„Dziedzictwo” Odc. 991 – streszczenie
Isil dowiedziała się, że Aynur pilnie potrzebowała pieniędzy. Natychmiast dostrzegła w tym doskonałą okazję, by oczernić ją w oczach syna. Zsunęła z nadgarstka bransoletkę, ostrożnie wyjęła z niej jeden z diamentów, a następnie zawinęła klejnot w kawałek jasnego jedwabiu. Gdy nikt nie patrzył, dyskretnie ukryła go w torebce Aynur.
Niedługo później zwróciła się do Sinana z udawaną troską:
– Zgubiłam jeden z diamentów z bransoletki. Musiał wypaść gdzieś w domu.
Gdy Aynur weszła do pokoju, Isil sięgnęła po stojący na szafce dzbanek z wodą. Jej łokieć „przypadkiem” zahaczył o torebkę dziewczyny. Torebka spadła na podłogę, a z jej wnętrza wysunął się kawałek jedwabnej tkaniny. Po chwili na dywanie zalśnił niewielki kamień.
Aynur pobladła.
– Ale… Panie Sinanie, przysięgam, że go nie wzięłam! – zapewniła, patrząc na niego z przerażeniem. – Nie wiem, jak znalazł się w mojej torebce. To nie ja!
Isil zmrużyła oczy i obrzuciła ją pełnym pogardy spojrzeniem.
– A jednak – odparła lodowato. – Właśnie wtedy, gdy postanowiłam dać ci szansę, zdradziłaś moje zaufanie w najgorszy możliwy sposób. Tego nie da się wybaczyć.
– Mamo, wystarczy! – przerwał jej Sinan.
W jego głosie zabrzmiała stanowczość, która natychmiast zgasiła triumf na twarzy Isil.
– Znam cię zbyt dobrze, żeby uwierzyć w tę farsę – dodał chłodno. – To ty podrzuciłaś diament do torebki Aynur.
Isil uniosła brwi, udając oburzenie.
– Co ty wygadujesz?! Jak możesz oskarżać własną matkę o coś takiego?
– Jestem prokuratorem. Wiem, jak wygląda manipulacja – odpowiedział bez wahania. – Diament był zawinięty w jedwab, bo właśnie w taki sposób zawsze zabezpieczasz kosztowną biżuterię. Torebka Aynur przez cały dzień znajdowała się w twoim pokoju, a ty ani razu go nie opuściłaś. Ona nie miała możliwości niczego tam schować.
Zrobił krótką pauzę, nie spuszczając z matki wzroku.
– Poza tym w jej rzeczach zaplątał się twój włos. To ty ją wrobiłaś.
Na twarzy Isil pojawiło się napięcie. Przez chwilę nie potrafiła znaleźć odpowiedzi.
Sinan odwrócił się do Aynur, a jego spojrzenie natychmiast złagodniało.
– Przepraszam cię w imieniu mojej matki – powiedział. – Chodźmy stąd. Niech zostanie sama ze swoim wstydem.
Opuścili pokój, pozostawiając Isil na wózku z książką spoczywającą na kolanach.
***
W salonie Aynur nalała sobie szklankę wody. Jej dłonie wciąż lekko drżały.
– Myślałam, że zaczęła się między nami tworzyć choćby nić porozumienia – przyznała ze smutkiem. – Ale się myliłam. Ona nadal mnie nienawidzi.
Sinan stanął obok i delikatnie ujął jej dłoń.
– Może miała rację tylko w jednym – powiedział cicho. – Jesteś dla mnie cenniejsza niż wszystkie klejnoty świata. Pewnego dnia ona też to zrozumie.
Aynur spojrzała na niego, wyraźnie poruszona, lecz nie odpowiedziała.
Tymczasem Isil została sama w pokoju. Zacisnęła szczękę, po czym z wściekłością cisnęła książkę na szafkę.
– Do diabła! – syknęła. – Powinnam była rozegrać to lepiej. Tak, żeby Sinan nie miał najmniejszych wątpliwości.
Oparła dłonie na podłokietnikach wózka i zmrużyła oczy.
– Muszę wymyślić coś innego.
***
Niedługo później Isil wjechała do kuchni, gdzie Sinan i Aynur przygotowywali posiłek. Tym razem jej twarz była przygaszona, a spojrzenie pełne pozornego żalu.
Oboje spojrzeli na nią z zaskoczeniem.
– Źle się czuję – zaczęła cicho, spuszczając wzrok. – Ostatnie wydarzenia bardzo mną wstrząsnęły. Popełniłam błąd. Skrzywdziłam osobę, która na to nie zasłużyła.
Jej głos zadrżał, jakby z trudem powstrzymywała emocje. Po chwili spojrzała na Aynur.
– Chciałabym cię przeprosić. Szczerze – powiedziała. – Zrozumiałam, że jeśli chcę odzyskać dawną siebie, muszę również naprawić relacje z ludźmi, których zraniłam.
Aynur patrzyła na nią nieufnie, ale w jej oczach pojawiło się wzruszenie.
– Będę walczyć o powrót do sprawności – kontynuowała Isil. – Nie zamierzam już odrzucać pomocy. Chciałam, żebyście oboje o tym wiedzieli.
Sinan i Aynur wymienili pełne nadziei spojrzenia. Wyglądało na to, że po raz pierwszy uwierzyli w możliwość prawdziwej zmiany.
Isil odwróciła wózek i powoli wyjechała z kuchni.
Kiedy znalazła się poza zasięgiem ich wzroku, smutek natychmiast zniknął z jej twarzy. Kąciki ust uniosły się w złośliwym, pełnym satysfakcji uśmiechu.
Odegrała swoją rolę bezbłędnie.
I tym razem oboje dali się nabrać.
***
Drzwi sali operacyjnej wreszcie się otworzyły. Jako pierwsza na korytarz wyszła Nazli. Z jej twarzy zniknęło napięcie, a w oczach pojawiła się wyraźna ulga.
– Operacja zakończyła się pomyślnie – oznajmiła z uśmiechem, zwracając się do zgromadzonych przed blokiem operacyjnym bliskich Poyraza. – Kula nie uszkodziła żadnego z organów. Teraz pozostaje nam tylko czekać, aż się obudzi.
– Dzięki Ci, Boże! – wykrzyknęła wzruszona Cennet.
Natychmiast objęła Nazli, a następnie ujęła jej twarz w dłonie i ucałowała ją z wdzięcznością. Na korytarzu po raz pierwszy od wielu godzin zapanowała radość. Pozostali odetchnęli z ulgą, dziękując za dobrą wiadomość.
***
Niedługo później do szpitala przybył Semih. Szedł korytarzem z napiętą twarzą i niespokojnym spojrzeniem. Nie udało mu się odnaleźć Burhana ani przekazać mu pieniędzy w zamian za milczenie. Wiedział, że gdy Poyraz odzyska przytomność, prawda mogła wyjść na jaw.
Cansel natychmiast go zauważyła. Odeszła z nim na bok, z dala od pozostałych.
– Co ty tutaj robisz? – zapytała ostro.
– Siostro, szukałem go wszędzie – odpowiedział Semih zrezygnowanym głosem. – Naprawdę próbowałem, ale nie znalazłem Burhana.
Cansel zmrużyła oczy.
– Poyraz przeżył operację. Wkrótce odzyska przytomność i zacznie zadawać pytania. Skoro nie odnalazłeś Burhana, musimy zyskać trochę czasu.
Semih spojrzał na nią z niepokojem.
– Co masz na myśli?
– Uszkodzisz przewód od kroplówki – oznajmiła półgłosem. – Ja zajmę się resztą. Odciągnę wszystkich od sali, żebyś mógł wejść niezauważony.
– Cansel…
– Nie mamy innego wyjścia – przerwała mu stanowczo. – Gdy Poyraz się obudzi, może nas wszystkich pogrążyć.
Po chwili podeszła do Cennet i Sibel.
– Chodźcie ze mną do stołówki – zaproponowała łagodniejszym tonem. – Napijemy się herbaty. Po tym wszystkim powinnyśmy choć na chwilę odetchnąć.
Kobiety zgodziły się i odeszły razem z nią. Korytarz przed salą Poyraza opustoszał.
Semih odczekał jeszcze kilka sekund, po czym ostrożnie wszedł do środka. Poyraz leżał nieruchomo na szpitalnym łóżku, wciąż nieprzytomny po operacji. W pomieszczeniu panowała głucha cisza.
Semih podszedł bliżej. Jego dłonie wyraźnie drżały. Wyciągnął niewielki scyzoryk, pochylił się nad łóżkiem i przeciął przewód prowadzący do wenflonu.
Płyn z kroplówki zaczął powoli sączyć się na pościel.
Semih spojrzał jeszcze raz na nieprzytomnego Poyraza, po czym szybko schował scyzoryk i opuścił salę. Poruszał się cicho, starając się nie pozostawić po sobie żadnego śladu.
***
Nana odzyskała przytomność na szpitalnym łóżku. Przez chwilę wpatrywała się w swoje drżące dłonie, jakby wciąż widziała na nich krew Poyraza. Wspomnienie strzału nie dawało jej spokoju.
– Nawet to mu zrobiłaś, Nano… – wyszeptała z rozpaczą. – Boże, błagam Cię… Nie pozwól, żeby coś mu się stało. Nie zabieraj mi go…
Do sali weszła Kara. Na jej twarzy malowała się ulga.
– Mam dla ciebie dobrą wiadomość – powiedziała łagodnie. – Operacja się udała. Kula nie uszkodziła żadnego organu. Poyraz jest bezpieczny. Teraz musimy tylko czekać, aż odzyska przytomność.
Nana uniosła dłonie, jakby chciała podziękować niebu. Po jej policzkach popłynęły łzy.
– Dzięki Ci, Boże… – wyszeptała. – Wreszcie jakaś dobra wiadomość.
Po chwili otarła twarz.
– Mogę pójść do łazienki? Chciałabym się przemyć.
Kara skinęła głową. Gdy tylko jednak wyszła z sali, Nana zamiast skierować się do łazienki, ruszyła korytarzem. Przyspieszała z każdym krokiem, jakby niewidzialna siła prowadziła ją prosto do Poyraza. Nie potrafiła wyjaśnić narastającego niepokoju, ale czuła, że musi go zobaczyć.
Kiedy wbiegła do jego sali, natychmiast napotkała gniewne spojrzenie Cennet.
– Jakim prawem tutaj weszłaś?! – krzyknęła kobieta. – Wynoś się! Nie chcę cię widzieć przy moim synu!
Nana nie odpowiedziała. Jej wzrok padł na przewód kroplówki, a potem na mokrą pościel. Poyraz leżał nieruchomo, oddychając ciężko. Na jego twarzy perlił się pot.
– Zamiast mnie wyganiać, niech pani natychmiast zawoła pielęgniarkę! – zawołała. – Kroplówka przecieka! Płyn nie trafia do jego żyły. On cały płonie!
Zaalarmowana krzykami Nazli wbiegła do sali i od razu podeszła do łóżka.
– Co się stało? – zapytała, chwytając przewód.
Po krótkich oględzinach jej twarz stężała.
– Przewód został przecięty – oznajmiła poważnie. – Cały płyn wylał się na materac. Poyraz nie otrzymywał leków.
Bez chwili zwłoki odłączyła uszkodzony zestaw i podłączyła nową kroplówkę. Następnie sprawdziła temperaturę oraz puls pacjenta. Poyraz wciąż oddychał ciężko, lecz po kilku chwilach jego stan zaczął się stabilizować.
W sali zapadła pełna napięcia cisza. Cennet patrzyła na syna, wyraźnie wstrząśnięta. Nana stała obok łóżka z dłonią przyciśniętą do piersi, nie odrywając wzroku od jego bladej twarzy.
Nazli zwróciła się do niej z wdzięcznością.
– Dobrze, że przyszłaś, Nano. Gdybyś zauważyła to choć kilka minut później…
Nie dokończyła. Nie musiała. Wszyscy zrozumieli, jak niewiele brakowało, by stan Poyraza gwałtownie się pogorszył.
Nana przymknęła oczy, a po jej policzku spłynęła kolejna łza. Tym razem jednak nie była to wyłącznie łza strachu. Po raz pierwszy od chwili tragedii poczuła, że zdołała ochronić Poyraza – choćby tylko przed kolejnym niebezpieczeństwem.
***
Isil odebrała telefon od męża. Gdy usłyszała jego głos, na jej twarzy pojawił się przebiegły uśmiech.
– Hamdi, kochanie! Nawet nie wyobrażasz sobie, co się tutaj działo. Sinan naprawdę zakochał się w tej sprzątaczce. Zupełnie stracił dla niej głowę!
– Wcale mnie to nie dziwi – odpowiedział mężczyzna spokojnym, chłodnym tonem. – Zrobiłby wszystko, żeby doprowadzić nas do szału. Zadzwoniłem jednak z zupełnie innego powodu. Mam dla ciebie dobre wieści.
Isil natychmiast się ożywiła i wyprostowała na wózku.
– Naprawdę? Przyjeżdżasz?
– Niestety nie mogę – odparł z wyczuwalną irytacją. – Co za ironia losu… Ja również skręciłem nogę. Przez jakiś czas będę unieruchomiony.
– Och, przykro mi – powiedziała bez większego współczucia. – A ta dobra wiadomość?
– Właśnie rozmawiałem z doktorem Davidem. Przyjrzał się twoim najnowszym wynikom. Obrzęk pleców zmniejszył się na tyle, że mógł dokładniej ocenić stan nerwów.
W oczach Isil pojawił się blask, którego od dawna w nich nie było.
– Mów, Hamdi. Co odkrył?
– Uszkodzenia okazały się mniejsze, niż początkowo przypuszczał. Według niego masz duże szanse, by ponownie stanąć na nogach. Przy odpowiednim leczeniu i intensywnej rehabilitacji możesz odzyskać sprawność.
– Mówisz poważnie? – zapytała drżącym głosem. Ulga mieszała się w nim z niedowierzaniem i ekscytacją.
– Jak najbardziej. Musimy tylko uzbroić się w cierpliwość. Kiedy obrzęk całkowicie ustąpi, rozpoczniesz terapię. Na razie jednak żadnych podróży ani lotów. Musisz na siebie uważać.
Isil zamknęła oczy i wypuściła powietrze, jakby dopiero teraz z jej piersi zniknął ogromny ciężar.
– To cud… To naprawdę cudowna wiadomość…
– David będzie na bieżąco przesyłał mi raporty. Sinan jeszcze o niczym nie wie.
Na twarzy Isil natychmiast pojawiło się skupienie.
– I bardzo dobrze – stwierdziła bez chwili namysłu. – Nie mów mu ani nikomu innemu. To musi pozostać między nami. Chcę, żeby wszyscy nadal wierzyli, że nie mam żadnych szans na powrót do zdrowia. Zwłaszcza Sinan.
Zakończyła rozmowę i odłożyła telefon na biurko. W jej spojrzeniu nie było już radości pacjentki, która właśnie odzyskała nadzieję. Zastąpiła ją chłodna determinacja. W głowie Isil rodził się już kolejny plan.
***
Niespełna kwadrans później ciszę domu przerwał głośny brzęk tłuczonego szkła.
Sinan i Aynur natychmiast pobiegli do pokoju Isil. Gdy stanęli w drzwiach, ujrzeli kobietę siedzącą na wózku pośród ostrych odłamków rozbitego naczynia. Isil drżała, a jej twarz była mokra od łez.
– Mamo, co się stało? – zapytał Sinan, podchodząc do niej zaniepokojony.
Isil uniosła na niego zapłakane oczy.
– Doktor David przeanalizował moje najnowsze wyniki… – zaczęła łamiącym się głosem. – Sinanie, nie ma już żadnej nadziei. Nigdy więcej nie będę chodziła. Lekarz powiedział, że nie mam nawet pięciu procent szans…
Ukryła twarz w dłoniach i zaniosła się płaczem. Jej ramiona drżały, jakby właśnie runął cały jej świat.
Sinan stał przed nią nieruchomo, z trudem powstrzymując wzruszenie. Aynur patrzyła na kobietę ze współczuciem i przerażeniem. Żadne z nich nie podejrzewało, że zaledwie kilkanaście minut wcześniej Isil usłyszała zupełnie inną diagnozę.
– Mamo… – Sinan odezwał się cicho. – Nie możesz się poddawać. Poszukamy innych lekarzy. Zrobimy wszystko, co będzie możliwe.
– Po co? – zaszlochała. – Nie chcę już żyć złudzeniami. Muszę pogodzić się z tym, że do końca życia będę przykuta do tego wózka.
Aynur zrobiła krok w jej stronę.
– Proszę tak nie mówić. Nawet jeśli szanse są niewielkie, nadal istnieją. Będziemy przy pani.
Isil podniosła na nią pełne bólu spojrzenie, po czym ponownie przymknęła oczy.
Za kurtyną łez ukrywała jednak satysfakcję. Jej przedstawienie okazało się bezbłędne. Sinan i Aynur uwierzyli w każde słowo, a ziarno współczucia, poczucia winy i obowiązku zostało zasiane dokładnie tam, gdzie chciała.
***
Przed salą Poyraza panowała ciężka, niemal duszna atmosfera. Bliscy mężczyzny czekali w napięciu, pogrążeni w ciszy. Nana nie potrafiła usiedzieć na miejscu. Nerwowo chodziła po korytarzu, splatając i rozplatając palce, jakby w ten sposób próbowała zapanować nad drżeniem dłoni i przyspieszonym oddechem.
Cennet siedziała na ławce, lecz ani na chwilę nie spuszczała z synowej wzroku. W jej spojrzeniu mieszały się gniew, strach i pogarda.
Kara podeszła do Nany.
– Nano, muszę cię stąd zabrać – powiedziała spokojnie.
– Nigdzie nie pójdę, dopóki nie zobaczę, że wszystko z nim w porządku – odparła dziewczyna. Jej głos był stanowczy, choć wyraźnie drżał. – Możecie mnie ukarać później. Teraz muszę być przy nim.
Cennet zerwała się z miejsca, jakby te słowa były dla niej kolejnym ciosem.
– Dosyć! – syknęła, podchodząc bliżej. – Mój syn leży tam ledwie żywy, a ty nadal masz czelność tu stać?! To wszystko przez ciebie! Nie chcę cię więcej widzieć!
Odwróciła się do Kary.
– Zabierz ją stąd. Natychmiast. Albo sama to zrobię i nie ręczę za siebie.
– Chodźmy, Nano – ponowiła Kara, tym razem bardziej zdecydowanie. – Za chwilę naprawdę dojdzie tu do awantury.
– Nie! – Nana uniosła głos, a w jej oczach zalśniły łzy. – Tak, przypadkiem go postrzeliłam. Ale Poyraz jest moim mężem! Moim! I nikt nie zabroni mi przy nim być!
Zanim ktokolwiek zdążył ją powstrzymać, rzuciła się w stronę drzwi sali. Wślizgnęła się do środka i natychmiast przekręciła zamek.
– Otwórz te drzwi! – wrzasnęła Cennet, uderzając dłonią w drewno. – Natychmiast otwórz!
Nana nie zwróciła na nią uwagi. Podeszła do łóżka i spojrzała na bladą, nieruchomą twarz męża.
Nagle powieki Poyraza lekko zadrżały. Po chwili z trudem otworzył oczy.
– Nana…? – wyszeptał zachrypniętym głosem.
Dziewczyna zamarła, a potem natychmiast pochyliła się nad nim.
– Boże, dziękuję… – szepnęła, nie potrafiąc powstrzymać łez. – Myślałam, że cię straciłam.
Ostrożnie objęła go, uważając, by nie dotknąć rany.
– Delikatniej, wariatko… – jęknął Poyraz. – Mam tam ranę.
Nana natychmiast odsunęła się odrobinę.
– Bardzo boli?
– Trochę – odpowiedział słabo. – Trochę bardziej niż wtedy, gdy rzuciłaś we mnie kamieniem. Kamień nie wystarczył, więc tym razem spróbowałaś z kulą?
Twarz Nany spoważniała.
– Proszę, nie żartuj z tego – wyszeptała. – Nie wiedziałam, co robię. Burhan podał mi jakieś środki. Byłam oszołomiona, ledwie widziałam… Nigdy nie chciałam cię skrzywdzić. Nigdy.
Poyraz uniósł rękę i ujął jej dłoń. Splótł swoje palce z jej drżącymi palcami.
– Wiem – powiedział cicho. – Znam cię, Nano. Wiem, że nie zrobiłabyś tego świadomie.
Dziewczyna przymknęła oczy, a po jej policzkach popłynęły kolejne łzy. Pochyliła się nad nim i mocno przytuliła do jego ramienia.
Za szybą bliscy obserwowali ich w napięciu. Kiedy Cennet zobaczyła splecione dłonie syna i Nany, jej twarz stężała.
– On nadal trzyma ją za rękę?! – wybuchła. – Czy zupełnie stracił rozum?! Zabierzcie ją stamtąd!
– Mamo, uspokój się – odezwał się Sahin. – Daj im choć chwilę. Nana też cierpi. Może nawet bardziej, niż nam się wydaje.
Cennet spojrzała na niego z niedowierzaniem. Nie odpowiedziała, lecz zacisnęła dłonie w pięści. Po jej policzkach popłynęły łzy – pełne strachu, gniewu i bezsilności.
Tymczasem Nana trwała przy łóżku Poyraza, wciąż ściskając jego dłoń. Po raz pierwszy od chwili tragicznego strzału oboje mogli uwierzyć, że najgorsze mieli już za sobą.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 714. Bölüm i Emanet 715. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

















