bzdury? — Beyza prychnęła chłodno. — To ty urządziłaś scenę.

— Nie zaprzeczaj! — głos Mukadder zadrżał. — Podawałyście mi coś do picia, żebym była otumaniona. Chciałyście, żebym nie mogła dojść do siebie!

Beyza patrzyła na nią przez chwilę bez słowa, po czym uśmiechnęła się z irytacją.

— Nie wiem, czy próbujesz mnie oczernić, czy po prostu tracisz rozum. Jednym krzykiem postawiłaś całą rezydencję na nogi.

Mukadder pokręciła głową.

— Od dwóch dni nie wypiłam ani kropli tej wody… i odzyskałam siły. Myślisz, że tego nie rozumiem?

W oczach Beyzy pojawił się chłód.

Powoli podeszła bliżej.

— Doszłyśmy już za daleko, ciociu — powiedziała cicho, ale groźnie. — Jeśli zaczniesz mówić ludziom o swoich absurdalnych podejrzeniach, wszyscy na tym ucierpią. Ty najbardziej.

Mukadder opadła ciężko na łóżko, jakby nagle zabrakło jej sił.

— Dość już wycierpiałam… — wyszeptała drżącym głosem. — Nie mogę dłużej nosić tego ciężaru. Zniszczyłam życie mojemu Cihanowi… Poświęciłam własnego syna dla ambicji i dumy.

Po jej policzkach popłynęły łzy.

Beyza zacisnęła szczękę i gwałtownie usiadła obok niej.

— Więc idź — syknęła. — Powiedz mu wszystko. Zniszcz go do końca, skoro tego chcesz. Zamień życie swojego syna w piekło.

Mukadder spojrzała na nią z bólem.

— Beyzo…

— Posłuchaj mnie uważnie — przerwała jej lodowatym tonem. — Twój syn ma teraz tylko jeden powód, żeby dalej żyć. To dziecko, które wkrótce się urodzi. Jeśli odbierzesz mu także to… straci wszystko. I wtedy naprawdę go zabijesz.

Słowa Beyzy zawisły w powietrzu niczym wyrok.

Kobieta podniosła się powoli z łóżka i spojrzała na ciotkę z mieszaniną gniewu i pogardy.

— Dlatego będziesz milczeć — powiedziała już spokojniej. — Dla dobra swojego syna.

Odwróciła się i wyszła z pokoju, zamykając głośno drzwi. 

Mukadder została sama.

Siedziała nieruchomo pośród ciszy, z mokrymi od łez policzkami, czując, jak ciężar wszystkich popełnionych błędów przygniata ją bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

***

Wieczorem Derya wyszła na werandę, gdy na ulicy mignęły światła jasnego SUV-a. Zamarła, rozpoznając auto Cihana.

Samochód zwolnił na moment przed domem, po czym odjechał dalej.

Na ustach Deryi pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech.

— A więc nadal o niej myślisz… — mruknęła pod nosem.

Ta myśl nie dawała jej spokoju przez całą noc. Następnego dnia, tuż po wyjściu Hancer i Cemila z domu, pojawiła się w firmie Develioglu. Sekretarka zaprowadziła ją do przestronnego gabinetu Cihana.

Mężczyzna siedział za dużym biurkiem, pogrążony w dokumentach. Gdy uniósł wzrok i zobaczył Deryę, wyraźnie się zdziwił.

Kobieta usiadła naprzeciwko niego, poprawiając nerwowo torebkę na kolanach.

— Pewnie zastanawiasz się teraz, po co ta kobieta tu przyszła — zaczęła z wymuszonym uśmiechem. — Uwierz mi, długo się powstrzymywałam. Ale już nie mogłam dłużej milczeć. Tylko ty możesz to rozwiązać.

Cihan odłożył długopis i spojrzał na nią uważnie.

— Co się stało?

Derya westchnęła ciężko, jakby rozmowa sprawiała jej ogromny ból.

— Hancer zawstydziła zarówno nas, jak i ciebie. Chodzi sprzątać cudze domy. Ludzie mówią o tym wszędzie. Śmieją się za naszymi plecami. Powtarzają, że była synowa rodziny Develioglu myje ludziom podłogi.

Na twarzy Cihana pojawiło się napięcie.

— Nie ma potrzeby, żeby pracowała w taki sposób — powiedział chłodno. — Zapewniłem jej bezpieczeństwo finansowe.

— Wiem — odparła szybko Derya. — Zrobiłeś dla niej więcej, niż musiałeś. Oddałeś jej stary dom, udziały… Wszystko zostawiłeś w jej rękach. A ona? Odeszła, nie zabierając ani jednego kurusza. Nawet obrączkę ci oddała.

Na chwilę spuściła wzrok, udając wzruszenie.

— Hancer jest dumna… może nawet za bardzo. Nigdy nie chciała niczyjej litości.

Cihan odchylił się na fotelu i splótł dłonie.

— Skoro tak wybrała, co mogę zrobić? Jesteśmy rozwiedzeni. Każde z nas żyje teraz własnym życiem.

Derya pokręciła głową.

— To nie jest takie proste. Ona chodzi do obcych ludzi za kilka kuruszy. Do dziwnych miejsc. Nie wiadomo, kogo tam spotyka. Przecież wiesz, jaka jest Hancer… młoda, piękna, przyciąga uwagę mężczyzn.

Cihan zmarszczył brwi. Derya zauważyła, że trafiła w czuły punkt, więc mówiła dalej:

— Próbujemy ją powstrzymać, tłumaczymy jej, ale nikogo nie słucha. Nie rozmawia nawet z własnym bratem. Jakby odcięła się od wszystkich. A ludzie? Ludzie już zaczynają mówić, że rodzina Develioglu pozwoliła swojej byłej synowej upaść tak nisko.

W gabinecie zapadła cisza.

Cihan patrzył gdzieś w bok, wyraźnie poruszony tym, co usłyszał. W jego oczach pojawił się cień gniewu, ale też czegoś znacznie bardziej bolesnego.

— Ktoś powinien jej przypomnieć, kim była — dodała ciszej Derya. — Że nosiła nazwisko Develioglu.

Po tych słowach sięgnęła po torebkę stojącą na małym stoliku.

— Dobrze, nie będę ci już przeszkadzać. Wizyty powinny być krótkie, prawda? I tak zabrałam ci za dużo czasu.

Wstała powoli, ale zanim zdążyła odejść, Cihan odezwał się spokojnym tonem:

— Przed wyjściem zajrzyj do działu księgowości.

Derya spojrzała na niego z udawaną dumą.

— Nie przyszłam tu prosić o pieniądze. Chciałam tylko powiedzieć ci, co mnie boli. To wszystko.

— To nie dla ciebie — odpowiedział chłodno. — Na kieszonkowe dla Emira.

Derya zawahała się teatralnie, po czym lekko skinęła głową.

— Skoro nalegasz… Dobrze. Dziękuję.

Na jej ustach pojawił się ledwie widoczny uśmiech satysfakcji.

Wyszła z gabinetu spokojnym krokiem, mocniej ściskając torebkę. Gdy drzwi zamknęły się za nią, jej twarz natychmiast się rozjaśniła.

Miała poczucie, że osiągnęła dokładnie to, po co przyszła.

***

Hancer sprzątała w mieszkaniu położonym na obrzeżach miasta. Od samego początku czuła na sobie spojrzenie właściciela budynku — mężczyzny o śliskim uśmiechu i zbyt pewnym siebie tonie. Krążył wokół niej pod pretekstem rozmowy, wypytywał o wszystko i nie odrywał od niej wzroku.

Skończyła sprzątanie późnym popołudniem. Zmęczona wyszła z budynku, poprawiła pasek torebki na ramieniu i ruszyła w stronę parku, który skracał drogę do przystanku. Powietrze było chłodne, a alejki niemal puste o tej porze dnia. Początkowo nie zwracała uwagi na ciche kroki za plecami, sądząc, że to zwykły przechodzień. Dopiero po kilku minutach poczuła narastający niepokój.

Mężczyzna, właściciel mieszkania, w którym pracowała, szedł za nią w niewielkiej odległości. Za każdym razem, gdy zwalniała, on również zwalniał. Kiedy przyspieszała kroku, dystans między nimi niebezpiecznie się zmniejszał. Hancer spuściła wzrok i mocniej ścisnęła pasek torebki, próbując zachować spokój. Serce zaczęło bić jej coraz szybciej.

W parku było cicho. Nagie gałęzie drzew rzucały długie cienie na ścieżki, a pojedyncze ławki stały puste. Hancer miała wrażenie, że z każdym krokiem mężczyzna jest coraz bliżej. Nie odważyła się odwrócić, ale wyczuwała jego obecność niemal na plecach.

Szczęśliwie w pobliżu parku znajdował się Melih, który obecnie pracował jako taksówkarz. Zauważył zdenerwowaną Hancer i mężczyznę idącego za nią uporczywie od dłuższego czasu. Natychmiast zrozumiał sytuację.

Hancer wypuściła powietrze, którego chyba od kilku minut nieświadomie wstrzymywała.

— Wszystko w porządku? — zapytał Melih łagodnie.

— Tak… Chyba tak. Dziękuję.

— Wsiadaj. Odwiozę cię do domu.

Kilka minut później siedziała już na tylnej kanapie taksówki. Za oknem przesuwały się szare ulice miasta, a w środku panowała spokojna cisza, przerywana jedynie szumem silnika.

Hancer spojrzała na twarz Meliha w lusterku.

— Jak mają się wszyscy w rezydencji? — zapytała cicho. — Co u siostry Fadime? I Aysu?

Melih przez chwilę milczał.

— Nie wiem — odpowiedział w końcu. — Pewnie mają się dobrze. Dawno ich nie widziałem.

Hancer zmarszczyła brwi.

— Jak to? Nie mieszkasz już w rezydencji?

Melih uśmiechnął się gorzko.

— Pamiętasz noc, kiedy odwiozłem cię z domu letniskowego? Pan Cihan wypytywał mnie wtedy, gdzie mieszkasz. Obiecałem ci, że nic mu nie powiem… i dotrzymałem słowa.

Hancer wstrzymała oddech.

— Pokłóciliśmy się — ciągnął spokojnie. — A potem musiałem odejść z pracy.

Dziewczyna spojrzała na niego z wyraźnym poczuciem winy.

— O Boże… Melihu, bardzo mi przykro.

— Nie smuć się. — Wzruszył ramionami. — Stało się to, co miało się stać. Widocznie tak musiało być.

Hancer spuściła wzrok na swoje dłonie.

— Moje życie się rozpadło… a teraz jeszcze twoje zostało przeze mnie wywrócone do góry nogami.

Melih uśmiechnął się lekko i zerknął na nią w lusterku.

— Nie czuj się winna. Jakoś sobie poradzę. Pracując latami na morzu, przyzwyczaiłem się do burz. — Na moment zawiesił głos. — Spokojnie. Doprowadzę swój statek z powrotem do brzegu.

Na twarzy Hancer pojawił się smutny uśmiech. Po chwili znów spojrzała na niego uważnie.

— Ale dlaczego nie rozmawiasz ze swoją mamą?

Melih westchnął cicho.

— Bo całe życie byłem człowiekiem, który mówi wprost, co myśli. Nigdy nie chowałem głowy w piasek. Jeśli się z kimś nie zgadzałem, mówiłem o tym otwarcie. Nawet jeśli chodziło o najbliższych.

Jego dłonie mocniej zacisnęły się na kierownicy.

— Niestety… czasem człowiek musi stanąć przeciwko własnej rodzinie. Nawet przeciwko matce.

W samochodzie znów zapadła cisza. Tym razem jednak nie była niezręczna. Oboje dobrze wiedzieli, jak smakuje samotność i ile kosztuje dochowanie wierności własnemu sumieniu.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 104.Bölüm i Gelin 105.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 149: Beyza poniżona! Cihan pobiegł za Hancer!

    Beyza upokarza Hancer, wyznając jej, że spędziła noc z Cihanem w dawnym pokoju rywalki i nosi jego dziecko. Między kobietami dochodzi do gwałtownej konfrontacji, którą przerywa pojawienie się Cihana. Ku wściekłości Beyzy mężczyzna nie staje po jej stronie i rusza za Hancer, gdy ta opuszcza rezydencję. Na dziedzińcu próbuje ją zatrzymać, lecz Hancer daje mu do zrozumienia, że chce żyć własnym życiem — z dala od niego i jego rodziny. Później Cihan oznajmia Beyzie, że ich małżeństwo istnieje wyłącznie na papierze i nigdy jej nie pokocha. Upokorzona kobieta wpada w szał. Tymczasem Hancer odpiera napastliwe zaloty klienta agencji sprzątającej i brutalnie go przepędza, a z pomocą przychodzi jej Melih. Wieczorem Gulsum znajduje w pokoju Beyzy cenny naszyjnik i postanawia go ukryć. Melih prosi Mahmuta o rękę Sinem i otrzymuje zgodę pod warunkiem natychmiastowego ślubu.

  • Panna młoda odc. 52: Cihan uświadamia sobie fatalny błąd! Pędzi, by odzyskać Hancer!

    Sinem nocą odwiedza Hancer i dowiaduje się, że rozwód z Cihanem jest przesądzony. Następnego dnia Engin, na polecenie przyjaciela, przygotowuje pozew rozwodowy z zapisem o 5 milionach dla Hancer, a Cihan bez wahania go podpisuje, ignorując sprzeciw Yasemin. Sinem aranżuje ich spotkanie nad Bosforem, lecz rozmowa kończy się ostatecznym rozstaniem. W drodze Cihan łączy fakty i odkrywa, że Yakup działał z inicjatywy Deryi, a Hancer potajemnie spłaciła dług chorego brata. Wstrząśnięty prawdą, konfrontuje Yakupa i uświadamia sobie, że niesłusznie osądził żonę. Rusza, by ją odnaleźć, zanim będzie za późno.

  • Panna młoda odc. 197: Ciąża Hancer kruszy gniew Cemila!

    Beyza pokazuje Gulsum ciemną buteleczkę i każe jej dodać zawartość do jedzenia lub picia Hancer. Pokojówka odmawia, więc Beyza próbuje zmusić ją do połknięcia płynu, lecz przerywa im Mukadder. Gulsum zostaje wyrzucona z rezydencji, mimo że zna rodzinny sekret. Hancer i Melih odwiedzają Cemila i Deryę, by zaprosić ich na rodzinnego grilla w starym domu. Cemil reaguje chłodno, ale mięknie, gdy Melih wspomina, że dziecko mogłoby nosić jego imię, a potem naprawia mu odkurzacz. Melih odwiedza także Ertugrula, który nie może przyjść z powodu choroby żony, ale daje mu sałatę i radzi, by zaufał losowi. Derya próbuje przekonać Cemila do kolacji, przypominając mu, że Emir tęskni za Hancer, a dziecko siostry mogłoby połączyć rodzinę.

  • Panna młoda odc. 209: Dramat na dachu! Yonca grozi, że skoczy z dzieckiem!

    Derya odnajduje Yoncę w domu Tayyara i ostrzega ją, że szukają jej policja, Cihan, Mukadder i Nusret. Prosi, by oddała dziecko Cihanowi, ale Yonca odmawia i przyjmuje od niej pieniądze. Mukadder odwiedza Beyzę i Nusreta w areszcie, odcina się od nich i zapowiada, że każdy odpowiada za siebie. Hancer odbiera telefon od Yoncy, która prosi ją i Cihana o pilne spotkanie. Na miejscu okazuje się, że Yonca stoi z dzieckiem na dachu i grozi skokiem. Policja odbiera jej Cihana Gurura, a ona błaga Cihana, by uwierzył, że to ona urodziła chłopca. Sinem znajduje ukryty w skarbonce list Meliha i rozumie, że nie stawiła się na ślub przez pomyłkę. Na komisariacie Yonca zeznaje, że dobrowolnie oddała dziecko Beyzie, a potem Nusret zamknął ją w swoim domu aż do porodu.

  • Panna młoda odc. 189: Derya traci grunt pod nogami! Mukadder odkrywa, kto ją szantażował!

    Po wystąpieniu Sili Cihan oskarża Hancer, że zaaranżowała całą scenę, wykorzystała cierpienie dziewczyny i uniknęła publicznego oddania domu oraz akcji. Hancer próbuje go spoliczkować, ale Cihan chwyta ją za rękę i odchodzi, a Beyza dobija ją kolejnymi drwinami. Hancer odpowiada jej ostro, wypominając fałszywe role kuzynki, matki i skrzywdzonej żony. Engin i Sila dowiadują się, że Hancer już sprzedała akcje, by wesprzeć fundację, lecz prosi, by nie mówić o tym Cihanowi. W domu Hancer znajduje prezent i list od Meliha, a potem w notesie pisze do nienarodzonego dziecka, przepraszając za oddanie domu. Podczas śniadania Engin proponuje Sili pracę, by nie wracała do rodzinnego miasta. Derya cieszy się z pozycji Hancer i planuje pogodzić ją z Cemilem, ale nagle pojawia się Mukadder z plecakiem i sztucznym brzuchem, ujawniając, że odkryła szantażystkę.

  • Panna młoda odc. 198 i 199: Yonca wraca po zemstę! Okrada Nusreta i powala go wazonem!

    Cihan przychodzi z Beyzą, dzieckiem, Sinem i Mine na grilla zorganizowanego przez Hancer i Meliha. Cemil chce wyjść, ale zostaje, gdy Emir nazywa Hancer ciocią. Derya ostrzega Hancer, że Cihan na pewno coś planuje. Podczas kolacji Cihan daje Hancer i Melihowi grę dla małżeństw, by sprawdzić, czy naprawdę się znają. Pytania o pierwszą randkę, kłótnię i wyznanie miłości stawiają ich w trudnej sytuacji, lecz Hancer przerywa grę. Yonca włamuje się do domu Nusreta, kradnie pieniądze i zegarki, a gdy mężczyzna wraca, ogłusza go wazonem. Po kolacji Cihan wysyła Melihowi wspólne zdjęcie, a Hancer i Melih obawiają się, że odkryje prawdę. Gulsüm błaga Beyzę o wybaczenie, po czym zgadza się użyć buteleczki, która ma zaszkodzić dziecku Hancer.