Panna młoda odc. 146: Engin znajduje bransoletkę! Beyza wpada w panikę!

Portret mężczyzny z ciemnymi włosami i brodą, skupione, intensywne spojrzenie na tle kuchennych szafek.

„Panna młoda” Odc. 146 – streszczenie

Wieczorem nad wzgórzem unosiła się chłodna mgła, a światła miasta migotały w oddali niczym rozsypane złoto. Sinem zaskoczyła Hancer niezapowiedzianą wizytą. Obie wyszły na chłodne powietrze i usiadły w drewnianej altanie stojącej na skraju ogrodu. Nad nimi kołysały się wiszące donice, a z oddali dochodził szum miasta i migoczące światła mostu odbijały się w ciemności niczym rozlane światło świec.

Przez chwilę siedziały w milczeniu, jakby każda z nich próbowała znaleźć odpowiednie słowa.

— Zaniedbałam cię — odezwała się w końcu Sinem, splatając dłonie na stole. — Nawet nie zadzwoniłam, żeby zapytać, jak się trzymasz. Wybacz mi. Powiedz… wszystko u ciebie dobrze?

Hancer uśmiechnęła się blado.

— Dobrze to może za duże słowo. Wróciłam do domu brata. Każdy dzień wygląda tak samo — praca, dom, potem znowu praca.

Sinem uniosła brwi.

— Praca? Zaczęłaś pracować?

— Tak. Sprzątam.

Przez chwilę między nimi zapadła cisza, przerywana jedynie odgłosami nocnego miasta.

— Życie toczy się dalej — dodała Hancer spokojnie. — Muszę sobie radzić.

— Chciałabym, żebyś nie musiała…

Hancer lekko pokręciła głową.

— Nie patrz tak na mnie. Sprzątanie to praca jak każda inna. A poza tym… kiedy człowiek jest zmęczony, ma mniej czasu na myślenie.

W tym momencie na werandzie pojawiła się Derya z tacą. Postawiła przed nimi dwie szklanki gorącej herbaty i usiadła obok, poprawiając sweter na ramionach.

— Hancer tak mówi — odezwała się z przekąsem — ale Cihanowi wcale się to nie podoba.

Sinem spojrzała na nią zaskoczona.

— Cihanowi?

Derya zmrużyła oczy i przyjrzała się jej uważnie.

— Nie udawaj przede mną niewinnej. To on cię tutaj przysłał?

— Bratowo… — westchnęła ostrzegawczo Hancer.

Ale Derya nie zamierzała odpuścić.

— Cemila tu nie ma. Możesz mówić otwarcie.

Sinem wyprostowała się nerwowo.

— Naprawdę nie widziałam się z Cihanem. Odkąd wyjechał za granicę, rozmawialiśmy tylko przez telefon.

— Za granicę? — Derya parsknęła cicho. — Cihan niemal śpi pod naszymi drzwiami z tej swojej wielkiej miłości do Hancer.

— Bratowo! — Hancer spojrzała na nią z wyrzutem.

— A co? Czy mówię nieprawdę? — Derya rozłożyła ręce. — Odkąd wrócił, ciągle tu przychodzi. Nie chce, żeby Hancer pracowała, więc pomyślałam, że może to on cię przysłał.

Na twarzy Sinem pojawiło się szczere zdumienie.

— Nic o tym nie wiedziałam… W rezydencji chyba nawet nie wiedzą, że wrócił. Pewnie nie chce wracać do domu, w którym jest Beyza.

Derya westchnęła ciężko.

— Ożenił się z Beyzą. Powinien trzymać się od nas z daleka. Ale w jednym masz rację — nigdy nie zaakceptuje tego, że Hancer zarabia w taki sposób.

Hancer wyprostowała się natychmiast.

— Zarabiam na chleb własnymi rękami i nie ma w tym nic złego. Nie zrezygnuję z pracy tylko dlatego, że Cihanowi się to nie podoba.

Derya spojrzała na nią przez chwilę, po czym pokiwała głową z rezygnacją.

— Dobrze już, dobrze. Nie będę się wtrącać. Posiedźcie sobie spokojnie.

Wstała i odeszła w stronę domu, zostawiając kobiety same pośród nocnej ciszy.

Hancer przez chwilę obracała szklaneczkę herbaty w dłoniach.

— A co z tobą, siostro Sinem? — zapytała ostrożnie. — Kiedy wrócisz do rezydencji? Nie wydaje ci się, że twój pobyt u ojca trochę się przeciąga? Naprawdę między tobą a Cihanem nie ma żadnego problemu?

Sinem spuściła wzrok.

— Nie ma żadnego problemu. Po prostu ja i Mine przyjechałyśmy do domu ojca… i zostałyśmy.

Hancer przyglądała się jej uważnie.

— Mówisz to, ale wyglądasz na bardzo smutną.

Sinem obejrzała się dyskretnie w stronę domu, upewniając się, że Derya zniknęła już za drzwiami. Potem pochyliła się lekko nad stołem i ściszyła głos.

— Dobrze… nie będę niczego przed tobą ukrywać. Ale proszę, niech to zostanie między nami.

Hancer spojrzała na nią zaciekawiona.

— O co chodzi?

Sinem zawahała się, a potem powiedziała niemal szeptem:

— Jest ktoś. Ktoś, za kogo chciałabym wyjść.

Na twarzy Hancer pojawił się szczery uśmiech.

— To wspaniała wiadomość! Znałaś go wcześniej?

— To nieważne, kim jest…

— Skoro nieważne, dlaczego nagle zrobiłaś się taka smutna?

Sinem zacisnęła dłonie na filiżance.

— Bo on już podjął decyzję. Oświadczył mi się. Czeka tylko na moją odpowiedź… A ja nie potrafię powiedzieć o tym Cihanowi. Ostatnio wydarzyło się zbyt wiele rzeczy.

Hancer spojrzała na nią łagodnie.

— Może nie powinnam dawać ci rad, ale jeśli naprawdę myślisz, że to ten właściwy, nie odkładaj życia na później. Przez tyle lat żyłaś tylko dla córki.

Sinem pokiwała głową powoli.

— Przysięgam, nawet o tym nie myślałam. Ale wszystko wymknęło się spod kontroli.

— I bardzo dobrze — odparła Hancer z delikatnym uśmiechem. — To nie jest nic złego. Nieważne, jak bardzo jesteśmy pokłóceni z Cihanem, on nie jest człowiekiem bez serca. Jeśli uzna, że ten mężczyzna jest ciebie godny, zaakceptuje to. Wie też, że zawsze najbardziej myślisz o swojej córce.

Sinem słuchała jej w milczeniu.

— Myślę, że powinnaś porozmawiać z nim jak najszybciej — dodała Hancer cicho. — Nie pozwól, żeby strach odebrał ci szansę na szczęście.

Nocna rozmowa Hancer i Sinem na zewnątrz. Na stoliku, przy którym siedzą, stoją dwie szklanki herbaty.

***

Wieczorem dom Yasemin tonął w ciszy tak głębokiej, że Engin słyszał własny oddech. Po raz pierwszy od jej śmierci odważył się przekroczyć próg tego miejsca. Od chwili, gdy wszedł do środka, miał wrażenie, że wszystko pozostało dokładnie takie samo — jakby Yasemin mogła zaraz wyjść z pokoju i zapytać, dlaczego stoi nieruchomo pośrodku salonu.

Ciężkie zasłony były zaciągnięte, a w powietrzu wciąż unosił się delikatny zapach jej perfum zmieszany z wonią zamkniętego domu. Na kanapie leżał niedbale rzucony sweter, jakby zdjęła go zaledwie kilka godzin wcześniej.

Engin powoli przeszedł przez salon. Każdy krok kosztował go więcej, niż chciał przyznać. Wiedział, że musi uporządkować sprawy siostry — zabrać jej rzeczy, sprzedać dom, zamknąć ten rozdział. A jednak samo przebywanie tutaj ściskało go za gardło.

Zatrzymał się przy małym stoliku obok kanapy. Stała tam fotografia w ciemnej ramce. Engin ostrożnie podniósł ją do góry.

Na zdjęciu byli razem — on, Yasemin i Cihan. Uśmiechnięci, spokojni, jeszcze wtedy przekonani, że nic nie zdoła zburzyć ich świata.

Palce Engina lekko zadrżały.

— Ach, siostro… — wyszeptał ochryple. — Dlaczego mnie zostawiłaś? Nic już nie będzie takie jak dawniej.

Przez chwilę wpatrywał się w jej twarz na fotografii. Yasemin śmiała się tam beztrosko, z tym samym ciepłym spojrzeniem, którym zawsze potrafiła uciszyć każdy jego gniew.

Engin zamknął oczy, jakby próbował zatrzymać wspomnienie jeszcze przez kilka sekund, po czym odstawił ramkę na miejsce.

Nie mogąc dłużej wytrzymać dusznej atmosfery salonu, skierował się do kuchni. Zapalił światło. Chłodne, jasne wnętrze wydawało się jeszcze bardziej puste niż reszta domu.

Nalał sobie szklankę wody i ciężko usiadł przy stole. Przez moment siedział nieruchomo, wpatrzony w blat, pogrążony we własnych myślach.

Nagle coś błysnęło przy podłodze.

Engin zmarszczył brwi i powoli podniósł wzrok. Spod piekarnika wystawał cienki, srebrny łańcuszek.

Wstał natychmiast. Serce zaczęło bić mu szybciej.

Kucnął i ostrożnie wyciągnął spod piekarnika kobiecą bransoletkę. Obrócił ją w palcach, przyglądając się drobnym zdobieniom.

Jego spojrzenie momentalnie stwardniało.

— To nie należało do Yasemin… — powiedział cicho, bardziej do siebie niż do kogokolwiek.

Przez chwilę patrzył na biżuterię w napiętym milczeniu, jakby próbował sobie coś przypomnieć.

Potem powoli zmrużył oczy.

— Więc skąd się tutaj wzięło? — mruknął podejrzliwie.

W kuchni ponownie zapadła cisza, ale tym razem była już inna — cięższa, niepokojąca.

Engin, ubrany w szary garnitur, stoi w kuchni i patrzy w dół; w tle lodówka i stół z kraciastym obrusem.

***

Beyza nerwowo przeszukiwała kolejne szuflady w swojej sypialni. Drewno z trzaskiem uderzało o prowadnice, gdy wysuwała je coraz gwałtowniej. Na łóżku piętrzyły się porozrzucane apaszki, pudełka z biżuterią i kosmetyki, a w pokoju unosiło się napięcie, które dało się niemal dotknąć.

Przy komodzie Gulsum spokojnie składała ubrania, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Co chwilę jednak zerkała ukradkiem na Beyzę, widząc, jak z każdą minutą kobieta staje się coraz bardziej rozdrażniona.

— Zniknęła… jakby zapadła się pod ziemię — syknęła Beyza przez zaciśnięte zęby, zatrzaskując kolejną szufladę.

Gulsum uniosła ostrożnie wzrok.

— Czego szukasz, pani Beyzo? — zapytała cicho. — Może mogłabym pomóc?

Beyza odwróciła się gwałtownie.

— Mojej bransoletki. Srebrnej, z małymi kamieniami. Przeszukałam już wszystko i nigdzie jej nie ma. — Jej głos drżał od irytacji. — Nie widziałaś jej?

Pokojówka zamyśliła się na moment, po czym powoli pokręciła głową.

— Nie, pani Beyzo. Naprawdę jej nie widziałam.

Beyza podeszła bliżej. Zatrzymała się tuż przed Gulsum i wbiła w nią przenikliwe spojrzenie.

— Słuchaj… — powiedziała chłodno. — Czy przypadkiem jej sobie nie wzięłaś? Może ci się spodobała, założyłaś ją… a potem zgubiłaś?

Na twarzy Gulsum pojawił się cień oburzenia, ale szybko spuściła wzrok.

— Nigdy nie dotykam rzeczy należących do ciebie — odpowiedziała spokojnie, choć wyraźnie dotknęły ją te słowa. — Może po prostu gdzieś ci wypadła. Jutro jeszcze raz dokładnie poszukam.

Beyza przez chwilę milczała, jakby próbowała ocenić, czy pokojówka mówi prawdę.

— Dobrze — rzuciła w końcu oschle. — Możesz już wyjść. Chcę odpocząć.

— Dobrze, pani Beyzo. Dobranoc.

Gulsum zabrała z łóżka złożone ubrania i wyszła z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.

W sypialni znów zapadła cisza.

Beyza powoli rozejrzała się po pomieszczeniu. Jej wzrok zatrzymał się na otwartych szufladach, rozsypanej biżuterii i pustym miejscu, w którym zwykle leżała bransoletka.

Nagle poczuła nieprzyjemny ucisk w żołądku.

To nie była zwykła zguba.

Coś w tej zaginionej bransoletce nie dawało jej spokoju. Jakby podświadomie przeczuwała, że jej odnalezienie może sprowadzić na nią kłopoty, których nie będzie już w stanie ukryć.

***

Nazajutrz Sinem zjawiła się w firmie Cihana. Przez całą drogę ściskała dłonie tak mocno, że pobielały jej knykcie, ale kiedy weszła do gabinetu, na jej twarzy nie było widać wahania. Wyprostowana i spokojna usiadła naprzeciwko mężczyzny.

Cihan spojrzał na nią uważnie znad biurka. Od razu wyczuł, że nie przyszła tu wyłącznie z grzecznościową wizytą.

— Nie zajmę ci dużo czasu — powiedziała Sinem cicho. — Mine bardzo za tobą tęskni. Wczoraj wieczorem nalegała, żeby do ciebie zadzwonić. Będzie szczęśliwa, jeśli chociaż porozmawiasz z nią przez wideorozmowę.

Na twarzy Cihana pojawił się cień ciepła.

— Ja też za nią tęsknię. — Oparł splecione dłonie o blat biurka. — Zabiorę ją na spacer. Wynagrodzę jej tę rozłąkę.

Przez chwilę w gabinecie panowała cisza.

— Wygląda na to, że domownicy nadal nie wiedzą o twoim powrocie — zauważyła ostrożnie Sinem.

Cihan lekko zmrużył oczy.

— Jeszcze nie. A ty skąd się dowiedziałaś?

— Wczoraj odwiedziłam Hancer. To ona mi powiedziała.

Na dźwięk jej imienia twarz Cihana momentalnie stwardniała.

— W takim razie zapewne powiedziała ci też, co dzieje się między nami.

— Powiedziała. — Sinem spojrzała na niego ze spokojem. — Cihanie… dlaczego nadal tak bardzo na nią naciskasz? Nie uważasz, że powinieneś pozwolić jej odejść? To już koniec. Hancer próbuje zbudować sobie nowe życie.

Cihan wyprostował się gwałtownie.

— Ona cię tu przysłała? — zapytał ostro. — Chce jak najszybciej się ode mnie uwolnić? Dlatego przyszłaś?

— Moje przyjście nie ma nic wspólnego z Hancer. — Zawahała się na moment. — Chodzi o mnie.

Zmarszczył brwi.

— O Mine?

— Można powiedzieć, że również o nią.

Cihan wstał od biurka i oparł dłonie o oparcie fotela.

— Bratowo, przestań mówić zagadkami. Powiedz wprost.

Sinem spuściła wzrok na swoje dłonie.

— Wiesz, że moje małżeństwo z twoim bratem było aranżowane. Ani on, ani ja nie pobraliśmy się z miłości. Wiedziałam nawet, że jego serce należało do innej kobiety. Kochał Yasemin… niech Bóg ma ją w swojej opiece.

Cihan odwrócił wzrok.

— A mimo to stworzyliście rodzinę.

— Tak. — Na ustach Sinem pojawił się smutny uśmiech. — Z czasem naprawdę go pokochałam. Potem przyszła na świat Mine i wszystko się zmieniło. Gdyby nie ten wypadek… nadal bylibyśmy razem.

W głosie kobiety zabrzmiał ból, którego nie potrafiła ukryć.

— Rozumiem, że coś się zmieniło — powiedział powoli Cihan. — Chcesz zostać na stałe w domu ojca?

— Nie.

— Więc może mam wynająć ci własny dom?

Sinem pokręciła głową.

— To też nie o to chodzi.

Cihan westchnął ciężko.

— W takim razie o co?

Kobieta podniosła na niego wzrok.

— Jest ktoś… ktoś, kto chce się ze mną ożenić.

W gabinecie zapadła cisza.

Cihan patrzył na nią przez długą chwilę, jakby nie był pewien, czy dobrze usłyszał.

— Ty… chcesz ponownie wyjść za mąż?

— Tak. — Jej głos zadrżał. — Oczywiście tylko jeśli mi pozwolisz.

Cihan odwrócił się i zaczął powoli chodzić po gabinecie. W końcu zatrzymał się przy oknie.

— Twoje szczęście jest dla mnie ważne — powiedział chłodno. — Już kiedyś ci to mówiłem.

— Wiem. Dlatego chciałam najpierw porozmawiać z tobą. Ty i mama Mukadder bardzo nam pomogliście. Twoja zgoda wiele dla mnie znaczy. Chcę, żeby wszystko odbyło się spokojnie… za zgodą rodziny.

Cihan uśmiechnął się gorzko.

— Czyli nawet jeśli się nie zgodzę, i tak do tego dojdzie. — Spojrzał na nią uważnie. — Podjęłaś już decyzję. Ale kim jest ten człowiek? Czy go znam?

Sinem zawahała się.

— Nie pochodzi z bogatej rodziny, ale jest dobrym człowiekiem. Uczciwym. Honorowym. Pracowitym…

— Gdzie go poznałaś?

— Kiedy odprowadzałam Mine do szkoły.

— Ojciec któregoś z dzieci?

— Nie. Nie ma dzieci. Nigdy wcześniej się nie ożenił.

Cihan zmrużył oczy.

— Więc czym się zajmuje?

— Próbuje poukładać sobie życie. Jest odpowiedzialny i ambitny.

Na twarzy Cihana pojawił się gniew.

— Rozumiem. Czyli nie ma pracy. Nie ma pozycji. Niczego nie ma. — Zaśmiał się gorzko. — Jak możesz się tak poniżać, bratowo?

Sinem spojrzała na niego z niedowierzaniem.

— Czy rozmawiałabym z tobą, gdybym nie była pewna tego człowieka? Czy pozwoliłabym, żeby Mine była częścią jego życia?

— Jeszcze nie dotarliśmy do kwestii Mine! — podniósł głos Cihan. — Ten człowiek jest zwykłym oportunistą!

— Nie masz prawa tak o nim mówić!

— Mam pełne prawo! — uderzył dłonią w blat biurka. — Wdowa z bogatej rodziny, samotnie wychowująca dziecko… dla takiego człowieka to okazja życia! Myślisz, że to przypadek?

— Naprawdę nie mogę uwierzyć w to, co słyszę…

— A ja nie mogę uwierzyć, że jesteś tak naiwna! — wybuchł. — Powiedz mi, jak się nazywa. Kim on jest. Jeśli sama mi nie powiesz, dowiem się i własnoręcznie wyrzucę go z twojego życia!

Sinem gwałtownie wstała.

— Co ty mówisz, Cihanie?! Mine jest całym moim światem! Nigdy nie zrobiłabym niczego, co mogłoby jej zaszkodzić!

— Właśnie dlatego się wycofasz. — Jego głos stał się lodowaty. — Zapomnisz o tym człowieku.

Sinem patrzyła na niego w milczeniu.

Gniew w jego oczach, napięta szczęka i stanowczy ton nie pozostawiały żadnych wątpliwości.

Cihan nie zamierzał pozwolić na ten związek.

***

Aysu pojawiła się na postoju taksówek niespodziewanie, szybkim krokiem przecinając plac między żółtymi samochodami. Chłodny wiatr poruszał jej kręconymi włosami, a na twarzy malowało się wyraźne zdenerwowanie.

Melih siedział przy małym stoliku przed budką, przeglądając gazetę i popijając herbatę. Gdy dostrzegł siostrę, natychmiast odłożył gazetę i zmarszczył brwi.

— Aysu? — zapytał zaskoczony. — Co ty tutaj robisz? Stało się coś? Wszystko w porządku?

Dziewczyna zatrzymała się przed nim i ciężko odetchnęła.

— Ze mną tak… ale mama jest w fatalnym stanie.

Melih natychmiast poderwał się z miejsca. Niepokój momentalnie pojawił się w jego oczach.

— Co z nią?! — zapytał gwałtownie. — Źle się poczuła?

— Nie, spokojnie. Nic jej nie jest. — Aysu pokręciła głową. — Ale Gulsum doprowadza ją do szaleństwa.

Na twarzy Meliha pojawiło się zniecierpliwienie.

— Co jej znowu nagadała?

— Opowiadała o tobie jakieś bzdury. — Aysu skrzyżowała ręce na piersi. — Że uganiasz się za Hancer. Że poszedłeś pod jej dom. Mama nie wytrzymała i zaczęły się kłócić. Powiedz, że to nieprawda.

Melih przez chwilę milczał. Potem powoli odwrócił wzrok.

— To prawda — przyznał cicho. — Byłem pod jej domem.

Aysu spojrzała na niego z niedowierzaniem.

— Co ty mówisz? — wykrztusiła. — Co ty właściwie masz wspólnego z Hancer? Czy Sinem wie o tym wszystkim?

Melih uniósł dłoń, uciszając ją.

— Najpierw mnie wysłuchaj. Spotkaliśmy się przypadkiem. Wsiadła do mojej taksówki i odwiozłem ją do domu. Później zauważyłem, że zostawiła reklamówkę, więc jej ją oddałem. Tylko tyle.

Aysu przyglądała mu się jeszcze chwilę podejrzliwie.

— I z tego zrobiła się taka awantura?

Melih prychnął gorzko.

— A z czego innego miałaby się zrobić?

Przez moment panowała cisza. Z oddali dochodził szum ulicy i dźwięk przejeżdżających samochodów.

Aysu zawahała się, po czym zapytała ostrożniej:

— A… Sinem wie, że spotkałeś Hancer?

Melih spuścił wzrok.

— Nie. Dawno się nie widzieliśmy.

— Dlaczego? — spytała zdziwiona. — Myślałam, że chcecie się pobrać.

Na twarzy Meliha pojawił się smutek, którego nie potrafił ukryć.

— Widocznie nie zależy jej na mnie tak bardzo, jak mnie na niej.

— Jak możesz tak mówić? — oburzyła się Aysu. — Przecież dla niej sprzeciwiłeś się własnej matce! I teraz po prostu się poddasz?

Melih spojrzał na siostrę ostro.

— Jak ty mówisz do starszego brata? — rzucił z urazą. — Myślisz, że jestem jakimś lekkoduchem, który bawi się uczuciami kobiet?

Westchnął ciężko i odwrócił wzrok.

— Gdyby Sinem zadzwoniła do mnie w tej chwili, pobiegłbym do niej bez chwili wahania. — W jego głosie zabrzmiał ból. — To nie ja się poddałem, Aysu. To ona wyrzuciła mnie ze swojego życia.

Aysu zamilkła. Po raz pierwszy zobaczyła w oczach brata tak wyraźną bezradność.

— Nie wiem już, co mam zrobić — dodał Melih cicho. — Naprawdę nie wiem.

***

Hancer od początku czuła, że coś jest nie tak.
Mężczyzna pojawiał się za nią niemal wszędzie — pod kamienicą, przy przystanku, nawet wtedy, gdy wychodziła z domów, w których sprzątała. Nie był przypadkowym przechodniem. Obserwował ją. Pilnował.

I doskonale wiedziała, kto go przysłał.

Wściekłość rosła w niej z każdą minutą. Gdy dotarła do firmy Develioglu, niemal wbiegła do środka. Sekretarki zamarły na jej widok, ale Hancer nawet na nie nie spojrzała. Pchnęła drzwi gabinetu Cihana tak mocno, że uderzyły o ścianę.

Cihan podniósł wzrok znad dokumentów. Ledwie zdążył wstać, gdy dziewczyna cisnęła torebką w fotel stojący naprzeciwko biurka.

— Dość! — wyrzuciła z siebie drżącym ze złości głosem. — Przestań mnie śledzić! Raz na zawsze zniknij z mojego życia! Naprawdę nie widzisz, że próbuję ruszyć dalej?!

Jej pierś unosiła się gwałtownie. Oczy błyszczały gniewem.

— Myślisz, że robisz mi przysługę? — ciągnęła. — Wysyłasz za mną ludzi, jakbym była kimś, kogo trzeba pilnować!

Cihan zacisnął szczękę. W jednej chwili także stracił panowanie nad sobą.

— To ty jesteś moim największym problemem! — odpowiedział ostro. — Gdybyś przyjęła akcje, które ci dałem, nie musiałbym się o ciebie martwić! Wiedziałbym, że niczego ci nie brakuje i że jesteś bezpieczna. Ale ty musiałaś uderzyć dokładnie tam, gdzie boli mnie najbardziej! W moją reputację!

Hancer roześmiała się krótko, gorzko.

— Nie masz prawa się o mnie martwić! Nie masz już ze mną nic wspólnego!

Cihan obszedł biurko i zatrzymał się tuż przed nią.

— Jak mam o tobie nie myśleć?! — rzucił przez zaciśnięte zęby. — Doprowadzasz mnie do szaleństwa! Dlaczego tego nie rozumiesz?

— A ty dlaczego nie rozumiesz mnie?! — krzyknęła. — Myślisz, że jeśli będziesz podnosił głos, przestraszę się i rzucę pracę? Nigdy! Niczego od ciebie nie chcę!

W nagłym wybuchu furii zgarnęła z biurka plik dokumentów. Kartki rozsypały się po całym gabinecie.

— Dosyć już tego! — krzyczała, zrzucając kolejne przedmioty. — Wynoś się z mojego życia! Nie jesteś za mnie odpowiedzialny! Sama sobie poradzę!

Długopisy, segregatory i teczki spadały na podłogę z głuchym hukiem. W gabinecie zapanował chaos.

Cihan patrzył na nią z mieszaniną gniewu i bezsilności.

— Naprawdę jestem szczęściarzem — wycedził lodowato. — Jedna chce poślubić pierwszego lepszego człowieka z ulicy, druga chodzi po obcych domach i sprząta. Synowe Develioglu są wyjątkowo pewne siebie, ale żadna z was nie rozumie, czym jest reputacja tej rodziny.

Hancer zamarła na sekundę. Potem jej twarz stwardniała jeszcze bardziej.

Podniosła kolejne dokumenty i cisnęła nimi prosto w jego stronę.

— Ty nie masz prawa mówić o mojej reputacji, Cihanie Develioglu! — syknęła. — To ma być twoja godność? Twoja duma?

Jej głos drżał od emocji.

— Ja już nie jestem Develioglu. Wbij to sobie do głowy raz na zawsze!

Cihan nachylił się ku niej tak blisko, że niemal stykali się twarzami.

— Ty też dobrze mnie posłuchaj — powiedział niskim, niebezpiecznie spokojnym głosem. — Dopóki żyję, nie pozwolę ci robić wszystkiego, co tylko przyjdzie ci do głowy.

Hancer uniosła podbródek, patrząc mu prosto w oczy.

— Jeszcze zobaczysz, jak bardzo będę robić dokładnie to, co chcę.

Odwróciła się gwałtownie, chwyciła torebkę i przy okazji przewróciła oparcie fotela. Mebel z hukiem runął na podłogę.

Nie oglądając się za siebie, wyszła z gabinetu, zostawiając po sobie ciszę ciężką od gniewu i niewypowiedzianych emocji.

***

Kwadrans później drzwi gabinetu otworzyły się ponownie i do środka wszedł Engin. Zatrzymał się zaraz przy wejściu, omiatając wzrokiem pobojowisko, które jeszcze chwilę wcześniej było eleganckim biurem.

Dokumenty leżały porozrzucane po podłodze, przewrócony fotel blokował przejście, a jeden z segregatorów spoczywał pod stolikiem jak po wybuchu gniewu.

Engin westchnął ciężko i spojrzał na przyjaciela.

— Czy burza już minęła? — zapytał z gorzkim rozbawieniem.

Cihan stał nieruchomo przy biurku, z zaciśniętymi pięściami i wzrokiem wbitym w podłogę.

— Ta burza nie minie, dopóki Hancer nosi w sobie tyle urazy — odpowiedział cicho.

Engin podszedł bliżej, omijając rozsypane papiery.

— Jakbyś sam był od niej lepszy — rzucił spokojnie. — Cihanie, jeśli będziesz nieustannie ją naciskał, osiągniesz dokładnie odwrotny efekt.

Cihan uniósł wzrok. W jego oczach nadal tlił się gniew, ale pod nim kryło się coś znacznie bardziej niebezpiecznego — obsesyjny lęk przed utratą.

— Masz rację — przyznał po chwili. — Muszę zmienić sposób działania. Znajdę inną drogę.

Odwrócił się w stronę okna.

— Ale nigdy nie zostawię Hancer. Nigdy. Kobieta, która nosi nazwisko Develioglu, nie będzie chodziła po obcych domach i pracowała w takich miejscach. Nie pozwolę na to.

Engin zmarszczył brwi.

— Problem polega na tym, że ona już nie chce być Develioglu.

Słowa zawisły między nimi niczym ostrze.

Cihan odwrócił głowę gwałtownie, jakby sam dźwięk tego zdania go rozdrażnił, ale zanim zdążył odpowiedzieć, rozległo się pukanie do drzwi.

Sekretarka weszła do środka wyraźnie spięta.

— Panie Cihanie… przyjechała policja — powiedziała szybko.

Obaj mężczyźni spojrzeli na nią zaskoczeni.

— Policja? — powtórzył Engin.

Sekretarka odsunęła się nerwowo, a zza jej pleców wyłonili się dwaj funkcjonariusze w mundurach. Ich obecność momentalnie zmieniła atmosferę w gabinecie. Nawet powietrze zdawało się cięższe.

Wyższy z policjantów wszedł pierwszy i rozejrzał się po zdemolowanym pomieszczeniu.

— Pan Cihan Develioglu? — zapytał oficjalnym tonem.

Cihan wyprostował się powoli.

— Tak. To ja.

Na jego twarzy pojawił się cień niepokoju. Nie rozumiał, co mogło sprowadzić policję właśnie tutaj.

Funkcjonariusz wyjął notes.

— Została złożona na pana skarga. Musi pan pojechać z nami na komisariat.

W gabinecie zapadła cisza.

Engin spojrzał na Cihana z niedowierzaniem, a ten zmrużył oczy.

— Skarga? — powtórzył chłodno. — Za co?

Policjant wymienił krótkie spojrzenie z partnerem.

— Wszystkiego dowie się pan na miejscu. Proszę współpracować i nie utrudniać czynności.

Cihan zacisnął szczękę. W jednej chwili zrozumiał, że chaos, który jeszcze przed momentem wywołała Hancer, był dopiero początkiem problemów.

Scena w gabinecie, w którym panuje nieporządek. Cihan i Engin stoją naprzeciwko dwójki policjantów.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia był film Gelin 107.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy