„Panna młoda” Odc. 145 – streszczenie
Derya krzątała się przy stole, ustawiając talerze i małe szklanki na herbatę. W skromnym pokoju pachniało świeżym pieczywem, pomidorami i jeszcze ciepłym serem. Przez cienkie firanki wpadało blade światło poranka, rozświetlając zmęczoną twarz Hancer, która właśnie postawiła na stole koszyk z pokrojonym chlebem.
Poruszała się powoli, jakby ostatnie wydarzenia odebrały jej wszystkie siły.
— Hancer, usiądź i zjedz szybko kilka kęsów — powiedziała Derya, poprawiając talerze. — Potem musisz iść do agencji.
Hancer spojrzała na nią zaskoczona.
— Do jakiej agencji, bratowo?
— Do tej samej firmy sprzątającej, która wysłała cię do tamtego mieszkania po remoncie. — Derya usiadła naprzeciwko niej i zaczęła mówić tonem, jakby przedstawiała najlepszą okazję świata. — Codziennie mają nowe zlecenia. Ludzie ustawiają się tam w kolejce do pracy. Zapewniają transport, jedzenie, a nawet ubezpieczenie. Wszystkie zarobione pieniądze zostają dla ciebie.
Hancer ciężko westchnęła i opadła na sofę, jakby sama myśl o współpracy z tymi ludźmi ją przytłaczała.
— Bratowo… nie chcę już z nimi pracować. Od teraz będę przyjmowała tylko takie zajęcia, które sama znajdę.
Derya spojrzała na nią z wyraźnym niezadowoleniem.
— I co ci to da? — zapytała chłodno. — Ile zarobisz, biegając od domu do domu? Kilka marnych kuruszy? Ludzie pracują dla tej agencji bez narzekania. Tobie znowu coś przeszkadza.
Hancer spuściła wzrok, zaciskając dłonie na brzegu swetra.
— Nie podoba mi się człowiek, od którego dostałam pieniądze — powiedziała ciszej. — Nie wiem, dlaczego tam był, ale zachowywał się dziwnie. Źle się przy nim czułam. Dlatego na niego nakrzyczałam.
Derya parsknęła pod nosem, jakby słyszała wymówkę dziecka.
— Hancer, przez lata pracowałam jako sprzątaczka i nigdy nic złego mnie nie spotkało — oznajmiła z naciskiem. — A wiesz dlaczego? Bo nikomu nie dawałam powodów do niewłaściwego zachowania.
Słowa Deryi uderzyły Hancer prosto w serce. Dziewczyna poderwała się gwałtownie z miejsca. W jej oczach pojawił się gniew zmieszany z bólem.
— Bratowo, dość! — podniosła głos i wyprostowała palec wskazujący. — Uważaj na to, co mówisz. Za każdym razem ranisz mój honor. Mam już tego serdecznie dosyć!
Derya uniosła brwi, ale Hancer nie zamierzała się wycofać.
— Czy naprawdę mnie nie znasz? — zapytała drżącym głosem. — Czy uważasz, że jestem taką kobietą?
Przez chwilę w pokoju zaległa ciężka cisza. Derya skrzyżowała ręce na piersi.
— Nie interesują mnie twoje obrażone ambicje. Pójdziesz do tej agencji i podpiszesz umowę. I nie wracaj tutaj, dopóki tego nie zrobisz.
Hancer spojrzała na nią z niedowierzaniem.
— A jeśli odmówię?
— W takim razie schowaj dumę do kieszeni i idź po pieniądze do Develioglu. Weź to, co ci się należy.
Twarz Hancer momentalnie stwardniała.
— Nigdy! — wyrzuciła z siebie. — Nie tknę ani jednego kurusza od tej rodziny!
Zarzuciła płaszcz na ramiona, chwyciła torebkę i ruszyła do wyjścia szybkim krokiem. Drzwi trzasnęły tak mocno, że zadźwięczały szklanki stojące na stole.
Derya przez chwilę patrzyła w stronę wyjścia, po czym oparła dłonie na biodrach.
Na jej twarzy pojawił się cień wyrachowanego uśmiechu.
— Upiera się przy swoim… — mruknęła pod nosem. — Ale już ja wiem, jak zmusić ją, żeby sięgnęła po pieniądze od Cihana.


***
Hancer szła szybko wąską uliczką dzielnicy, szczelniej otulając się jasnym płaszczem. Chłodne powietrze szczypało ją w policzki, a w oddali między drzewami połyskiwała tafla Bosforu. Chciała jak najszybciej wyrzucić z głowy rozmowę z Deryą i skupić się wyłącznie na pracy.
Nagle ktoś zastąpił jej drogę.
Zatrzymała się gwałtownie.
Przed nią stał Cihan.
Wyprostowany, nieruchomy, z napiętą twarzą i wzrokiem wbitym wyłącznie w nią.
— Co jest? Śledzisz mnie? — zapytała chłodno, choć serce momentalnie zaczęło jej bić szybciej.
— Musimy porozmawiać — odpowiedział spokojnie. Skinieniem głowy wskazał stojącą obok ławkę. — Usiądźmy.
Hancer pokręciła głową.
— Nie mamy już o czym rozmawiać.
Minęła go, chcąc odejść, lecz Cihan chwycił ją za ramię i delikatnie, ale stanowczo przyciągnął z powrotem do siebie.
— Jeśli mówię, że mamy, to mamy.
— Puść mnie. Spieszę się do pracy.
— Do sprzątania? — zapytał, marszcząc brwi.
— Tak. — Spojrzała mu prosto w oczy. — I nie wstydzę się tego. Każda uczciwa praca jest dla mnie ważna.
Cihan przez chwilę milczał, jakby próbował opanować emocje.
— Nigdy nie gardziłem żadną pracą, Hancer. Dobrze o tym wiesz. Problemem nie jest to, co robisz… tylko to, że robisz to ty. — Zbliżył się odrobinę. — Dopóki żyję, nie pozwolę ci ciężko pracować po cudzych domach. Moja żona nie będzie nikomu usługiwać.
W oczach Hancer błysnęło rozdrażnienie.
— Powinieneś powiedzieć „była żona” — odparła ostro. — A potem odejść i zostawić mnie w spokoju. Nie rzucę pracy, Cihanie. Sama decyduję o swoim życiu.
— Nie mogę cię zostawić. Nie rozumiesz tego? Nie mogę! — wyrzucił z siebie nagle, rozkładając ręce w bezradnym geście. — Myślę o tobie dniem i nocą. Nie wiem, do jakich domów chodzisz, z kim rozmawiasz, co się z tobą dzieje. Każda plotka doprowadza mnie do szału. Jeśli ktoś coś powie o tobie… jak mam to znieść?
Hancer patrzyła na niego w milczeniu.
— Robisz to specjalnie? — zapytał ciszej. — Chcesz, żebym ciągle za tobą biegał?
W jednej chwili uniosła rękę, chcąc go spoliczkować.
Cihan jednak złapał jej nadgarstek.
Ich twarze znalazły się bardzo blisko siebie.
— Będę za tobą biegał — powiedział niskim, ochrypłym głosem. — I nigdy się tym nie zmęczę. Ale powiedz mi… czy jesteś gotowa, żebym w końcu cię dogonił?
Hancer zamarła.
Przez krótką chwilę świat wokół nich przestał istnieć. Nie było ulicy, ludzi ani chłodnego wiatru. Tylko jego spojrzenie.
Cihan patrzył na nią tak, jakby bał się, że zniknie, jeśli choć na sekundę odwróci wzrok.
Tak bardzo za tobą tęskniłem… — pomyślał. — Boję się mrugnąć, żebyś znów mi nie uciekła. Żebyś nie wyleciała mi z rąk jak przestraszony ptak.
Hancer czuła, jak serce mięknie jej z każdym oddechem.
Jak mam odejść, kiedy patrzysz na mnie w ten sposób? — przemknęło jej przez myśl.
Powiedz tylko, że ci przykro. Weź mnie za rękę. Zabierz mnie stąd.
Zacisnęła jednak usta.
Nie mogę. Jeśli znowu ci uwierzę, nie będę umiała odejść.
Cihan powoli puścił jej rękę, ale nie odsunął się ani o krok.
— Gdybyśmy tylko mogli zostać tutaj na zawsze… — powiedział już na głos. — Bez nikogo więcej. Tylko ty i ja.
W tej samej chwili rozległ się dźwięk telefonu.
Cihan westchnął z irytacją i wyciągnął komórkę z kieszeni marynarki. Gdy spojrzał na ekran, twarz Hancer momentalnie stężała.
— Odbierz — powiedziała cicho. — To chyba coś ważnego.
Cihan przez moment zawahał się, ale w końcu odebrał.
— Tak, Beyzo?
Po drugiej stronie rozległ się słodki, pełen ekscytacji głos.
— Nasz syn właśnie mocno mnie kopnął. Chciałam, żeby jego ojciec o tym wiedział.
Cihan zamknął oczy na krótką chwilę.
— Jestem zajęty. Możemy porozmawiać później?
— Och, wybacz, kochanie. — Beyza zaśmiała się cicho. — Po prostu nie mogłam się powstrzymać. Kiedy wrócisz? Twój syn może pojawić się na świecie w każdej chwili.
Hancer odwróciła wzrok. Każde słowo wbijało się w nią coraz głębiej.
— Wrócę wtedy, kiedy będzie trzeba — odpowiedział chłodno Cihan.
— Dobrze. — W głosie Beyzy pobrzmiewała satysfakcja. — Tylko nie każ nam długo czekać. Od teraz będziemy już zawsze razem.
Rozłączyła się.
Cihan schował telefon do kieszeni i natychmiast odwrócił się do Hancer.
Ale jej już tam nie było.
Został sam pośrodku pustej alejki, a chłodny wiatr poruszał jedynie gałęziami drzew i pustą ławką obok niego.


***
Hancer weszła do biura firmy sprzątającej szybkim krokiem, próbując uspokoić oddech po pośpiesznym marszu. Jasne pomieszczenie pachniało kawą i papierem. Za dużym biurkiem siedziała kobieta o chłodnym spojrzeniu, a naprzeciw niej mężczyzna w skórzanej kurtce. Był odwrócony plecami do wejścia i leniwie obracał w dłoni długopis.
— Dzień dobry — odezwała się Hancer lekko zdyszanym głosem. — Moja bratowa umówiła mnie na spotkanie. Nazywam się Hancer. Przepraszam za spóźnienie.
Kobieta przy biurku uśmiechnęła się uprzejmie.
— Właśnie o tobie rozmawialiśmy.
Mężczyzna powoli odwrócił fotel.
Gdy Hancer zobaczyła jego twarz, momentalnie zesztywniała. Przez plecy przebiegł jej lodowaty dreszcz.
To był ten sam człowiek, który poprzedniego dnia śledził ją po pracy.
Na jego ustach pojawił się powolny, niepokojący uśmiech.
— No proszę… — mruknął z wyraźnym zadowoleniem. — My o wilku, a wilk sam przychodzi do drzwi. Hancer… Nawet twoje imię brzmi groźnie. Proszę, usiądź.
Hancer nawet na niego nie spojrzała. Przeniosła wzrok na kobietę za biurkiem, jakby obecność mężczyzny w ogóle jej nie interesowała.
— Rozumiem, że chodzi o podpisanie umowy — powiedziała chłodno. — Podpiszę ją i od razu wyjdę.
Kobieta wysunęła w jej stronę dokumenty.
— Oczywiście. To standardowa umowa współpracy.
Hancer natychmiast chwyciła za długopis i pochyliła się nad papierami, chcąc jak najszybciej zakończyć spotkanie.
Mężczyzna obserwował ją bez skrępowania.
— Mówiłem pani, że jestem bardzo zadowolony z jej pracy — oznajmił, nie odrywając wzroku od Hancer. — Dawno nie widziałem kogoś tak dokładnego.
— Pan ma wobec ciebie większe plany — dodała kobieta z lekkim uśmiechem. — Chcemy przydzielić ci kilku pracowników. Zostałabyś liderką zespołu.
Hancer uniosła głowę.
— Liderką?
— Dzięki mojej rekomendacji — wtrącił mężczyzna z wyraźną satysfakcją. — Awansowałaś szybciej, niż ktokolwiek inny.
W jego głosie było coś, co sprawiło, że Hancer poczuła narastający niepokój.
— Nie chcę brać odpowiedzialności za innych— odpowiedziała stanowczo.
Mężczyzna oparł się wygodniej w fotelu.
— Jesteś ostrożna… ale umiesz walczyć o swoje. — Uśmiechnął się kątem ust. — Widocznie chodzi o pieniądze. Mogę podwoić twoją dniówkę.
Hancer spojrzała na niego po raz pierwszy od wejścia. Jej wzrok był zimny i twardy.
— Problemem nie są pieniądze — powiedziała powoli. — Problemem jesteś ty.
W gabinecie zapadła cisza.
— Znajdź sobie kogoś innego do tych swoich „specjalnych propozycji”.
Podpisała dokument szybkim ruchem, odłożyła długopis na biurko i odwróciła się do wyjścia.
Mężczyzna odprowadzał ją wzrokiem aż do momentu, gdy drzwi zamknęły się za nią z cichym trzaskiem.
Przez chwilę wpatrywał się w puste przejście, jakby nadal tam stała.
Potem powoli oblizał wargę i uśmiechnął się pod nosem.
— Jest harda — powiedział cicho. — Ale wiem, jak sprowadzić ją na ziemię.
Kobieta za biurkiem westchnęła z lekkim zniecierpliwieniem.
— Nie przesadzaj. Mamy mnóstwo pracowników. Znajdziemy kogoś lepszego i mniej problematycznego.
Ale on prawie jej nie słuchał.
W jego oczach wciąż tkwił obraz Hancer.
I właśnie to było najbardziej niepokojące.


***
Engin wszedł do gabinetu cicho, ale od razu zauważył napiętą atmosferę. Cihan krążył po pomieszczeniu nerwowymi krokami, jak drapieżnik zamknięty w klatce. Co chwilę przeczesywał dłonią włosy, a jego twarz pozostawała spięta i ponura.
— Przyniosłem dokumenty przetargowe — powiedział Engin, wyciągając w jego stronę teczkę. — Pomyślałem, że będziesz chciał się z nimi zapoznać jeszcze dziś.
Cihan nawet nie spojrzał na papiery.
Minął przyjaciela i zatrzymał się dopiero przy oknie.
— Ogarnęła ją ślepa złość — rzucił gorzko. — Cokolwiek powiedziałem, nie miało najmniejszego znaczenia. Hancer jest jak mur, Enginie. Wszystkie moje słowa odbijały się od niej i wracały prosto do mnie.
Engin odłożył teczkę na stolik i oparł dłonie o biodra.
— Nadal chodzi o tę pracę?
Cihan prychnął cicho.
— Nie udało mi się przekonać jej, żeby przestała sprzątać. Uparła się jak nigdy wcześniej.
Przez chwilę w gabinecie panowała cisza. Engin obserwował go uważnie, po czym westchnął ciężko.
— A może powinieneś w końcu pozwolić jej żyć tak, jak chce?
Cihan odwrócił się gwałtownie.
— Nie, bo to nie jest właściwe.
— Dla kogo? — zapytał spokojnie Engin. — Dla niej czy dla ciebie?
Cihan zacisnął szczękę.
— Nie rozumiesz. Hancer nie może chodzić od domu do domu i pracować jak służąca.
— Ale to jej decyzja.
— Jej decyzja wpływa także na mnie! — podniósł głos Cihan. — Jeśli ktoś ją zobaczy, jeśli zacznie mówić… Jak mam przejść nad tym do porządku dziennego?
Engin pokręcił głową z niedowierzaniem.
— Posłuchaj mnie uważnie, Cihanie. Jesteście po rozwodzie. Hancer ma własne życie i ty nie jesteś już jego częścią. Nie możesz decydować za nią tylko dlatego, że nadal coś do niej czujesz.
Cihan zamilkł na moment, ale jego spojrzenie pozostało twarde.
— Dopóki żyję, nie pozwolę jej dalej tak pracować.
— To nie brzmi jak troska — odparł Engin cicho. — To brzmi jak obsesja.
Słowa przyjaciela zawisły ciężko w powietrzu.
Cihan odwrócił wzrok.
— Nieważne, jak to nazwiesz. Hancer nie będzie więcej sprzątać. Podjąłem decyzję i jej nie zmienię.
Engin spojrzał na niego z mieszaniną współczucia i zniecierpliwienia.
— Problem w tym, że ona też podjęła decyzję. I dobrze wiesz, jaka potrafi być uparta.
Cihan milczał.
Jego twarz pozostała nieruchoma, ale w oczach pojawił się niepokój.
Bo po raz pierwszy nie wiedział, jak zmusić Hancer, by go wysłuchała.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 106.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.






