Dziedzictwo odc. 998: Sinan pokazuje Ezgi, gdzie jej miejsce!

Ezgi zatrzymuje się na korytarzu, z wyrazem twarzy pełnym złości i determinacji.

„Dziedzictwo” Odc. 998 – streszczenie

Policja nie znalazła żadnych odcisków palców na pistolecie, który Poyraz odkrył w skradzionym samochodzie. Brak śladów nie zniechęcił go jednak ani na chwilę. Przeciwnie — utwierdził go w przekonaniu, że sprawca działał ostrożnie i z premedytacją.

Poyraz postanowił więc wziąć sprawy w swoje ręce. Ukrył się w pobliżu porzuconego pojazdu, licząc, że zabójca Burhana prędzej czy później wróci po zgubioną broń.

Nana, coraz bardziej zaniepokojona jego uporem, nie zamierzała pozwolić, by po raz kolejny narażał się bez żadnego wsparcia. Skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na niego stanowczo.

– Zostaję z tobą – oznajmiła tonem nieznoszącym sprzeciwu. – Nie zostawię cię samego. Nie tym razem.

Poyraz chciał zaprotestować, lecz po wyrazie jej twarzy zrozumiał, że nie zdoła jej przekonać.

***

Tymczasem podekscytowana Cansel wpadła do kawiarni niczym burza.

– Semih, jesteś uratowany! – zawołała triumfalnie. – Burhan nie żyje!

Semih zesztywniał. Na jego twarzy natychmiast pojawiło się napięcie.

– Skąd wiesz? Kto ci powiedział? – zapytał nerwowo.

– Poyraz powiedział mamie. Burhan zginął pod kołami samochodu. Kimkolwiek był kierowca, niech Bóg obdarzy go długim życiem – odparła z ulgą. – Mam tylko nadzieję, że nie dałeś temu łajdakowi ani grosza.

– Nie dałem – odpowiedział chłodno Semih. – Mówisz, że uznano to za wypadek? Nikt niczego nie podejrzewa?

Cansel spojrzała na niego uważniej.

– A co mieliby podejrzewać?

– Nic. Tak tylko pytam…

Zmrużyła oczy, jakby nagle coś zaczęło jej nie pasować.

– Semih… mam nadzieję, że nie masz z tym nic wspólnego. Bo jeśli tak, przysięgam, że połamię ci wszystkie kości.

– Co ty wygadujesz?! – oburzył się, starając się ukryć rosnący strach. – Uważasz mnie za mordercę? Jestem twoim bratem!

– Dobrze, już dobrze. Tak tylko powiedziałam – rzuciła lekceważąco. – Nieważne. Muszę lecieć, bo spóźnię się do salonu. Pa, kochany.

Cansel wyszła, zostawiając go samego.

Gdy tylko drzwi się za nią zamknęły, Semih przestał udawać spokój. Jego twarz stężała, a oddech wyraźnie przyspieszył.

– Skoro nikt nie mówi o broni, muszę ją zabrać, zanim ją znajdą – wyszeptał z narastającą paniką.

Nie wiedział, że było już za późno.

***

Poyraz i Nana od kilku godzin siedzieli w zaparkowanym samochodzie, obserwując pogrążoną w półmroku ulicę. Żółte światło latarni odbijało się w masce auta, a wokół panowała niemal całkowita cisza. Nikt się jednak nie pojawiał.

Z każdą kolejną minutą napięcie między nimi narastało. W końcu Nana straciła cierpliwość. Sięgnęła do klamki i otworzyła drzwi.

– Mam już dosyć. Wracam do domu – oznajmiła chłodno.

Poyraz spojrzał na nią z wyraźnym rozczarowaniem.

– Dlaczego ciągle przede mną uciekasz?

Nana odwróciła ku niemu twarz, nie kryjąc irytacji.

– Bo nie dajesz mi chwili spokoju! Bez przerwy coś mówisz, zaczepiasz mnie i doprowadzasz do szału. Mam ochotę po prostu wysiąść i odejść, nie oglądając się za siebie.

– Lepiej tego nie rób – odparł spokojnie. – Jeśli ktoś nas zauważy, cała obserwacja pójdzie na marne. Zamknij drzwi i usiądź, moja piękna.

Nana zmrużyła oczy.

– Nie nazywaj mnie tak! – syknęła przez zaciśnięte zęby.

Z impetem zatrzasnęła drzwi i ciężko opadła na siedzenie. Oparła łokieć o szybę, po czym ostentacyjnie odwróciła głowę, nie zamierzając nawet na niego spojrzeć.

Poyraz obserwował ją przez chwilę w milczeniu. W ciasnym wnętrzu samochodu ponownie zapadła cisza, lecz tym razem była gęsta od niewypowiedzianych emocji.

***

Aynur długo nie potrafiła dojść do siebie po tym, co usłyszała. Zamknęła się w swoim pokoju i usiadła na czerwonym fotelu przed toaletką. Trzymała splecione dłonie na kolanach, a wzrok utkwiła gdzieś przed sobą, jakby bała się spojrzeć w lustro i zobaczyć własne cierpienie. Mimo wysiłków pojedyncza łza spłynęła jej po policzku.

Słowa Isil wciąż rozbrzmiewały w jej głowie. Każde z nich przypominało jej, jak wielka przepaść dzieliła ją od Sinana.

– Pomyliłaś grę z rzeczywistością… – wyszeptała z goryczą. – Siostra Adalet miała rację. Tyle razy mnie ostrzegała, że to nie może się udać. Że pochodzimy z dwóch różnych światów. A ja… dałam się ponieść własnym uczuciom.

Otarła policzek i zacisnęła powieki, próbując powstrzymać kolejne łzy.

– Mogę być tylko jego pracownicą. Nikim więcej – dodała łamiącym się głosem. – Weź się w garść, Aynur. Opamiętaj się, zanim zacznie boleć jeszcze bardziej.

***

Sinan siedział samotnie przy biurku w swojej sypialni. Choć noc dawno zapadła, wciąż miał na sobie garnitur i nie zamierzał kłaść się spać. Przed nim leżały dokumenty, lecz od dłuższej chwili nie przeczytał ani jednego zdania. Myślami wracał do Aynur – do jej spojrzenia, nagłego milczenia i chłodu, który pojawił się między nimi.

Z zamyślenia wyrwało go ciche pukanie.

Po chwili drzwi się otworzyły i w progu stanęła Ezgi. Miała na sobie czerwony, jedwabny szlafrok przewiązany czarnym paskiem. Weszła do środka, zanim zdążył odpowiedzieć.

– Mogę? – zapytała, choć właściwie nie czekała już na zgodę.

Sinan uniósł na nią wzrok.

– Coś się stało?

– Nie mogłam zasnąć. Zobaczyłam światło pod drzwiami i pomyślałam, że może jeszcze nie śpisz – odparła z lekkim uśmiechem.

Podeszła do łóżka i usiadła na jego skraju, próbując nadać sytuacji swobodny charakter.

– Pamiętasz, jak dawniej też nie mogłeś zasnąć? Rozmawialiśmy wtedy do późna. Może zrobię ci kawę?

– Dziękuję, ale rano muszę wcześnie wstać – odpowiedział chłodno, wracając wzrokiem do dokumentów.

Ezgi na moment zesztywniała, lecz szybko przywołała na twarz uprzejmy uśmiech.

– Oczywiście. Tylko zapytałam.

Podniosła się i ruszyła w stronę drzwi.

– Dobranoc, Sinan.

– Ezgi, zaczekaj.

Zatrzymała się. Sinan wstał od biurka i podszedł do niej. Jego spojrzenie było poważne, a w głosie pobrzmiewała ostrożność.

– Wiesz, że mama bardzo cię lubi. Uważa, że do siebie pasujemy. Chciałem jednak zapytać, czy nie wywiera na ciebie presji. Potrafi być bardzo emocjonalna, zwłaszcza ostatnio.

Ezgi westchnęła, udając pełną szczerość.

– To prawda. Ciocia Isil wierzy, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Ale jestem dorosła i sama podejmuję decyzje. Ludzie powinni być razem dlatego, że tego chcą i naprawdę do siebie pasują, a nie dlatego, że ktoś próbuje ich do tego przekonać.

Po chwili dodała łagodniej:

– Mam tylko nadzieję, że nie przeszkadza ci moja obecność. Przychodzę tu przede wszystkim dla niej. Jest mi bliska jak matka.

– Zarówno mama, jak i ja cieszymy się, że przy niej jesteś – odparł spokojnie Sinan. – Chciałem jedynie, żeby wszystko było jasne.

– Rozumiem.

– Do zobaczenia rano.

Ezgi skinęła głową i wyszła. Gdy tylko drzwi zamknęły się za jej plecami, łagodny wyraz zniknął z jej twarzy. Zatrzymała się na środku korytarza, a w jej oczach pojawił się chłód.

– Więc właśnie pokazałeś mi, gdzie jest moje miejsce, Sinanie – syknęła pod nosem. – I wszystko przez tego Kopciuszka.

Zacisnęła usta, po czym spojrzała przed siebie z determinacją.

– Ale jeszcze niczego nie przegrałam. Wkrótce wszystko się zmieni.

***

Pod osłoną nocy Semih zakradł się do porzuconego samochodu, zdecydowany odzyskać pozostawioną w nim broń. Kaptur naciągnął głęboko na głowę, a dolną część twarzy zasłonił czarnym materiałem. Poruszał się ostrożnie, co chwilę rozglądając się po opustoszałej ulicy. Wiedział, że jeden nieostrożny ruch mógł go zgubić.

Nie zdawał sobie jednak sprawy, że z zaparkowanego nieopodal auta obserwowali go Poyraz i Nana.

– To on – szepnął Poyraz, nie spuszczając wzroku z zamaskowanej postaci.

Semih dotarł do samochodu i pochylił się nad jego wnętrzem. Gdy wyciągnął rękę po ukryty pistolet, Poyraz bezszelestnie otworzył drzwi. Już miał wysiąść i ruszyć na podejrzanego, kiedy ciszę rozdarł nagły dzwonek telefonu Nany.

Semih poderwał głowę. Przez moment zastygł, po czym błyskawicznie odskoczył od samochodu i rzucił się do ucieczki.

– Niech to szlag! – syknął Poyraz i wyskoczył na zewnątrz.

Nana również wybiegła z auta. Instynktownie ruszyła za zamaskowanym mężczyzną i przez chwilę dzieliło ją od niego zaledwie kilka kroków. Mogła spróbować go zatrzymać, lecz gdy dostrzegła jego zakrytą twarz i gwałtowne ruchy, ogarnął ją strach. Zawahała się na ułamek sekundy – wystarczająco długo, by napastnik zniknął w mroku.

Poyraz dobiegł do niej chwilę później. Rozejrzał się po pustej ulicy, lecz po mężczyźnie nie było już śladu.

– Dlaczego go nie zatrzymałaś? – zapytał, próbując opanować rozczarowanie.

– Był zamaskowany. Nie wiedziałam, czy ma przy sobie broń – odparła Nana, wciąż ciężko oddychając. – Bałam się, że jeśli się na niego rzucę, zrobi mi krzywdę.

Poyraz spojrzał w stronę, w którą uciekł nieznajomy. Zacisnął szczękę, świadomy, że byli o krok od poznania prawdy.

Nana nie rozpoznała Semiha. Kaptur i zasłonięta twarz skutecznie ukryły jego tożsamość. Tym razem udało mu się wymknąć – ale teraz Poyraz miał już pewność, że właściciel pistoletu wrócił po broń i miał bezpośredni związek ze śmiercią Burhana.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia był film Emanet 720. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy