Panna młoda odc. 156: Hancer odkrywa, że to Cihan jest tajemniczym właścicielem!

Cihan jest w szoku, gdy patrzy na kobietę przed sobą.

„Panna młoda” Odc. 156 – streszczenie

Cihan siedział w swoim gabinecie, pochylony nad laptopem. Jasne światło ekranu odbijało się w jego zmęczonych oczach. Od kilku minut nie robił nic poza patrzeniem na obraz z kamer monitoringu.

Na ekranie widział Hancer siedzącą samotnie na kremowej kanapie w domu, który dla niej wynajął. Trzymała telefon w dłoniach, zamyślona i wyraźnie przytłoczona ostatnimi wydarzeniami. Cihan mimowolnie zatrzymał wzrok na jej twarzy. Nawet z daleka widział smutek ukryty w jej spojrzeniu.

Wyciągnął rękę, jakby chciał dotknąć ekranu.

Nagle drzwi gabinetu otworzyły się z hukiem.

— Panie Cihanie! Szybko! — krzyknęła Gulsum, wpadając do środka z przerażeniem wypisanym na twarzy. — Pani Mukadder zemdlała w ramionach Fadime!

Cihan natychmiast poderwał się z miejsca.

— Co?!

Krzesło odsunęło się gwałtownie po podłodze. Mężczyzna nawet nie zamknął laptopa. Wybiegł z gabinetu szybkim krokiem, zostawiając za sobą otwarte drzwi.

Gulsum została sama.

Przez chwilę stała nieruchomo, po czym jej wzrok mimowolnie powędrował ku ekranowi komputera. Zmarszczyła brwi i ostrożnie podeszła bliżej.

— Pani Hancer?… — szepnęła zdumiona.

Pochyliła się nad biurkiem, mrużąc oczy.

Na monitorze wyraźnie widziała salon nowoczesnego domu. Kamera obejmowała szerokie, jasne wnętrze — marmurową podłogę, eleganckie meble i siedzącą pośrodku Hancer.

Gulsum przyłożyła dłoń do ust.

— To naprawdę ona… — wyszeptała z niedowierzaniem. — Pan Cihan ją obserwuje?

Jej twarz pobladła.

***

Hancer odkurzała salon, próbując skupić się na pracy. Dźwięk odkurzacza odbijał się echem od wysokich ścian przestronnego domu.

Po kilku minutach wyłączyła urządzenie i przycisnęła dłoń do dolnej części pleców. Skrzywiła się lekko.

— Coraz trudniej… — mruknęła pod nosem.

Zmęczenie dawało jej się we znaki, ale nie mogła sobie pozwolić na odpoczynek.

W tej samej chwili rozległ się dzwonek do drzwi.

Hancer odłożyła rurę odkurzacza i ruszyła w stronę wejścia. Kiedy otworzyła drzwi, zamarła.

Na progu stała Beyza.

Jej twarz była napięta, oczy błyszczały gniewem, a dłonie zaciskały się nerwowo na pasku torebki.

— Co ty tutaj robisz? — zapytała Hancer ostrzej, niż zamierzała. — Wczorajsza rozmowa ci nie wystarczyła? Czego jeszcze ode mnie chcesz?

Beyza bez słowa przekroczyła próg. Minęła ją gwałtownym krokiem i rozejrzała się po wnętrzu.

Jej spojrzenie przesuwało się po eleganckim salonie, wysokich oknach i nowoczesnych meblach.

Potem odwróciła się do Hancer.

— Chcę odzyskać mojego męża, ty bezwstydna kochanko! — wyrzuciła z siebie. — Jesteś kłamczuchą! Przyszłam do ciebie z dzieckiem na rękach. Prosiłam cię tylko o jedno. Przysięgałaś, że między tobą a Cihanem wszystko skończone. Oszukałaś mnie!

Hancer spojrzała na nią oszołomiona.

— Beyzo… o czym ty mówisz? Naprawdę niczego nie rozumiem.

Beyza zaśmiała się krótko i gorzko.

— Nie rozumiesz? Więc to tutaj się ukrywacie? — zakpiła. — Tutaj urządziliście sobie swoje sekretne gniazdko miłości.

Hancer gwałtownie podeszła bliżej.

— Oszalałaś z zazdrości! — wybuchła. — Pracuję tutaj jako sprzątaczka! Nie masz prawa wpadać do mojego miejsca pracy i robić mi scen! Chcesz, żebym została wyrzucona?

Beyza roześmiała się jeszcze bardziej szyderczo.

— Nie martw się. Twój szef ma do ciebie słabość. Wystarczy, że uronisz kilka łez, a od razu zacznie cię pocieszać.

Hancer poczuła, jak krew uderza jej do głowy.

— Wynoś się stąd! — krzyknęła, wskazując otwarte drzwi. — Nie pozwolę ci się tak poniżać!

— To ty przestań robić ze mnie idiotkę! — syknęła Beyza. — Wiem, że ten dom wynajął ci Cihan!

Hancer znieruchomiała.

— Co?…

Przez moment patrzyła na nią tak, jakby nie była w stanie zrozumieć usłyszanych słów.

— Jeszcze udajesz zaskoczoną? — rzuciła Beyza z pogardą. — Naprawdę nie masz za grosz wstydu. Zgodziłaś się zostać jego kochanką.

Hancer uniosła rękę, gotowa wymierzyć policzek, ale zatrzymała się w ostatniej chwili. Jej dłoń drżała ze złości.

— Moja cierpliwość się kończy, Beyzo — powiedziała lodowatym głosem. — Rozumiem, że jesteś po porodzie i wszystko przeżywasz bardziej, ale nie pozwolę się obrażać. Ktokolwiek ci to powiedział, okłamał cię. Pracuję uczciwie i nie dam zdeptać swojego honoru!

Beyza przyglądała jej się przez chwilę w milczeniu.

— Dobrze — odezwała się w końcu spokojniej. — To powiedz mi, jak nazywa się twój szef.

Hancer zawahała się.

— Nie wiem. Nigdy o to nie pytałam. Nawet go nie widziałam.

— A kto znalazł ci tę pracę?

— Moja bratowa.

Beyza uśmiechnęła się z gorzką satysfakcją.

— Właśnie. Twoja bratowa. Mam nadzieję, że teraz wszystko zaczyna być dla ciebie jasne. Oszukali cię.

Zrobiła krok bliżej i dodała cicho:

— Pewnie nie wiesz też, że Cihan… przepraszam, twój „szef”… obserwuje cię przez kamery.

Hancer pobladła.

— Co?!

— Och… więc naprawdę nie wiedziałaś. — Beyza pokręciła głową z ironicznym współczuciem. — Gratuluję. Masz wielbiciela, który śledzi każdy twój ruch.

Hancer odruchowo podniosła wzrok.

Dopiero teraz zauważyła niewielką kamerę ukrytą wysoko w rogu salonu.

Serce zabiło jej gwałtownie.

W jednej chwili wszystkie dziwne sytuacje, wiadomości i zachowania zaczęły układać się w całość.

Powoli cofnęła się o krok, nie odrywając wzroku od kamery.

Jakby nagle cały ten dom przestał być bezpiecznym schronieniem, a stał się złotą klatką.

***

Gdy Hancer wysłała wiadomość, że skończyła już pracę, Cihan — jak każdego dnia — wsiadł do samochodu i pojechał do wynajętego domu.

Nie było w tym nic niezwykłego.

Od tygodnia wyglądało to dokładnie tak samo. Hancer kończyła sprzątanie, pisała krótką wiadomość do tajemniczego właściciela domu, nieświadoma, że po drugiej stronie znajduje się właśnie Cihan, a on przyjeżdżał tam wieczorem, żeby choć przez chwilę poczuć jej obecność.

Tego dnia również był przekonany, że zastanie pusty, cichy dom i świeżo przygotowany posiłek na stole.

Nie wiedział, że Hancer odkryła prawdę.

Nie wiedział też, że Gulsum zobaczyła wcześniej podgląd z kamer na jego laptopie i domyśliła się wszystkiego.

Dla niego był to zwyczajny dzień.

Dlatego kiedy stanął przed drzwiami i sięgnął do kieszeni po klucz, był całkowicie spokojny.

Ale nim zdążył włożyć klucz do zamka, drzwi nagle otworzyły się same.

Cihan znieruchomiał.

W progu stała Hancer. Patrzyła na niego spokojnie… i uśmiechała się. Nie było w jej oczach gniewu. Ani chłodu. Ani śladu łez.

Tylko ten dziwnie łagodny, ciepły uśmiech, który sprawił, że całkowicie stracił pewność siebie.

— Hancer… — odezwał się cicho, wyraźnie zmieszany.

— Witaj — odpowiedziała miękko.

Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, ujęła jego dłoń i lekko pociągnęła go do środka.

Cihan wszedł jak człowiek znajdujący się we śnie. Nie rozumiał, co się dzieje.

Przecież odkryła prawdę. Powinna być wściekła. Powinna wyrzucić go za drzwi albo przynajmniej spojrzeć na niego z rozczarowaniem. Tymczasem zachowywała się tak, jakby nic się nie wydarzyło.

Hancer spokojnie zdjęła z niego płaszcz i odwiesiła go do szafy.

— Jak minął ci dzień? — zapytała łagodnie. — Tęskniłeś za mną?

Spojrzał na nią nieufnie.

— Hancer… ja…

Nie pozwoliła mu dokończyć.

Delikatnie splotła swoje palce z jego dłonią.

— Chodź. Stół już czeka.

Zaprowadziła go do jadalni.

Na środku stołu paliły się dwie czerwone świece. Obok stały talerze, karafka z wodą i przygotowane przez nią potrawy. Ciepłe światło świec odbijało się w jej oczach, nadając całej scenie niemal nierealny spokój.

Cihan zatrzymał się przy stole i spojrzał na nią uważnie.

— Jak się dowiedziałaś? — zapytał w końcu.

Hancer wzruszyła lekko ramionami.

— Czy to naprawdę ważne? — odpowiedziała spokojnie. — Czy istnieje coś ważniejszego niż nasza miłość? Usiądź.

Posłusznie usiadł, wciąż zdezorientowany.

Hancer nalała zupy do talerzy z taką naturalnością, jakby byli zwyczajnym małżeństwem spędzającym wspólny wieczór.

— Nie ukryłeś dobrze kamer — powiedziała po chwili. — Gdybym była trochę bardziej uważna, zauważyłabym je wcześniej.

Cihan opuścił wzrok.

— Myślałem, że kiedy się dowiesz… rozwalisz cały ten dom.

Na jej ustach pojawił się cień uśmiechu.

— A jednak mimo wszystko zaryzykowałeś.

Usiadła naprzeciwko niego. Przez chwilę patrzyli na siebie w ciszy.

— Byłem zmuszony — odezwał się w końcu. — Jeśli spróbujesz spojrzeć na to z mojej strony… może mnie zrozumiesz.

Zawahał się, po czym dodał ciszej:

— Nie mogłem pozwolić, żebyś całkowicie zniknęła z mojego życia. Nie było cię przy mnie… więc chciałem przynajmniej wiedzieć, że jesteś bezpieczna. Że mogę cię zobaczyć.

Hancer oparła się wygodniej o krzesło.

— Czyli coś w rodzaju aresztu domowego?

— Nie — zaprzeczył natychmiast. — Nigdy nie chciałem być twoim strażnikiem. Po prostu… tęskniłem za tobą tak bardzo, że przestałem myśleć rozsądnie.

Wstał powoli od stołu i podszedł do niej.

Tym razem to on chwycił jej dłoń.

— Po prostu cię kocham — powiedział niskim, drżącym głosem. — Za mocno, żeby się poddać.

Ujął także jej drugą rękę i przycisnął do swojej piersi.

— Teraz naprawdę cię dotykam… i chcę wierzyć, że to nie sen. Bałem się, że już nigdy nie będę mógł tak na ciebie patrzeć. Że wszystko straciłem.

Hancer uniosła na niego wzrok.

— A czego więcej może pragnąć kobieta… niż być kochaną w taki sposób? — szepnęła.

Te słowa całkowicie skruszyły jego opór.

Objął ją mocno i przytulił do siebie, jakby bał się, że jeśli ją puści, zniknie.

Cihan zamknął oczy. Po raz pierwszy od wielu dni poczuł spokój.

— Wiedziałem, że mnie zrozumiesz — wyszeptał przy jej włosach. — Razem przetrwamy wszystko, Hancer. Potrzebujemy tylko czasu. Dopóki jesteś przy mnie, poradzę sobie ze wszystkim. Ale jeśli odejdziesz…

Hancer delikatnie odsunęła się od niego.

— Usiądźmy — powiedziała spokojnie. — Nie rozmawiajmy teraz o takich rzeczach.

Cihan skinął głową i wrócił na swoje miejsce przy stole.

Patrzył na nią z mieszaniną ulgi i niedowierzania.

Hancer jednak nie usiadła. Przez chwilę stała nieruchomo, jakby nad czymś intensywnie myślała. Potem uniosła wzrok i znów się uśmiechnęła.

— Zaraz wrócę — powiedziała cicho.

Odwróciła się i ruszyła w stronę sypialni.

Cihan obserwował ją w milczeniu, nieświadomy, że za tym spokojem i czułością kryje się coś znacznie bardziej niebezpiecznego niż gniew.

***

Pięć minut później Hancer wyszła z sypialni.

Cihan odruchowo odwrócił głowę… i zamarł.

Miała na sobie bordową koszulę nocną, delikatnie opływającą jej sylwetkę. Koronkowy materiał odsłaniał fragment obojczyków, a rozpuszczone włosy opadały jej na ramiona. W półmroku salonu wyglądała niemal nierzeczywiście.

Przez krótką chwilę Cihan po prostu patrzył. Nie był w stanie wydobyć z siebie słowa.

Ale coś w jej spojrzeniu natychmiast zgasiło zachwyt.

W jej oczach nie było ciepła. Nie było czułości. Były chłód i dziwna, bolesna obojętność.

Hancer powoli podeszła do stołu.

— Zjadłeś już? — zapytała spokojnie. — Możemy pójść do sypialni, jeśli chcesz.

Cihan zmarszczył brwi.

Serce ścisnęło mu się niepokojem.

— Hancer… co ty mówisz?

Na jej ustach pojawił się blady uśmiech.

— Wykonuję swoje obowiązki. — Wzruszyła lekko ramionami. — Nakarmiłam cię, a teraz powinnam cię zabawić. Czy właśnie tego ode mnie oczekujesz?

Cihan poderwał się gwałtownie z krzesła.

— Co ty wygadujesz?!

Tym razem w jego głosie zabrzmiała prawdziwa złość.

Hancer spojrzała mu prosto w oczy.

— Powiedziałam tylko prawdę. Jestem twoją kochanką. W końcu to zrozumiałam.

— Nie waż się! — wycedził przez zaciśnięte zęby. Wyprostował palec i wskazał na nią drżącą dłonią. — Nigdy więcej nie używaj tego słowa!

— Dlaczego? — zapytała chłodno. — To takie niewygodne, kiedy ktoś nazywa rzeczy po imieniu?

Ruszyła powoli wokół stołu.

— Twoja żona i dziecko mieszkają w rezydencji. A mnie ukryłeś tutaj… w domu wynajętym z dala od wszystkich spojrzeń. Przychodzę, sprzątam, gotuję dla ciebie, czekam na twój przyjazd… Kim według ciebie jestem, Cihanie? Powiedz mi.

Cihan patrzył na nią z niedowierzaniem.

— Hancer, czy ja kiedykolwiek chciałem cię upokorzyć? Jak możesz w ogóle tak myśleć?

— A jak mam myśleć?! — Jej głos nagle zadrżał. — Co właściwie robisz? Dlaczego tak bardzo zależy ci na tym, żeby odebrać mi honor? Chcesz, żeby ludzie widzieli we mnie kobietę, która spotyka się z żonatym mężczyzną?

— Dosyć! — krzyknął. Wyrzucił ręce przed siebie, jakby próbował zatrzymać lawinę jej słów. — Zamknij się, Hancer! Nie doprowadzaj mnie do szaleństwa! Wszystko, co zrobiłem… zrobiłem po to, żebyś była bezpieczna! Dlaczego nie potrafisz tego zrozumieć?!

Roześmiała się gorzko.

— Bezpieczna? Nie. Ty po prostu chciałeś mieć wszystko naraz. Żonę, dziecko, rodzinę… i mnie. Chciałeś zatrzymać swoje wygodne życie bez ponoszenia żadnych konsekwencji.

— Tak! — odpowiedział gwałtownie. — Nie chciałem cię stracić! Czy to takie straszne?!

— Jeśli jesteś żonaty i masz dziecko — tak!

— To małżeństwo jest fikcją i dobrze o tym wiesz!

— A twoje dziecko też o tym wie?! — wyrzuciła z siebie. — Twój syn czeka na ojca, Cihanie! Popełniłeś wielki grzech… a teraz próbujesz wciągnąć w niego także mnie!

Odwróciła się gwałtownie i ruszyła do sypialni.

Drzwi zamknęły się z hukiem.

Cihan podszedł za nią natychmiast i uderzył dłonią w drewno.

— Hancer, otwórz!

Cisza.

— Nie możesz po prostu odwrócić się ode mnie plecami! Musisz mnie wysłuchać!

W jego głosie brzmiała desperacja.

— To ty mnie zostawiłaś! To ty zmusiłaś mnie do ślubu z Beyzą! Wepchnęłaś mnie w to piekło, a teraz obwiniasz mnie za wszystko!

Po chwili drzwi otworzyły się ponownie.

Hancer stała w nich już przebrana w swoje wcześniejsze ubranie. Bordowa koszula nocna zniknęła, jakby była tylko gorzką kpiną.

Spojrzała na niego z gniewem i rozczarowaniem, które bolało bardziej niż krzyk.

— Oczywiście — powiedziała lodowato. — Ty możesz robić wszystko, prawda? Wszystko jest dozwolone, bylebyś tylko niczego nie stracił. Nawet jeśli musisz podeptać dumę kobiety, którą rzekomo kochasz.

Minęła go szybkim krokiem.

— Nie waż się iść za mną, Cihanie.

Odwróciła się i wyszła z domu, trzaskając drzwiami.

Cihan został sam pośród ciszy, migoczących świec i nietkniętej kolacji.

Nie ruszył się nawet o krok.

Wiedział, że tym razem żadne słowa już nie wystarczą.

***

Sinem zatrzymała się przed niewielką przyczepą stojącą obok postoju taksówek. Żółto-niebieska budka wyglądała skromnie i surowo na tle pochmurnego popołudnia. Farba na metalowych ścianach miejscami była już starta, a wąskie schodki prowadzące do środka skrzypiały przy każdym kroku. Obok stał drewniany stolik z małymi stołeczkami obitymi wzorzystym materiałem. Wszystko wyglądało biednie, ale jednocześnie sprawiało wrażenie miejsca, w którym ktoś naprawdę żyje, a nie tylko nocuje.

Sinem poprawiła płaszcz i weszła do środka.

Wnętrze przyczepy było ciasne. Po jednej stronie stało wąskie łóżko przykryte niedbale rzuconym kocem, obok mały stolik z niedopitą herbatą i plastikową butelką wody. W kącie ustawiono niewielki czajnik i kilka szklanek do herbaty. Ciężka brązowa zasłona oddzielała część sypialną od reszty pomieszczenia. Na krześle wisiała męska kurtka, a przy ścianie leżały nierozpakowane kartony.

Panował bałagan, ale Sinem jedynie rozejrzała się spokojnie i lekko wzruszyła ramionami.

— Niech to będzie twoja jedyna wada — mruknęła pod nosem z delikatnym uśmiechem.

W tej samej chwili drzwi otworzyły się i do środka wszedł Melih. Na widok Sinem zatrzymał się zaskoczony.

— Sinem? — spytał. — Nie spodziewałem się ciebie.

Kobieta uniosła reklamówkę, którą trzymała w dłoni.

— Przyniosłam ci pitę. Sama ją zrobiłam. Z mięsem. Pomyślałam, że ci posmakuje.

Melih spojrzał na nią z wyraźnym zaskoczeniem, a potem lekko spuścił wzrok.

— Nie musiałaś się męczyć… Dziękuję.

Przez chwilę panowała niezręczna cisza.

Melih rozejrzał się po wnętrzu przyczepy, jakby dopiero teraz zauważył panujący bałagan.

— Chodźmy na zewnątrz — powiedział szybko. — Tam będzie przyjemniej.

Usiedli przy drewnianym stoliku przed przyczepą. Nad nimi poruszały się gałęzie drzew, a z oddali dochodził szum ulicy i pojedyncze klaksony taksówek.

Melih oparł dłonie o blat stołu.

— W środku panuje chaos, dlatego wolałem porozmawiać tutaj.

Sinem spojrzała w stronę przyczepy.

— Zauważyłam w środku jakieś pudła. Co kupiłeś?

Melih zawahał się przez moment.

— To nie moje rzeczy. Należą do przyjaciela. Ma pewne problemy… Zostaną u mnie, dopóki nie znajdzie nowego miejsca.

Mówiąc to, unikał jej wzroku. Sinem zauważyła to od razu, ale niczego nie skomentowała.

Przyglądała mu się przez chwilę w milczeniu.

— Długo jeszcze będziesz taki obrażony? — zapytała w końcu cicho.

Melih westchnął ciężko.

— Sinem…

— Naprawdę bardzo żałuję tego, co powiedziałam. — Jej głos złagodniał. — To wymsknęło mi się w gniewie. Nie mogłam potem spać. Ciągle o tym myślałam. Proszę… przyjmij moje przeprosiny. Chociaż wtedy będzie mi trochę lżej. Nie mogę znieść tego chłodu między nami.

Melih splótł dłonie i przez chwilę wpatrywał się w blat stołu.

— Podobno w każdym złu jest coś dobrego — odezwał się w końcu spokojnie. — Ta sytuacja czegoś mnie nauczyła. Życie powiedziało mi jasno: „Melihu, nie marz na próżno. Zrozum, jakiej przyszłości oczekuje kobieta, którą chcesz poślubić”.

Sinem pokręciła głową.

— Źle mnie zrozumiałeś. Naprawdę nie obchodzą mnie jachty ani rezydencje. Nie marzę o luksusie. Powiedziałam to tylko dlatego, że byłam zła.

Melih uśmiechnął się blado, ale w jego oczach nadal było widać cień bólu.

— Nie, Sinem. Powiedziałaś po prostu to, co naprawdę myślisz. I wiesz co? Nie mam ci tego za złe. To normalne. Każdy chce wygodnego życia.

— Ale ja pokochałam w tobie coś zupełnie innego — odpowiedziała szybko. — Twoje serce. Twoje sumienie. To, jak troszczysz się o ludzi. Nie chcę, żebyśmy niszczyli nasz związek przez jedno głupie zdanie.

Melih spojrzał na nią dopiero po chwili.

W jej oczach dostrzegł szczerość, której wcześniej nie chciał zauważyć.

Powoli skinął głową.

— Dobrze. W takim razie zakończmy ten temat. Zapomnijmy o tym wszystkim.

Na twarzy Sinem pojawił się ostrożny uśmiech.

— Naprawdę zapomnieliśmy?

Melih uniósł brwi z udawanym zdziwieniem.

— O czym?

Sinem roześmiała się cicho po raz pierwszy od dwóch dni. Atmosfera między nimi wyraźnie złagodniała.

Po chwili przypomniała sobie o czymś jeszcze.

— A tak przy okazji… znalazłam dom. Dokładnie taki, o jakim rozmawialiśmy. Nieduży, spokojny, z ogródkiem. Agent ma jeszcze porozmawiać z właścicielem. Jeśli się zgodzimy, trzeba będzie wpłacić zaliczkę.

Melih spojrzał na nią uważnie.

— Skoro ci się podoba… wynajmijmy go.

W oczach Sinem pojawił się błysk radości. A Melih znowu poczuł, że może jednak istnieje dla nich wspólna przyszłość.

***

Hancer ledwie zdążyła opuścić wynajęty przez Cihana dom, gdy świat nagle zawirował jej przed oczami. Gniew, upokorzenie i tłumione przez cały dzień emocje uderzyły w nią z podwójną siłą. Zrobiła kilka chwiejnych kroków, próbując złapać oddech, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa.

Osunęła się bezwładnie na ziemię.

Cihan, który stał przy oknie i obserwował ją z napięciem, pobladł.

— Hancer!

Wybiegł z domu tak szybko, że nawet nie zamknął za sobą drzwi. Dopadł do niej po kilku sekundach. Drżącą dłonią odgarnął jej włosy z twarzy.

— Hancer, słyszysz mnie? Otwórz oczy…

Nie reagowała. Jej twarz była nienaturalnie blada.

Serce ścisnęło mu się z niepokoju. Bez chwili wahania podniósł ją na ręce i zaniósł do samochodu. Przez całą drogę do szpitala co chwilę spoglądał na nią z lękiem, zaciskając dłonie na kierownicy tak mocno, aż pobielały mu knykcie.

— Tylko nie rób mi tego… — wyszeptał ochryple. 

***

Drzwi oddziału ratunkowego rozsunęły się gwałtownie.

Cihan wbiegł do środka z nieprzytomną Hancer na rękach.

— Pomocy! Ona zemdlała!

Personel natychmiast ruszył w ich stronę. Pielęgniarka wskazała łóżko transportowe, na którym ostrożnie ułożono dziewczynę.

— Proszę się odsunąć. Jak długo jest nieprzytomna?

— Kilka minut… może trochę dłużej — odpowiedział szybko, próbując uspokoić oddech.

Pielęgniarka zaczęła zadawać kolejne pytania, przygotowując dokumentację.

— Czy ma alergię na jakieś leki?

Cihan zawahał się.

— O ile wiem… nie.

— Choruje przewlekle?

— Nie wiem.

Kobieta spojrzała na niego uważniej.

— Bierze jakieś leki?

Cihan bezradnie rozłożył ręce.

— Naprawdę nie wiem…

Po raz pierwszy dotarło do niego boleśnie, jak niewiele wie o codziennym życiu Hancer.

Pielęgniarka westchnęła cicho.

— Dobrze. Proszę zostać tutaj. Lekarz ją zbada.

Zniknęła za drzwiami sali ratunkowej, a Cihan został sam na środku chłodnego, jasnego korytarza.

Spojrzał na zamknięte drzwi oddziału i przymknął oczy. Jeszcze kilka godzin wcześniej kłócili się w tamtym domu. Teraz leżała nieprzytomna za ścianą, a on nie potrafił pozbyć się narastającego poczucia winy.

***

To był już drugi raz tego dnia, gdy ktoś bliski Cihanowi stracił przytomność.

Wcześniej przytomność straciła Mukadder, choć na szczęście szybko doszła do siebie. Mimo to niepokój nie opuszczał mężczyzny ani na chwilę.

Zaraz po przyjęciu Hancer na oddział ratunkowy zadzwonił do rezydencji. Telefon odebrała Fadime, która właśnie stała w kuchni razem z Aysu. 

Obie nie wiedziały, że tuż za wejściem do kuchni stała Gulsum. Pokojówka przywarła do ściany i wytężyła słuch, ściskając w dłoni nadgryzione jabłko.

— Jak mama? — zapytał Cihan po drugiej stronie.

— Doszła do siebie, panie Cihanie. Odpoczywa teraz w pokoju — odpowiedziała Fadime spokojnym głosem.

— Dobrze. Miejcie na nią oko. Gdyby znowu źle się poczuła, od razu do mnie dzwońcie.

— Oczywiście. A pan? Nie wróci dziś do domu?

Zapadła krótka cisza.

— Jestem w szpitalu — odpowiedział Cihan ciężkim głosem. — Hancer zemdlała. Musiałem ją tu przywieźć.

Fadime wyraźnie się zaniepokoiła.

— Niech Allah ma ją w swojej opiece… Co się stało?

— To dłuższa historia. Na razie czekam na lekarza.

— Rozumiem. Proszę się nie martwić na zapas.

Rozmowa dobiegła końca.

Fadime odłożyła telefon, a Aysu spojrzała na nią pytająco.

— Coś z Hancer? — zapytała cicho.

— Zemdlała. Pan Cihan zawiózł ją do szpitala.

Za ścianą Gulsum zmrużyła oczy. Na jej twarzy pojawił się powolny, złośliwy uśmiech.

Ostrożnie wycofała się do swojego pokoju. Dopiero wtedy wyciągnęła telefon i wybrała numer Beyzy.

Kobieta odebrała niemal natychmiast. Nadal przebywała w mieszkaniu ojca.

— Pan Cihan jeszcze nie wrócił do rezydencji — zaczęła Gulsum ostrożnie. — Przed chwilą dowiedziałam się, że ta wiedźma Hancer zemdlała. Pan Cihan zawiózł ją do szpitala i pewnie spędzi przy niej całą noc. Pomyślałam, że powinnaś o tym wiedzieć.

Po drugiej stronie zapadła długa cisza.

Beyza nie odpowiedziała ani słowem.

Rozłączyła się nagle, ale Gulsum doskonale wiedziała, co oznaczało to milczenie.

Beyza już coś planowała. I z pewnością nie zamierzała czekać bezczynnie.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 114.Bölüm i Gelin 115.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 61: Beyza w potrzasku! Hancer chce spotkania z „byłą żoną”!

    Hancer odwiedza Cemila i próbuje przekonać brata, by zgodził się na leczenie u lekarza znalezionego przez Cihana. Mężczyzna jednak nie chce słyszeć o terapii i przyznaje, że pogodził się już ze swoim losem. Tymczasem w firmie Cihan martwi się chłodnym zachowaniem Hancer, nie wiedząc, że kobieta zmaga się z problemami brata. Wieczorem pociesza zapłakaną żonę i obiecuje, że zrobi wszystko, by zmusić Cemila do wizyty u lekarza. Po rozmowie z mężem Hancer spotyka się z Beyzą i prosi ją o przekazanie wiadomości byłej żonie Cihana. Chce się z nią spotkać i wyjaśnić oskarżenia o rozbicie małżeństwa, nie wiedząc, że to właśnie Beyza stoi za tajemniczym telefonem.

  • Panna młoda odc. 17: Hancer i Cihan ustalają datę ślubu!

    Hancer i Cihan zjawiają się w urzędzie stanu cywilnego, by jak najszybciej ustalić termin ślubu, jednak urzędnik informuje ich, że formalności nie mogą zostać dopełnione z powodu przysługującego Beyzie ustawowego terminu na odwołanie od rozwodu. Hancer odkrywa, że mężczyzna zaczął szukać nowej żony niemal natychmiast po rozstaniu z Beyzą i w gniewie opuszcza urząd, odmawiając podpisu. Tymczasem Nusret dowiaduje się, że Beyza współpracowała z kobietą, która przekazała mediom plotkarskim informacje o Cihanie i Hancer. Ojciec nie tylko jej nie powstrzymuje, ale podsuwa nową, bardziej wyrafinowaną strategię. Beyza przygotowuje „prezent” dla rywalki. Następnego dnia Hancer i Cihan ponownie składają dokumenty – data ślubu zostaje ustalona. Oboje odchodzą w milczeniu, nieświadomi intrygi, która właśnie zaczyna działać.

  • Panna młoda odc. 149: Beyza poniżona! Cihan pobiegł za Hancer!

    Beyza upokarza Hancer, wyznając jej, że spędziła noc z Cihanem w dawnym pokoju rywalki i nosi jego dziecko. Między kobietami dochodzi do gwałtownej konfrontacji, którą przerywa pojawienie się Cihana. Ku wściekłości Beyzy mężczyzna nie staje po jej stronie i rusza za Hancer, gdy ta opuszcza rezydencję. Na dziedzińcu próbuje ją zatrzymać, lecz Hancer daje mu do zrozumienia, że chce żyć własnym życiem — z dala od niego i jego rodziny. Później Cihan oznajmia Beyzie, że ich małżeństwo istnieje wyłącznie na papierze i nigdy jej nie pokocha. Upokorzona kobieta wpada w szał. Tymczasem Hancer odpiera napastliwe zaloty klienta agencji sprzątającej i brutalnie go przepędza, a z pomocą przychodzi jej Melih. Wieczorem Gulsum znajduje w pokoju Beyzy cenny naszyjnik i postanawia go ukryć. Melih prosi Mahmuta o rękę Sinem i otrzymuje zgodę pod warunkiem natychmiastowego ślubu.

  • Panna młoda odc. 39: Cihan broni Hancer i staje przeciwko matce!

    Beyza podejrzewa, że Mukadder coś ukrywa, i po rozmowie z Gülsüm wpada w szał, przekonana, że Cihan i Hancer spędzili razem noc. Włamuje się do starego domu i demoluje pokój Hancer, gdzie znajduje umowę finansową związaną ze ślubem. Dokument trafia do Mukadder, która oskarża Hancer o sprzedanie się za pieniądze, wyrzuca ją z domu i zawozi do firmy Cihana. Tam dochodzi do konfrontacji – Cihan ujawnia, że milion był posagiem, ustalonym przez niego, i staje w obronie żony. Nakazuje zmianę zamków i jasno daje do zrozumienia, że Hancer jest pod jego ochroną. Mukadder wraca do rezydencji upokorzona, a Beyza dowiaduje się prawdy o posagu. Relacja Cihana i Hancer wyraźnie się ociepla, a między nimi zaczyna rodzić się cicha bliskość.

  • Panna młoda odc. 147: Hancer i Cihan za kratami!

    Cihan i Hancer trafiają na komisariat po wzajemnych oskarżeniach. Ona zarzuca byłemu mężowi śledzenie i kontrolowanie jej życia, on oskarża ją o zdemolowanie gabinetu. Komisarz uznaje, że oboje bardziej potrzebują mediatora niż policji, ale małżonkowie i tak lądują w sąsiadujących celach. Nawet za kratami nie przestają się kłócić — Hancer prowokuje Cihana, demonstracyjnie sprzątając celę, a on wybucha zazdrością i szarpie ją przy policjantach. Tymczasem Sinem wyznaje Melihowi, że chce za niego wyjść, mimo sprzeciwu Cihana. Nazajutrz Hancer opuszcza komisariat z tajemnicą — jest w ciąży z Cihanem, ale postanawia ukryć to przed wszystkimi.

  • Panna młoda odc. 65: Hancer rzuca się w ramiona Cihana!

    Operacja Cemila kończy się sukcesem – mężczyzna żyje i odzyskuje przytomność, co przynosi ulgę Hancer i zbliża ją do Cihana. Mukadder nadal przetrzymuje Mine, szantażując Sinem i zmuszając ją do milczenia. Beyza wykorzystuje sytuację, by pogłębić jej bezradność, a jednocześnie próbuje kontrolować przepływ informacji ze szpitala. Yonca zjawia się niespodziewanie w rezydencji i oddaje Beyzie kompromitujące zdjęcia, deklarując zakończenie sporów.