Panna młoda odc. 201: Engin podejrzewa, że Beyza udawała ciążę i zabiła jego siostrę!

Engin i Sila siedzą przy stole i patrzą w ekran telefonu.

„Panna młoda” Odc. 201 — streszczenie

Wieczorem Sinem weszła do gabinetu Cihana z dwoma kubkami kawy w dłoniach. Zatrzymała się na chwilę w progu, jakby nie była pewna, czy powinna mu przeszkadzać. Mężczyzna siedział za biurkiem, pochylony nad dokumentami, lecz jego myśli wyraźnie były gdzie indziej.

– Na pewno jesteś zmęczony – powiedziała łagodnie. – Kawa dobrze ci zrobi.

Postawiła jeden z kubków na biurku, tuż obok jego dłoni, a potem usiadła w fotelu naprzeciwko. Cihan bez słowa sięgnął po kawę i upił łyk. W gabinecie zapadła krótka, ciężka cisza.

Sinem splotła palce na kolanach i spojrzała na niego uważnie.

– Nadal nie potrafię zrozumieć, co właściwie dzieje się między nimi – odezwała się po chwili. – Raz wyglądają jak prawdziwe małżeństwo, a za moment wszystko znów wydaje się tylko grą. Naprawdę jestem zdezorientowana.

Cihan odstawił kubek na biurko. Jego twarz stężała.

– Dzisiaj wszystko stało się dla mnie jasne.

Sinem zmarszczyła brwi.

– Co masz na myśli?

– Jak mężczyzna może nie wiedzieć, w którym miesiącu ciąży jest jego żona? – zapytał chłodno. – Lekarz zadał Melihowi najprostsze pytanie, a on zamarł. Nie potrafił odpowiedzieć.

– Może po prostu spanikował? – podsunęła ostrożnie. – W takich sytuacjach człowiek czasem traci głowę.

– Emocje mogę zrozumieć – przyznał Cihan. – Strach też. Ale on nie znał nawet grupy krwi Hancer.

Sinem uniosła wzrok.

– Tego też nie wiedział?

– Nie. To ja odpowiedziałem. Tak samo jak na pytanie o alergie.

Sinem zamilkła. Dopiero po chwili westchnęła cicho.

– Gdyby chodziło o coś drobnego, powiedziałabym, że pobrali się niedawno i mogą jeszcze wielu rzeczy o sobie nie wiedzieć. Ale grupa krwi ciężarnej żony… – Pokręciła głową. – Tego nie da się łatwo wytłumaczyć.

Cihan oparł się o fotel. Jego spojrzenie powędrowało gdzieś ponad biurko, ku wiszącemu na ścianie obrazowi wzburzonego morza. W jego głowie wszystko zaczynało układać się w niepokojącą całość.

– To małżeństwo jest coraz dziwniejsze – stwierdził cicho.

Sinem patrzyła na niego w milczeniu. Oboje myśleli o tym samym. Hancer i Melih nie wyglądali na zakochanych. Nie zachowywali się jak ludzie, którzy naprawdę dzielą życie, dom i przyszłość. Byli ostrożni, spięci, pełni niedopowiedzeń.

A za tym wszystkim musiała kryć się tajemnica.

Cihan zacisnął palce na kubku. Tym razem nie zamierzał odpuścić. Był zdeterminowany, by odkryć prawdę o małżeństwie Hancer i Meliha, choćby miał zerwać każdą zasłonę, za którą próbowali się ukryć.

***

Hancer leżała na kanapie, otulona miękkim kocem. Wciąż była blada i osłabiona po wydarzeniach z tego dnia, ale nie mogła zasnąć. Na kolanach trzymała notatnik. Otworzyła go powoli, chwyciła długopis i przez chwilę patrzyła na pustą kartkę, próbując zebrać myśli.

Chciała napisać kolejny wpis. Chciała wyrzucić z siebie strach, poczucie winy i ciężar tajemnicy, którą nosiła od tak dawna. Nie zdołała jednak postawić ani jednego słowa. Łzy napłynęły jej do oczu tak gwałtownie, że obraz rozmazał się przed nią całkowicie.

Zacisnęła powieki, ale to nic nie dało. Po jej policzkach spłynęły pierwsze krople. Zaraz potem zaniosła się cichym, bezradnym szlochem. Zamknęła notatnik i odłożyła go na skraj kanapy. Po chwili zeszyt zsunął się na podłogę, lecz Hancer nawet tego nie zauważyła.

Do salonu wszedł Melih. W jednej dłoni trzymał lekarstwo, w drugiej szklankę wody.

– Czas na lek – powiedział spokojnie.

Urwał jednak, gdy zobaczył jej twarz. Natychmiast podszedł bliżej i usiadł na brzegu kanapy.

– Hancer? – zapytał z troską. – Co się stało? Znowu boli cię brzuch?

Hancer pokręciła głową. Przez chwilę nie była w stanie odpowiedzieć. Dopiero gdy zaczerpnęła drżący oddech, wyszeptała:

– Dzisiaj popełniłam wielki grzech, Melihu.

Melih zmarszczył brwi.

– O czym ty mówisz?

– To było tak, jakby los chciał mnie ukarać – mówiła przez łzy. – Jakby powiedział: „Skoro ukrywasz dziecko przed ojcem, odbiorę ci je”. Przez jedną chwilę naprawdę pomyślałam, że mogę je stracić.

– Dzisiaj przeżyłaś coś strasznego – odparł łagodnie. – Nic dziwnego, że tak się czujesz. Jesteś wyczerpana, przestraszona, twoje nerwy są napięte do granic. Weź lekarstwo i spróbuj odpocząć. Nie dręcz się już.

– A gdyby coś stało się mnie albo dziecku? – Głos Hancer załamał się nagle. – Cihan nigdy nie poznałby prawdy. Nigdy nie dowiedziałby się, że to jego dziecko.

Melih milczał.

Hancer otarła mokry policzek, ale łzy natychmiast popłynęły na nowo.

– Wiesz, co dziś zrozumiałam? – zapytała cicho. – Przy życiu trzyma mnie tylko nadzieja, że pewnego dnia mu powiem. Że stanę przed nim i wyznam, że noszę pod sercem jego dziecko.

Melih spuścił wzrok i splótł dłonie.

– Boję się, że jeśli ty tego nie zrobisz, ja sam w końcu mu powiem.

Hancer spojrzała na niego zaskoczona.

– Melihu…

– Posłuchaj mnie. Ta gra nie jest dla nas. My nie umiemy tak żyć. Nie umiemy kłamać tak dobrze, żeby wszyscy nam uwierzyli. Nie leży to w naszej naturze. Cokolwiek zrobimy, ilekolwiek razy usiądziemy z nimi przy jednym stole, nigdy nie będziemy wyglądać jak prawdziwe małżeństwo. Wcześniej czy później ktoś odkryje prawdę.

Hancer milczała, ściskając koc w dłoniach.

– Jeśli postanowisz pójść do Cihana i wszystko mu wyznać, nie będę cię zatrzymywał – ciągnął Melih. – Wezmę odpowiedzialność za swoją część tej historii. Powiem, że to ja się zgodziłem, że ci pomogłem, że uczestniczyłem w tym kłamstwie. Ale nie chcę patrzeć, jak każdego dnia rozpadasz się od środka.

Podniósł z podłogi notatnik i delikatnie podał go Hancer.

– Miłość nie zdarza się często – powiedział ciszej. – Czasem przychodzi tylko raz. Życie jest zbyt krótkie, żeby całe spędzić na uciekaniu przed prawdą.

Hancer przyjęła notatnik, ale nie odpowiedziała. Patrzyła na niego z oczami pełnymi łez, jakby każde jego słowo trafiało dokładnie tam, gdzie najbardziej bolało.

Melih wstał powoli.

– Weź lekarstwo – poprosił łagodnie. – A potem odpocznij.

Odwrócił się i wyszedł z salonu, zostawiając ją samą z ciszą, notatnikiem i prawdą, która coraz mocniej domagała się wypowiedzenia.

***

Gdy Engin i Sila jedli kolację, telefon prawnika zawibrował cicho na stole. Mężczyzna sięgnął po urządzenie i spojrzał na ekran. Wiadomość pochodziła od firmy ochroniarskiej. W załączniku znajdowały się nagrania z kamery bezpieczeństwa umieszczonej w holu kliniki.

Engin natychmiast pobrał plik. Odłożył sztućce, przybliżył telefon i razem z Silą pochylił się nad ekranem. Oboje w napięciu zaczęli oglądać nagranie.

– Dobrze, ale jak w ten sposób znajdziemy tę anonimową pacjentkę? – zapytała Sila, uważnie śledząc obraz. – Jak połączymy osoby wchodzące do kliniki z nazwiskami z listy?

– Znamy liczbę pacjentek zapisanych tego dnia – wyjaśnił Engin. – Najpierw policzymy, ile kobiet faktycznie pojawiło się w klinice. Jeśli będzie ich więcej niż na liście, od razu będziemy mieli punkt zaczepienia.

– A jeśli któraś przyszła tylko towarzyszyć przyjaciółce albo komuś z rodziny?

– Właśnie dlatego musimy zwrócić uwagę na każdy szczegół. Godziny wejścia, zachowanie, kierunek, w którym poszły po rozmowie z recepcjonistką. Potem przeprowadzimy dokładniejsze dochodzenie. W razie potrzeby pokażemy nagrania recepcjonistce. Ona na pewno kojarzy stałe pacjentki i osoby, które wzbudziły jej uwagę.

Engin przyspieszył odtwarzanie. Na niewielkim ekranie telefonu kolejne postacie przesuwały się przez szpitalny hol. Nagle jego palec zastygł nad ekranem. Zatrzymał nagranie i wpatrzył się w kadr, jakby nie wierzył własnym oczom.

– Czy to nie ta wariatka? – zapytała Sila, również rozpoznając kobietę widoczną na nagraniu.

Engin zmarszczył brwi. Jego twarz momentalnie spoważniała.

– Beyza… – powiedział cicho. – Co ona robiła wtedy w klinice?

– Jak to co? – Sila wzruszyła ramionami. – Była przecież w ciąży. Może przyszła na wizytę kontrolną.

– Możliwe – odparł, ale w jego głosie nie było przekonania. – Tylko że moja siostra i Beyza nigdy się nie dogadywały. Mówiąc wprost, spotykały się wyłącznie wtedy, gdy naprawdę musiały.

Sila spojrzała na niego uważniej.

– Dobrze, ale my szukamy kobiety, która nie była w ciąży. Taki był wynik anonimowego badania.

Engin przez chwilę milczał. Wpatrywał się w zatrzymany obraz, a w jego głowie zaczęły układać się fakty, których wcześniej nie chciał ze sobą połączyć.

– Przez lata wszyscy myśleliśmy, że Beyza nie może mieć dzieci – powiedział powoli. – Potwierdziło to wielu lekarzy. A potem nagle okazało się, że jest w ciąży.

Sila zamarła, jakby dopiero teraz zrozumiała, dokąd zmierzają jego myśli.

Engin opuścił telefon na stół.

– Beyza to najbardziej obsesyjna osoba, jaką kiedykolwiek poznałem. Dla Cihana byłaby gotowa zrobić wszystko. Dosłownie wszystko.

Nie powiedział na głos tego, czego naprawdę się obawiał. Nie musiał. W jego spojrzeniu było widać, że podejrzenie, które właśnie narodziło się w jego głowie, było znacznie poważniejsze, niż Sila mogła przypuszczać.

***

Nazajutrz Melih zatrzymał się przy przewróconym kontenerze na śmieci. Wokół walały się worki, plastikowe kubki, resztki jedzenia i porozrzucane reklamówki. Jego wzrok padł na znajome pudełko. Czerwono-białe opakowanie po borku leżało częściowo ukryte między śmieciami.

Serce zabiło mu mocniej.

Kucnął, ostrożnie odsunął folię i podniósł pudełko. To było dokładnie to samo opakowanie. To z niego Hancer jadła poprzedniego dnia, zanim nagle poczuła ból, straciła siły i upadła na tarasie.

Melih wyjął telefon. Na pudełku widniał numer kontaktowy lokalu. Bez chwili wahania zadzwonił.

– Dzień dobry. Przywieźliście wczoraj borek do małego domu obok rezydencji Develioglu, prawda? – zapytał, starając się panować nad głosem.

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.

– Nie, bracie – odpowiedział mężczyzna. – Nasz kurier dostarczył zamówienie bezpośrednio do rezydencji.

Melih zamarł.

Do rezydencji.

Słowa rozmówcy uderzyły go jak zimna woda. W tej samej chwili przed oczami stanęła mu Gulsum. Przypomniał sobie, jak poprzedniego dnia zobaczył ją przed starym domem. To ona powiedziała mu, że Hancer trafiła do szpitala. Wtedy był zbyt przerażony, by zastanawiać się, dlaczego znalazła się właśnie tam. Teraz wszystko zaczynało układać się w całość.

Zaraz potem wróciło do niego jeszcze jedno wspomnienie. Podsłuchana rozmowa Beyzy z Gulsum. Gniewny, pełen nienawiści głos Beyzy i jej słowa, które wtedy zabrzmiały jak groźba rzucona w afekcie:

– Zabiję ją! Ją i to dziecko, które nosi pod sercem. Cokolwiek się stanie, nie pozwolę, żeby się urodziło!

Melih zacisnął palce na telefonie. Jego twarz stężała.

To nie było zwykłe zatrucie pokarmowe. Nie było żadnej pomyłki dostawcy ani nieszczęśliwego przypadku. Ktoś celowo podrzucił jedzenie do starego domu. Ktoś chciał skrzywdzić Hancer i jej nienarodzone dziecko.

A Melih nie miał już wątpliwości, kto za tym stał.

Beyza.

To ona kazała zatruć borek. To ona postanowiła pozbyć się Hancer i dziecka, zanim prawda zdąży wyjść na jaw.

***

Cihan zatrzymał się przed starym domem. Już z daleka zauważył uchylone drzwi. Po wydarzeniach poprzedniego dnia wystarczył ten jeden szczegół, by natychmiast ścisnęło go w żołądku.

Nie czekając ani chwili, wszedł do środka i szybkim krokiem ruszył na górę. Dopiero gdy zobaczył Hancer stojącą w salonie, całą i przytomną, odetchnął z ulgą.

– Wybacz to najście – powiedział, zatrzymując się naprzeciw niej. – Drzwi były uchylone. Przestraszyłem się po tym, co wydarzyło się wczoraj.

– Dziękuję, ale wszystko już w porządku.

Cihan przyjrzał się jej uważnie. Choć stała prosto, w białej sukience wyglądała krucho, a bladość jej twarzy zdradzała, że organizm wciąż nie doszedł do siebie po zatruciu.

– Nadal jesteś blada – zauważył cicho. – Nie lekceważ tego. Przez najbliższe dni zrób sobie wolne od fundacji. Nie przychodź do firmy.

Hancer spuściła wzrok. Jego troska poruszyła ją bardziej, niż chciała przyznać.

– Dobrze – odparła ledwie słyszalnie.

– Pójdę już. Nie będę ci dłużej przeszkadzał.

Odwrócił się i zrobił kilka kroków w stronę schodów.

– Cihanie…

Zatrzymał się natychmiast. Wrócił do niej spojrzeniem, a potem powoli odwrócił się całym ciałem.

Hancer zacisnęła dłonie. W jej głosie drżał strach, ale było w nim również coś, czego nie potrafiła już dłużej tłumić — decyzja.

– Muszę ci coś powiedzieć – wyznała. – Jeśli nie zrobię tego teraz, chyba nigdy się na to nie odważę.

Cihan spoważniał. Podszedł bliżej.

– Słucham cię.

W tej samej chwili z dołu dobiegł głos Meliha:

– Hancer! Możliwe, że Beyza za tym stoi!

Melih wbiegł po schodach niemal biegiem i zamarł, gdy zobaczył Cihana. Przez ułamek sekundy wszyscy troje milczeli.

Cihan zmrużył oczy.

– Co Beyza zrobiła?

Melih zrozumiał, że powiedział za dużo. Nie mógł jednak wycofać się bez wzbudzania podejrzeń. Odchrząknął i szybko poszukał bezpiecznego wyjaśnienia.

– Czekałem na ważną przesyłkę – powiedział. – Właśnie znalazłem ją w śmieciach.

– I od razu pomyślałeś o Beyzie?

– A o kim mam pomyśleć? – Melih starał się brzmieć naturalnie. – Wszyscy wiemy, że nie życzy Hancer dobrze. Ty też widziałeś, jak na nią patrzyła. Paczka zniknęła, a potem wylądowała w koszu. Może chciała nas ukarać za to, że mieszkamy tutaj. Nie przychodzi mi do głowy nic innego.

Cihan patrzył na niego przez chwilę, jakby próbował oddzielić prawdę od wymówki.

– Nie wierzę, żeby Beyza mieszała się w tak drobne intrygi – odparł w końcu. – Ale ostrzegę domowników.

Potem ponownie spojrzał na Hancer.

– Co chciałaś mi powiedzieć?

Hancer poczuła, jak wszystko w niej opada. Ten moment minął. Prawda znów ugrzęzła jej w gardle.

– Ja… Chodziło o fundację – skłamała. – To nic pilnego. Porozmawiamy o tym w firmie.

Cihan przez chwilę patrzył jej prosto w oczy. Wiedział, że nie powiedziała tego, co naprawdę zamierzała powiedzieć, ale nie naciskał. Skinął tylko głową i zszedł na dół.

Dopiero gdy drzwi na parterze zamknęły się za nim, Melih i Hancer usiedli na kanapie.

– Zrozumiałaś, co chciałem powiedzieć? – zapytał Melih ściszonym głosem. – Znalazłem opakowanie po borku wśród śmieci.

Hancer zbladła jeszcze bardziej.

– Nie przypominam sobie, żebym je wyrzucała.

– Bo tego nie zrobiłaś. – Melih pochylił się ku niej. – Kiedy wczoraj wróciłem do domu, zobaczyłem Gulsum przed drzwiami. Powiedziała, że przyszła je zamknąć. Udawała zmartwioną, ale teraz wszystko układa się w całość. Dzisiaj znalazłem pudełko w śmieciach i zadzwoniłem pod numer z opakowania. Zamówienie zostało dostarczone do rezydencji, nie tutaj.

Hancer pokręciła głową, jakby próbowała odsunąć od siebie tę myśl.

– Nie… To niemożliwe. One nie posunęłyby się tak daleko.

– Beyza tak. A Gulsum była tylko jej marionetką.

– Nawet jeśli masz rację, niczego nie udowodnimy. Nie mamy żadnych dowodów.

– Mamy pudełko. To wystarczy. Oddamy je do analizy i dowiemy się, czym cię otruto.

Nie tracąc czasu, oboje wyszli z domu. Ruszyli w stronę drogi, gdzie jeszcze niedawno stał kontener i rozsypane śmieci.

Melih zatrzymał się gwałtownie.

Miejsce było puste. Nie było pudełka. Nie było worków. Nie było żadnego śladu po bałaganie, który widział przed chwilą.

– Leżało tutaj – powiedział z niedowierzaniem. – Pudełko było właśnie tutaj, obok kontenera.

Wtedy zza zakrętu wyszedł ogrodnik, ciągnąc za sobą pusty, zielony pojemnik.

– Mam już dość tych kotów – mruknął pod nosem. – Znowu porozrzucały śmieci po całej drodze.

Melih ruszył w jego stronę.

– Bracie, obok śmietnika leżało pudełko po borku. Widziałeś je?

Mężczyzna wzruszył ramionami.

– Wyrzuciłem wszystko, co tu było. Zdążyłem w ostatniej chwili, zanim odjechała śmieciarka.

Postawił kontener pod murem i odszedł, nieświadomy tego, jak ważny dowód właśnie zniknął bezpowrotnie.

Melih i Hancer zostali na środku drogi w milczeniu. Dowód, który mógł doprowadzić ich do prawdy, przepadł.

A wraz z nim jedyna szansa, by udowodnić winę Beyzy.

***

Godzinę później do starego domu przyjechali Engin i Sila. Po serdecznym, choć wyraźnie napiętym powitaniu wszyscy usiedli w salonie. Hancer wciąż była blada po zatruciu, Melih nie odstępował jej niemal na krok, a Engin miał tak poważną minę, że od razu stało się jasne, iż nie przyszedł wyłącznie z przyjacielską wizytą.

– Nie przyszliśmy tylko po to, żeby życzyć ci szybkiego powrotu do zdrowia – powiedział, zwracając się do Hancer. – Myślę, że dowiedziałem się czegoś w sprawie śmierci mojej siostry.

Melih natychmiast się wyprostował.

– Znalazłeś tę anonimową pacjentkę?

– Kim ona jest? – dopytała Hancer. 

– Na razie nie mamy jeszcze pewności – odparł Engin. – Ale jeśli moje podejrzenia są słuszne, ta sprawa może mieć związek również z tobą.

– Ze mną? – Hancer zrobiła wielkie oczy. – Co ja mogę mieć z tym wspólnego?

Engin wyjął telefon i podał jej urządzenie.

– Najpierw spójrz na to. To nagranie z kamery bezpieczeństwa w klinice Yasemin.

Hancer nacisnęła odtwarzanie. Przez chwilę na ekranie widać było szpitalny hol, ludzi przechodzących obok recepcji, pacjentki czekające na wizytę. Nagle w kadrze pojawiła się Beyza.

Hancer zamarła. Melih zmarszczył brwi, a jego twarz stężała. Dla niego był to kolejny dowód na to, że Beyza kryła znacznie więcej, niż ktokolwiek przypuszczał.

– Myślę, że osoba, która może mieć związek z twoim zatruciem, jest bliżej, niż sądzisz – powiedział Engin cicho.

Hancer zbladła jeszcze bardziej.

– Przez lata byliśmy przekonani, że Beyza nie może mieć dzieci – kontynuował prawnik. – Ona i Cihan odwiedzili niezliczonych specjalistów. Wszyscy mówili to samo: Beyza nigdy nie zajdzie w ciążę. A potem nagle, po latach bezskutecznego leczenia, wydarzył się cud? Z dnia na dzień okazało się, że spodziewa się dziecka. Co więcej, Cihan ani razu nie był z nią na wizycie kontrolnej.

Sila, siedząca obok niego, odezwała się ostrożnie:

– Dużo rozmawialiśmy o tym wczoraj wieczorem. Jeśli Beyza naprawdę udawała ciążę, mogła nosić sztuczny brzuch. A dziecko, które dziś wychowuje, mogła kupić od jakiejś zdesperowanej kobiety i wmówić Cihanowi, że to jego syn.

Hancer spojrzała na ekran telefonu, jakby próbowała ułożyć w głowie wszystkie elementy tej układanki.

– Skoro udawała ciążę, po co poszła do kliniki Yasemin? – zapytała w końcu. – Przecież one się nie znosiły. A po śmierci Yasemin Beyza nikomu nie powiedziała, że ją odwiedziła.

– Właśnie to jest najbardziej podejrzane – przyznał Engin. – Myślę, że moja siostra w jakiś sposób odkryła, że Beyza nie jest w ciąży.

Hancer zamilkła. Na jej twarzy pojawił się cień dawnego wspomnienia.

– Yasemin rozmawiała ze mną w domu letniskowym – powiedziała powoli. – Była przekonana, że Beyza nie wykonała badań koniecznych w ciąży. Kiedy powiedziałam o tym Cihanowi, siłą zabrał Beyzę do kliniki.

Engin zacisnął dłonie.

– Czyli została przyparta do muru. A jeśli tak było, moja siostra mogła odkryć prawdę… i właśnie dlatego…

Nie dokończył. Głos uwiązł mu w gardle. Hancer dotknęła jego ramienia, jakby chciała dodać mu sił.

– Beyza bała się, że jeśli prawda wyjdzie na jaw, straci Cihana – powiedziała. – A kiedy ona się boi, jest gotowa na wszystko. Wiesz, jaką ma obsesję na jego punkcie.

Sila spuściła wzrok, wyraźnie poruszona.

– Wszyscy wiemy, że jest nieobliczalna, ale… czy naprawdę mogłaby zabić człowieka? Mogła posunąć się aż tak daleko?

– Nie znasz jej wystarczająco dobrze, Sila – odezwał się Melih twardo. – Wczoraj próbowała otruć Hancer. Wszystko wskazuje na to, że stała za tym właśnie ona.

– Ale nie mamy dowodów – przypomniała Sila. – Powiedziałeś, że widziałeś Gulsum przy starym domu. Może powinniśmy ją trochę przycisnąć?

– Nie – sprzeciwił się Engin. – Gulsum niczego nam nie powie. Beyza musiała ją zastraszyć. A jeśli zorientują się, że coś podejrzewamy, zniszczą każdy ślad, zanim zdążymy cokolwiek zrobić.

Hancer spojrzała na niego z niepokojem.

– Jak mamy to udowodnić, skoro nie możemy się do nich zbliżyć?

Engin przez chwilę milczał. Potem uniósł wzrok, a jego twarz spoważniała jeszcze bardziej.

– Mam pewien pomysł.

Wszyscy spojrzeli na niego uważnie.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 149.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 3: Hancer zgadza się na układ z Cihanem!

    W domu Hancer pojawiają się Mukadder, Beyza i Sinem z rodziny Develioglu, by ponownie ocenić dziewczynę jako kandydatkę na żonę Cihana. Hancer stanowczo odrzuca propozycję, co doprowadza do brutalnej awantury — Derya w furii bije szwagierkę i opuszcza dom z synem. Wkrótce Cemil traci przytomność i trafia do szpitala, gdzie Hancer słyszy druzgocącą diagnozę: torbiel na pniu mózgu i groźba paraliżu lub śmierci. Poznajemy bezwzględne plany Mukadder — dziecko Hancer ma zostać odebrane i wychowane przez Beyzę. Gdy Cemil wraca do domu, Hancer ukrywa prawdę i podejmuje dramatyczną decyzję. Następnego dnia zjawia się w rezydencji Develioglu i ku zaskoczeniu wszystkich informuje Cihana, że zgadza się na układ małżeński.

  • Panna młoda odc. 9 i 10: Cihan na kolacji w domu Hancer!

    Yonca obserwuje posiadłość Develioglu i upewnia się, że Beyza przeżyła wypadek, co budzi w niej wściekłość i zapowiedź dalszego szantażu. Nusret próbuje przekonać Cihana, by zrezygnował z małżeństwa z Hancer, lecz mężczyzna stanowczo odrzuca prośbę i deklaruje, że dotrzyma danego słowa. Mukadder podejmuje decyzję o przygotowaniu domu dla Hancer, co wywołuje gniew Beyzy. Cemil odwiedza Cihana w firmie, oddaje zapomniany pierścionek i żąda zapewnienia, że jego siostra będzie szanowana. W trakcie rozmowy słabnie, a Cihan odwozi go do domu. Wieczorem Cemil przekonuje Hancer i Cihana do założenia pierścionków, traktując to jako symbol zaręczyn. Po wyjściu Cihan zdejmuje obrączkę, a Hancer słyszy, jak brat chwali przyszłego zięcia, nie znając prawdy. Beyza odkrywa, że Cemil spotkał się z Cihanem, i poprzysięga zniszczyć rywalkę. Nazajutrz Derya publikuje w sieci zdjęcie „zaręczonej” pary.

  • Panna młoda odc. 197: Ciąża Hancer kruszy gniew Cemila!

    Beyza pokazuje Gulsum ciemną buteleczkę i każe jej dodać zawartość do jedzenia lub picia Hancer. Pokojówka odmawia, więc Beyza próbuje zmusić ją do połknięcia płynu, lecz przerywa im Mukadder. Gulsum zostaje wyrzucona z rezydencji, mimo że zna rodzinny sekret. Hancer i Melih odwiedzają Cemila i Deryę, by zaprosić ich na rodzinnego grilla w starym domu. Cemil reaguje chłodno, ale mięknie, gdy Melih wspomina, że dziecko mogłoby nosić jego imię, a potem naprawia mu odkurzacz. Melih odwiedza także Ertugrula, który nie może przyjść z powodu choroby żony, ale daje mu sałatę i radzi, by zaufał losowi. Derya próbuje przekonać Cemila do kolacji, przypominając mu, że Emir tęskni za Hancer, a dziecko siostry mogłoby połączyć rodzinę.

  • Panna młoda odc. 164: Cihan znajduje nieprzytomną Hancer!

    Mahmut zrywa zaręczyny Sinem i Meliha, gdy mężczyzna odmawia ujawnienia tożsamości tajemniczej kobiety, której pomaga. Melih nadal opiekuje się ukrywającą się Hancer, dostarczając jej jedzenie i leki do starego domu. Cihan nie potrafi zapomnieć o Hancer i coraz bardziej obsesyjnie próbuje odkryć, kto pomaga jej w ucieczce. W rezydencji narasta konflikt między nim a Beyzą, która zaniedbuje płaczącego syna. Nocą tajemnicza kobieta śpiewa dziecku kołysankę i znika bez śladu. Chwilę później Cihan dostrzega światło w starym domu. Gdy wchodzi do środka, znajduje nieprzytomną Hancer. Przerażony odkrywa, że ciężarna kobieta krwawi, a życie jej i nienarodzonego dziecka jest zagrożone.

  • Panna młoda odc. 180: Sila znajduje schronienie u Hancer! Derya żąda fortuny od Mukadder!

    Sila późno w nocy dzwoni do Hancer z prośbą o pomoc. Przerażona dziewczyna twierdzi, że znajduje się sama na odludnej drodze i nie ma dokąd pójść. Hancer natychmiast organizuje jej pomoc. Wkrótce Sila trafia do starego domu, gdzie zostaje serdecznie przyjęta przez Hancer. Jej obecność wywołuje jednak napięcie, gdy przed domem pojawia się Cihan. Mężczyzna nie ukrywa troski o dziewczynę, ale jednocześnie z niechęcią obserwuje bliskość Hancer i Meliha. Następnego dnia Engin odkrywa, że Sila zamieszkała u Hancer. Ostrzega przyjaciółkę, że niewiele wiedzą o nowej lokatorce, a następnie przekazuje jej dokumenty związane z nadchodzącym głosowaniem na nowego prezesa fundacji „Jedno Życie”. Derya i Yonca przechodzą do kolejnego etapu swojego planu przeciwko Mukadder. Podczas anonimowego telefonu żądają od niej aż dziesięciu milionów lir w zamian za milczenie. Szantażowana kobieta jest wstrząśnięta astronomiczną kwotą, ale słyszy wyraźne ultimatum – jeśli nie zapłaci, prawda trafi do Cihana.

  • Panna młoda odc. 113: Szokująca decyzja Mukadder! Rezydencja trafi do Beyzy!

    Cihan staje w obronie służby, sprzeciwia się Mukadder i Beyzie, a zarządzanie domem powierza Sinem. Służba decyduje się zostać. Hancer wraca do domu, by opiekować się Cihanem, lecz między nimi narasta chłód. Cihan ogłasza przeprowadzkę do domu weekendowego. Mukadder, czując się upokorzona, planuje zemstę i postanawia przepisać rezydencję na wnuka i Beyzę. Cihan podejmuje ostateczną decyzję – rozwód.