Panna młoda odc. 158: Hancer w szoku! Odkrywa, że Cihan zna prawdę o ciąży!

Portret kobiety z szeroko otwartymi oczami i napiętym wyrazem, sugerującym niepewność lub szok. W tle żółte tło z geometrycznym wzorem.

„Panna młoda” Odc. 158 – streszczenie

Engin stał pośrodku gabinetu, wpatrując się w papierową torbę pozostawioną przez agenta nieruchomości. W pomieszczeniu panowała cisza, przerywana jedynie cichym tykaniem zegara wiszącego nad regałem. Za oknem powoli zapadał zmrok, a chłodne światło wpadające przez szyby nadawało wnętrzu jeszcze bardziej ponury charakter.

Agent przygotował dom do sprzedaży i przyniósł Enginowi pozostałe w nim przedmioty. 

Prawnik powoli zajrzał do torby i zaczął wyciągać rzeczy. Najpierw stetoskop. Przesunął palcami po zimnym metalu, a w jego oczach pojawił się cień nostalgii.

Obok leżał niewielki notatnik z pozaginanymi rogami. Otworzył go odruchowo. Na kartkach widniały odręczne notatki Yasemin, szybkie szkice i pojedyncze zdania zapisane w pośpiechu. Sam widok jej pisma ścisnął go za serce.

Westchnął ciężko i sięgnął po ostatni przedmiot.

Był miękki, wykonany z gąbki i dziwnie zaokrąglony. Engin zmarszczył brwi, obracając go w dłoniach.

— Co to takiego?…

Przyjrzał mu się uważniej.

Przedmiot przypominał kobiecy brzuch ciążowy.

Engin znieruchomiał.

— Brzuch? — szepnął z niedowierzaniem. — Ale… po co Yasemin coś takiego?

Serce zaczęło bić mu szybciej. Jeszcze raz spojrzał na gąbkową formę, jakby próbował znaleźć logiczne wyjaśnienie.

Nagle przez jego głowę przemknęła niepokojąca myśl.

***

Cihan chodził nerwowo po gabinecie, przemierzając przestrzeń między biurkiem a ogromnym oknem wychodzącym na miasto. Jasne światło wpadające do nowoczesnego wnętrza odbijało się od szklanych powierzchni i ciemnego drewna mebli, ale on zdawał się tego nie zauważać.

Nie potrafił usiedzieć w miejscu.

Jednak nie był to niepokój podszyty lękiem. Wręcz przeciwnie — rozpierało go szczęście tak wielkie, że ledwo potrafił nad nim zapanować. Co chwilę przeczesywał dłonią włosy, uśmiechał się do własnych myśli, po czym znów zaczynał chodzić tam i z powrotem.

W końcu drzwi gabinetu otworzyły się i do środka wszedł Engin. Zatrzymał się zaraz przy wejściu i zmarszczył brwi, widząc zachowanie przyjaciela.

— Co się stało, Cihanie? — zapytał z wyraźnym zaniepokojeniem. — Wszystko w porządku? Nie ma żadnego problemu?

Cihan natychmiast podszedł do niego szybkim krokiem. Chwycił go za ramiona i spojrzał mu prosto w oczy. Na jego twarzy malowała się radość, jakiej Engin nie widział u niego od bardzo dawna.

— Zostanę ojcem — powiedział z szerokim uśmiechem.

Engin zamrugał kilka razy, kompletnie zbity z tropu.

— Jak to: „zostanę”? — parsknął po chwili. — Przecież już jesteś ojcem. Dopiero teraz to do ciebie dotarło?

Cihan roześmiał się cicho, ale nic nie odpowiedział.

Engin pokręcił głową z rozbawieniem i podszedł bliżej biurka.

— A więc to prawda — ciągnął żartobliwie. — Faceci podobno uświadamiają sobie, że są ojcami dopiero wtedy, gdy pierwszy raz biorą dziecko na ręce. Widocznie u ciebie właśnie tak było. Kiedy wcześniej rozmawialiśmy o dziecku Beyzy, nie wyglądałeś na aż tak poruszonego.

Uśmiech na twarzy Cihana stał się jeszcze szerszy. W jego oczach błyszczało coś nowego — nadzieja, której od dawna w nim nie było.

— Enginie… — powiedział ciszej. — Hancer jest w ciąży.

Zapadła krótka cisza.

— Co?! — Engin dosłownie znieruchomiał.

Cihan skinął głową, jakby sam nadal nie mógł uwierzyć w swoje szczęście.

— Dobrze słyszałeś. Hancer i ja będziemy mieli dziecko.

Na samo wypowiedzenie tych słów jego głos zadrżał lekko z emocji.

— Nawet nie potrafię opisać, co czuję. Jestem… przeszczęśliwy. Jakby wszystko nagle nabrało sensu.

Engin patrzył na niego przez chwilę w osłupieniu, po czym powoli się uśmiechnął.

— Ja… naprawdę nie wiem, co powiedzieć. — Pokręcił głową z niedowierzaniem. — Gratuluję ci, Cihanie.

Objął przyjaciela mocno i poklepał go po plecach.

— Zostaniesz ojcem po raz drugi… Ale tym razem widzę cię zupełnie innego. — Odsunął się nieco i spojrzał na niego uważnie. — Dawno nie widziałem cię tak szczęśliwego.

Cihan uśmiechnął się szeroko, niemal chłopięco.

— To dziecko będzie miało Hancer za matkę — powiedział z dumą. — Jak mógłbym nie być szczęśliwy?

Engin zaśmiał się cicho.

— Masz rację. Jeśli odziedziczy jej oczy, wszyscy przepadną.

Na twarzy Cihana pojawiło się rozmarzenie.

— Daj Boże, żeby miało właśnie jej oczy — powiedział cicho. — I jej serce.

— A jeśli będzie chłopcem, mam nadzieję, że będzie podobny do ciebie — odparł Engin. — Silny, uparty i gotowy zrobić wszystko dla swojej rodziny.

Cihan spuścił wzrok, próbując ukryć wzruszenie.

Po chwili mężczyźni ponownie objęli się po przyjacielsku, śmiejąc się cicho i poklepując po plecach.

Po raz pierwszy od bardzo dawna w gabinecie Cihana nie było ciężaru problemów ani napięcia.

Była tylko czysta radość.

***

Sinem stała przed domem na spokojnym osiedlu, wpatrując się w ekran telefonu. Chłodne, jesienne powietrze poruszało poły jej beżowego płaszcza, a gdzieś w oddali słychać było szczekanie psa i odgłos przejeżdżającego samochodu.

Dom nie był luksusowy, ale miał w sobie coś ciepłego — niewielki ogród, jasne okna i spokojną okolicę. Sinem od razu wyobraziła sobie, jak razem z Mine i Melihem zaczynają tam nowe życie. Wspólne śniadania, śmiech dziecka, spokojne wieczory bez strachu i napięcia.

Dlatego, kiedy weszła do aplikacji bankowej, by przelać agentowi wymagany depozyt, uśmiech natychmiast zniknął z jej twarzy.

Patrzyła na ekran w niedowierzaniu.

Saldo było niemal puste.

Zmarszczyła brwi i szybko odświeżyła aplikację, jakby liczyła, że to tylko chwilowy błąd. Jednak liczby się nie zmieniły.

— To niemożliwe… — wyszeptała pod nosem.

Jeszcze rano wszystko się zgadzało. Na koncie była dokładnie taka suma, jakiej potrzebowali.

Bez chwili zwłoki wybrała numer Meliha.

Po kilku sygnałach odebrał.

— Sinem?

— Melihu, chciałam przelać pieniądze agentowi, ale na koncie nie ma środków — powiedziała od razu, starając się zachować spokój. — Jeszcze dziś rano wszystko było w porządku. Nie rozumiem, co się stało.

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.

— Ja… — zaczął niepewnie Melih. — Nie zdążyłem ci powiedzieć.

Sinem poczuła, jak ściska ją w żołądku.

— O czym?

Melih westchnął ciężko.

— Jeden mój przyjaciel znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Poprosił mnie o pożyczkę. Nie mogłem mu odmówić.

Sinem zamknęła oczy.

Przez krótką chwilę miała ochotę wybuchnąć. Powiedzieć, że mieli własne problemy, własne plany, dziecko, o które muszą zadbać. Że to nie był odpowiedni moment na takie decyzje.

Ale zamiast tego jedynie mocniej ścisnęła telefon.

— Jak szybko odda pieniądze? — zapytała cicho. — Mam powiedzieć agentowi, żeby poczekał kilka dni?

Melih zawahał się.

— Myślę, że to trochę potrwa… Nie będzie w stanie oddać od razu. Ale coś wymyślę. Obiecuję. Nie martw się.

Sinem od razu wyczuła w jego głosie niepewność.

On sam nie wiedział, co zrobią dalej.

Mimo to zmusiła się do spokojnego tonu.

— Dobrze… Skoro tak mówisz.

Rozłączyła się powoli, wpatrując się przez moment w ciemny ekran telefonu.

Wszystko, co jeszcze chwilę temu wydawało się tak bliskie i realne, nagle zaczęło się oddalać.

Agent nieruchomości, który obserwował ją z wejścia do posesji, podszedł bliżej.

— Stało się coś? — zapytał uprzejmie.

Sinem szybko schowała telefon do torebki i spróbowała się uśmiechnąć, choć wyraźnie brakowało jej siły.

— Przepraszam… pojawiły się drobne komplikacje finansowe. Naprawdę zależy mi na tym domu. Czy moglibyśmy poczekać kilka dni?

Mężczyzna spojrzał na nią ze współczuciem, ale jego odpowiedź pozostała chłodna i rzeczowa.

— Rozumiem pani sytuację, ale jeśli nie ma pani wymaganego depozytu, nie mogę wstrzymać oferty. Dzisiaj po południu przychodzi kolejny klient. Jeśli zdecyduje się na wynajem, podpiszemy umowę.

Sinem poczuła, jak serce opada jej do samego dna.

Spojrzała jeszcze raz na niewielki dom — miejsce, które przez krótką chwilę zdążyła już nazwać swoim.

— Rozumiem… — odpowiedziała cicho. — W porządku.

Skinęła lekko głową i odwróciła się powoli.

Szła przed siebie ze spuszczonym wzrokiem, starając się nie pokazać, jak bardzo jest rozczarowana.

A jednak z każdym krokiem coraz mocniej docierało do niej, że ich nowe życie właśnie zaczęło wymykać się z rąk.

***

W przestronnym gabinecie panowała cisza, przerywana jedynie cichym tykaniem zegara i odległym szumem miasta wpadającym przez uchylone okno. Jasne światło odbijało się od białych ścian i szklanego blatu biurka.

Cihan siedział naprzeciwko Engina, ale trudno mu było usiedzieć w miejscu. Co chwilę przesuwał dłonią po brodzie albo odchylał się na fotelu z szerokim uśmiechem, którego nie potrafił ukryć.

W jego oczach widać było prawdziwe szczęście.

— To nasza szansa, Enginie — powiedział w końcu z przekonaniem. — Szansa, żeby zacząć od nowa. Ja, Hancer… i nasze dziecko. To błogosławieństwo od Boga.

Engin przyglądał mu się uważnie. Rzadko widywał przyjaciela w takim stanie — tak lekkiego, pełnego nadziei i jednocześnie całkowicie pochłoniętego emocjami.

— To naprawdę wielka wiadomość — odpowiedział spokojnie. — Będziesz miał dziecko z kobietą, którą kochasz. Rozumiem twoją radość, Cihanie. Naprawdę ją rozumiem. Ale nie pozwól, żeby emocje całkowicie tobą zawładnęły.

Cihan uśmiechnął się szerzej i pokręcił głową.

— Nic nie jest w stanie zniszczyć mojego szczęścia. Nic. — Położył dłoń na piersi, jakby chciał uspokoić bijące serce. — Moje życie to Hancer i nasze dziecko. Teraz wiem to jeszcze wyraźniej.

Engin oparł się wygodniej na fotelu i spojrzał na niego poważniej.

— Dobrze… a Beyza? — zapytał ostrożnie. — Nie zapominaj, że jesteś żonatym mężczyzną. Masz syna. Twoje życie jest dużo bardziej skomplikowane, niż teraz ci się wydaje.

Na twarzy Cihana pojawił się cień napięcia, ale tylko na moment.

— Wiem — odpowiedział cicho, lecz stanowczo. — Zaopiekuję się nim. Zrobię wszystko, co trzeba. Nawet jeśli będzie trudno… zerwę te łańcuchy. Uwolnię się od tego życia. Rozwiążę to, Enginie. Muszę.

W jego głosie nie było już wahania. Była tylko determinacja człowieka, który po raz pierwszy od dawna zobaczył przed sobą przyszłość, jakiej naprawdę pragnął.

Engin podniósł leżący na biurku długopis i zaczął powoli obracać go między palcami.

— Jest jeszcze jedna sprawa — powiedział po chwili. — Hancer ukryła przed tobą ciążę. To nie wygląda tak, jakby podzielała twój entuzjazm.

Słowa prawnika na moment ostudziły atmosferę. Cihan spuścił wzrok, ale zaraz potem znów spojrzał na przyjaciela z uporem.

— Muszę najpierw załatwić kilka rzeczy. Potem z nią porozmawiam. Poproszę, żeby dała nam szansę. — Uśmiechnął się blado. — A jeśli będzie trzeba… będę błagał.

Engin uniósł lekko brwi.

— Ty? Błagał?

— Tak — odpowiedział bez chwili zawahania. — Dla niej zrobię wszystko. Dla mojego dziecka też. Skoro Bóg dał mi tę szansę, pokaże mi również drogę, żeby naprawić resztę.

Engin westchnął cicho.

— Mam nadzieję, że rzeczywiście tak będzie.

W tej samej chwili rozległo się delikatne pukanie do drzwi.

— Proszę — rzucił Cihan.

Do środka zajrzała sekretarka.

— Panie Cihanie, zamówione słodycze właśnie dotarły.

Twarz Cihana natychmiast się rozjaśniła.

— Świetnie. Proszę rozdzielić je pomiędzy wszystkich pracowników. Niech każdy zabierze coś do domu.

Sekretarka uśmiechnęła się lekko.

— Oczywiście.

Cihan odchylił się na fotelu i spojrzał przed siebie z szerokim, niemal chłopięcym uśmiechem.

— Dzisiaj jest najszczęśliwszy dzień w moim życiu.

***

Pokój dziecięcy tonął w ciepłym świetle. Na ścianach namalowane były kolorowe zwierzęta — żyrafa, lew i małe chmurki — a nad białym łóżeczkiem wisiał delikatny baldachim poruszający się lekko od podmuchu powietrza. Wszystko w tym pomieszczeniu wyglądało jak spełnione marzenie o szczęśliwej rodzinie.

Cihan podszedł powoli do łóżeczka i nachylił się nad dzieckiem.

Na jego twarzy pojawił się czuły uśmiech.

Ostrożnie wziął chłopca na ręce, jakby trzymał najcenniejszy skarb na świecie.

— Jak się masz, synku? — zapytał cicho, kołysząc go delikatnie. — Widzę, że wszystko zjadłeś. Brawo dla ciebie.

Dziecko poruszyło się lekko w jego ramionach, a Cihan zaśmiał się pod nosem.

— Wiesz co? — mówił dalej z miękkością, jakiej mało kto u niego widział. — Niedługo dostaniesz brata albo siostrę.

Na samą myśl jego oczy rozbłysły szczęściem.

— I obiecuję ci coś… — dodał ciszej. — Będę kochał was tak samo. Nigdy nie zrobię między wami różnicy. Zawsze będziecie mogli na mnie liczyć. Zawsze.

Przytulił dziecko bliżej do piersi.

— Nie było mnie przy tobie, kiedy przyszedłeś na świat… — wyszeptał z cieniem żalu. — Ale od teraz już nigdy cię nie opuszczę. Jesteś moim pierworodnym synem.

Pochylił głowę i pocałował chłopca w czoło.

W tej samej chwili drzwi pokoju uchyliły się niemal bezgłośnie.

Mukadder stanęła w progu.

Przez moment patrzyła na syna trzymającego dziecko z taką czułością, że serce niemal pękło jej z bólu.

Cihan był odwrócony do niej plecami, więc jej nie zauważył.

Kobieta zacisnęła dłonie na framudze drzwi, a w jej oczach natychmiast zebrały się łzy.

Widok syna, który z taką miłością tulił dziecko, nieświadomy prawdy, był dla niej nie do zniesienia.

Oddychała coraz ciężej.

Po chwili wycofała się po cichu z pokoju i niemal uciekła do swojej sypialni.

Ledwo zamknęła za sobą drzwi, a łzy popłynęły jej po policzkach.

Usiadła ciężko na łóżku, przykładając drżącą dłoń do ust.

— Boże… co ja zrobiłam? — wyszeptała łamiącym się głosem. — Mój syn… nawet nie wie, że to nie jego dziecko…

Przed oczami wciąż miała obraz Cihana tulącego chłopca z ojcowską miłością.

To bolało bardziej, niż była w stanie znieść.

— Trzyma go w ramionach… całuje… mówi do niego „synu”… — urwała, zalewając się łzami.

Uniósłszy wzrok ku górze, rozłożyła dłonie w geście rozpaczy i bezradności.

— Boże, zabierz mnie stąd… Nie pozwól mi dłużej na to patrzeć. To ja jestem winna. Wszystko stało się przeze mnie.

Jej szloch wypełnił cichy pokój.

A za ścianą Cihan nadal tulił dziecko, nieświadomy, że największe kłamstwo jego życia właśnie powoli zaczynało niszczyć wszystkich wokół.

***

Melih stał pochylony nad maską swojej żółtej taksówki i przecierał szybę wilgotną szmatką. Powietrze pachniało mokrą ziemią i herbatą parzoną w małym kiosku obok postoju. Było spokojnie, niemal sennie.

Wtedy ją zobaczył.

Hancer szła powoli w stronę postoju, ciągnąc za sobą niewielką walizkę. Miała na sobie jasny płaszcz, a jej twarz była blada i zmęczona, jakby od wielu dni nie zaznała spokoju.

Melih natychmiast odłożył szmatkę.

— Hancer? — powiedział zaskoczony. — Dokąd się wybierasz?

Dziewczyna zatrzymała się przed nim i spróbowała się uśmiechnąć, ale uśmiech szybko zgasł.

— Chodź — odezwał się łagodniej. — Napijemy się herbaty.

Hancer pokręciła głową.

— Nie mam dużo czasu. Kupiłam już bilet… przyszłam tylko się pożegnać.

Słowa te uderzyły go mocniej, niż się spodziewał.

— Przynajmniej usiądźmy na chwilę — poprosił. — Nie pozwolę ci odejść bez rozmowy.

Po chwili oboje siedzieli przy małym drewnianym stoliku stojącym przed niebiesko-żółtą przyczepą postoju taksówek. Obok nich stały szklanki z gorącą herbatą, z których unosiła się para.

Przez moment milczeli.

Melih patrzył na walizkę stojącą przy nogach Hancer i coraz bardziej czuł niepokój.

— Naprawdę wyjeżdżasz? — zapytał cicho.

Hancer spuściła wzrok.

— Dziękuję ci za wszystko — powiedziała po chwili. — Za pomoc… za przyjaźń… za to, że byłeś przy mnie, kiedy najbardziej tego potrzebowałam.

Melih westchnął lekko.

— Nie musisz mi dziękować. Ale jeśli to nie tajemnica… powiedz chociaż, dokąd jedziesz.

Hancer przez chwilę obracała w dłoniach kubek z herbatą, jakby zbierała myśli.

— Mam przyjaciółkę, która kiedyś mieszkała w naszej dzielnicy — odpowiedziała w końcu. — Teraz mieszka w Nazilli. To daleko od Stambułu… Nikt nie będzie mnie tam szukał. Ona i jej mąż pracują w fabryce. Może pomogą mi znaleźć pracę.

Melih oparł łokcie na stole i spojrzał na nią uważnie.

— Hancer… nie zrozum mnie źle. Nie chcę się wtrącać, ale… — zawahał się. — Czy ty naprawdę zdajesz sobie sprawę, że jedziesz w zupełnie obce miejsce?

Dziewczyna milczała.

— Gdyby chodziło tylko o ciebie, powiedziałbym, że jesteś silna i sobie poradzisz — ciągnął z coraz większym niepokojem. — Ale co będzie później? Za kilka miesięcy? Co zrobisz, kiedy dziecko się urodzi? Jak chcesz przez to wszystko przejść sama?

Hancer zamknęła oczy na krótką chwilę.

— Myślałam o tym bez końca — wyszeptała. — Ale nie znalazłam innego wyjścia. Dla wszystkich będzie lepiej, jeśli odejdę.

Melih pokręcił głową z niedowierzaniem.

— Nie rozumiem cię… Dlaczego zawsze poświęcasz samą siebie? Dlaczego ciągle walczysz o szczęście innych, a nigdy o własne?

W oczach Hancer pojawił się smutek.

— Bo tak trzeba — odpowiedziała cicho. — Cihan wrócił do rezydencji z żoną i dzieckiem. Muszą nauczyć się żyć razem… przyzwyczaić się do siebie. Nie mamy prawa burzyć ich spokoju. Ani ja… ani moje dziecko.

Melih zacisnął szczękę.

Wiedział, że jest uparta. Wiedział też, że kiedy podejmowała decyzję, prawie niemożliwe było ją zmienić.

Dlatego tym razem nic już nie powiedział.

Zapadła ciężka cisza.

Nagle telefon Hancer zadzwonił.

Dziewczyna drgnęła i szybko wyjęła go z torebki. Spojrzała na ekran, po czym odebrała połączenie.

— Halo?

— Dzień dobry, pani Hancer — odezwał się kobiecy głos. — Dzwonię ze szpitala. Wyszła pani wcześniej i nie odebrała wyników badań. Doktor rozmawiał już z pani mężem, ale…

Hancer momentalnie pobladła.

— Co… co pani powiedziała? — wyszeptała.

— Doktor omówił z pani mężem wyniki morfologii i wszystkich badań ciążowych. Jeśli poda mi pani adres e-mail, wyślę komplet dokumentów.

Świat wokół Hancer nagle jakby ucichł.

Nie słyszała już ani odgłosów ulicy, ani rozmów dobiegających z postoju taksówek.

Powoli odsunęła telefon od ucha.

Jej dłonie zaczęły drżeć.

Melih natychmiast to zauważył.

— Hancer? Co się stało?

Dziewczyna spojrzała na niego przerażonym wzrokiem. W jej oczach pojawiły się łzy.

— Dowiedział się… — wyszeptała drżącym głosem. — Cihan wie, że jestem w ciąży…

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 116.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy