Dziedzictwo odc. 1043: To koniec! Sahin wyrzeka się Cansel!

Sahin patrzy lodowato.

„Dziedzictwo” Odc. 1043 – streszczenie

Aynur i prokurator Baran Sönmez wychodzą z pokoju przesłuchań. Kobieta ma przygaszony wzrok, przygarbioną sylwetkę. Widać, że przesłuchanie nie poszło po jej myśli. Czekał na nich Sinan, który natychmiast zatrzymuje Barana, stając mu na drodze.

– Szukasz mordercy, czy po prostu zdecydowałeś już, kto nim jest? – rzuca chłodno, z ledwo skrywaną złością.

– Za wcześnie, żeby mówić o winie – odpowiada Baran spokojnie, chowając ręce do kieszeni. – Ale coś mi się nie zgadza.

– Co się nie zgadza? To, że przesłuchiwałeś ją godzinami, choć wezwałeś tylko do złożenia prostych zeznań? – Sinan podnosi głos. – Ezgi miała kontakty z półświatkiem, była uwikłana w sprawy zorganizowanej przestępczości. Miała wielu wrogów, którym mogła zajść za skórę. I ty, zamiast zacząć dochodzenie tam, gdzie naprawdę czai się niebezpieczeństwo, skupiasz się na kobiecie, która nie skrzywdziłaby nawet muchy? Aynur nie zna się na broni – jedyny nóż, jaki kiedykolwiek trzymała w ręce, to nóż do chleba!

Baran unosi brwi, uśmiechając się półgębkiem.

– Trafił pan w punkt, panie prokuratorze – mówi z lekką ironią. – Ezgi została zamordowana nożem do chleba. Przypadek? Czy może niezwykle wygodna zbieżność? Poza tym, jestem przekonany, że nie przyjechałeś tu jako bezstronny urzędnik państwowy, tylko jako ktoś bardzo blisko związany z panią Altınbaş. To właśnie z nią Ezgi rozmawiała po raz ostatni. Świadek widział ich sprzeczkę. Aynur twierdzi, że miała zepsuty telefon i nikt nie wie, gdzie była w czasie morderstwa. Zbyt wiele znaków zapytania.

Baran wbija wzrok w twarz Sinana, mierząc go lodowatym spojrzeniem.

– Twoja była narzeczona została brutalnie zamordowana, a ty nie wyglądasz na pogrążonego w żałobie – mówi powoli.

Sinan zaciska szczękę.
– Nie waż się mówić mi, co powinienem czuć!

– Zastanawiam się, czy nie zatrzymać Aynur. Ale ty, z takim nastawieniem, tylko mnie do tego przekonujesz. Jutro i ty złożysz oficjalne oświadczenie. Wygląda na to, że będziesz musiał wreszcie ujawnić kilka faktów ze swojego życia prywatnego.

Sinan podchodzi bliżej, jego głos staje się bardziej szorstki, ale drży pod wpływem emocji.

– Wiesz dobrze, że nie ma podstaw, by mnie podejrzewać. Nie mam „wystarczająco smutnej twarzy”? Naprawdę? To ci wystarcza? W takim razie powiem ci wprost: jestem zdruzgotany. Ezgi była mi bliska, a sposób, w jaki zginęła… To mnie rozrywa od środka. Ale ty nie dajesz mi nawet prawa do żałoby. W tej chwili nie próbuję się bronić – próbuję znaleźć zabójcę. Dla Ezgi. I dla innych kobiet, które mogą być następne.

Zawiesza głos, po czym dodaje stanowczo:
– Jeśli ci naprawdę zależy na prawdzie, zacznij od przejrzenia nagrań z kamer przy bloku Ezgi.

Baran prostuje się, jego ton staje się lodowaty.

– Zwolnij, prokuratorze. Nie ucz mnie, jak prowadzić śledztwo. I jeszcze jedno – twoje słowa, jak i ta niezręczna obrona Aynur, również zostaną zapisane w aktach.

***

Szpital.

Cisza rozciąga się w nocnym korytarzu, przerywana tylko cichym sykiem respiratora zza drzwi sali. W fotelu, przytuleni do siebie, siedzą Nana i Poyraz. Dziewczyna zasnęła, opierając głowę na jego ramieniu. Mężczyzna spogląda na nią z czułością, gładząc delikatnie jej włosy.

– Zawsze dajesz mi siłę – szepcze, bardziej do siebie niż do niej. – Uświadomiłem sobie kolejny raz, że jesteś częścią mnie… tak samo niezbywalną jak mój brat. On jest moją krwią i duszą. Ty… ty jesteś moim sercem.

W tym momencie na korytarzu pojawia się Cennet, zatroskana i zmęczona, ale wciąż trzymająca się z godnością. Tuż za nią idzie Cansel, choć jej obecność wydaje się niepożądana – Cennet posyła jej lodowate spojrzenie, dając jasno do zrozumienia, że nie życzy jej tu sobie.

– Synu, są jakieś wieści? – pyta cicho Cennet. – Gdzie Nazli?

W odpowiedzi, jakby wywołana tym pytaniem, Nazli pojawia się przy drzwiach sali.

– Bez zmian, mamo – odpowiada łagodnie. – Stan Sahina się nie pogarsza, ale niestety też nie widać poprawy. Musimy czekać… i wierzyć.

– Boże, błagam Cię… ocal mojego syna – szepcze Cennet, splecionymi dłońmi tuląc do piersi różaniec.

– Mamo – odzywa się Poyraz, siadając obok niej – twój syn to wojownik. Dwa ciosy od zdrajcy go nie powstrzymają. Wróci do nas. Z Bożą pomocą stanie na nogi. Prawdziwi mistrzowie nie upadają na zawsze.

– Daj Boże – mówi cicho Cennet, zamykając oczy.

W tym samym czasie Cansel, stojąc z boku, zaciska pięści. Jej twarz wykrzywia gniew, którego nie potrafi już ukryć.

„Oby się nigdy nie obudził…” – myśli z nienawiścią.

W kieszeni Poyraza wibruje telefon. Odbiera natychmiast.
– Tak, pani komisarz?

– Semih złożył pełne zeznania – oznajmia Kara po drugiej stronie. – Ujawnił wszystkie swoje kontakty. Czarna plama w twoich aktach właśnie zniknęła, Poyraz. Jesteś czysty.

Na jego twarzy pojawia się pierwszy od dawna uśmiech.
– Dziękuję, pani komisarz. Naprawdę… dziękuję.

Kończy rozmowę. Cennet patrzy na niego z niepokojem.
– Co się stało?

Poyraz odwraca się do niej, oczy mu błyszczą.
– Już nie jestem przestępcą. Semih przyznał się do wszystkiego. Oczyścił moje imię.

Cennet zasłania usta dłonią, nie mogąc powstrzymać łez.

– Dzięki Ci, Boże! Czekałam na ten dzień tak długo… Moje dziecko wreszcie może podnieść głowę! A teraz… proszę Cię, Boże… spraw, żeby i Sahin otworzył oczy.

***

Akcja wraca na komisariat.

Aynur i Sinan idą korytarzem w milczeniu. Kobieta wygląda na wyczerpaną – oczy ma zaczerwienione, głos drży, gdy w końcu się odzywa.

– Prokurator naprawdę myśli, że to ja zabiłam Ezgi… że zrobiłam to z zemsty – mówi cicho, niemal szeptem. – Tłumaczyłam mu tyle razy, że nie zrobiłam tego, ale on mnie nie słucha…

Sinan zatrzymuje się na moment, patrzy jej prosto w oczy.

– Oczywiście, że nie zrobiłaś. On po prostu stosuje presję. To element taktyki przesłuchania, nic więcej. Dotrzemy do nagrania sprzed bloku Ezgi – prawda w końcu się obroni. Tylko spróbuj zachować spokój.

Aynur kiwa głową, ale w jej oczach tli się bezradność.

– Mam tylko nadzieję, że prawdziwy winny wreszcie się ujawni… Przeze mnie straciłeś tyle czasu, panie Sinanie. Masz przecież swoje obowiązki, a zamiast tego…

– Nie straciłem go. Wprost przeciwnie – pracowałem. Tylko trochę inaczej niż zwykle – mówi z łagodnym uśmiechem. – Teraz jednak muszę cię zostawić. Idę do sądu.

W tym momencie na końcu korytarza pojawia się Adalet. Jej twarz łagodnieje na widok Aynur, ale nie ma w niej radości – tylko ulga i zmęczenie.

– Wreszcie wyszłaś, córko – mówi z westchnieniem. – Czekam tu od wczorajszego wieczoru. Chodź, idziemy.
– Odwiozę was do domu – proponuje Sinan uprzejmie.

– Nie! – przerywa mu ostro Adalet, stając między nim a Aynur. – Zostaw nas w spokoju! Odkąd pojawiłeś się w jej życiu, jej cierpienie nie ma końca. Obiecywałeś, że nie ma się czego bać, a ona spędziła noc na komisariacie! Dość tego! Chodź, Aynur.

Bez czekania na odpowiedź chwyta dziewczynę za rękę i niemal siłą prowadzi ją w stronę wyjścia. Aynur odwraca się jeszcze raz, patrząc na Sinana z żalem, ale nie mówi nic.

Mężczyzna zostaje sam, z rozdartym spojrzeniem wbitym w drzwi, które właśnie się za nimi zamykają. W tej chwili na korytarzu pojawia się Isil, opierając się na lasce.

– Jeszcze nie wyjechałaś? – pyta zdziwiony prokurator.

– Nie. Bo jedziemy do twojego domu – odpowiada chłodno.
– Co? Dlaczego?

– Bo w takim czasie muszę być przy tobie. Ezgi nie żyje, została zamordowana. A ty… ty wciąż trzymasz stronę kobiety, która mogła to zrobić.

– Ona jej nie zabiła! – mówi stanowczo Sinan, z iskrą gniewu w oczach. – I wkrótce to się okaże. Zobaczysz to sama. Teraz muszę jechać do sądu.

Isil marszczy brwi, patrzy na syna twardo, ale bez krzyku.

– Myśl sobie, co chcesz. Ale moim obowiązkiem jako matki jest przypomnieć ci, co to znaczy iść właściwą drogą. Jestem zmęczona. Zabierz mnie do domu. Potem pojedziesz do sądu.

Sinan zaciska szczękę, w milczeniu podchodzi, by pomóc jej zejść ze schodów. W jego oczach jest gniew, ale też rezygnacja. Wie, że to dopiero początek większej walki – o prawdę, o sprawiedliwość i o tych, których kocha.

***

Sahin powoli otwiera oczy. Światło jarzeniówek razi go w oczy, a serce bije mu nierówno. Zanim zdąży zrozumieć, gdzie się znajduje, jego wzrok pada na kobietę stojącą przy jego łóżku.

To Cansel.

Na jego twarzy natychmiast pojawia się grymas gniewu.

– Ty… – syczy przez zaciśnięte zęby. – Co ty tu robisz? Ty zdrajczyni! Ty podła oszustko!

– Błagam cię, przestań – szepcze Cansel z paniką, szybko oglądając się za siebie, upewniając, że nikogo nie ma w pobliżu. Kuca przy łóżku, jej twarz przybiera błagalny wyraz. – Zanim powiesz coś więcej… wysłuchaj mnie. Proszę…

– Słuchać czego?! – syczy Sahin, z trudem unosząc głowę. – Słyszałem wystarczająco. To ty posłałaś Poyraza za kratki! To ty sprzedałaś Nanę i Yusufa temu bydlakowi Truciźnie! Ty… ty wszystko zniszczyłaś! Powiem mu! Powiem Poyrazowi wszystko! Poyraz!

Przerażona Cansel natychmiast zakrywa jego usta dłonią.

– Nie! Proszę… nie mów tego, jeszcze nie teraz. Wysłuchaj mnie, błagam cię… – jej głos łamie się, a w oczach błyszczą łzy. – Nie wiedziałam, co Semih zrobił Poyrazowi. Dopiero później Trucizna mi wszystko powiedział… Powiedział, że jeśli mu nie wydam Nany, zniszczy was wszystkich. Groził… naszemu dziecku.

Po policzkach kobiety spływają strumienie łez.

– Powiedział, że… że wyjmie go z mojego brzucha, jeśli go nie posłucham. Sahin, co miałam zrobić? Kłóciłam się z Semihem, byłam wściekła, przerażona…

– Kłamiesz – warczy Sahin. – Wszystko to kłamstwa!

– Przysięgam, że mówię prawdę! – jęczy Cansel. – Dziś Semih przyznał się do wszystkiego. Poyraz go złapał. A ja… ja sama powiedziałam mu, gdzie się ukrywał mój brat. Proszę… powiedz, że mnie tam nie było, gdy będziesz z nim rozmawiał. Powiedz, że nic nie wiedziałam…

– Milcz! – wybucha Sahin, z trudem powstrzymując się przed krzykiem. – Jeszcze masz czelność błagać?! Oszukałaś wszystkich! Na pewno modliłaś się, żebym umarł – ale nie doczekałaś się! I teraz… teraz wszyscy poznają twoje prawdziwe oblicze!

Drzwi do sali otwierają się gwałtownie. Do środka wpada Nazli, której twarz rozświetla ulga i radość.

– Sahin! Boże, obudziłeś się! – woła, rzucając się bratu w ramiona.

Za nią do sali wchodzą kolejni członkowie rodziny. Gdy tylko Poyraz widzi otwarte oczy brata, jego własne wypełniają się łzami.

– Wiedziałem, że się obudzisz, bracie – mówi, chwytając go za dłoń. – Bo mistrzowie zawsze się podnoszą.

– Poyrazie… złapałeś go? Tego łotra? – pyta słabo Sahin.
– Tak. Semih jest w areszcie. Zapłaci za wszystko, co zrobił.

– Dzięki Bogu… – szepcze Sahin. – Każdy, kto zgrzeszył, musi ponieść karę.

– Wspomniałeś, że to nie był wypadek – mówi Poyraz, spoglądając mu w oczy. – Co się wtedy dokładnie wydarzyło? Był tam ktoś jeszcze oprócz Semiha?

Sahin nie odpowiada od razu. Spogląda wprost na swoją żonę. Jego wzrok staje się lodowaty. Cansel nie odwraca oczu – wygląda na pogodzoną z losem. Wie, co ją czeka. W głębi duszy już żegna się z rodziną, z dachem nad głową, z jakąkolwiek szansą na przebaczenie.

Cisza w sali staje się niemal namacalna.

– Ktoś jeszcze oprócz niego… – powtarza Sahin wolno, wciąż patrząc na żonę.

Cansel już drży, gotowa usłyszeć słowa, które zakończą jej życie takim, jakie znała.

Ale Sahin mówi coś zupełnie innego.
– Kiedy wszedłem do salonu… Cansel tam nie było.

W sali zapada cisza. Poyraz marszczy brwi.
– Nie było jej tam, kiedy doszło do twojej kłótni z Semihem? – pyta z niedowierzaniem.

Sahin potrząsa głową.

Cansel patrzy na niego z szeroko otwartymi oczami. Po chwili na jej twarzy pojawia się uśmiech – najpierw niepewny, potem coraz śmielszy.

– Wiem, że nadal mi nie ufasz, Poyrazie – mówi, zwracając się do szwagra. – Ale powiedziałam ci prawdę. Nie byłam tam. Semih mnie okłamał. Wmówił mi, że Sahin poślizgnął się i upadł… Ja naprawdę nie wiedziałam.

Z trudem powstrzymując szloch, kobieta opada na kolana przy łóżku męża i obejmuje go. Zalewa się łzami – płacze głośno, teatralnie, ale z wprawą kobiety, która wie, jak odegrać swoją rolę.

– Dzięki Bogu… – szepcze. – Mój Sahin się obudził. A prawda… prawda wreszcie wyszła na jaw.

***

Rodzina opuściła już pokój. Cisza zalega w pomieszczeniu, przerywana jedynie miarowym pikaniem aparatury. Cansel i Sahin zostają sami. Kobieta siada ostrożnie na krześle obok łóżka, sięga po jego dłoń, jakby próbując uchwycić choćby cień dawnej bliskości.

– Sahinie… – szepcze drżącym głosem. – Dziękuję ci. Naprawdę… dziękuję, że powiedziałeś to przy wszystkich.

Ale Sahin natychmiast cofa rękę, jakby dotknęła go ogniem.

– Nie dziękuj mi – mówi lodowato. – To nie była łaska. To była ostatnia rzecz, jaką zrobiłem z szacunku do wspólnych lat. Ale między nami… wszystko skończone.

Cansel prostuje się gwałtownie, blada jak ściana.

– Co… co ty mówisz?

– Mówię jasno. – Jego głos jest spokojny, ale w tonie wybrzmiewa twarda, nieodwołalna decyzja. – Kiedy tylko wrócimy do domu, spakujesz się i odejdziesz. Powiesz wszystkim, że nie możesz znieść winy swojego brata. I znikniesz z mojego życia.

Cansel otwiera usta, ale nie znajduje słów.

– Pamiętam, jak mówiłaś, że dowiedziałaś się o wszystkim dopiero później. Ale to było kłamstwo – ciągnie Sahin. – Wiedziałaś. Od początku wiedziałaś. I mimo to… oddałaś Nanę i Yusufa w ręce Trucizny. Zdradziłaś ich, zdradziłaś nas wszystkich.

Na chwilę zapada milczenie. Gdy Sahin odzywa się znowu, jego głos jest jak stal.

– To koniec, Cansel. Nie ma dla ciebie miejsca w moim życiu. Nie ma powrotu.

– Ale… nie powiedziałeś Poyrazowi. Dlaczego? – pyta słabo, ledwo słyszalnym głosem.

– Nie zrobiłem tego, żeby go nie narazić. Już i tak wystarczająco wiele przeszedł. I… może też przez to, co było między nami przez te wszystkie lata. Ale to się skończyło.

Cansel zsuwa się na kolana, łapie go za rękę, ściska ją, jakby próbowała go zatrzymać siłą.

– Sahinie… proszę, błagam cię! Nie rób tego! Jak ja sobie poradzę bez ciebie?! Ja cię kocham!

Rozpłakuje się rozpaczliwie, jej ciało drży od szlochu. Ale Sahin nie odpowiada. Patrzy w sufit, jakby jej już nie widział. Jakby była dla niego powietrzem – przezroczysta, niewidzialna, martwa.

Nie ma już dla niej litości. Ani współczucia.

Tylko cisza. Zimna, nieodwracalna cisza końca.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia był film Emanet 756. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy