Dziedzictwo odc. 1015 i 1016: Nana i Poyraz na kwarantannie!

Nana i Poyraz w łóżku.

„Dziedzictwo” Odc. 1015 – streszczenie

Sinan nerwowo krąży po pokoju, zaciskając dłonie w pięści.

– Wszystko źle zrozumiałem! – mówi na głos, jakby próbując przekrzyczeć własne myśli. – Dała mu zegarek, żeby go naprawił, a ja… od razu dopisałem do tego całą historię. Może to przeze mnie wybrała tę drogę. Może, gdyby nie moja reakcja… Głupio wplątałem się w związek z Ezgi. A mama? Mama uważa, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Nie widzi, że to nieprawda…

Wychodzi z pokoju, ale zatrzymuje się w pół kroku, słysząc głos Aynur dochodzący z kuchni. Jej ton jest spokojny, niemal pogodny.

– Tak, siostro Adalet… Tak, wiem. Też chcę mieć odpowiednią sukienkę. Spokojnie, dopilnuję, żeby garnitur pasował na Kıvanca. Nie martw się, do weekendu wszystko będzie gotowe.

Sinan zastyga w miejscu, po czym powoli wraca do pokoju, jakby jego nogi odmówiły posłuszeństwa. Siada na fotelu i wpatruje się w pustkę.

– Jak to możliwe? – szepcze. – Jak mogła podjąć taką decyzję tak szybko? Zaręczyny… z człowiekiem, którego zna zaledwie od kilku tygodni? Ale dlaczego się dziwię? Jeśli wierzy, że to właściwy mężczyzna, to naturalne, że chce z nim być. Tylko… czemu w takim razie nie dała mu tego zegarka?

W tym momencie rozbrzmiewa dźwięk telefonu. Sinan odbiera niechętnie, wciąż zamyślony.
– Tak, Lerzan?

– Sinanie, nie dokończyliśmy naszej rozmowy – mówi jego przyjaciółka z wyraźnym niepokojem w głosie. – Musiałam pilnie wyjść z biura. Powiedz mi szczerze… Czy to prawda? Czy Aynur naprawdę się zaręcza?

– Tak. To prawda – odpowiada cicho, niemal szeptem. – Ale… nie rozumiem tego. To wszystko dzieje się zbyt szybko. Za szybko.

– A ty naprawdę nie wiesz, dlaczego? – Lerzan milczy przez chwilę, a potem dodaje z naciskiem: – To przez ciebie, Sinanie. Robi to, bo nie widzi innego wyjścia.

– Co ty mówisz? – rzuca zaskoczony. – Skąd ten pomysł?

– Skąd? Widziałam, jak na ciebie patrzyła. Widziałam wszystko. Ale ty? Ty pozwoliłeś matce zadecydować za siebie. Związałeś się z Ezgi, a Aynur… cóż, ona nie chciała stać w miejscu. Wybrała własną ścieżkę, choćby miała prowadzić ją gdzie indziej.

Sinan milczy. W jego oczach pojawia się cień bólu.
– Naprawdę tak myślisz?

– Dokładnie tak. I powiem ci jeszcze jedno: dla niej to nigdy nie było łatwe. Jesteś jej szefem, trzymasz wszystkich na dystans. A ona… próbowała. Ale ty… ty się zachowywałeś, jakbyś pierwszy raz czuł coś prawdziwego i nie potrafił tego unieść.

Po zakończeniu rozmowy Sinan odkłada telefon, jakby ważył tonę. Przez chwilę siedzi bez ruchu, po czym ciężko wzdycha i mówi do siebie cicho:

– Czy Lerzan ma rację? Czy to ja wszystko zniszczyłem? Muszę się tego dowiedzieć… nim będzie za późno.

***

Nana dzielnie zmaga się z chorobą, ukrywając osłabienie za uśmiechem i spokojem. Ale jej ciało w końcu się poddaje. Nagle traci przytomność i bezwładnie osuwa się prosto w ramiona Poyraza.

– Nana! – woła z przerażeniem mąż, przyciskając ją do siebie.

Nie tracąc czasu, zanosi ją do sypialni i delikatnie kładzie na łóżku. Jego twarz wyraża bezradność, której nigdy wcześniej nie znał.

Chwilę później w pokoju pojawia się Nazli z lekarską torbą. Szybko bada Nanę i spogląda na termometr, który właśnie wyjęła spod jej pachy.

– Tak jak podejrzewałam – mówi poważnym tonem. – Wysoka gorączka, osłabienie, kichanie… To wirus, który ostatnio szybko się rozprzestrzenia. Mieliśmy już kilka takich przypadków w szpitalu.

– Czyli mamy do czynienia z epidemią? – dopytuje Poyraz z napięciem w głosie.

– Tak. Choroba przenosi się drogą kropelkową i przez bezpośredni kontakt. Musimy poddać Nanę kwarantannie. Przez najbliższe dwa dni nikt nie powinien się do niej zbliżać. To konieczne.

– Nie ma mowy – protestuje Poyraz, prostując się. – Nie zostawię jej samej. To moja żona. Zaopiekuję się nią, nawet jeśli miałbym się zarazić.

W tej samej chwili do pokoju wchodzi Cennet, z ustami i nosem zakrytymi chustą. Jej głos nie dopuszcza sprzeciwu.

– Synu, nie znalazłam cię na ulicy. Jesteś moim dzieckiem i nie pozwolę ci ryzykować. Słyszałeś, co powiedziała Nazli – to bardzo zaraźliwe. Nawet nie masz maseczki. Wyjdź stąd natychmiast.

– A ja nie znalazłem żony na ulicy – odpowiada stanowczo Poyraz.
– Właśnie, że tak – wtrąca Cansel z ironicznym uśmiechem. – Przecież spotkałeś ją dosłownie na ulicy, kiedy jechałeś samochodem. Pamiętasz?

Poyraz tylko przewraca oczami i cicho przeklina pod nosem.
– Założę maskę. Dam radę. Nic mi nie będzie – rzuca z uporem.

– Bracie, nie możesz! – wtrąca się Nazli, coraz bardziej zdenerwowana. – Ryzykujesz nie tylko swoim zdrowiem. Mama ma nadciśnienie. Dla niej taki wirus może być śmiertelny!

Z łóżka odzywa się słaby, ledwo słyszalny głos Nany:
– Nazli ma rację… Poyraz, proszę… Zostanę sama. Tak będzie bezpieczniej. Nie chcę nikogo narażać…

Nazli delikatnie chwyta brata za ramię.
– Chodź, bracie. Musimy się wycofać – mówi cicho, prowadząc go do drzwi.

Tuż przed wyjściem Poyraz jeszcze raz spogląda na Nanę. Ich spojrzenia się spotykają, a mimo odległości między nimi widać, jak wiele chcieliby sobie powiedzieć. Oboje lekko unoszą rękę i machają do siebie w geście, który mówi więcej niż słowa.

Drzwi zamykają się. Poyraz zostaje na korytarzu, wpatrzony w klamkę, jakby mógł nią otworzyć wszystkie odpowiedzi.

– Biedactwo… – mówi cicho do siebie. – Jest naprawdę chora. A ja… myślałem, że to tylko udawanie. Jak mogłem być aż tak ślepy?

Nie odchodzi. Siada przy drzwiach, gotów czuwać, choćby całą noc, by być blisko niej – choćby tylko po tej stronie ściany.

„Dziedzictwo” Odc. 1016 – streszczenie

W komisariacie. Kara wchodzi do gabinetu prokuratora z wyraźnym napięciem na twarzy.

— Prokuratorze, przepraszam, że przeszkadzam, ale potrzebuję pilnej konsultacji — mówi, kładąc plik dokumentów na biurku.
— W jakiej sprawie? — pyta Sinan, podnosząc wzrok znad papierów.

— Chodzi o gang Gececilerów — odpowiada, prostując się. — Śledzimy ich od dłuższego czasu. Wiem, że też się im przyglądałeś. Działają w podziemiu, są trudni do uchwycenia. Ostatnio natknęliśmy się na kilku podejrzanych przed szkołą w dzielnicy Aynur.

W oczach prokuratora pojawia się czujność.
— Masz nagranie?

— Tak — Kara wyciąga telefon i podaje mu urządzenie. — Mamy ludzi w cywilu, czekają na odpowiedni moment. Chciałam zapytać, czy rozpoznajesz któregoś z nich.

Sinan skupia wzrok na ekranie. Po chwili wskazuje palcem jeden z kadrów.

— Tego znam. To Kivanç Aladağ.
— Kivanç? — Kara unosi brwi. — Nie figuruje w naszych raportach.

— To stary członek Gececilerów. Obserwuję go od dawna. Nie wierzę w przypadki — mówi chłodno. — Co niby miałby robić pod szkołą, jeśli nie działać dla nich? Zatrzymajcie go natychmiast. Ja zajmę się resztą. Zmuszę go do mówienia.

***

Pokój przesłuchań.

Kivanç siedzi przy stole, gdy do środka wchodzi Sinan. Jego twarz jest kamienna, spojrzenie ostre.

— Panie prokuratorze… Dlaczego zostałem zatrzymany? — pyta Kivanç z niepokojem.

— Bo jesteś kłamcą i członkiem gangu — rzuca Sinan bez ogródek. — Pracujesz dla Gececilerów. Widziano cię pod szkołą w dzielnicy Aynur. To nie przypadek.

— Ale ja codziennie tamtędy przechodzę! — protestuje Kivanç. — Z tym gangiem nie mam już nic wspólnego. To przeszłość!

— Kłamiesz od początku! Nie zerwałeś z nimi kontaktu, przyznaj to! — Sinan podnosi głos i wstaje gwałtownie, uderzając dłonią w stół. — Ile jeszcze zamierzasz udawać?

Drzwi się otwierają. Kara wchodzi szybko do pomieszczenia.

— Prokuratorze… Aynur przyszła. Twierdzi, że ma informacje, które mogą zmienić sytuację Kivança. Szuka pana.

Sinan zawiesza spojrzenie na twarzy Kary, a potem przenosi je na podejrzanego. Mówi chłodno:
— Zabierz ją do mojego gabinetu.

Wraca wzrokiem do Kivança.
— W końcu się przekona, kim naprawdę jesteś.

***

Gabinet prokuratora.

Drzwi otwierają się gwałtownie. Aynur wchodzi szybkim krokiem, a gdy tylko widzi Sinana, jej głos nabiera ostrości:
— Co to ma znaczyć?! Co ty wyprawiasz?!

Sinan zatrzymuje się w pół kroku, zaskoczony jej tonem.
— Wykonuję swoją pracę — odpowiada spokojnie, choć w jego głosie słychać napięcie.

— Naprawdę? Czy w zakres twoich obowiązków wchodzi też aresztowanie niewinnych ludzi?! — rzuca z oburzeniem. — Siostra Adalet powiedziała mi, co się stało. Zatrzymałeś Kivança tylko dlatego, że przeszedł obok szkoły!

— Nie został aresztowany za spacer. A za to, że nadal utrzymuje kontakt z gangiem Gececilerów — mówi twardo Sinan.

Aynur podchodzi bliżej, wyraźnie poruszona.
— Kara pokazała mi nagranie. Widziałam je. Ja też często tamtędy przechodzę. Więc co teraz? Mnie też wsadzisz do aresztu?

Wyciąga telefon i pokazuje mu ekran.

— Tu jest moja korespondencja z Kivançem. A tutaj — przesuwa palcem — rozmowy z siostrą Adalet. On miał się z nią spotkać w prywatnej sprawie. To wszystko. Nie zrobił nic podejrzanego.

Sinan patrzy na ekran, ale nie sięga po telefon. Jego twarz pozostaje bez wyrazu, lecz w oczach pojawia się cień wahania.

— Panie prokuratorze… — Aynur ścisza głos, ale ton ma stanowczy. — Kivanç nie ma już nic wspólnego z tym gangiem. Popełnił błędy, jak wielu z nas, ale się zmienił. I nie masz prawa ciągle go karać za przeszłość.

Zrobiła krok do tyłu i spojrzała mu prosto w oczy.
— Wystarczy. Zostaw mnie i moje życie w spokoju. To nie twoja sprawa. Ani Kivanç, ani ja.

Odwraca się bez słowa i wychodzi, zostawiając Sinana sam na sam z ciszą i narastającym napięciem.

***

Pokój Nany. Cisza przerywana tylko oddechem śpiącej dziewczyny.

Poyraz nie wytrzymuje dłużej. Choć zabroniono mu wchodzić, uchyla drzwi i wślizguje się do środka. Siada ostrożnie na skraju łóżka, nie spuszczając z niej wzroku. Przez chwilę po prostu patrzy — z troską, tęsknotą, czymś głębszym, czego sam jeszcze do końca nie rozumie.

Nana porusza się niespokojnie i otwiera oczy. Kiedy go dostrzega, gwałtownie podnosi się do pozycji półsiedzącej.

— Co ty tutaj robisz?! — wykrztusza zdumiona. — Nawet nie masz maseczki! Oszalałeś? Zachorujesz!
— Niech się tak stanie — mówi cicho, ale pewnie. — Jestem tutaj i nie zamierzam odchodzić.

— Dlaczego…? Po co…? — Nana ledwo znajduje słowa. — Przecież to szaleństwo. Świadomie narażasz się na chorobę!

Poyraz uśmiecha się lekko, choć w jego oczach tli się powaga.
— Przyszedłem, żebyś zrozumiała, że nie jesteś już sama.

Jej spojrzenie mięknie, ale ton nadal ma surowy.
— To szaleństwo! Możesz się zarazić. Możesz się rozchorować.

„Rzeczywiście szaleję… za tobą” — mówi w myślach. Ale tym razem nie chce już milczeć.

— Masz rację, to szaleństwo… bo ja jestem w tobie…

Nie zdąża dokończyć, bo nagle… kicha. I zaraz potem raz jeszcze. Nana odskakuje lekko, zaskoczona. W tym momencie drzwi otwierają się z hukiem. W progu staje Nazlı w maseczce ochronnej, spoglądając na brata jak na ostatniego głupca.

— Bracie, czy ty kompletnie oszalałeś?! — mówi z wyrzutem. — To ty tak kichałeś? Twoje oczy wyglądają fatalnie, zbladłeś… Gratuluję! Oficjalnie się zaraziłeś. Teraz będziesz razem z bratową na kwarantannie.

Zatrzaskuje drzwi i znika, zostawiając ich w niekomfortowej ciszy.

***

Poyraz leży w łóżku, a Nana siedzi przy nim, choć sama nadal nie czuje się najlepiej. Przynosi mu wodę, leki i termometr.

— To ja cię zaraziłam — mówi z wyrzutem, patrząc na niego troskliwie. — To moja wina, więc teraz się tobą zaopiekuję. Weź to. — Wysypuje na jego dłoń tabletkę. — Mnie postawiło na nogi. Jak się czujesz? Masz dreszcze? Gardło cię boli, prawda? Poczekaj, przyniosę jeszcze coś na gorączkę…

Zanim zdąży się ruszyć, Poyraz chwyta ją za ramię i przyciąga do siebie, wciągając pod kołdrę. Nana piszczy zaskoczona.

— Co ty wyprawiasz?! Puść mnie! Muszę się tobą zająć!
— Ty też jesteś chora — mówi z powagą. — Nie powinnaś się ruszać z łóżka. Teraz już nigdzie nie pójdziesz.

Nana kładzie dłoń na jego czole.
— Poyraz… Ty płoniesz! Masz gorączkę!

— Tak, płonę… i to nie tylko z powodu wirusa — mruczy, zerkając na nią z rozbawieniem.
— Przeze mnie — szepcze, czując się winna. — Zaraziłam cię…

— Tak — przytakuje. — I oto mamy efekt: razem, w jednym łóżku, z gorączką. Romantycznie, prawda?

Nana przewraca oczami i marszczy brwi.
— Poyraz…

— No dobrze, już dobrze — uspokaja ją z uśmiechem. — To tylko żart. Obiecuję być grzeczny. Śpijmy, odpocznijmy. Musimy odzyskać siły.

Ona wzdycha, ale nie protestuje. Oboje wsuwają się głębiej pod kołdrę. W pomieszczeniu zapada spokój, a między nimi — ciepło, którego nie da się już ukryć.

***

Nazajutrz.

Kiedy Nana otwiera oczy, promienie porannego światła delikatnie muskają jej twarz. Zaskoczona dostrzega, że Poyraz już nie śpi. Siedzi oparty o wezgłowie łóżka, wpatrując się w nią uważnie, z miękkim, ciepłym spojrzeniem.

— Jest jeszcze bardzo wcześnie — szepcze, przecierając oczy. — Czemu nie śpisz?
— Bo nie mogę zasnąć — odpowiada cicho.
— Dlaczego? Co się dzieje?

Poyraz wzdycha głęboko. W jego oczach pojawia się cień niepewności, ale głos brzmi stanowczo.

— Bo noszę w sobie tysiące słów, których nigdy nie powiedziałem. Słów, które budzą mnie nocą i nie pozwalają zasnąć. Długo z tym zwlekałem… Ale już nie chcę milczeć.

Robi krótką pauzę, po której dodaje:
— Kocham cię, Nano Kılıç. Kocham cię jak szaleniec.

Nana zamarza. Przez chwilę po prostu patrzy na niego, oszołomiona. Jej wargi drżą, a serce zaczyna bić szybciej. Wreszcie przełyka ślinę i otwiera przed nim swoje serce.

— Ja… ja też cię kocham.

Słowa wybrzmiewają cicho, ale pewnie. Nagle wszystko staje się prostsze. Cisza między nimi nie jest już napięciem — to spokój. Patrzą sobie w oczy, odnajdując w spojrzeniach potwierdzenie tego, co właśnie zostało powiedziane. Nikt się nie uśmiecha szeroko. To cisza pełna ulgi. Ciepła. Miłości.

***

Poyraz otwiera oczy. Tym razem nie budzi go światło, ale cichy szept Nany:

— Ja ciebie też… Ja ciebie też…

Przez moment myśli, że to sen. Ale nie — to Nana mówi przez sen, odwrócona do niego plecami.

— Majaczyłaś — mówi cicho, dotykając jej ramienia. — Powtarzałaś „ja ciebie też…”. O czym śniłaś?

Nana momentalnie się prostuje, speszona, wyraźnie zmieszana.
— O niczym… Nie pamiętam — odpowiada zbyt szybko. — A ty? Dlaczego się obudziłeś?

— Mnie też obudził sen.
— Co ci się śniło?

— Słyszałem głos. Powiedział, że jeśli coś czuję, nie powinienem czekać. Że muszę działać, zanim będzie za późno.

Nana patrzy mu w oczy. Tym razem nie odwraca wzroku.
— Więc… nie czekaj — szepcze.

Poyraz kiwa głową, a w jego oczach pojawia się determinacja.
— Nie będę.

Czy to dziś? Czy wreszcie zdobędą się na odwagę? Które z nich powie te słowa jako pierwsze naprawdę, na jawie — bez snów, domysłów i niepewności?

To uczucie już w nich dojrzewa. A ich serca… są gotowe.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 733. Bölüm i Emanet 734. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy