Dziedzictwo odc. 1071: Poyraz i Nana zakuci w łańcuchy!

Poyraz i Nana przywiązani są do krzeseł. Atakan stoi między nimi.

„Dziedzictwo” Odc. 1071 – streszczenie

Aynur budzi się powoli, jakby wypływała z głębokiej, ciężkiej wody. Przez chwilę nie rozumie, gdzie jest. Jej wzrok błądzi po białym suficie, po lampach, po kroplówce stojącej obok łóżka. W piersi czuje tępy ból, a w głowie lekkie pulsowanie.

– Gdzie… gdzie jestem? – szepcze, ledwo poruszając ustami.

– Jesteś bezpieczna. Jestem tutaj. Obok ciebie – odzywa się cichy, drżący głos.

Sinan siedzi tuż przy łóżku. Gdy tylko widzi, że otworzyła oczy, pochyla się ku niej i ujmuje jej dłoń obiema rękami, jakby bał się, że zniknie, jeśli ją puści.

– Wszystko będzie dobrze – mówi z naciskiem. – Wyjdziesz z tego. Lekarze mówią, że to cud, że ostrze ominęło najważniejsze organy… – urywa na chwilę, próbując opanować emocje. – Myśl o tym, że mogłem cię stracić… doprowadzała mnie do obłędu.

Aynur patrzy na niego zaskoczona. Jego twarz jest zmęczona, a oczy zaczerwienione, pełne niepokoju i czegoś jeszcze – czegoś, czego nigdy wcześniej w nich nie widziała.

– Jest coś, co noszę w sobie od dawna – ciągnie Sinan, coraz ciszej, ale coraz pewniej. – Zawsze odkładałem to na później. Zawsze mówiłem sobie: „nie teraz, to nie czas”. Jakby los uparcie zamykał mi usta. Ale po tym, co się stało… nie mogę już milczeć.

Ściska jej dłoń mocniej.

– Aynur… jestem w tobie zakochany.

Jej serce gwałtownie przyspiesza.

– Ale… – próbuje zaprotestować, zdezorientowana, oszołomiona.

– Nie – przerywa jej łagodnie, ale stanowczo. – Nie ma żadnego „ale”. Walczyłem z tym uczuciem, udawałem przed sobą, że to tylko troska, tylko współczucie. Aż w końcu zrozumiałem, że to miłość. Że jestem o ciebie zazdrosny. Że boję się świata bez ciebie. – Jego głos łamie się. – Teraz chcę tylko trzymać cię za rękę i nigdy jej nie puścić.

***

Nagle obraz się rozmywa.

Aynur śpi spokojnie, z delikatnym uśmiechem na ustach. Przez sen porusza wargami.

– Panie Sinanie…

Sinan, siedzący przy łóżku, natychmiast prostuje się na krześle.

– Aynur? – pochyla się ku niej. – Słyszysz mnie? Otwórz oczy.

Po chwili jej powieki drgają. Budzi się naprawdę. Spogląda na niego z lekkim zaskoczeniem, jeszcze nie do końca obecna.

– Jestem tutaj – mówi cicho Sinan. – Wypowiedziałaś moje imię przez sen. Wszystko w porządku?

– Ja… chyba coś mi się śniło – odpowiada Aynur, speszona. Odwraca wzrok, czując, jak policzki zaczynają ją palić.

Sinan uśmiecha się z ulgą.

– Najważniejsze, że jesteś już przytomna. Tak bardzo bałem się, że… – urywa, po czym bierze głęboki oddech. – Ale wszystko będzie dobrze.

Aynur spogląda na niego uważniej.

– Panie Sinanie, jak to możliwe, że jesteś w mojej sali? Przecież jestem aresztowana. Nie powinni cię tu wpuścić.

– Nie martw się – odpowiada spokojnie. – Mam zgodę prokuratora Barana. Poza tym… – pozwala sobie na cień uśmiechu – znów jestem prokuratorem. Przywrócono mnie do służby.

Jej oczy rozjaśniają się.

– To… to wspaniała wiadomość. Bardzo się cieszę. Naprawdę.

– To dobra wiadomość dla nas obojga – mówi miękko. – A teraz pójdę powiedzieć pielęgniarce, że się obudziłaś.

Wstaje i kieruje się ku drzwiom. Gdy wychodzi, Aynur odwraca głowę na bok i wpatruje się w okno. Jej serce bije szybciej, a myśli wracają do snu.

Do jego słów.

Do wyznania, które tak bardzo chciałaby usłyszeć naprawdę.

***

Sinan wraca do sali szpitalnej cicho, niemal bezszelestnie. W dłoniach trzyma plastikowy kubeczek z lekami i szklankę wody. Podchodzi do łóżka, pomaga Aynur unieść się nieco wyżej, uważnie obserwując każdy jej ruch.

– Weź to – mówi łagodnie. – Lekarz powiedział, że może cię jeszcze boleć głowa.

Aynur bierze tabletki i popija wodą. Przez chwilę w sali panuje cisza, przerywana tylko cichym szumem aparatury. Sinan siada na krześle obok łóżka i po chwili dodaje:

– Nie powiedziałem pani Adalet, że jesteś w szpitalu.

Aynur natychmiast unosi na niego wzrok.

– I nie mów jej, proszę – mówi szybko. – Wystarczająco się już nacierpiała.

– Wiem – przytakuje Sinan. – Nie chcę jej dodatkowo martwić. Powiem jej tylko dobrą wiadomość. Że wszystko zmierza w dobrą stronę.

– Nadal nie mogę uwierzyć, że prokurator pozwolił ci tu być – przyznaje Aynur cicho.

– Mówiłem ci, że oddanie narzędzia zbrodni wiele zmieni – odpowiada spokojnie. – Prokurator Baran jest teraz po naszej stronie. Wierzy w twoją niewinność. I robi wszystko, żeby znaleźć prawdziwego zabójcę.

Przez twarz Aynur przebiega cień niedowierzania, który szybko ustępuje uldze. Na jej ustach pojawia się delikatny uśmiech.

– Naprawdę? – szepcze. – Dzięki Bogu.

Sinan poprawia się na krześle. Jego spojrzenie staje się bardziej skupione, rzeczowe.

– Teraz musisz mi dokładnie opowiedzieć, co się stało. Bez omijania szczegółów.

Aynur bierze głęboki oddech.

– Zasnęłam przed świtem. Kiedy się obudziłam, współosadzone zabrały moje rzeczy. Powiedziały, że teraz należą do nich. – Jej głos lekko drży. – Kobieta, która mnie później raniła… Naciye… groziła mi od samego początku.

– I nie uległaś? – domyśla się Sinan.

– Nie. Postawiłam się. – Na moment zawiesza głos, jakby wracała myślami do tamtej chwili. – A potem… – jej oczy miękną – zabrała coś, co było dla mnie bardzo ważne.

– Co takiego? – pyta łagodnie.

– Coś… – waha się.

– Aynur – mówi spokojnie, ale stanowczo. – Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?

– Nasze zdjęcie – odpowiada w końcu. – To, które zrobiłyśmy kiedyś. Kiedy je zabrała, oszalałam. – Przełyka ślinę. – Powiedziała, że mi go nie odda. Że będzie z nim spała. Że należy teraz do niej.

Sinan marszczy brwi.

– I wtedy?

– Zabrałam jej to zdjęcie. Nikt nie ma prawa dotykać moich prywatnych rzeczy. – Spogląda na niego niepewnie. – Czy nie mówiłeś mi, żebym stawiała granice?

– Mówiłem – przyznaje. – Ale mówiłem też, że musisz być ostrożna. A ty już pierwszego dnia zyskałaś wroga. To ona cię zaatakowała?

– Tak. Kiedy miałam iść na widzenie, zastąpiła mi drogę. Potem… – jej głos cichnie – obudziłam się tutaj.

Sinan wstaje.

– Żandarm czeka za drzwiami. Opowiesz mu wszystko dokładnie tak, jak mnie. To bardzo ważne.

Aynur patrzy na niego uważnie.

– Wiem, że moje życie jest ważne – mówi cicho. – Następnym razem będę ostrożniejsza. Ale… – waha się – czy popełniłam błąd? Czy ty… zrobiłbyś to samo?

Sinan nie waha się ani chwili.

– Zrobiłbym dokładnie to samo – odpowiada szczerze. – Ale od teraz będziesz się chronić. Obiecaj mi to.

Aynur kiwa głową.

W jej oczach wciąż jest strach, ale obok niego pojawia się coś nowego – zaufanie.

***

Prokurator Baran wchodzi do biura na komisariacie zdecydowanym krokiem. Zatrzymuje się przy stanowisku, nad którym pochylają się Ibrahim i Kara, wpatrzeni w ekran laptopa.

– Jest jakiś postęp? – pyta krótko, bez zbędnych wstępów.

Ibrahim prostuje się i sięga po wydruki.

– Zgodnie z poleceniem sprawdziłem rachunek bankowy Ezgi – zaczyna rzeczowo. – Na jej konto wpłynęła znaczna suma pieniędzy z zagranicy. I to nie jednorazowo. – Podaje Baranowi dokumenty. – Oto szczegóły transakcji.

Baran szybko przebiega wzrokiem po kolumnach cyfr. Jego twarz twardnieje.

– To nie wygląda na przypadek – stwierdza chłodno.

– Zdecydowanie nie – potwierdza Ibrahim. – Wygląda na to, że Ezgi złamała zasady etyczne. Przyjęła pieniądze… ale mimo to przekazała informacje prokuraturze.

– Co tłumaczy groźby – wtrąca Kara. – Turgut miał powód, żeby się jej bać.

Baran kiwa głową, odkłada dokumenty i sięga po telefon.

– Kontynuujemy śledztwo, koncentrując się na Turgucie Evrensoyu. Trzeba natychmiast poinformować Sinana.

Po chwili po drugiej stronie rozlega się głos Sinana.

– Mam dla ciebie nowe informacje – mówi Baran bez zbędnych wstępów. – Ibrahim i Kara wykryli nietypową aktywność na koncie Ezgi. Teraz wszystko układa się w logiczną całość. Ezgi przyjęła pieniądze od Turguta, ale go nie chroniła. Wręcz przeciwnie – obciążyła go.

– Czyli groźby były formą zemsty i ostrzeżenia – odpowiada Sinan. – Wiesz, że ta informacja całkowicie zmienia bieg sprawy?

– Doskonale to rozumiem – przyznaje Baran. – Moje podejrzenia wobec Turguta właśnie się podwoiły. – Po chwili dodaje ciszej: – Przekaż Aynur moje życzenia szybkiego powrotu do zdrowia.

***

Akcja przenosi się do szpitalnej sali. Sinan kończy rozmowę i spogląda na leżącą na łóżku Aynur.

– Prokurator Baran życzy ci szybkiego powrotu do zdrowia – mówi spokojnie.

Aynur unosi brwi, wyraźnie zaskoczona.

– Ten sam, który od początku uważał mnie za winną? – pyta z niedowierzaniem.

Sinan uśmiecha się blado.

– Droga była długa i bolesna – przyznaje. – Ale w końcu zaczynają się pojawiać właściwe odpowiedzi. A to dopiero początek.

***

Poyraz dociera do magazynu, prowadząc się instynktem i gniewem. Ogromna, industrialna hala jest niemal pusta, oświetlona jedynie zimnym światłem jarzeniówek zwisających z sufitu. W powietrzu unosi się zapach rdzy i kurzu. Gdzieś w oddali kapie woda.

Przy wejściu zauważa strażnika. Nie waha się ani sekundy — uderza pierwszy, szybko i bezlitośnie. Mężczyzna osuwa się na beton. Poyraz wpada do środka, rozglądając się gorączkowo.

— Nana… — wyszeptuje.

Dostrzega ją po chwili. Siedzi związana na krześle, z rękami skrępowanymi za plecami. Jej włosy opadają na twarz, a oczy są szeroko otwarte ze strachu. Poyraz rzuca się w jej stronę.

— Już jestem — mówi drżącym głosem, chwytając za liny. — Zabiorę cię stąd. Przepraszam, że to trwało tak długo…

Nie widzi cienia, który pojawia się za jego plecami. Nie słyszy kroków. Uderzenie przychodzi nagle — potężny cios polanem w potylicę. Świat wiruje, dźwięki gasną. Poyraz pada bezwładnie na ziemię.

Nana szarpie się rozpaczliwie. Z jej ust wydobywa się stłumiony pisk — knebel tłumi krzyk, a oczy zalewają się łzami. Bezradność dławi ją bardziej niż strach.

***

Godzinę później Poyraz odzyskuje przytomność. Ból rozlewa się po głowie pulsującą falą. Próbuje się poruszyć — bezskutecznie. Otwiera oczy.

Siedzi na krześle. Związany. Nie linami — ciężkimi, zimnymi łańcuchami, które wżynają się w nadgarstki i kostki. Naprzeciwko niego… Nana. Również przywiązana do krzesła.

— Dzięki Bogu… — jej głos łamie się ze wzruszenia. — Obudziłeś się. Tak się bałam…

Nie ma już knebla. Nana pochyla się ku niemu na tyle, na ile pozwalają więzy. W jej oczach wciąż błyszczą łzy.

Poyraz szarpie się instynktownie, zaciska zęby, napina mięśnie — łańcuchy nawet drgną. Beton pod nogami pozostaje niewzruszony.

— Same sznury im nie wystarczyły — mówi Nana cicho. — Zakuli nas w łańcuchy. — Przełyka ślinę. — Nic ci nie jest? Myślałam… myślałam, że cię zabił…

Na twarzy Poyraza pojawia się spokojny, niemal ciepły uśmiech. Taki, który zawsze dawał jej poczucie bezpieczeństwa.

— Jesteś naprawdę szalona, jeśli myślisz, że tak łatwo się mnie pozbędziesz.

— Kto miałby chcieć? — jej głos drży. — Ja tylko… chcę, żebyś był ze mną. Zawsze.

— Jestem — odpowiada bez wahania. — I zawsze będę. Wydostaniemy się stąd. Obiecuję.

W tej samej chwili rozlega się powolne, ironiczne klaskanie.

Z cienia wychodzi Atakan. Ubrany na czarno, z wyraźnym zadowoleniem na twarzy. Jego kroki odbijają się echem w hali.

— Naprawdę wzruszające — mówi z kpiną. — Bohater do końca. — Staje między nimi. — Powiedz mi tylko jedno. Jak w takiej sytuacji możesz składać obietnice? To przecież tylko słowa. A nadzieja… — uśmiecha się krzywo — jest matką głupich.

Poyraz patrzy na niego bez strachu.

— Zobaczymy.

Atakan pochyla się, aż ich twarze dzielą centymetry. Jego głos staje się lodowaty.

— Nie lubię tracić czasu. A ty kosztowałeś mnie go zdecydowanie za dużo. — Prostuje się. — Powiesz mi, gdzie ukryłeś Pelin. Teraz. Dobrowolnie.

Odwraca głowę w stronę Nany, jakby mimochodem.

— Bo jeśli nie… — zawiesza głos — znam bardzo skuteczne sposoby, żeby wyciągnąć z ludzi prawdę.

Nana wstrzymuje oddech.

W powietrzu zawisa cisza ciężka jak wyrok.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 778. Bölüm i Emanet 779. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy