Dziedzictwo odc. 997: Burhan ginie na oczach Poyraza!

Zbliżenie na twarz Sinana, w którego oczach widać determinację.

„Dziedzictwo” Odc. 997 – streszczenie

Nana wpadła do warsztatu niczym burza. Otworzyła drzwi z takim impetem, że Mert natychmiast oderwał się od pracy. W jej oczach malowały się strach i rozpacz, a każdy gwałtowny ruch zdradzał, jak bardzo była zdenerwowana.

– Gdzie jest Poyraz?! – zawołała, rozglądając się po pomieszczeniu.

Mert odłożył narzędzia i wyprostował się, wyraźnie zaskoczony jej nagłym pojawieniem się.

– Powinien być w domu – odpowiedział ostrożnie. – Nie ma go tam?

Nana podeszła do niego zdecydowanym krokiem. Nie zamierzała pozwolić, by ją zbył.

– Nie udawaj, że nic nie wiesz! – rzuciła ostro. – Wiem, że coś razem planowaliście. Poyraz szuka tego człowieka, prawda? Powiedz mi natychmiast, dokąd pojechał!

Chwyciła Merta za sweter i szarpnęła nim, nie panując już nad emocjami. W jej zachowaniu nie było gniewu, lecz paniczny strach o męża.

– Nie mogę ci powiedzieć – zaczął niepewnie. – Obiecałem mu…

– Gdzie on jest?! – przerwała mu, zaciskając palce na materiale.

Mert zrozumiał, że dłużej nie zdoła jej powstrzymać.

– Burhan miał się dziś z kimś spotkać – wyznał w końcu. – Mistrz dowiedział się, gdzie dojdzie do spotkania, ale nie chciał cię w to mieszać. Bał się, że narazi cię na niebezpieczeństwo.

Nana puściła go gwałtownie.

– A sam może zginąć! – rzuciła z rozpaczą.

Odwróciła się i wybiegła z warsztatu, nie czekając na dalsze wyjaśnienia.

Na zewnątrz drżącymi dłońmi wyjęła telefon. Serce biło jej tak mocno, że z trudem trafiała palcem w ekran. Wybrała numer Semiha.

– Poyraz zniknął! – powiedziała, gdy tylko odebrał. – Oszalał. Pojechał szukać Burhana!

– Poyraz? – głos Semiha zabrzmiał na pozór niewinnie. – Skąd wiedział, gdzie go znaleźć?

– Burhan ma odebrać od kogoś pieniądze. Poyraz dowiedział się, gdzie i o której odbędzie się spotkanie. Nie zamierzał czekać. Chce raz na zawsze zakończyć tę sprawę.

Po drugiej stronie zapadła przedłużająca się cisza.

– Semih? – Nana zmarszczyła brwi. – Słyszysz mnie? Wiesz coś o tym?

– Nie… – odpowiedział wreszcie, starając się zapanować nad głosem. – Po prostu jestem w szoku. Poyraz przecież jeszcze nie doszedł do siebie po postrzeleniu.

– Gdybyś czegokolwiek się dowiedział, natychmiast do mnie zadzwoń – poleciła i zakończyła rozmowę.

***

Semih znieruchomiał z telefonem przy uchu. Przez kilka sekund wpatrywał się pustym wzrokiem przed siebie, jakby właśnie usłyszał wyrok. Na jego czole pojawiły się krople potu, a oddech stał się krótki i urywany.

– Jestem skończony… – wyszeptał.

Schował telefon do kieszeni i nerwowo rozejrzał się wokół.

– Myśl, Semihu. Musisz działać szybko.

Spojrzał na zegarek. Zostało mu niewiele czasu. Jeśli Poyraz dotarłby na miejsce przed nim i zmusił Burhana do mówienia, cała prawda wyszłaby na jaw.

– Jeszcze nie jest za późno – powiedział do siebie. – Jeśli się pospieszę, zdążę się go pozbyć, zanim mnie wyda.

Sięgnął po czarny neseser wypełniony fałszywymi banknotami. Zacisnął palce na jego uchwycie tak mocno, jakby trzymał w dłoni broń. Bez chwili wahania ruszył w stronę miejsca spotkania, świadomy, że tym razem nie było już odwrotu.

***

 

Burhan zatrzymał samochód pod betonowym wiaduktem, dokładnie w miejscu, w którym umówił się z Semihem. Wysiadł i rozejrzał się nerwowo po opustoszałej okolicy. Wokół panowała niepokojąca cisza. Zanim zdążył zrobić kilka kroków, ktoś zaszedł go od tyłu i zacisnął przedramię na jego szyi.

– Co jest?! Kim jesteś?! Puść mnie, do diabła! – wrzasnął Burhan, szarpiąc się rozpaczliwie.

– Przyszedłem wyrównać rachunki – wycedził Poyraz.

Poluzował uścisk tylko po to, by odwrócić napastnika i zasypać go gradem celnych ciosów. Burhan zachwiał się i z jękiem uderzył plecami o maskę samochodu.

– Dlaczego porwałeś moją żonę, łajdaku?! – ryknął Poyraz, chwytając go za ubranie. – Z kim miałeś się tutaj spotkać? Kto ci płaci? Kto za tym wszystkim stoi?!

– Nikt… – wychrypiał Burhan. – Nie mam żadnego szefa. Nikt za mną nie stoi…

Poyraz nie uwierzył ani jednemu słowu. Ściągnął go z maski i z impetem rzucił na ziemię. Burhan, oszołomiony i przyparty do muru, rozejrzał się gorączkowo. W pobliżu dostrzegł odłamek rozbitego szkła. Chwycił go i bez ostrzeżenia wbił Poyrazowi w łydkę.

Mężczyzna syknął z bólu i na moment osunął się na kolano. Burhan wykorzystał okazję, zerwał się z ziemi i rzucił do ucieczki.

Poyraz zacisnął zęby. Wyciągnął zakrwawiony odłamek z nogi, po czym, mimo przeszywającego bólu, ruszył za nim.

***

Nieopodal, za kierownicą starego samochodu, siedział Semih. Kaptur zasłaniał mu głowę, a ciemny materiał zakrywał dolną część twarzy. Z napięciem obserwował przez szybę rozwój wydarzeń.

Widział, jak Burhan uciekał, a Poyraz, choć ranny, nieustępliwie go ścigał. Z każdą sekundą stawało się coraz bardziej oczywiste, że jeśli Poyraz go dopadnie, prawda może wyjść na jaw.

– Nie mogę na to pozwolić – wyszeptał Semih.

Uruchomił silnik i mocno wcisnął pedał gazu. Samochód gwałtownie ruszył, nabierając prędkości na wąskiej ulicy.

Burhan obejrzał się przez ramię. Gdy zobaczył nadjeżdżające auto, było już za późno. Rozległ się pisk opon, a chwilę później głuche uderzenie. Ciało mężczyzny zostało odrzucone i bezwładnie runęło na asfalt.

Semih nie zatrzymał się. Odjechał, zanim Poyraz zdążył dostrzec twarz kierowcy.

Ranny mężczyzna dobiegł do leżącego Burhana i uklęknął przy nim. Przyłożył dwa palce do jego szyi, szukając pulsu. Bezskutecznie.

– Nie… – wyszeptał przez zaciśnięte zęby. – Niech to szlag!

Burhan nie żył.

W oddali cichł warkot uciekającego samochodu.

Semih zatrzymał się dopiero w bezpiecznej odległości. Drżącymi dłońmi starł ślady ze wszystkich powierzchni, których dotykał, a następnie opuścił pojazd i uciekł pieszo.

Był przekonany, że zadbał o każdy szczegół.

O czymś jednak zapomniał…

***

Nana wpadła do szpitala, ledwie łapiąc oddech. Zatrzymała się przy recepcji i drżącym głosem zapytała o numer sali, do której przewieziono jej męża. Gdy tylko otrzymała odpowiedź, natychmiast ruszyła korytarzem, nie zwracając uwagi ani na mijanych ludzi, ani na spojrzenia personelu.

Weszła do sali bez pukania. Poyraz stał już przy łóżku, ubrany i gotowy do wyjścia, jakby całe zdarzenie nie było niczym poważnym.

– Rana na plecach znowu się otworzyła – wyjaśnił spokojnie, choć grymas bólu przeczył jego opanowanemu tonowi. – Mam też rozciętą nogę. Ten drań uciekł mi dosłownie w ostatniej chwili. Chwilę później potrącił go samochód. Nie żyje. Nie wiem, czy to był wypadek…

Nana niemal nie słuchała ostatnich słów. W jej oczach błyszczały łzy, a nagromadzony strach szybko przemienił się w gniew.

– Nic mnie to nie obchodzi! – wybuchła. – Jak mogłeś działać za moimi plecami?! Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, co przeżyłam? Jak bardzo się o ciebie bałam?!

– Już po wszystkim – odpowiedział łagodnie. – Nic mi nie jest.

– Jak mogłeś mi to zrobić?! – Jej głos zadrżał. – A gdybym cię straciła, Poyraz? Co wtedy?!

– Nano… uspokój się, proszę. Naprawdę nic poważnego się nie stało. Nie rozumiem, dlaczego aż tak się zdenerwowałaś.

– Bo nie masz prawa tak się narażać! – krzyknęła, a jej głos odbił się echem od szpitalnych ścian.

Zacisnęła usta, jakby bała się, że za chwilę powie zbyt wiele. Po chwili gwałtownie się odwróciła i wyszła z sali, pozostawiając zaskoczonego Poyraza samego.

Na korytarzu zatrzymała się i przymknęła oczy. Łzy, które dotąd powstrzymywała, spłynęły jej po policzkach.

– Nie możesz mi tego robić… – wyszeptała. – Bo ja… nie mogę cię stracić.

Opadła ciężko na stojącą pod ścianą ławkę i ukryła twarz w dłoniach.

„On zawsze się poświęcał. Dla mnie. Dla Yusufa. Przecież właśnie dlatego się ze mną ożenił” – pomyślała z goryczą. „Sam powiedział, że nie jestem kobietą jego marzeń. Że zostałam mu powierzona. Tylko powierzona…”

– Kłócisz się teraz sama ze sobą? – odezwał się nagle znajomy głos.

Poyraz wyszedł z sali i usiadł obok niej. Przyglądał jej się z łagodnym, niemal rozbawionym uśmiechem, jakby chciał choć trochę rozładować napięcie.

– Przed chwilą naprawdę głośno krzyczałaś – zauważył. – Rozumiem, że jesteś zła, bo nic ci nie powiedziałem. Masz rację. Obiecuję, że więcej tego nie zrobię. Nadal jednak nie rozumiem, dlaczego zareagowałaś aż tak gwałtownie.

Nana podniosła się i stanęła przed nim, patrząc mu prosto w oczy.

– Nadal pytasz dlaczego?! Bałam się o ciebie! Przez cały ten czas miałam w głowie tylko jedno pytanie: co będzie, jeśli cię stracę? Jak spojrzałabym wtedy w oczy twojej matce? Twojej rodzinie? Jak miałabym żyć ze świadomością, że stało ci się coś przeze mnie?

Jej głos załamał się, a kolejne słowa wypowiedziała już niemal szeptem:

– Gdyby coś ci się stało… umarłabym z poczucia winy. Proszę, nie rób mi tego więcej.

Poyraz długo spoglądał na nią w milczeniu. Dostrzegał w jej oczach nie tylko strach i wyrzuty sumienia, lecz także uczucie, którego wciąż nie potrafiła nazwać. W końcu lekko skinął głową.

Nana otarła łzy, po czym wyciągnęła do niego rękę.

– Chodźmy do domu – powiedziała cicho.

***

Isil zwróciła się do syna z łagodnym uśmiechem.

– Dziś odbywa się ceremonia wręczenia nagród dla kobiet zajmujących się prawem – powiedziała. – Powinnam tam być, ale w moim stanie to niemożliwe. Czy mógłbyś pójść razem z Ezgi?

Sinan westchnął cicho i spojrzał na stojącą obok dziewczynę.

– Ezgi ma pracę. Nie powinniśmy jej zatrzymywać. Pójdę sam.

– To nie wchodzi w grę – zaprotestowała Isil stanowczo. – Ktoś musi odebrać nagrodę w moim imieniu. Nie wyślemy przecież Ezgi samej.

Dziewczyna natychmiast wyczuła napięcie i wtrąciła się pojednawczo:

– Naprawdę nie mam dziś wiele do zrobienia. Muszę tylko wysłać kilka dokumentów. Później będę wolna.

Sinan przez chwilę milczał, jakby szukał jeszcze wymówki, lecz w końcu skinął głową. Na twarzy Isil pojawiło się zadowolenie.

– Przynieś swoją broszkę – poprosiła syna. – Będzie idealnie pasowała do stroju Ezgi.

Sinan bez słowa udał się do swojego pokoju. Gdy wrócił z ozdobą, Isil starannie przypięła ją do szafirowej koszuli dziewczyny. Robiła to z niemal matczyną czułością i wyraźną dumą.

Ezgi podziękowała, po czym odeszła, by poprawić makijaż i włosy. Kiedy tylko zniknęła za drzwiami, Isil wyciągnęła rękę do syna i ujęła jego dłoń.

– Wiem, jak wiele znaczy dla ciebie ta broszka – zaczęła cicho. – Nie poprosiłam o nią wyłącznie dlatego, że pasuje do kreacji Ezgi. Chciałam ci pokazać, czego pragnę najbardziej. Marzę o tym, byście byli razem. Jeżeli naprawdę chcesz sprawić mi radość… ożeń się z nią.

Na korytarzu, tuż za uchylonymi drzwiami, zatrzymała się Aynur. Usłyszała każde słowo.

Jej twarz pobladła, a w oczach pojawił się ból, którego nie potrafiła ukryć. Przez chwilę stała nieruchomo, jakby coś w niej pękło. Potem bezszelestnie odwróciła się i odeszła w stronę kuchni.

Isil tymczasem nie spuszczała wzroku z syna.

– Nic nie powiesz? – zapytała, widząc jego zamyślenie.

– Mamo, jesteś inteligentną kobietą – odparł Sinan spokojnie. – Nie muszę wypowiadać swojej odpowiedzi na głos. Doskonale ją znasz.

– Czyli odmawiasz? Nie chcesz poślubić Ezgi?

W jego spojrzeniu pojawił się cień smutku.

– Wybacz, ale skąd nagle ta potrzeba, żebym się ożenił?

– To nie jest nagłe – odpowiedziała Isil. – Po prostu wcześniej nie myślałam o tym tak intensywnie. Po wypadku wszystko się zmieniło. Teraz mam tylko jedno pragnienie: zobaczyć cię szczęśliwego. Czy nie nadszedł czas, żebyś pomyślał o własnej rodzinie?

Sinan odwrócił wzrok. Przez moment milczał, jakby po raz pierwszy naprawdę dopuścił do siebie tę myśl.

– Być może masz rację – przyznał w końcu. – Przez lata powtarzałem sobie, że małżeństwo nie jest dla mnie. Wmawiałem sobie, że chcę żyć sam. Teraz jednak rozumiem, że to nie był wybór. To była samotność. Może rzeczywiście chciałbym mieć rodzinę.

Isil spojrzała na niego z nadzieją, lecz Sinan natychmiast dodał:

– Ale pozwól mi samemu zdecydować, kiedy i z kim ją założę.

Na jej twarzy pojawiło się rozczarowanie.

– Ezgi jest dobrą dziewczyną. Odpowiednią dla ciebie.

– Odpowiednią według ciebie – odpowiedział stanowczo. – Ja mogę być szczęśliwy tylko wtedy, gdy będzie to mój wybór. Nie chcę nikogo krzywdzić. Ani Ezgi, ani siebie.

W pokoju zapadła ciężka cisza. Isil nie odpowiedziała, lecz jej spojrzenie jasno mówiło, że nie zamierzała tak łatwo zrezygnować. Sinan również wiedział, że ta rozmowa jeszcze się nie skończyła. Na razie jednak żadne z nich nie powiedziało już ani słowa.

***

Choć policja dokładnie przeszukała porzucony samochód, którym potrącono Burhana, Poyraz nie zamierzał odpuścić. Postanowił sam jeszcze raz obejrzeć pojazd. Towarzyszyła mu Nana, wyraźnie poirytowana jego uporem, a zarazem pełna obaw.

Stanęli naprzeciwko siebie przy zaparkowanym na poboczu aucie. W ostrym, porannym słońcu napięcie między nimi było niemal namacalne.

– Człowiek, który zabił Burhana, może mieć coś wspólnego z twoim porwaniem – powiedział Poyraz stanowczo. – Ten samochód jest naszym jedynym tropem. Jeśli istnieje choćby najmniejsza szansa, że doprowadzi mnie do człowieka stojącego za tym wszystkim, muszę ją wykorzystać.

Nana spojrzała na niego z mieszaniną gniewu i bólu.

– Ty naprawdę nigdy nie ustąpisz, prawda? – zapytała z wyrzutem. – Nie przestaniesz igrać z ogniem, dopóki któregoś dnia nie będzie za późno. Niech Bóg ma w opiece wszystkich, którzy cię kochają: ciocię Cennet, Sahina, Yusufa… i całą resztę. Oni każdego dnia żyją w strachu, że któregoś razu nie wrócisz do domu. Czy to w ogóle ma dla ciebie znaczenie?

– Przesadzasz – odparł spokojnie. – Zamierzam tylko zajrzeć do środka. Nic więcej.

Nie czekając na jej odpowiedź, otworzył drzwi samochodu i pochylił się nad wnętrzem. Jeszcze raz dokładnie sprawdził schowek, podłogę, przestrzeń pod siedzeniami oraz szczeliny między fotelami. Przez dłuższą chwilę nic nie wskazywało na to, by policja mogła coś przeoczyć.

Poyraz już miał się wycofać, gdy nagle zwrócił uwagę na położenie fotela kierowcy.

– Dlaczego to siedzenie jest odsunięte tak daleko? – mruknął pod nosem.

Przyjrzał się uważniej wąskiej przestrzeni pod fotelem. Między poszarpanym materiałem a podłogą dostrzegł metaliczny błysk. Wyciągnął rękę i po chwili wydobył ukryty tam przedmiot.

Był to pistolet.

Poyraz znieruchomiał, trzymając broń w dłoni. Nana spoglądała na niego z rosnącym niepokojem. Oboje wiedzieli, że właśnie natrafili na dowód, który mógł całkowicie odmienić śledztwo.

***

Tymczasem Semih nerwowo krążył po pustej kawiarni. Nie potrafił usiedzieć w miejscu. Wspomnienie ciała Burhana leżącego na jezdni nieustannie powracało, a każda kolejna myśl rodziła nowy lęk.

– Zrobiłem wszystko jak należy – powtarzał sobie, próbując odzyskać spokój. – Wytarłem kierownicę, klamki, siedzenia… Nie zostawiłem żadnych śladów. Nikt mnie nie widział. Nie mają nic, co mogłoby ich do mnie doprowadzić.

Nagle ciszę przerwał dźwięk telefonu. Semih spojrzał na ekran i zmarszczył brwi.

– Turgut? Czego on teraz chce?

W tej samej chwili przeszył go lodowaty dreszcz. Przypomniał sobie o czymś, czego w pośpiechu nie zabrał z samochodu.

– Pistolet… – wyszeptał przerażony. – Zostawiłem broń w aucie.

Wziął kilka głębokich oddechów, po czym odebrał telefon, usiłując nadać swojemu głosowi swobodny ton.

– Turgucie? Co się stało?

– Kiedy oddasz mi broń? – padło z drugiej strony. – Miałeś trochę poćwiczyć i zwrócić ją jeszcze dziś. Dlaczego się nie odzywasz? Wpakowałeś się w jakieś kłopoty?

– Nie, skądże – odpowiedział szybko Semih, choć głos wyraźnie mu zadrżał. – Wszystko jest w porządku. Zaraz ci ją przyniosę.

Rozłączył się i przez chwilę stał nieruchomo, wpatrzony w ekran telefonu. Potem oparł dłonie o stół, jakby nagle zabrakło mu sił.

– Jestem idiotą… – wycedził przez zaciśnięte zęby. – Jeśli znajdą na niej moje odciski, będzie po mnie.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 719. Bölüm i Emanet 720. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy