Dziedzictwo odc. 1052: Pelin odkrywa sekret Nany i Poyraza!

Zbliżenie na twarz podsłuchującej pod drzwiami Pelin. Jej oczy błyszczą ekscytacją.

„Dziedzictwo” Odc. 1052 – streszczenie

Nana z przejęciem dzierga rękawiczki dla męża. Jej palce sprawnie poruszają się po drutach, choć w oczach widać zmęczenie — pracuje nad nimi od świtu, z determinacją godną najważniejszego zadania. Jest już bliska ukończenia pracy, gdy nagle drzwi się otwierają i wchodzi Poyraz.

— Żono, może napijemy się kawy? — pyta swobodnie, ale kątem oka dostrzega, jak Nana w popłochu chowa coś pod poduszkę. Zatrzymuje się w progu i mruży oczy. — Co to było? Co tam ukrywasz?

— Nic… — odpowiada cicho, odwracając wzrok.

Poyraz nie daje się zwieść. Podchodzi bliżej, sięga pod poduszkę i wyciąga na światło dzienne jej sekretną pracę. W dłoniach trzyma rękawiczki, jeszcze niedokończone.

— Rękawiczki — mówi Nana, opuszczając ramiona. — Chciałam ci je podarować. Dałeś mi szkatułkę, więc… ja też chciałam ci dać coś od siebie. Twoja mama pokazała mi, jak się dzierga. Chciałam ci je wręczyć, kiedy już skończę… Ale nie zdążyłam. Brakuje jeszcze jednego palca.

Kamera robi zbliżenie na rękawiczkę z kciukiem i trzema równymi palcami.

Poyraz patrzy jej w oczy, a na jego twarzy pojawia się ciepły, łagodny uśmiech.

— To nie ma znaczenia. Najważniejsze, że my jesteśmy kompletni — mówi miękko. — Sama przecież powtarzasz, że najcenniejsze nie są prezenty, tylko to, co kryjemy w sercu.

W tej samej chwili kamera przenosi się na korytarz. Pelin wychodzi ze swojego pokoju i zatrzymuje się, słysząc głos Poyraza zza drzwi:

— Do tego nasze małżeństwo jest formalne. Wytrzymałaś ze mną pół roku…

— Może nasze małżeństwo jest fałszywe — odpowiada cicho Nana — ale moja wdzięczność wobec ciebie jest prawdziwa.

Twarz Pelin rozjaśnia się triumfalnym uśmiechem. Czuje, jak jej serce przyspiesza, a po ciele rozchodzi się gorąco ekscytacji i nadziei.

— Nie wierzę… — szepcze do siebie. — Ich ślub jest tylko na papierze. Poyraz zrobił to z litości. Te wszystkie słowa o miłości… były kłamstwem. Mam jeszcze szansę. Nadal mogę go odzyskać!

Odwraca się na pięcie i wraca do pokoju, w myślach już układając plan.

Tymczasem kamera wraca do małżonków.

— Więc zrobiłaś to dla mnie — mówi Poyraz, obracając w palcach niedokończone rękawiczki. — Ty, która na początku naszej znajomości roztrzaskałaś mi głowę kamieniem… teraz dziergasz dla mnie najpiękniejszy prezent w życiu.

Nana odwraca wzrok, uśmiecha się nieśmiało.
— Dziękuję. Noś je na szczęście. A teraz wybacz, przypomniało mi się, że muszę pomóc mamie.

— Ostatnio ciągle o czymś sobie przypominasz i uciekasz ode mnie — mówi z lekkim wyrzutem Poyraz, przyglądając się jej plecom, gdy wychodzi.

— Na tym polegają obowiązki — odpowiada Nana przez ramię i szybko znika za drzwiami.

W pokoju zostaje tylko on. Poyraz opuszcza wzrok na ślubną obrączkę, delikatnie przesuwając po niej palcem.

— W żaden sposób nie umiem ci powiedzieć, że cię kocham — szepcze do siebie. — Ale, Nano Kilic… czas najwyższy, żeby nasze małżeństwo przestało być tylko na papierze i stało się prawdziwe.

Kamera zatrzymuje się na jego twarzy — pełnej determinacji i niewypowiedzianego uczucia.

***

Aynur otrzymuje propozycję powrotu do pracy na komisariacie. Nie waha się ani chwili — zgadza się od razu, z sercem przepełnionym ulgą i radością. Czuje, że jej życie powoli wraca na właściwe tory, choć wciąż wisi nad nią cień wyroku, który ma zapaść w sprawie morderstwa Ezgi.

Tego samego dnia Sinan odwozi ją na komisariat. W drzwiach życzy jej powodzenia, a potem kieruje się do sali, gdzie czekają już na niego Kara i Ibrahim. Atmosfera jest napięta.

— Prokuratorze — zaczyna Kara stanowczo. — Wydano decyzję, że Aynur będzie odpowiadać z wolnej stopy. Ale nie zamierzamy bezczynnie czekać na termin drugiej rozprawy.

Sinan spogląda na nią przenikliwie i kiwa głową.

— Sprawą zajmuje się wydział zabójstw i zapewniam was, że trzymam ich pod lupą — odpowiada spokojnym, ale twardym tonem. — Wasza pomoc i kontakty będą dla mnie ogromnym wsparciem. Jednak prowadzenie tajnego śledztwa przeciwko innemu wydziałowi… Rozumiecie, jak bardzo to ryzykowne dla waszych karier?

— Nie zostawimy tak tego — mówi Kara bez wahania. — Będziemy z Aynur do końca. Wiemy, że jest niewinna.

Ibrahim dodaje, równie zdeterminowany:
— Nie możemy siedzieć z założonymi rękami. Zrobimy wszystko, co trzeba.

Sinan zaciska usta, jakby w duchu doceniał ich lojalność. W końcu przytakuje.

— W porządku. W takim razie… zabieramy się do pracy — oznajmia rzeczowo. — Powiedziałem już kiedyś: musimy znaleźć prawdziwego zabójcę. Mamy dwa kluczowe tropy. Po pierwsze, musimy dotrzeć do źródła pogróżek, które otrzymywała Ezgi. Po drugie… skupić się na tej sprawie z kamerami przed budynkiem.

Sinan wciąga powietrze i spogląda na nich poważnie.
— To, że kamery akurat wtedy nie działały, nie było przypadkiem. To spisek. Ktoś je wyłączył. Musimy dowiedzieć się, kto za tym stoi.

— Ale jak? — pyta ostrożnie Ibrahim.

Sinan przesuwa spojrzeniem w jego stronę.
— Najpierw ustalimy, czy były fizycznie uszkodzone, czy ktoś zmanipulował system. Ibrahim, potrafisz uzyskać dostęp do systemu nagrań?

Ibrahim prostuje się, gotowy do działania.
— Tak, dam radę. Od razu się tym zajmę.

Sinan przygląda mu się przez chwilę, po czym ostrzega surowo:
— Dobrze. Ale pamiętaj: cokolwiek zrobisz, nie możesz zwracać na siebie uwagi. Rozumiemy się?

Ibrahim kiwa głową.
— Rozumiemy się.

Sinan wyprostowuje się i rzuca im jedno krótkie spojrzenie pełne determinacji.
— W takim razie… do roboty.

***

Poyraz wraca do domu, znużony, ale z tajemniczym uśmiechem na ustach. Zatrzymuje się w salonie, rozluźnia kołnierzyk koszuli i sięga do kieszeni. W jego dłoni lśni małe czerwone pudełeczko. Otwiera je ostrożnie i przez chwilę wpatruje się w pierścionek zaręczynowy, który połyskuje w świetle lampy.

— Myślę, że jej się spodoba — mówi do siebie z cichą nadzieją, a jego oczy błyszczą. — Tylko… czy poczekać do wieczora, czy zrobić to od razu?

W tej samej chwili drzwi wejściowe otwierają się gwałtownie. Poyraz instynktownie zamyka pudełeczko i chowa je z powrotem do kieszeni. Odwraca się i jego uśmiech gaśnie, gdy widzi swoją siostrę — Nazli — całą zapłakaną, z oczami czerwonymi od łez. Obok niej stoi zmartwiony Mert.

— Nazli?! Co się stało? Dlaczego płaczesz? — pyta z niepokojem, podchodząc do niej szybkim krokiem. — Kto cię skrzywdził? Powiedz tylko, a przysięgam, że rozbiję mu głowę!

Dziewczyna próbuje coś powiedzieć, ale kolejne spazmy szlochu dławią jej głos.

— Mert, ty mi powiedz! — rozkazuje Poyraz ostro, spoglądając na przyjaciela.

— Zwolnili ją… — odpowiada cicho Mert. — Byłem akurat w szpitalu na wizycie kontrolnej. Na szczęście byłem blisko i od razu ją wsparłem. To ją kompletnie załamało.

Poyraz odwraca się do siostry z narastającą złością.
— Jak to możliwe? Jak mogli zwolnić moją siostrę?! Nazli, powiedz mi, jaki podali powód?

W tym momencie do salonu wchodzą Nana i Pelin. Nazli ociera policzki chusteczką i drżącym głosem odpowiada:

— Nie podali… Po prostu wezwali mnie do gabinetu i powiedzieli, że mój stosunek pracy został rozwiązany. Bez słowa wyjaśnienia. Miesiąc temu jeszcze chwalili mnie za wyniki… Nie rozumiem tego…

— Powinnaś była zażądać odpowiedzi! — syczy Poyraz, a jego oczy błyszczą gniewem.

— Pytałam — mówi Nazli z rozpaczą. — Usłyszałam tylko, że to rozkaz „z góry”.

Pelin spogląda na nich z cieniem goryczy w oczach i nagle mówi lodowato:
— To on. Jestem tego pewna. To sprawka mojego brata.

Poyraz odwraca się do niej natychmiast.
— Czego on od niej chce?!

Pelin unosi brodę i mówi z wyraźnym żalem:

— Kiedyś moja przyjaciółka też mi pomogła… i jej zrobił dokładnie to samo. To kara. Nazli, on ukarał cię tylko dlatego, że stanęłaś po mojej stronie. Przepraszam. Naprawdę… tak mi przykro.

Nazli wtula twarz w chusteczkę, a jej ciche łkanie wypełnia salon. Poyraz prostuje się, a na jego twarzy pojawia się wyraz zimnej determinacji.

— Jeżeli on myśli, że w ten sposób nas złamie… bardzo się myli — mówi niskim, groźnym głosem. Wstaje gwałtownie i rusza w stronę drzwi.

— Poyraz! — woła za nim Nana, chwytając go za rękę. Jej głos jest pełen lęku. — Dokąd idziesz? Obiecaj mi, że nie wpakujesz się w kłopoty.

Poyraz zatrzymuje się na moment i patrzy jej prosto w oczy.
— Nie martw się. Wrócę.

Odwraca się do Merta.
— Mert, zostań tutaj. Zajmij się nimi.

Nie oglądając się już więcej, Poyraz wychodzi, zatrzaskując za sobą drzwi, a w jego spojrzeniu płonie gniew, który domaga się sprawiedliwości.

***

Cennet siedziała w kuchni nad szklanką herbaty. Jej palce drżały lekko, gdy unosiła ją do ust. W powietrzu unosił się zapach mięty i świeżo upieczonego chleba. Nagle rozległ się ostry dźwięk telefonu.

Zerknęła na ekran, a serce ścisnęło jej się w piersi. Odebrała.
— Halo?

— Dzień dobry — odezwał się chłodny, profesjonalny męski głos. — Czy rozmawiam z Cennet Kilic?

— Tak… — odpowiedziała niepewnie.

— Dzwonię w sprawie zaległości w spłacie kredytu hipotecznego. Chciałem przypomnieć, że rata za ten miesiąc wciąż nie wpłynęła.

— Proszę… proszę o jeszcze trochę czasu — wyszeptała błagalnie. — Czekam na przelew… lada dzień powinni mi zapłacić.

— Daliśmy już pani dodatkowy czas. Do piątku kwota musi zostać uregulowana w całości, inaczej dom zostanie wystawiony na sprzedaż — oznajmił obojętnie.

— Ale… co my zrobimy, jeśli… jeśli zabiorą nam dom? — spytała, czując, jak gardło jej się zaciska.

— Przykro mi, ale nie mogę nic poradzić. Życzę miłego dnia.

Rozmowa się urwała. Cennet odłożyła telefon na blat i przez chwilę siedziała nieruchomo, biała jak ściana. Jej wzrok utkwiony był w jeden punkt, jakby w jednej chwili całe życie rozsypało się w pył.

W drzwiach kuchni stanęła Cansel. Przyglądała się teściowej uważnie, z niepokojem.
— Mamo? Co się dzieje? O czym mówiłaś? Jaka sprzedaż?

Cennet uniosła na nią zaszklone oczy. Jej głos był ledwie słyszalny, drżał jak płomień świecy.

— Kiedy Poyraz trafił do więzienia… wzięłam kredyt hipoteczny na dom. Nie dawałam sobie rady z długami…

— Co?! — głos Cansel przeszedł w przerażony szept. — Mamo, co ty mówisz?

Cennet spuściła wzrok, a na jej policzku drgnęła samotna łza.

— Co miałam zrobić? Poyraz siedział za kratami, a Sahin ciężko zachorował. Nie było skąd wziąć pieniędzy na leczenie, na opłaty… Spłacałam raty, ale w końcu zaczęły się nawarstwiać. Teraz… teraz czekam na sprzedaż działki w Skopje. Gdy dostanę pieniądze, ureguluję wszystko.

— Dostaliśmy przecież pieniądze, kiedy Poyraz był w więzieniu! Powiedziałaś, że to za sprzedaż ziemi… — oczy Cansel rozszerzyły się ze zrozumieniem. — To były pieniądze z kredytu?!

Cennet skinęła tylko głową, nie mając odwagi spojrzeć córce w oczy.

— Wtedy nie udało mi się przekonać rodziny do sprzedaży działki… nie miałam wyboru.

— Mamo… co ty zrobiłaś? — wyszeptała Cansel, a jej głos drżał ze złości i bezsilności. — A twoje złoto?!

Cennet westchnęła ciężko i podciągnęła rękaw. Na nadgarstku połyskiwała złota bransoletka.

— To wszystko… jest fałszywe. Sprzedałam prawdziwą biżuterię dawno temu. Nie chciałam, żeby Poyraz i Sahin się martwili… chciałam, żeby myśleli, że wszystko jest w porządku. Ukryłam prawdę przed wszystkimi.

Milknie na chwilę, a jej głos łamie się, gdy dodaje z cichą nadzieją:

— Może działka w Skopje zostanie sprzedana na czas… może jeszcze zdążę spłacić ten dług…

Cansel patrzyła na nią długo, z mieszaniną gniewu i współczucia, a potem odwróciła się, by ukryć swoje łzy.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia był film Emanet 763. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy