„Dziedzictwo” Odc. 906 – streszczenie
Podczas pracy w warsztacie dochodzi do drobnego wypadku – Nana nieuważnie zahacza dłonią o drewnianą belkę, rozcinając skórę na palcu. Poyraz natychmiast przerywa pracę i delikatnie chwyta jej rękę, by obejrzeć ranę. W tym momencie drzwi warsztatu otwierają się, a w progu staje Sibel. Widok Poyraza trzymającego dłoń Nany sprawia, że zamiera w miejscu. Szok ściska jej gardło, a pudełko z ciastem, które przygotowała specjalnie dla mężczyzny, wypada jej z rąk i z łoskotem ląduje na podłodze.
Poyraz i Nana dopiero teraz dostrzegają gościa. Mężczyzna podchodzi do Sibel i podnosi pudełko. Uchyla wieko i głęboko wciąga zapach wypieku.
— Cudownie pachnie — mówi, uśmiechając się. — Zgłodnieliśmy, prawda, uczniu? — Spogląda na Nanę z rozbawieniem, jakby chciał rozładować napięcie, po czym zwraca się do Sibel: — Chodź, mamy herbatę, zjemy razem.
— Już jadłam. Smacznego… — odpowiada cicho dziewczyna. Jej wzrok przesuwa się z Nany na Poyraza, a potem wbija się w podłogę. — Czy Nana nie miała pracować u Cansel?
— Miała, ale teraz pracuje dla mnie. Jest moją praktykantką.
Sibel przez chwilę milczy, zaciskając usta.
— Rozumiem… Cóż, pójdę już. Miłej pracy.
Nim odchodzi, rzuca Nanie krótkie, ale lodowate spojrzenie.
Poyraz odprowadza ją wzrokiem, po czym wraca do Nany.
— Masz szczęście, uczniu. Już pierwszego dnia dostałaś ciasto. Ale najpierw zajmiemy się twoim palcem.
Sięga po apteczkę, ale Nana odsuwa rękę.
— Sama sobie poradzę, dziękuję — mówi szybko, nie chcąc, by znów doszło do nieporozumień.
Poyraz wzrusza ramionami, ale nie naciska. W tym momencie dzwoni jego telefon. To Mert.
— Doktor z więzienia, w którym przebywał Trucizna, kupił dziś luksusowy samochód — oznajmia przyjaciel. — Zapłacił gotówką.
Poyraz unosi brew.
— To oznacza, że nagle się wzbogacił. Ale musimy być pewni. Kontynuuj obserwację, może zobaczysz coś jeszcze.
***
Zapłakana Sibel idzie prosto do domu Poyraza. Cennet i Cansel przyjmują ją w salonie.
— Siostro Cansel, mówiłaś, żebym odwiedzała Poyraza od czasu do czasu… — zaczyna drżącym głosem. — Upiekłam ciasto i poszłam do warsztatu. A tam… tam była Nana. Poyraz powiedział, że jest jego praktykantką.
Cennet i Cansel wymieniają spojrzenia.
— To tylko na chwilę, kochana — mówi szybko Cansel, ściskając jej dłoń. — Poyraz ma teraz mnóstwo pracy.
— Tak, to tymczasowe — dodaje Cennet uspokajająco.
— Nawet jeśli… — Sibel pociąga nosem. — Bardzo się zdenerwowałam, ciociu Cennet. Ona się zraniła, a Poyraz opiekował się nią z taką czułością… Nie mogłam na to patrzeć. Powiedzcie mi prawdę. Jeśli on ją kocha, nie dawajcie mi nadziei.
Cennet z czułością dotyka jej policzków.
— Co ty mówisz, córko? Znasz Poyraza. On pomaga każdemu, kto jest w potrzebie.
— Tak, dokładnie… — przytakuje Cansel. — Poza tym Mert wyjechał, a ktoś musi pracować. Otrzyj łzy, nie ma powodu do obaw.
Sibel oddycha głębiej, próbując się uspokoić. Jej twarz nieco się rozjaśnia, choć wciąż pozostaje cień niepewności. Tymczasem Cennet, choć mówiła stanowczo, czuje ukłucie niepokoju. Zna swojego syna jak nikt inny. I widzi, że Nana nie jest dla niego tylko kolejną osobą w potrzebie.
***
Cennet i Cansel zmierzają w stronę warsztatu. Na ich oczach Nana i Poyraz wychodzą z lokalu, trzymając Yusufa za ręce. Scena budzi w nich silne emocje – widok tej trójki razem jest dla nich ciosem.
— Mamo, czy ty to widzisz? — pyta Cansel, przecierając oczy, jakby nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje.
— Wolałabym nie widzieć… — odpowiada Cennet chłodnym tonem, a jej spojrzenie wbija się w oddalającą się sylwetkę Nany pełne gniewu i niechęci.
Cansel unosi podbródek. W jej głosie pobrzmiewa determinacja.
— Spokojnie, nie ma się czym martwić. Rozwiążemy to. Ta podstępna żmija od jutra będzie skończona.
***
Nana, Yusuf i Poyraz docierają na plac zabaw. W powietrzu unosi się radosny śmiech dzieci, a słońce powoli chowa się za horyzontem. Poyraz sięga do kieszeni i wyciąga banknot, po czym podaje go Nanie.
— Twoja pierwsza dniówka — oznajmia, posyłając jej lekki uśmiech.
Nana patrzy na pieniądze przez chwilę, jakby nie wierzyła, że naprawdę je dostała. Potem spogląda na Yusufa, z błyszczącym w oczach ciepłem. To ich pierwszy krok do lepszego jutra.
***
Aynur wchodzi do gabinetu Sinana po lekarstwo. Przeszukując szafkę, jej wzrok pada na stojącą na biurku ramkę ze zdjęciem. Widzi na nim młodszego, ale już dorosłego Sinana, obok którego stoi nastoletni chłopiec. Sięga po fotografię i obraca ją w dłoniach. Na odwrocie widnieje podpis:
„Mój brat Barış i ja.”
Odstawia zdjęcie na miejsce i rusza w stronę wyjścia. Przed samymi drzwiami jednak źle stawia stopę, traci równowagę i z sykiem osuwa się na podłogę. Ostry ból przeszywa jej kostkę.
— Agh… — jęczy, próbując się podnieść.
W ciągu kilku sekund obok niej pojawia się Sinan.
— Co się stało? — pyta, kucając przy niej.
— Chyba… skręciłam kostkę — odpowiada, z trudem oddychając.
Role się odwracają – teraz to Sinan opiekuje się nią.
***
Nana i Yusuf siedzą na podłodze w swoim pokoju, wpatrując się w banknot, który otrzymali od Poyraza.
— Jeszcze nigdy nie zarobiliśmy tak dużo — mówi z podziwem chłopiec, przesuwając palcem po gładkim papierze.
— To dopiero początek, kochanie — odpowiada Nana, z czułością głaszcząc go po głowie. — Co mogę ci za to kupić?
Yusuf potrząsa głową.
— Niczego mi nie brakuje. Brat Poyraz zadbał o wszystko. Gdyby nie on, nie mielibyśmy ani pracy, ani domu. Może powinniśmy kupić mu prezent w ramach podziękowania?
— Masz cudowne serce, aniołku. Ale co moglibyśmy mu dać?
Yusuf marszczy brwi w zamyśleniu, po czym rozjaśnia się w uśmiechu.
— Zawsze w pracy nosi koszulę. Kupmy mu sweter! Będzie mu ciepło, a przy okazji będzie o nas pamiętał.
— Dobry pomysł! — zgadza się Nana. — Tylko… jaki rozmiar nosi?
Zapada cisza. Oboje spoglądają na siebie, po czym Nana nagle prostuje się, jakby właśnie wpadła na genialny plan.
— Trzeba się dowiedzieć — mówi, a w jej oczach pojawia się błysk determinacji.
***
Chcąc dowiedzieć się, jaki rozmiar nosi Poyraz, Nana zakrada się do jego pokoju. Ostrożnie wyciąga jedną z koszul i zerka na metkę, ale zanim zdąży odłożyć ją na miejsce, słyszy skrzypienie otwieranych drzwi. Serce podchodzi jej do gardła. Bez chwili namysłu rzuca się za zasłonę, wstrzymując oddech.
Poyraz wchodzi do pokoju, nieświadomy intruza. Niezmiennym ruchem zdejmuje koszulę i sięga po czystą. Następnie podchodzi do półki, bierze tomik poezji i siada na sofie, otwierając książkę.
Nana zaciska powieki, modląc się w duchu, by szybko wyszedł. Jednak los nie jest po jej stronie – Poyraz dostrzega dziwnie ułożoną zasłonę. Marszczy brwi i podchodzi bliżej.
— Co u licha…? — burczy pod nosem i jednym ruchem odsuwa materiał.
Jego oczy rozszerzają się w niedowierzaniu, gdy widzi skuloną Nanę.
— Jesteś szalona?! Co tu robisz?! — pyta zszokowany.
— Nic… wyglądam na zewnątrz… — odpowiada Nana, próbując udawać niewiniątko.
Poyraz krzyżuje ramiona na piersi, patrząc na nią podejrzliwie.
— Wyglądasz na zewnątrz? Zza zasłony? W moim pokoju?
— Dokładnie tak! — potakuje gorliwie, ale jego przenikliwe spojrzenie sprawia, że zaczyna się plątać. — A właściwie… Czytasz poezję? Gdybym tego nie zobaczyła na własne oczy, nigdy bym nie uwierzyła!
Poyraz przewraca oczami.
— To nie jest nasz temat. Powtórzę: co tu robisz?
— Cóż…
Zanim zdąży wymyślić sensowną wymówkę, z korytarza dobiega głos Cennet. Nana wpada w panikę i bez zastanowienia znów nurkuje za zasłonę. Jeśli matka Poyraza zobaczy ją w jego pokoju, konsekwencje będą opłakane.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 653. Bölüm i Emanet 654. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

















