Panna młoda odc. 130: Beyza w szoku! Cihan otwarcie przyznał, że kocha Hancer!

Beyza marszczy brwi, wyglądając zza winkla.

„Panna młoda” Odc. 130 – streszczenie

Derya stanęła obok Cemila i założyła ręce na piersi. Oboje zastąpili wejście, jakby samą swoją obecnością chcieli odgrodzić dom od nieproszonych gości.

Cemil zmierzył Cihana i Hancer chłodnym, pełnym urazy spojrzeniem. W jego oczach nie było już dawnego ciepła — jedynie zmęczenie i gniew, który narastał w nim od wielu dni.

— Czego tu szukacie? — zapytał ostro. — Chyba pomyliliście domy.

Jego wzrok zatrzymał się na Hancer.

— Powiedziałem ci już wcześniej. Nie masz brata. — Wskazał głową Cihana. — Powiedz swojemu ukochanemu mężowi, żeby cię stąd zabrał.

Słowa spadły na Hancer jak policzek. Dziewczyna pobladła, ale nie spuściła wzroku.

Cemil odwrócił się gwałtownie i wszedł do środka. Chwycił za drzwi, chcąc zamknąć je tuż przed nimi, lecz Cihan zatrzymał je dłonią.

— Cemilu, proszę… — odezwał się spokojnie, choć napięcie było wyraźnie słyszalne w jego głosie. — Chcę tylko, żebyś mnie wysłuchał. Miałeś rację. Źle postąpiliśmy. Nigdy nie chcieliśmy okazać ci braku szacunku.

Cemil prychnął gorzko.

— Teraz sobie o tym przypomniałeś?

— Wiem, że jesteś zły — ciągnął Cihan. — Ale Hancer bardzo cierpi przez tę sytuację. Nie odwracaj się od niej całkowicie.

— Dość! — wybuchł Cemil. — Mam już dosyć słuchania waszych tłumaczeń!

Jego głos odbił się echem po ganku. Emir aż drgnął w środku domu, a Derya spuściła wzrok, czując rosnące napięcie.

— Kiedy wrócę, nie chcę was tu widzieć — rzucił Cemil lodowato.

Minął ich gwałtownym krokiem i ruszył w stronę drogi prowadzącej od domu. Hancer odruchowo odwróciła się za nim, jakby chciała pobiec i zatrzymać go, ale zabrakło jej odwagi.

Przez chwilę panowała ciężka cisza.

W końcu Hancer spojrzała błagalnie na Deryę.

— Bratowo… przynajmniej ty nas wysłuchaj. Proszę.

Derya westchnęła cicho. Choć sama była rozdrażniona własnymi problemami, widok zaszklonych oczu Hancer poruszył ją bardziej, niż chciała przyznać.

— Dobrze — powiedziała w końcu. — Wejdźcie. Nie będziemy przecież rozmawiać na progu.

Cihan i Hancer przekroczyli próg domu. W środku unosił się zapach herbaty i świeżego chleba, a skromne wnętrze wydawało się jeszcze ciaśniejsze od napięcia, które nagle je wypełniło.

Derya rozejrzała się po pokoju.

— Emir, gdzie jest lokatorka?

Chłopiec podniósł wzrok znad stołu.

— Poszła do swojego pokoju — odpowiedział. — Powiedziała, że nie jest głodna.

Na moment twarz Deryi stężała. Nie zauważyła jednak, że za uchylonymi drzwiami pokoju Yonca wstrzymała oddech, nasłuchując każdego słowa.

***

Usiedli w niewielkim salonie, który mimo skromnego wystroju sprawiał wrażenie ciepłego i przytulnego. Jasne zasłony poruszały się lekko od wpadającego przez uchylone okno wiatru, a na stoliku stały niedopite jeszcze szklanki po herbacie.

Cihan siedział spokojnie obok Hancer, lecz dziewczyna wyczuwała napięcie wiszące w powietrzu. Wciąż bolały ją słowa brata.

Spojrzała na Deryę.

— Bratowo… co to za lokatorka?

Derya westchnęła ciężko i poprawiła włosy, jakby samo wspomnienie całej sytuacji ją męczyło.

— Wynajęłam jeden z pokoi — odpowiedziała z nutą goryczy. — Musiałam. Nie mieliśmy pieniędzy na czynsz. Dzwoniłam do ciebie, ale nie odbierałaś.

W jej spojrzeniu pojawił się wyrzut.

Hancer natychmiast spuściła wzrok.

— Mieliśmy wtedy ogromne problemy, bratowo — powiedziała cicho. — Dlatego mogłaś pomyśleć, że cię ignoruję. Wybacz mi. Naprawdę nie chciałam cię zostawić samej z tym wszystkim.

Derya przez chwilę milczała, po czym teatralnie rozłożyła ręce.

— Jestem dumną kobietą. Nigdy wcześniej nie wpuściłabym obcej osoby do własnego domu. Ale życie czasem przyciska człowieka do ściany. — Pokręciła głową. — Nie mieliśmy nawet jak zapłacić czynszu. Byłam tak zdesperowana, że przyprowadziłam pod dach nieznajomą kobietę. Teraz tylko modlę się, żeby pewnej nocy nie poderżnęła nam gardeł we śnie.

— Bratowo… — Hancer spojrzała na nią z dezaprobatą. — Jak możesz mówić coś takiego? I to przy Emirze?

Chłopiec natychmiast spojrzał przestraszony w stronę pokoju Yoncy.

Cihan odchrząknął cicho i postanowił przerwać narastające napięcie.

— Jak powiedziała Hancer, sami mieliśmy mnóstwo problemów — odezwał się spokojnym tonem. — Nie mogliśmy się tobą odpowiednio zająć. Nie miej nam tego za złe. Ale od tej chwili, jeśli będziesz czegoś potrzebować, dzwoń bezpośrednio do mnie.

Derya spojrzała na niego uważnie, wyraźnie zaskoczona jego spokojem i szczerością.

Hancer uśmiechnęła się lekko.

— Wyprowadziliśmy się z rezydencji — oznajmiła cicho. — Już niedługo zamieszkamy we własnym domu.

— Naprawdę? — Derya uniosła brwi.

— Tak. Zaczynamy wszystko od nowa.

Na twarzy Deryi pojawił się cień wzruszenia.

— Cieszę się. Niech Bóg obdarzy was szczęściem i spokojem, którego wam brakowało.

Cihan sięgnął do kieszeni marynarki i wyjął grubą kopertę. Bez słowa podał ją Hancer.

Dziewczyna spojrzała na niego z wdzięcznością, a potem wyciągnęła kopertę w stronę bratowej.

— Bratowo, proszę. Niech to chociaż trochę da wam oddech i nadzieję.

Derya natychmiast odwróciła głowę, choć jej oczy błysnęły na widok pieniędzy.

— Nie, nie mogę… — zaprotestowała słabym głosem.

Był to jednak protest bardziej dla zasady niż z przekonania.

— Proszę cię — nalegał Cihan. — Inaczej nie odzyskamy spokoju.

— Nie, naprawdę… — mówiła dalej Derya, ale jej dłoń już sama przesuwała się w stronę koperty, jakby przyciągał ją magnes. — Widzieliście Cemila. Jeśli się dowie, zabije mnie. Ale… — zawahała się teatralnie — jeśli dacie to Emirowi jako kieszonkowe, nie będę się wtrącać.

Hancer nie mogła powstrzymać uśmiechu. Podała kopertę Emirowi.

Chłopiec rozpromienił się natychmiast.

— Dziękuję!

— Dobrze, bratowo, będziemy już szli — powiedziała Hancer, podnosząc się z kanapy. — Jeszcze was odwiedzimy.

Derya westchnęła.

— Przyjdźcie… chociaż nie wiem, czy Cemil szybko zmięknie.

— Pewnego dnia nam wybaczy — powiedział Cihan z cichą nadzieją. — Wierzę w to.

Derya odprowadziła ich do wyjścia. Dopiero gdy drzwi zamknęły się za gośćmi, jej twarz całkowicie się zmieniła.

Odwróciła się błyskawicznie i niemal biegiem wróciła do salonu.

— Dawaj to!

Wyrwała kopertę z rąk Emira tak szybko, że chłopiec aż zamrugał zaskoczony.

— Ale… to miało być moje kieszonkowe… — zaprotestował smutno.

— Na co dziecku tyle pieniędzy? — prychnęła Derya, już zaglądając do środka.

— Ale mamo…

— Ani słowa! — rzuciła ostro, mierząc go groźnym spojrzeniem. — I nie waż się wspominać o tym Cemilowi. W przeciwnym razie nie dostaniesz nawet jednej liry.

Emir nadął policzki.

— To chociaż daj mi na lody…

Derya przewróciła oczami, ale po chwili wyciągnęła pojedynczy banknot o niewielkim nominale i podała go synowi.

— Masz. I bądź cicho.

Chłopiec natychmiast się rozpromienił i wybiegł z salonu.

Derya została sama.

Powoli wyjęła wszystkie banknoty z koperty i zaczęła je przeliczać z rosnącym zachwytem. Jej oczy błyszczały coraz mocniej.

— Boże… szwagier jest naprawdę hojny… — wyszeptała z szerokim uśmiechem.

Przycisnęła pieniądze do piersi, jakby były największym skarbem świata.

— Teraz nie będę musiała sprzedawać naszyjnika… Och, jak wspaniale się wszystko ułożyło… — mruknęła z wyraźną ulgą i chciwą satysfakcją.

***

Beyza za wszelką cenę chciała dowiedzieć się, gdzie ukryli się Cihan i Hancer. Myśl o tym, że oboje są razem, z dala od wszystkich problemów i przede wszystkim z dala od niej, doprowadzała ją do szaleństwa. Czuła, jak zazdrość i gniew powoli odbierają jej rozsądek.

Była zdesperowana do tego stopnia, że nie cofnęłaby się przed niczym.

Domyślała się, że Melih zna prawdę. W końcu to właśnie jemu Cihan polecił przywieźć kilka rzeczy z rezydencji. Beyza nie potrzebowała więcej dowodów.

Bez chwili wahania zakradła się i ukryła w bagażniku samochodu Meliha. Serce waliło jej jak oszalałe, gdy klapa zatrzasnęła się nad jej głową. W ciemności zacisnęła dłonie na materiale bluzki i próbowała uspokoić oddech.

Samochód ruszył.

Każdy zakręt i każde hamowanie tylko zwiększały jej napięcie. W głowie miała wyłącznie jedno pytanie — gdzie Cihan zabrał Hancer?

Po dłuższym czasie auto wreszcie się zatrzymało. Beyza odczekała kilka sekund, nasłuchując uważnie, po czym bardzo ostrożnie uniosła klapę bagażnika.

Wysunęła się cicho na zewnątrz i natychmiast schowała za drzewem.

Przed nią wznosił się duży, okazały dom letniskowy z czerwonej cegły. Szerokie schody prowadziły na przestronny taras wsparty na jasnych kolumnach, a ogromne okna odbijały blade światło popołudniowego nieba. Budynek sprawiał wrażenie spokojnego i eleganckiego, jakby został stworzony po to, by odciąć jego mieszkańców od całego świata.

Wokół rozciągał się zadbany trawnik i wysokie żywopłoty, dające poczucie prywatności. Cisza panująca wokół domu tylko potęgowała wrażenie, że Cihan i Hancer znaleźli tutaj własny, bezpieczny azyl.

— Więc tutaj się ukryliście… — wyszeptała z goryczą.

Przywarła do ściany domu i ostrożnie nadstawiła uszu. Po chwili usłyszała głos Meliha rozmawiającego przez telefon.

— Dzień dobry, panie Cihanie — powiedział uprzejmie. — Jestem już na miejscu, ale wygląda na to, że nikogo nie ma w domu.

Z telefonu dobiegł spokojny głos Cihana:

— Jestem teraz w firmie, a Hancer niedługo wróci.

— Mam na nią zaczekać?

— Nie ma potrzeby. Zostaw rzeczy przed drzwiami.

— Oczywiście.

Rozmowa dobiegła końca.

Melih wniósł torby pod wejście, po czym wrócił do samochodu i odjechał. Dźwięk silnika stopniowo ucichł w oddali.

Beyza odczekała jeszcze chwilę, po czym rozejrzała się uważnie wokół domu. W końcu zauważyła uchylone drzwi balkonowe.

Na jej ustach pojawił się powolny, niepokojący uśmiech.

Bezszelestnie weszła do środka.

Dom pachniał świeżo zaparzoną kawą i czymś słodkim. W salonie panował przyjemny półmrok. Na stole stała pojedyncza róża w szklance zastępującej wazon, a obok leżała książka. W kuchni na suszarce schły talerze po śniadaniu i dwie filiżanki po kawie.

Wszystko wyglądało spokojnie. Domowo. Intymnie.

Każdy drobiazg przypominał Beyzie, że Cihan stworzył tutaj świat, do którego jej nie zaprosił.

Powoli przesuwała dłonią po oparciu kanapy, rozglądając się wokół z rosnącą obsesją.

Nagle usłyszała dźwięk otwieranych drzwi wejściowych.

Zamarła.

Szybko schowała się za ścianą oddzielającą salon od kuchni i ostrożnie wychyliła głowę.

Do środka weszła Hancer. Miała w ramionach torby przywiezione przez Meliha i wyglądała spokojnie, jakby wreszcie odnalazła miejsce, w którym mogła oddychać bez lęku.

Beyza poczuła ukłucie zazdrości tak silne, że aż zacisnęła szczękę.

Wtedy, przez własną nieuwagę, trąciła łokciem wazon stojący na stole.

Szkło spadło na podłogę z głośnym hukiem.

Hancer drgnęła przestraszona i natychmiast odwróciła się w stronę salonu.

— Kto tam jest? — zapytała nerwowo.

W domu zapadła cisza.

Dziewczyna ostrożnie podeszła bliżej i zauważyła szeroko otwarte drzwi balkonowe. Firanki poruszały się od przeciągu.

— Ach… — westchnęła z ulgą. — To tylko wiatr.

Schyliła się i podniosła wazon. Na szczęście nie pękł.

Postawiła go z powrotem na stole i poprawiła delikatnie różę, nieświadoma, że kilka kroków dalej Beyza obserwuje ją w milczeniu, z oczami pełnymi gniewu.

***

Wkrótce ciszę panującą w domu letniskowym przerwał dźwięk dzwonka do drzwi.

Hancer, która właśnie odkładała zakupy na kuchenny blat, poprawiła włosy i ruszyła do przedpokoju. Gdy otworzyła drzwi, jej twarz natychmiast rozjaśnił szeroki uśmiech.

— Yasemin! — zawołała z radością. — Co za miła niespodzianka.

Przyjaciółka weszła do środka, rozglądając się z zaciekawieniem po przestronnym wnętrzu domu. Jasne ściany, szeroki hol i ozdobne schody sprawiały, że miejsce wydawało się jednocześnie eleganckie i przytulne.

— Więc to tutaj się ukrywacie — powiedziała z rozbawieniem. — Muszę przyznać, że macie gust.

Hancer zaśmiała się cicho i zamknęła drzwi.

— Skąd wiedziałaś, że tu jestem?

— Cihan mnie zaprosił — wyjaśniła Yasemin, odkładając torebkę. — Powiedział, że on i Engin niedługo przyjadą i że coś uczcimy.

Zmrużyła oczy i spojrzała na Hancer z rosnącą ciekawością.

— Chwileczkę… — przeciągnęła podejrzliwie. — Hancer, czy ty jesteś w ciąży?

Kilka metrów dalej, ukryta za szklaną ścianą przy schodach, Beyza momentalnie zesztywniała.

Jej palce mocniej zacisnęły się na metalowej balustradzie. Serce zaczęło bić jej tak gwałtownie, że przez chwilę była pewna, że zaraz ktoś usłyszy ten dźwięk.

— W ciąży? — powtórzyła w myślach z przerażeniem.

Tymczasem Hancer wybuchnęła śmiechem i pokręciła głową.

— Nie, nie o to chodzi — odpowiedziała z rozbawieniem. — Chociaż widzę, że twoja wyobraźnia działa bardzo szybko.

Beyza wypuściła powietrze z ulgą, ale napięcie wciąż nie opuszczało jej ciała.

Yasemin założyła ręce na piersi i spojrzała na przyjaciółkę jeszcze bardziej podejrzliwie.

— Skoro to nie ciąża, to co takiego świętujemy? Nie lubię tajemnic, dobrze o tym wiesz.

Hancer uśmiechnęła się delikatnie. W jej oczach pojawił się spokój, którego Yasemin dawno u niej nie widziała.

— Dowiesz się wszystkiego, kiedy przyjadą panowie.

— Czyli mam cierpliwie czekać? To okrutne.

— Dasz radę. — Hancer lekko trąciła ją ramieniem. — A zanim zaczniesz mnie przesłuchiwać, napijmy się kawy.

— O, teraz brzmisz jak prawdziwa gospodyni tego domu — zaśmiała się Yasemin.

Obie ruszyły w stronę salonu i kuchni, nieświadome, że kilka kroków dalej Beyza obserwuje je z ukrycia, a w jej oczach z każdą minutą narasta coraz bardziej niebezpieczny błysk.

***

Hancer wróciła z kuchni z tacą, na której stały dwie filiżanki pachnącej kawy. Aromat świeżo zmielonych ziaren szybko wypełnił salon, mieszając się z ciepłym światłem wpadającym przez wysokie okna.

Postawiła tacę na stoliku i usiadła obok Yasemin na jasnej sofie. Obie sięgnęły po filiżanki. Przez chwilę panowała przyjemna cisza.

Yasemin upiła łyk i westchnęła z uznaniem.

— Muszę przyznać, że w tym domu wszystko smakuje lepiej.

Hancer uśmiechnęła się lekko.

— Cieszę się, że ci smakuje.

Spojrzała jednak na przyjaciółkę uważniej. Widziała, że pod jej pozornym spokojem kryje się napięcie.

— Chciałaś ze mną o czymś porozmawiać — przypomniała cicho. — Powiedziałaś, że to ma związek z Beyzą. Stało się coś?

Yasemin powoli odstawiła filiżankę na spodek. Przez moment milczała, jakby zastanawiała się, od czego zacząć.

— Beyza… — powiedziała w końcu z wyraźnym niepokojem. — Nie wiem, jak to ująć, ale jej zachowanie staje się coraz bardziej dziwne.

Hancer zmarszczyła lekko brwi.

— Dziwne?

— Wcześniej ona i Cihan regularnie przychodzili do kliniki. Wszystko było pod kontrolą. Ale odkąd zaszła w ciążę, Beyza ani razu się nie pojawiła. Ani razu, Hancer.

W pokoju obok, ukryta za uchylonymi drzwiami, Beyza zesztywniała.

Mimowolnie mocniej ścisnęła pasek torebki przewieszonej przez ramię.

Yasemin mówiła dalej:

— Dzwoniłam do niej wiele razy. Za każdym razem znajduje nową wymówkę. Raz mówi, że źle się czuje, innym razem, że jest zajęta albo że już zrobiła badania gdzie indziej. Ale coś w tym wszystkim od początku mi nie pasowało.

Hancer spojrzała na nią z niepokojem.

— Wiesz przecież, przez co wszyscy przeszliśmy. Może Beyza jest po prostu rozbita psychicznie.

— Kochanie, ja to rozumiem — odpowiedziała łagodnie Yasemin. — Codziennie widzę kobiety w ciąży. Niektóre są samotne, inne chore albo przerażone. Ale mimo wszystko dbają o swoje dzieci. To naturalny instynkt. A Beyza… zachowuje się tak, jakby wcale jej na tym nie zależało.

Hancer powoli odstawiła filiżankę.

— Jesteś pewna, że nie było żadnej pomyłki? Może naprawdę poszła do innego lekarza?

Yasemin pokręciła głową.

— Tak właśnie mi powiedziała. Twierdziła, że zmieniła klinikę. Nie chciała jednak podać nazwiska lekarza. Dopiero kiedy zaczęłam naciskać, w końcu je zdradziła.

Nachyliła się lekko w stronę Hancer i ściszyła głos.

— Znam tego lekarza osobiście. Zadzwoniłam do niego i poprosiłam, żeby zwrócił na Beyzę szczególną uwagę.

Hancer wstrzymała oddech.

— I co powiedział?

— Że nigdy nie miał takiej pacjentki.

Zapadła ciężka cisza.

W oczach Hancer pojawiło się wyraźne zdumienie.

— To niemożliwe… — wyszeptała. — Może podała inne nazwisko? W końcu… nie jest żoną Cihana. Może chciała uniknąć plotek.

— Nie sądzę. A nawet gdyby próbowała coś ukryć, lekarz i tak by to wyjaśnił. Nie, Hancer. Beyza po prostu kłamała. Nigdy nie zrobiła żadnych badań.

Słowa Yasemin zawisły w powietrzu jak groźba. Hancer spuściła wzrok i zamyśliła się głęboko.

— Ale… dlaczego? — zapytała cicho. — Po co miałaby mówić, że dba o dziecko, skoro tego nie robi?

Yasemin westchnęła ciężko.

— Nie wiem. I właśnie to mnie przeraża.

Na jej twarzy pojawił się smutek zmieszany z niepokojem.

— Stan psychiczny Beyzy wyraźnie się pogarsza. Widzimy to wszyscy. Boję się, że robi to celowo. Że chce narazić dziecko… albo siebie.

Hancer spojrzała na nią szeroko otwartymi oczami.

— Myślisz, że mogłaby posunąć się aż tak daleko?

— Nie wiem, ale Cihan powinien o tym wiedzieć. Może uda mu się przekonać ją do leczenia albo zabrać do innego specjalisty, zanim wydarzy się coś złego.

Za ścianą Beyza zacisnęła szczękę tak mocno, że aż zabolały ją skronie.

Jej oczy pociemniały z gniewu.

Yasemin właśnie podpisała na mnie wyrok śmierci… — pomyślała z narastającą paniką.

***

Gdy Cihan i Engin przyjechali do domu, od razu wyszli na przestronny taras ciągnący się wzdłuż budynku. Powietrze pachniało wilgotną trawą i różami rosnącymi przy balustradzie, a w oddali spokojnie połyskiwała tafla basenu.

Engin ustawił niewielki grill i zaczął wsypywać do niego węgiel drzewny, podczas gdy Cihan stał obok z rękami opartymi na biodrach, wyraźnie spokojniejszy niż jeszcze kilka dni wcześniej.

Kilka metrów dalej, ukryta za narożnikiem domu, Beyza obserwowała ich spod zmrużonych powiek. Przywarła plecami do ceglanej ściany i ostrożnie wychyliła głowę, starając się nie zostać zauważoną.

Engin zerknął na przyjaciela i uśmiechnął się pod nosem.

— Wiesz… ostatni raz widziałem cię tak uśmiechniętego chyba jeszcze w liceum.

Cihan prychnął cicho.

— Nie przesadzaj.

— Wcale nie przesadzam. — Engin potrząsnął głową i podpalił papierową rozpałkę. — Jeszcze niedawno chodziłeś po świecie, jakbyś dźwigał na plecach cały jego ciężar. A teraz? Wyglądasz tak, jakby ktoś w końcu przepędził wszystkie czarne chmury znad twojej głowy.

Spojrzał na niego uważniej.

— Nawet twoje oczy się zmieniły.

Cihan odwrócił wzrok w stronę ogrodu. Na jego ustach pojawił się ledwie dostrzegalny uśmiech.

— To przez miłość — powiedział cicho.

Słowa dotarły do Beyzy wyraźnie, mimo dzielącej ich odległości.

Poczuła, jak lodowaty dreszcz przebiega jej po plecach.

— Więc to naprawdę miłość… — pomyślała z rosnącą goryczą. — Zakochałeś się w tej wiejskiej piękności…

Engin aż uniósł brwi ze zdziwienia.

— Jestem pod wrażeniem. — Zaśmiał się krótko, wsypując kolejną porcję węgla do grilla. — Nie tylko się zakochałeś, ale jeszcze otwarcie się do tego przyznajesz. Gdzie podziały się te wszystkie mury, które budowałeś wokół siebie?

Cihan milczał przez chwilę.

W jego spojrzeniu pojawiło się coś miękkiego, niemal nieznanego dla człowieka, który przez lata wydawał się chłodny i niedostępny.

— Pamiętasz, kiedy zapytałeś mnie kiedyś, dlaczego nikogo nie kocham? — odezwał się spokojnie. — Powiedziałem wtedy, że po prostu nie istnieje kobieta, która mogłaby sprawić, żebym coś poczuł.

Spojrzał przed siebie, jakby widział Hancer stojącą gdzieś w ogrodzie.

— Tak było… dopóki życie nie postawiło na mojej drodze Hancer.

Twarz Beyzy stężała z gniewu.

Jej palce zacisnęły się na ceglanej ścianie tak mocno, że aż pobielały jej knykcie.

Engin roześmiał się cicho.

— Nie wierzę. Cihan Develioglu mówi o miłości jak bohater romantycznej powieści. Chyba powinienem to nagrać, bo nikt mi później nie uwierzy.

Cihan pokręcił głową z rozbawieniem.

— Śmiej się, ile chcesz. Ale dzięki Hancer pierwszy raz w życiu naprawdę wiem, czym jest miłość.

Jego głos nagle spoważniał.

— Oddałbym za nią życie.

Słowa te uderzyły Beyzę mocniej niż policzek. Poczuła, jak w środku zaczyna ją dławić zazdrość.

Spójrzcie tylko na niego… — pomyślała z wściekłością. — Nawet się z tym nie kryje. Bez wahania mówi, że ją kocha…

Tymczasem Cihan sięgnął po aluminiową tackę i skinął głową w stronę domu.

— Dobrze, chodź. Przynieśmy mięso, zanim dziewczyny umrą z głodu.

Engin parsknął śmiechem i ruszył za nim do środka, nieświadomy, że każde ich słowo zostało podsłuchane.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 94.Bölüm i Gelin 95.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy