„Panna młoda” Odc. 146 – streszczenie
Wieczorem nad wzgórzem unosiła się chłodna mgła, a światła miasta migotały w oddali niczym rozsypane złoto. Sinem zaskoczyła Hancer niezapowiedzianą wizytą. Obie wyszły na chłodne powietrze i usiadły w drewnianej altanie stojącej na skraju ogrodu. Nad nimi kołysały się wiszące donice, a z oddali dochodził szum miasta i migoczące światła mostu odbijały się w ciemności niczym rozlane światło świec.
Przez chwilę siedziały w milczeniu, jakby każda z nich próbowała znaleźć odpowiednie słowa.
— Zaniedbałam cię — odezwała się w końcu Sinem, splatając dłonie na stole. — Nawet nie zadzwoniłam, żeby zapytać, jak się trzymasz. Wybacz mi. Powiedz… wszystko u ciebie dobrze?
Hancer uśmiechnęła się blado.
— Dobrze to może za duże słowo. Wróciłam do domu brata. Każdy dzień wygląda tak samo — praca, dom, potem znowu praca.
Sinem uniosła brwi.
— Praca? Zaczęłaś pracować?
— Tak. Sprzątam.
Przez chwilę między nimi zapadła cisza, przerywana jedynie odgłosami nocnego miasta.
— Życie toczy się dalej — dodała Hancer spokojnie. — Muszę sobie radzić.
— Chciałabym, żebyś nie musiała…
Hancer lekko pokręciła głową.
— Nie patrz tak na mnie. Sprzątanie to praca jak każda inna. A poza tym… kiedy człowiek jest zmęczony, ma mniej czasu na myślenie.
W tym momencie na werandzie pojawiła się Derya z tacą. Postawiła przed nimi dwie szklanki gorącej herbaty i usiadła obok, poprawiając sweter na ramionach.
— Hancer tak mówi — odezwała się z przekąsem — ale Cihanowi wcale się to nie podoba.
Sinem spojrzała na nią zaskoczona.
— Cihanowi?
Derya zmrużyła oczy i przyjrzała się jej uważnie.
— Nie udawaj przede mną niewinnej. To on cię tutaj przysłał?
— Bratowo… — westchnęła ostrzegawczo Hancer.
Ale Derya nie zamierzała odpuścić.
— Cemila tu nie ma. Możesz mówić otwarcie.
Sinem wyprostowała się nerwowo.
— Naprawdę nie widziałam się z Cihanem. Odkąd wyjechał za granicę, rozmawialiśmy tylko przez telefon.
— Za granicę? — Derya parsknęła cicho. — Cihan niemal śpi pod naszymi drzwiami z tej swojej wielkiej miłości do Hancer.
— Bratowo! — Hancer spojrzała na nią z wyrzutem.
— A co? Czy mówię nieprawdę? — Derya rozłożyła ręce. — Odkąd wrócił, ciągle tu przychodzi. Nie chce, żeby Hancer pracowała, więc pomyślałam, że może to on cię przysłał.
Na twarzy Sinem pojawiło się szczere zdumienie.
— Nic o tym nie wiedziałam… W rezydencji chyba nawet nie wiedzą, że wrócił. Pewnie nie chce wracać do domu, w którym jest Beyza.
Derya westchnęła ciężko.
— Ożenił się z Beyzą. Powinien trzymać się od nas z daleka. Ale w jednym masz rację — nigdy nie zaakceptuje tego, że Hancer zarabia w taki sposób.
Hancer wyprostowała się natychmiast.
— Zarabiam na chleb własnymi rękami i nie ma w tym nic złego. Nie zrezygnuję z pracy tylko dlatego, że Cihanowi się to nie podoba.
Derya spojrzała na nią przez chwilę, po czym pokiwała głową z rezygnacją.
— Dobrze już, dobrze. Nie będę się wtrącać. Posiedźcie sobie spokojnie.
Wstała i odeszła w stronę domu, zostawiając kobiety same pośród nocnej ciszy.
Hancer przez chwilę obracała szklaneczkę herbaty w dłoniach.
— A co z tobą, siostro Sinem? — zapytała ostrożnie. — Kiedy wrócisz do rezydencji? Nie wydaje ci się, że twój pobyt u ojca trochę się przeciąga? Naprawdę między tobą a Cihanem nie ma żadnego problemu?
Sinem spuściła wzrok.
— Nie ma żadnego problemu. Po prostu ja i Mine przyjechałyśmy do domu ojca… i zostałyśmy.
Hancer przyglądała się jej uważnie.
— Mówisz to, ale wyglądasz na bardzo smutną.
Sinem obejrzała się dyskretnie w stronę domu, upewniając się, że Derya zniknęła już za drzwiami. Potem pochyliła się lekko nad stołem i ściszyła głos.
— Dobrze… nie będę niczego przed tobą ukrywać. Ale proszę, niech to zostanie między nami.
Hancer spojrzała na nią zaciekawiona.
— O co chodzi?
Sinem zawahała się, a potem powiedziała niemal szeptem:
— Jest ktoś. Ktoś, za kogo chciałabym wyjść.
Na twarzy Hancer pojawił się szczery uśmiech.
— To wspaniała wiadomość! Znałaś go wcześniej?
— To nieważne, kim jest…
— Skoro nieważne, dlaczego nagle zrobiłaś się taka smutna?
Sinem zacisnęła dłonie na filiżance.
— Bo on już podjął decyzję. Oświadczył mi się. Czeka tylko na moją odpowiedź… A ja nie potrafię powiedzieć o tym Cihanowi. Ostatnio wydarzyło się zbyt wiele rzeczy.
Hancer spojrzała na nią łagodnie.
— Może nie powinnam dawać ci rad, ale jeśli naprawdę myślisz, że to ten właściwy, nie odkładaj życia na później. Przez tyle lat żyłaś tylko dla córki.
Sinem pokiwała głową powoli.
— Przysięgam, nawet o tym nie myślałam. Ale wszystko wymknęło się spod kontroli.
— I bardzo dobrze — odparła Hancer z delikatnym uśmiechem. — To nie jest nic złego. Nieważne, jak bardzo jesteśmy pokłóceni z Cihanem, on nie jest człowiekiem bez serca. Jeśli uzna, że ten mężczyzna jest ciebie godny, zaakceptuje to. Wie też, że zawsze najbardziej myślisz o swojej córce.
Sinem słuchała jej w milczeniu.
— Myślę, że powinnaś porozmawiać z nim jak najszybciej — dodała Hancer cicho. — Nie pozwól, żeby strach odebrał ci szansę na szczęście.



***
Wieczorem dom Yasemin tonął w ciszy tak głębokiej, że Engin słyszał własny oddech. Po raz pierwszy od jej śmierci odważył się przekroczyć próg tego miejsca. Od chwili, gdy wszedł do środka, miał wrażenie, że wszystko pozostało dokładnie takie samo — jakby Yasemin mogła zaraz wyjść z pokoju i zapytać, dlaczego stoi nieruchomo pośrodku salonu.
Ciężkie zasłony były zaciągnięte, a w powietrzu wciąż unosił się delikatny zapach jej perfum zmieszany z wonią zamkniętego domu. Na kanapie leżał niedbale rzucony sweter, jakby zdjęła go zaledwie kilka godzin wcześniej.
Engin powoli przeszedł przez salon. Każdy krok kosztował go więcej, niż chciał przyznać. Wiedział, że musi uporządkować sprawy siostry — zabrać jej rzeczy, sprzedać dom, zamknąć ten rozdział. A jednak samo przebywanie tutaj ściskało go za gardło.
Zatrzymał się przy małym stoliku obok kanapy. Stała tam fotografia w ciemnej ramce. Engin ostrożnie podniósł ją do góry.
Na zdjęciu byli razem — on, Yasemin i Cihan. Uśmiechnięci, spokojni, jeszcze wtedy przekonani, że nic nie zdoła zburzyć ich świata.
Palce Engina lekko zadrżały.
— Ach, siostro… — wyszeptał ochryple. — Dlaczego mnie zostawiłaś? Nic już nie będzie takie jak dawniej.
Przez chwilę wpatrywał się w jej twarz na fotografii. Yasemin śmiała się tam beztrosko, z tym samym ciepłym spojrzeniem, którym zawsze potrafiła uciszyć każdy jego gniew.
Engin zamknął oczy, jakby próbował zatrzymać wspomnienie jeszcze przez kilka sekund, po czym odstawił ramkę na miejsce.
Nie mogąc dłużej wytrzymać dusznej atmosfery salonu, skierował się do kuchni. Zapalił światło. Chłodne, jasne wnętrze wydawało się jeszcze bardziej puste niż reszta domu.
Nalał sobie szklankę wody i ciężko usiadł przy stole. Przez moment siedział nieruchomo, wpatrzony w blat, pogrążony we własnych myślach.
Nagle coś błysnęło przy podłodze.
Engin zmarszczył brwi i powoli podniósł wzrok. Spod piekarnika wystawał cienki, srebrny łańcuszek.
Wstał natychmiast. Serce zaczęło bić mu szybciej.
Kucnął i ostrożnie wyciągnął spod piekarnika kobiecą bransoletkę. Obrócił ją w palcach, przyglądając się drobnym zdobieniom.
Jego spojrzenie momentalnie stwardniało.
— To nie należało do Yasemin… — powiedział cicho, bardziej do siebie niż do kogokolwiek.
Przez chwilę patrzył na biżuterię w napiętym milczeniu, jakby próbował sobie coś przypomnieć.
Potem powoli zmrużył oczy.
— Więc skąd się tutaj wzięło? — mruknął podejrzliwie.
W kuchni ponownie zapadła cisza, ale tym razem była już inna — cięższa, niepokojąca.



***
Beyza nerwowo przeszukiwała kolejne szuflady w swojej sypialni. Drewno z trzaskiem uderzało o prowadnice, gdy wysuwała je coraz gwałtowniej. Na łóżku piętrzyły się porozrzucane apaszki, pudełka z biżuterią i kosmetyki, a w pokoju unosiło się napięcie, które dało się niemal dotknąć.
Przy komodzie Gulsum spokojnie składała ubrania, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Co chwilę jednak zerkała ukradkiem na Beyzę, widząc, jak z każdą minutą kobieta staje się coraz bardziej rozdrażniona.
— Zniknęła… jakby zapadła się pod ziemię — syknęła Beyza przez zaciśnięte zęby, zatrzaskując kolejną szufladę.
Gulsum uniosła ostrożnie wzrok.
— Czego szukasz, pani Beyzo? — zapytała cicho. — Może mogłabym pomóc?
Beyza odwróciła się gwałtownie.
— Mojej bransoletki. Srebrnej, z małymi kamieniami. Przeszukałam już wszystko i nigdzie jej nie ma. — Jej głos drżał od irytacji. — Nie widziałaś jej?
Pokojówka zamyśliła się na moment, po czym powoli pokręciła głową.
— Nie, pani Beyzo. Naprawdę jej nie widziałam.
Beyza podeszła bliżej. Zatrzymała się tuż przed Gulsum i wbiła w nią przenikliwe spojrzenie.
— Słuchaj… — powiedziała chłodno. — Czy przypadkiem jej sobie nie wzięłaś? Może ci się spodobała, założyłaś ją… a potem zgubiłaś?
Na twarzy Gulsum pojawił się cień oburzenia, ale szybko spuściła wzrok.
— Nigdy nie dotykam rzeczy należących do ciebie — odpowiedziała spokojnie, choć wyraźnie dotknęły ją te słowa. — Może po prostu gdzieś ci wypadła. Jutro jeszcze raz dokładnie poszukam.
Beyza przez chwilę milczała, jakby próbowała ocenić, czy pokojówka mówi prawdę.
— Dobrze — rzuciła w końcu oschle. — Możesz już wyjść. Chcę odpocząć.
— Dobrze, pani Beyzo. Dobranoc.
Gulsum zabrała z łóżka złożone ubrania i wyszła z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
W sypialni znów zapadła cisza.
Beyza powoli rozejrzała się po pomieszczeniu. Jej wzrok zatrzymał się na otwartych szufladach, rozsypanej biżuterii i pustym miejscu, w którym zwykle leżała bransoletka.
Nagle poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku.
To nie była zwykła zguba.
Coś w tej zaginionej bransoletce nie dawało jej spokoju. Jakby podświadomie przeczuwała, że jej odnalezienie może sprowadzić na nią kłopoty, których nie będzie już w stanie ukryć.
***
Nazajutrz Sinem zjawiła się w firmie Cihana. Przez całą drogę ściskała dłonie tak mocno, że pobielały jej knykcie, ale kiedy weszła do gabinetu, na jej twarzy nie było widać wahania. Wyprostowana i spokojna usiadła naprzeciwko mężczyzny.
Cihan spojrzał na nią uważnie znad biurka. Od razu wyczuł, że nie przyszła tu wyłącznie z grzecznościową wizytą.
— Nie zajmę ci dużo czasu — powiedziała Sinem cicho. — Mine bardzo za tobą tęskni. Wczoraj wieczorem nalegała, żeby do ciebie zadzwonić. Będzie szczęśliwa, jeśli chociaż porozmawiasz z nią przez wideorozmowę.
Na twarzy Cihana pojawił się cień ciepła.
— Ja też za nią tęsknię. — Oparł splecione dłonie o blat biurka. — Zabiorę ją na spacer. Wynagrodzę jej tę rozłąkę.
Przez chwilę w gabinecie panowała cisza.
— Wygląda na to, że domownicy nadal nie wiedzą o twoim powrocie — zauważyła ostrożnie Sinem.
Cihan lekko zmrużył oczy.
— Jeszcze nie. A ty skąd się dowiedziałaś?
— Wczoraj odwiedziłam Hancer. To ona mi powiedziała.
Na dźwięk jej imienia twarz Cihana momentalnie stwardniała.
— W takim razie zapewne powiedziała ci też, co dzieje się między nami.
— Powiedziała. — Sinem spojrzała na niego ze spokojem. — Cihanie… dlaczego nadal tak bardzo na nią naciskasz? Nie uważasz, że powinieneś pozwolić jej odejść? To już koniec. Hancer próbuje zbudować sobie nowe życie.
Cihan wyprostował się gwałtownie.
— Ona cię tu przysłała? — zapytał ostro. — Chce jak najszybciej się ode mnie uwolnić? Dlatego przyszłaś?
— Moje przyjście nie ma nic wspólnego z Hancer. — Zawahała się na moment. — Chodzi o mnie.
Zmarszczył brwi.
— O Mine?
— Można powiedzieć, że również o nią.
Cihan wstał od biurka i oparł dłonie o oparcie fotela.
— Bratowo, przestań mówić zagadkami. Powiedz wprost.
Sinem spuściła wzrok na swoje dłonie.
— Wiesz, że moje małżeństwo z twoim bratem było aranżowane. Ani on, ani ja nie pobraliśmy się z miłości. Wiedziałam nawet, że jego serce należało do innej kobiety. Kochał Yasemin… niech Bóg ma ją w swojej opiece.
Cihan odwrócił wzrok.
— A mimo to stworzyliście rodzinę.
— Tak. — Na ustach Sinem pojawił się smutny uśmiech. — Z czasem naprawdę go pokochałam. Potem przyszła na świat Mine i wszystko się zmieniło. Gdyby nie ten wypadek… nadal bylibyśmy razem.
W głosie kobiety zabrzmiał ból, którego nie potrafiła ukryć.
— Rozumiem, że coś się zmieniło — powiedział powoli Cihan. — Chcesz zostać na stałe w domu ojca?
— Nie.
— Więc może mam wynająć ci własny dom?
Sinem pokręciła głową.
— To też nie o to chodzi.
Cihan westchnął ciężko.
— W takim razie o co?
Kobieta podniosła na niego wzrok.
— Jest ktoś… ktoś, kto chce się ze mną ożenić.
W gabinecie zapadła cisza.
Cihan patrzył na nią przez długą chwilę, jakby nie był pewien, czy dobrze usłyszał.
— Ty… chcesz ponownie wyjść za mąż?
— Tak. — Jej głos zadrżał. — Oczywiście tylko jeśli mi pozwolisz.
Cihan odwrócił się i zaczął powoli chodzić po gabinecie. W końcu zatrzymał się przy oknie.
— Twoje szczęście jest dla mnie ważne — powiedział chłodno. — Już kiedyś ci to mówiłem.
— Wiem. Dlatego chciałam najpierw porozmawiać z tobą. Ty i mama Mukadder bardzo nam pomogliście. Twoja zgoda wiele dla mnie znaczy. Chcę, żeby wszystko odbyło się spokojnie… za zgodą rodziny.
Cihan uśmiechnął się gorzko.
— Czyli nawet jeśli się nie zgodzę, i tak do tego dojdzie. — Spojrzał na nią uważnie. — Podjęłaś już decyzję. Ale kim jest ten człowiek? Czy go znam?
Sinem zawahała się.
— Nie pochodzi z bogatej rodziny, ale jest dobrym człowiekiem. Uczciwym. Honorowym. Pracowitym…
— Gdzie go poznałaś?
— Kiedy odprowadzałam Mine do szkoły.
— Ojciec któregoś z dzieci?
— Nie. Nie ma dzieci. Nigdy wcześniej się nie ożenił.
Cihan zmrużył oczy.
— Więc czym się zajmuje?
— Próbuje poukładać sobie życie. Jest odpowiedzialny i ambitny.
Na twarzy Cihana pojawił się gniew.
— Rozumiem. Czyli nie ma pracy. Nie ma pozycji. Niczego nie ma. — Zaśmiał się gorzko. — Jak możesz się tak poniżać, bratowo?
Sinem spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Czy rozmawiałabym z tobą, gdybym nie była pewna tego człowieka? Czy pozwoliłabym, żeby Mine była częścią jego życia?
— Jeszcze nie dotarliśmy do kwestii Mine! — podniósł głos Cihan. — Ten człowiek jest zwykłym oportunistą!
— Nie masz prawa tak o nim mówić!
— Mam pełne prawo! — uderzył dłonią w blat biurka. — Wdowa z bogatej rodziny, samotnie wychowująca dziecko… dla takiego człowieka to okazja życia! Myślisz, że to przypadek?
— Naprawdę nie mogę uwierzyć w to, co słyszę…
— A ja nie mogę uwierzyć, że jesteś tak naiwna! — wybuchł. — Powiedz mi, jak się nazywa. Kim on jest. Jeśli sama mi nie powiesz, dowiem się i własnoręcznie wyrzucę go z twojego życia!
Sinem gwałtownie wstała.
— Co ty mówisz, Cihanie?! Mine jest całym moim światem! Nigdy nie zrobiłabym niczego, co mogłoby jej zaszkodzić!
— Właśnie dlatego się wycofasz. — Jego głos stał się lodowaty. — Zapomnisz o tym człowieku.
Sinem patrzyła na niego w milczeniu.
Gniew w jego oczach, napięta szczęka i stanowczy ton nie pozostawiały żadnych wątpliwości.
Cihan nie zamierzał pozwolić na ten związek.


***



Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 107.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.






