„Panna młoda” Odc. 223 — streszczenie
Engin przyjechał do rezydencji i wszedł do gabinetu Cihana. Pomieszczenie było urządzone z chłodną elegancją: ciężkie biurko, skórzane krzesła, regał z książkami i ustawiony na komodzie model żaglowca nadawały mu poważny, niemal oficjalny charakter. Cihan stał przy biurku, pogrążony w myślach. Dopiero po chwili powoli odwrócił się w stronę przyjaciela.
— Co dobrego cię sprowadza, prawniku? — zapytał.
W jego głosie pobrzmiewały szorstkość i dystans.
— Doszły mnie słuchy, że chorowałeś. Przyszedłem życzyć ci szybkiego powrotu do zdrowia.
Cihan podszedł bliżej i uważnie przyjrzał się twarzy Engina. Ślady po ciosach, które sam mu zadał, wciąż były widoczne.
— To raczej ja powinienem życzyć tego tobie.
— Przynajmniej wiem, że nie zostałem pobity bez powodu.
Cihan spojrzał na niego już spokojniej. Jego napięta twarz na moment złagodniała.
— Jak do tego doszło, Enginie?
— Cóż… wszyscy czasem gubimy się w dorosłym życiu. Dzisiaj moja przyjaciółka powiedziała mi coś mądrego. Prawdziwa przyjaźń polega na tym, że zostaje się przy kimś nawet wtedy, gdy ten ktoś każe odejść. Dlatego przyszedłem. Chcę cię wesprzeć.
Na ustach Cihana pojawił się ledwie zauważalny uśmiech.
— Nie stój tak. Usiądź.
Obaj zajęli miejsca przy biurku. Przez chwilę milczeli, jakby każdy z nich musiał oswoić się z tym, że po wszystkim, co się wydarzyło, nadal potrafili siedzieć naprzeciwko siebie jak dawni przyjaciele.
— Potrzebuję dobrego prawnika rozwodowego, Enginie — odezwał się w końcu Cihan. — Na pewno kogoś znasz.
Engin przez moment udawał zamyślenie.
— Owszem. Znam jednego. Nazywa się Engin. Mogę ci go polecić.
Obaj uśmiechnęli się blado, lecz lekkość tej chwili szybko zniknęła.
— Co zrobiłeś? — zapytał Engin. — Udało ci się porozmawiać z Beyzą?
— Tak. Ale nie doszliśmy do żadnego porozumienia. Mam już dość tych wszystkich gierek. Chcę tylko dostać opiekę nad dzieckiem. Nad moim synem.
Engin spoważniał.
— Cihanie, nawet gdybyśmy wykazali, że podpisana przez was umowa jest nieważna, dziecko jest jeszcze bardzo małe. W takim wieku sąd zazwyczaj zostawia opiekę matce. Będę z tobą szczery. Na ten moment niewiele możemy zrobić.
— Beyza nie nadaje się do opieki nad dzieckiem. Jest nieprzewidywalna. Nie pozwolę, żeby mój syn został w jej rękach.
— Rozumiem cię. Masz rację, że się boisz. Ale w tej chwili wszystko działa przeciwko tobie. Jeśli chcesz być blisko syna, musisz znaleźć jakiś kompromis z Beyzą. Najpierw musisz to zaakceptować.
Cihan pokręcił głową z niedowierzaniem.
— Kompromis? Z nią? Mówimy o kobiecie, która puściła wózek dziecięcy ze stromej ulicy. Mści się na mnie, używając dziecka. Nie rozumiesz? Jej zachowanie wymyka się spod kontroli.
— A gdybym ja z nią porozmawiał? — zaproponował Engin ostrożnie. — Tak czy inaczej, czuję się za to częściowo odpowiedzialny. To przeze mnie Beyza znalazła się w takim stanie.
— Ona chce rozmawiać tylko z Hancer. Tylko jej zamierza powiedzieć, jakie ma warunki.
— W takim razie powiedzmy Hancer. Na pewno nie odmówi.
Cihan zacisnął szczękę. Jego twarz znów stężała.
— Szczerze mówiąc, nie wiem, czy po tym wszystkim mam prawo ją o cokolwiek prosić.
— Nie musisz z nią rozmawiać osobiście. Ja jej wszystko wyjaśnię. Na pewno zrobi nam tę przysługę.
— Nie ma mowy — przerwał mu Cihan ostro. — Nawet nie próbuj z nią o tym rozmawiać.
Engin odchylił się na krześle i uważnie spojrzał na przyjaciela.
— Nie chcesz wciągać w to Hancer. Nie chcesz negocjować z Beyzą. Więc jak zamierzasz rozwiązać ten problem? Pozwól mi przynajmniej porozmawiać z Beyzą. Może uda mi się znaleźć jakąś drogę wyjścia.
— Problem Beyzy nie polega na kompromisie, Enginie. Jej problemem jest Hancer. Zawsze nim była. Cokolwiek zrobimy, ona nie przestanie być uparta. Obaj dobrze o tym wiemy.
Engin przygryzł wargę i powoli pokiwał głową.
— Masz rację. W takim razie czeka cię wielka wojna, Cihanie. Złe dni są już za nami, ale przed nami mogą być jeszcze gorsze.
Cihan spojrzał na niego twardo, bez śladu wahania.
— Jestem gotowy do walki.
***
Razem z Enginem do rezydencji przyjechała Sila. Fadime zaprosiła ją do salonu, lecz dziewczyna nie potrafiła usiedzieć w miejscu. Gdy tylko nadarzyła się okazja, wymknęła się po cichu na górę. W dłoni ściskała czarną torbę, a jej kroki odbijały się cicho od drewnianej podłogi.
Weszła do pierwszego pokoju, jaki napotkała na korytarzu. Od razu zorientowała się, że trafiła do pokoju dziecka. Przy ścianie stała biała kołyska z delikatnym baldachimem, obok niej łóżko przykryte niebieską narzutą, a na ścianie widniał dziecięcy rysunek ze słońcem, żyrafą i słoniem. Jasne meble zdobione złotymi ornamentami nadawały wnętrzu elegancki, niemal bajkowy wygląd. Ten spokój dziwnie kontrastował z napięciem, które Sila czuła w sobie.
— To pokój tej wariatki — mruknęła, rozglądając się uważnie. — Chciałam znaleźć pokój Mukadder, ale widocznie przeznaczenie miało wobec mnie inny plan.
Nie traciła czasu. Podeszła do komody i zaczęła kolejno wysuwać szuflady. Przesuwała rzeczy ostrożnie, nasłuchując każdego odgłosu dochodzącego z korytarza.
— Wszystko spakowała — powiedziała pod nosem. — Czy ona naprawdę jest matką tego dziecka? Skoro była taka wściekła… A może po prostu gra tak dobrze jak jej ciotka? Wkrótce się dowiem.
Zajrzała do ostatniej szafki. W głębi dostrzegła niewielki, jasny prostokąt. Schyliła się, wsunęła rękę do środka i wyciągnęła wizytówkę. Gdy zobaczyła nazwisko, zamarła.
Na kartoniku widniało imię doktor Fusun Kaby.
Sila natychmiast przypomniała sobie rozmowę z Enginem. W jej głowie znów zabrzmiał jego głos: kiedy Cihan i Hancer byli małżeństwem, zdecydowali się na zapłodnienie in vitro. O pomoc zwrócili się właśnie do doktor Fusun Kaby. Dopiero później wyszło na jaw, że lekarka skrzywdziła wiele kobiet. Miała dobrą opinię, a ktoś polecił ją Mukadder.


Sila zacisnęła palce na wizytówce i spuściła wzrok.
— Fusun Kaba… — wyszeptała. — Teraz już rozumiem, kto naprawdę polecił ją pani Mukadder.
Jej twarz stężała. Kawałek papieru, który trzymała w dłoni, mógł okazać się ważniejszy, niż przypuszczała.
— Wiedziałam od początku, że coś tu śmierdzi — dodała cicho. — Bóg mi pomaga. Ciągle zostawia mi wskazówki.
***
Yonca wyszła z domu z czarnym workiem na śmieci. Na zadaszonym ganku panował półmrok, rozjaśniany jedynie przez chłodne światło zawieszonych pod drewnianym stropem żarówek. Za białym płotkiem zaczynał się ciemny ogród, a dalej gęste drzewa ginęły w nocnej ciszy. Przy ścianie stały plastikowe krzesła i stół, jakby to spokojne, skromne miejsce w jednej chwili miało stać się areną kolejnej awantury.

Yonca zatrzymała się gwałtownie, gdy zobaczyła Mukadder. Pani Develioglu wyłoniła się z mroku niczym ktoś, kto nie przyszedł prosić, lecz żądać. Podeszła bliżej i zmierzyła ją twardym, groźnym spojrzeniem.
— Czy tak się umawiałyśmy? — zapytała lodowatym tonem. — Czy dałam ci tyle pieniędzy po to, żebyś ukrywała Beyzę i dziecko?
— To nie ja ją tu sprowadziłam — odpowiedziała Yonca stanowczo. — Sama zapukała do moich drzwi. Przyszła z moim dzieckiem. Co miałam zrobić? Zatrzasnąć drzwi przed twarzą własnego syna?
— Powinnaś była mnie o tym poinformować.
W tej samej chwili w drzwiach pojawiła się Beyza. Wyszła na ganek, skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na ciotkę z chłodną pewnością siebie.
— Przyszłaś tu na próżno — oznajmiła. — Jasno powiedziałam Cihanowi, że będę rozmawiała tylko z Hancer.
— Cihan nie pozwoli ci sobą rządzić — odparła Mukadder. — Jeśli będzie trzeba, zatrudni setkę prawników i odbierze ci prawo do opieki nad dzieckiem.
Beyza uśmiechnęła się kpiąco.
— Mam umowę, która mnie chroni. Szanse na to, że odbierze mi dziecko, są zerowe.
— Nie byłabym tego taka pewna. Kiedy Cihan coś sobie postanowi, zrobi wszystko, żeby dopiąć swego. Pokaże wszystkim, jaką naprawdę jesteś matką. A kiedy dostanie opiekę, w ogóle nie będzie się tobą przejmował. Bądź rozsądna i wróć do domu, póki nadal jesteś jego żoną. I nie zostawiaj nam tego bękarta — dodała, rzucając Yoncy pogardliwe spojrzenie.
Yonca aż drgnęła.
— Uważaj na słowa! — wybuchła. — Nie możesz nazywać mojego syna bękartem!
— A kim jest, jeśli nie bękartem? — syknęła Mukadder. — Kupiłam ci salon fryzjerski. Wystarczy jedna zapałka, żeby wszystko, co dostałaś, obróciło się w popiół. Dlatego lepiej zachowaj rozsądek. Zajmij się swoim kochanym synem i trzymaj się od nas z daleka.
Yonca zacisnęła usta. Nie odpowiedziała już ani słowem. Odwróciła się i wróciła do środka, zostawiając Beyzę samą z Mukadder na zimnym, nocnym ganku.
— Nie marnuj słów, ciociu — powiedziała Beyza spokojnie. — Wrócę tylko wtedy, gdy warunki się zmienią.
— Dlaczego to robisz, Beyzo? — zapytała Mukadder, nie spuszczając z niej wzroku. — Bo odebrałam ci własność domu? Poniżasz mojego syna tylko po to, żeby udowodnić, że jesteś niezwyciężona? Powiedz mi, ile chcesz pieniędzy.
— Tego, czego chcę od Cihana, nie da się kupić za pieniądze.
— Czego chcesz, Beyzo? Mów!
Beyza spojrzała jej prosto w oczy.
— Dowiesz się, kiedy przyślesz tu Hancer. Tylko jej powiem, czego chcę.


***
Sila i Engin wrócili do domu. Prawnik niemal od razu usiadł do pracy, jakby chciał jeszcze tej samej nocy uporządkować wszystkie sprawy Cihana. W salonie panował spokojny półmrok. Błękitne ściany, ciężkie bordowe zasłony i miękka kanapa nadawały wnętrzu ciepły, domowy charakter. Po chwili Sila weszła z tacą, na której postawiła dwie szklanki herbaty, kawałki ciasta i przekąski.
— Kiedy siadasz do komputera, potrafisz nie wstać aż do rana — powiedziała łagodnie. — Pomyślałam, że lepiej będzie, jeśli nie będziesz pracował z pustym żołądkiem.
Miała na sobie miękki, liliowy sweter z wysokim kołnierzem, który dodawał jej delikatności. Wyglądała spokojnie, niemal zwyczajnie, ale w jej oczach nadal kryło się napięcie, którego Engin nie potrafił odczytać.
Usiedli razem na kanapie. Na okrągłym stoliku z czarnym blatem i złotą podstawą zapach herbaty mieszał się ze słodkim aromatem ciasta.

— Postanowiłem, że od tej pory będę cię słuchał — oznajmił Engin. — Dobrze, że pojechałem do Cihana. Potrzebował rozmowy z przyjacielem.
Sila uważnie przyjrzała się jego twarzy i uśmiechnęła się lekko.
— Wiesz co? Zmęczenie zniknęło z twoich oczu. Cieszę się, że się pogodziliście. Mówią, że dawni przyjaciele nie mogą tak po prostu stać się wrogami.
Engin uniósł szklankę z herbatą, upił łyk i spojrzał na nią z czułym zamyśleniem.
— Jak ty właściwie pojawiłaś się w moim życiu?
Sila zmarszczyła brwi.
— Nie rozumiem.
— Mam na myśli to, jak się poznaliśmy. Dziwny zbieg okoliczności, prawda? Mój najlepszy przyjaciel potrącił cię samochodem. Pojawiłaś się nagle na jego drodze, a potem także na mojej.
— Powiedzmy, że to było przeznaczenie — odparła z delikatnym uśmiechem, choć w głębi duszy dobrze wiedziała, że ich spotkanie wcale nie było przypadkowe.
— Czasem mam wrażenie, że ten samochód nie uderzył w ciebie, tylko w moje życie.
Sila spoważniała.
— Co masz na myśli? To coś złego?
— Nie. Przeciwnie. Dobrze, że pojawiłaś się w moim życiu. Czasem trzeba wymazać wszystko, co było, żeby móc zacząć od nowa. Chyba właśnie dzięki tobie mi się to udało. Sprawiłaś, że to miejsce zaczęło przypominać dom. Zapach ciasta w salonie, herbata czekająca na stole, twoje pytanie, jak się czuję, kiedy wracam…
Sila spuściła wzrok i wzruszyła ramionami.
— Po prostu wykonuję swoją pracę.
— Może nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale dałaś mi siłę, żeby zostawić za sobą złe wspomnienia. Teraz tworzę nowe. Dziękuję ci za to. Mam nadzieję, że ty też to czujesz. Myślę o twoim dawnym życiu. Kiedy się poznaliśmy, kogoś szukałaś. Później przestałaś. Próbowałem go odnaleźć, ale nie trafiłem na żaden ślad. Prawdopodobnie ty też przestałaś już szukać.
Twarz Sili stężała.
— Teraz wszystko jest w rękach Boga. Niech będzie przeklęty za wszystko, co mi odebrał. Już go nie szukam. Zamknęłam ten rozdział.
Engin pokiwał głową.
— Dobrze zrobiłaś.
Przez chwilę oboje pili herbatę w milczeniu. Między nimi pojawił się spokój, który wydawał się niemal zbyt kruchy, by mógł trwać długo.
— Pozwól, że o coś zapytam — odezwała się w końcu Sila. — O czym rozmawialiście? Udało mu się naprawić relacje z tą swoją szaloną żoną?
— Wygląda na to, że wszystko zmierza w stronę rozwodu — odpowiedział Engin. — Niestety, na razie wszystko działa na korzyść Beyzy.
— Co dobrego może wyniknąć z tego, że dziecko zostanie przy takiej kobiecie? Nie ma żadnej możliwości, żeby opiekę otrzymał ojciec?
— Umowa, którą podpisał Cihan, związała nam ręce. Poza tym dziecko jest bardzo małe, a w takich przypadkach opieka najczęściej zostaje przy matce.
Sila zamyśliła się.
— Musi istnieć jakiś wyjątek.
Engin spojrzał w stronę laptopa.
— Właśnie tego szukałem. Sprawdzałem podobne sprawy. Ale żeby się czegoś uchwycić, musimy znaleźć błąd Beyzy. Duży błąd. Tym razem nie mogę zawieść Cihana. Gdybym to zrobił, nigdy bym sobie nie wybaczył.
***

Później Sila była już w swoim pokoju. Miała na sobie jasną piżamę: bladoróżową bluzkę i luźne, szare spodnie w drobny wzór. Stała przy łóżku w niewielkim, spokojnym wnętrzu o błękitnych ścianach, z czarną torbą opartą o nocną szafkę. W dłoniach trzymała wizytówkę doktor Fusun Kaby.
Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w kartonik, jakby ważyła w myślach wszystkie możliwe konsekwencje.
— Może ta wizytówka skrywa błąd, który postawi Beyzę w trudnej sytuacji — wyszeptała. — Ale czy Develioglu naprawdę zasługują na moją pomoc? To bardzo wątpliwe…
Schowała wizytówkę do torebki, po czym ciężko opadła na łóżko. Wiedziała, że znalazła ślad, który mógł zmienić wszystko. Nie była jednak pewna, czy powinna komukolwiek go ujawnić.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 165.Bölüm i Gelin 166.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.






