„Złoty chłopak” Odc. 281 – streszczenie
Gdy pokojówka przynosi Ayli śniadanie, kobieta niemal natychmiast zatrzymuje ją gestem dłoni. Na tacy wciąż unosi się para z filiżanki kawy, ale Ayla nie zwraca na to najmniejszej uwagi.
— Poczekaj — mówi cicho, lecz stanowczo. — Przekaż pani Ifakat, że chcę z nią porozmawiać. To ważne.
Pokojówka waha się przez moment, po czym lekko kiwa głową i wychodzi z pokoju.
Mija kilka minut pełnych napięcia. Ayla siedzi na kanapie, bębniąc palcami o marmurowy blat stolika. W końcu z korytarza dobiega dźwięk przekręcanego klucza. Drzwi otwierają się i do środka wchodzi Ifakat.
Kobieta zatrzymuje się w progu i przygląda Ayli z chłodnym, lekko kpiącym uśmiechem.
— Co się stało, pani Aylo? — pyta z udawaną uprzejmością. — Stęskniłaś się za mną?
— Przejdę od razu do sedna, bez zbędnych ceregieli — mówi spokojnie. — Pomożesz mi się stąd wydostać, a ja spłacę wasze długi.
Na twarzy Ifakat pojawia się cień zaskoczenia. Jej brwi marszczą się niemal niezauważalnie.
Przez krótką chwilę w pokoju zapada cisza.
Ifakat szybko jednak odzyskuje opanowanie. Prostuje się i krzyżuje ręce na piersi.
— Długi? — powtarza chłodno. — O jakich długach mówisz?
Jej ton sugeruje oburzenie, ale w spojrzeniu czai się czujność.
Ayla uśmiecha się lekko, jak ktoś, kto właśnie trzyma w ręku mocną kartę.
— Ściany może nie mają ust — mówi powoli — ale mają uszy. Radziłabym więc uważać, z kim i o czym rozmawiasz.
Przechyla głowę i patrzy na Ifakat przenikliwie.
— Chcę się stąd jak najszybciej wydostać. I uwierz mi… zrobię wszystko, żeby to osiągnąć.
Na chwilę milknie, po czym dodaje spokojniej:
— A z tego, co zdążyłam zauważyć, złapanie Sinana wcale nie jest dla ciebie priorytetem.
Ifakat wzrusza ramionami.
— Oczywiście, że mnie to nie obchodzi — mówi bez emocji. — Wszystko, co mnie interesuje, to utrzymanie naszego statusu.
Ayla opiera się wygodniej o oparcie kanapy. Na jej ustach pojawia się szeroki, triumfujący uśmiech.
— Doskonale — mówi z satysfakcją. — Widzę, że naprawdę mówimy tym samym językiem.
W pokoju zapada ciężka, znacząca cisza. Obie kobiety patrzą na siebie uważnie — jak dwie osoby, które właśnie zaczęły niebezpieczną grę.
Grę, w której każda z nich zamierza wygrać.
***
Diyar siedzi na szerokim parapecie przy wysokim oknie wychodzącym na taras. Delikatne, białe zasłony poruszają się lekko od wiatru wpadającego przez uchylone okno. Za szybą widać pochmurne niebo i szarą taflę wody rozciągającą się w oddali. Palmy na brzegu kołyszą się niespokojnie, jakby zapowiadały nadchodzącą burzę.
Dziewczyna wpatruje się w ten widok w milczeniu, pogrążona w myślach.
Nie słyszy, kiedy ktoś wchodzi do salonu.
Dopiero gdy za jej plecami rozlega się czyjś głos, drga nerwowo i gwałtownie odwraca głowę.
To Kazim.
Stoi kilka kroków dalej z rękami splecionymi za plecami, przyglądając się jej uważnie.
— Jeżeli szuka pan Ferita… — mówi Diyar, próbując opanować przyspieszone bicie serca. — To już wyszedł.
Kazim kręci lekko głową.
— Ferita? Nie przyszedłem do niego. — Robi krok bliżej. — Przyszedłem do ciebie.
Na twarzy Diyar pojawia się zdziwienie.
— Do mnie? — pyta ostrożnie. — Czy jest jakiś problem?
Kazim rozgląda się powoli po przestronnym salonie, jakby upewniał się, że nikt ich nie podsłuchuje. W pomieszczeniu panuje cisza.
— Problemów jest wiele, pani Diyar — mówi w końcu. — Ale wszystkie można rozwiązać.
Zatrzymuje na niej wzrok.
— Szkoda mi ciebie.
Diyar marszczy lekko brwi.
— Proszę się nie martwić, panie Kazimie. — Delikatnie dotyka boku, w miejscu, gdzie dwa dni wcześniej trafiła ją kula. — Najgorsze już za mną. Została tylko jedna rana. Ale ona też się zagoi.
Kazim patrzy na nią przez chwilę bez słowa.
— Tak… rana postrzałowa rzeczywiście się zagoi — mówi powoli. — Ale nie o tym mówię.
Jego głos staje się chłodniejszy.
— Zostałaś postrzelona przez mojego byłego zięcia. A nawet to nie jest dla niego wystarczającym powodem, żeby zostać przy tobie.
Diyar prostuje się na parapecie.
— Nie rozumiem — mówi cicho. — Co pan próbuje powiedzieć?
Kazim wzdycha ciężko.
— Mówię o Fericie. — Spogląda jej prosto w oczy. — On cię zostawi.
Te słowa zawisają w powietrzu jak ciężki kamień.
— Ferit nic do ciebie nie czuje — dodaje spokojnie. — Gdyby tylko mógł, już dawno by z tobą zerwał.
Diyar zaciska dłonie.
— Nie może jednak zrobić tego wprost — ciągnie Kazim. — Jest zbyt wrażliwy. Zbyt miękki. Dlatego tkwi w tym wszystkim, choć sercem jest gdzie indziej.
Robi krótką pauzę.
— Dlatego najlepiej będzie, jeśli to ty przejmiesz stery. Jeśli to ty zakończysz tę historię, zanim on zdąży cię naprawdę zranić.
Diyar zsuwa się z parapetu i staje naprzeciw niego. Prostuje plecy, jakby chciała pokazać, że jego słowa nie robią na niej wrażenia.
— Ferit już mi o panu opowiadał — mówi chłodno. — Powiedział, że ma pan zwyczaj dolewać oliwy do ognia.
Kazim unosi brwi.
— Ufam Feritowi — dodaje stanowczo Diyar. — Wiem, że mnie nie zostawi.
Kazim patrzy na nią jeszcze przez chwilę, jakby chciał coś powiedzieć, ale ostatecznie tylko wzrusza ramionami.
Diyar odwraca się i szybkim krokiem wychodzi z salonu.
Drzwi jej pokoju zamykają się za nią cicho.
Przez kilka sekund stoi nieruchomo na środku pomieszczenia, jakby próbowała utrzymać w sobie całą siłę, którą przed chwilą pokazała.
Ale maska pęka niemal natychmiast.
Chwyta się za głowę i zaczyna nerwowo chodzić po pokoju.
— Nie… — szepcze do siebie. — Nie słuchaj go.
Jej oddech przyspiesza. W końcu opiera plecy o ścianę i powoli osuwa się na podłogę. Łzy napływają jej do oczu.
— On już dawno o tobie zapomniał… — mówi cicho, jakby powtarzała słowa Kazima. — Co jeszcze tu robisz?
Zakrywa twarz dłońmi.
— Ten związek się skończył…
W tym momencie jej wzrok pada na coś błyszczącego przy podłodze.
Pod zawiniętym rogiem dywanu migocze złoty błysk.
Diyar podchodzi bliżej i ostrożnie odchyla materiał.
Na parkiecie leży złota obrączka zaręczynowa.
Ta sama, o której Ferit mówił, że była za mała i oddał ją do powiększenia.
Drżącymi palcami podnosi pierścionek. Przez chwilę tylko się w niego wpatruje.
Teraz wszystko staje się jasne.
— Jak mogłeś… — szepcze drżącym głosem. Łzy spływają po jej policzkach. — Jak mogłeś mnie okłamać, Fericie?
Ściska obrączkę w dłoni. W jej oczach pojawia się ból — głęboki, rozdzierający.
Diyar zaczyna rozumieć coś, czego do tej pory nie chciała przyjąć do wiadomości.
To naprawdę koniec.
***
Czarny van należący do Korhanów powoli wjeżdża na brukowaną drogę w parku. Jesienne liście wirują na wietrze, a pomiędzy wysokimi sosnami panuje ciężka, niemal duszna cisza.
Samochód zatrzymuje się. Boczne drzwi rozsuwają się z metalicznym zgrzytem.
Jako pierwsza wysiada Ifakat. Jej twarz jest chłodna i pewna siebie. Zaraz za nią wychodzi Ayla. Kobieta ledwo dotyka stopami ziemi, gdy tylko jej wzrok pada na stojącego kilka metrów dalej mężczyznę.
— Sinan… mój synu! — Jej głos drży. Rzuca się biegiem przed siebie.
Sinan robi krok w jej stronę i w następnej chwili wpadają sobie w ramiona. Ayla przyciska go do siebie tak mocno, jakby chciała upewnić się, że naprawdę stoi przed nią, że to nie sen.
— Mamo, spokojnie… już jestem — szepcze Sinan.
Tuż za nim stoją Mumtaz i Hazal. Oboje obserwują scenę w napięciu.
Mumtaz wzdycha ciężko.
— Mówiłem mu, żeby tu nie przyjeżdżał — mówi, patrząc na siostrę. — Próbowałem go powstrzymać, ale się uparł.
Ifakat tylko przewraca oczami.
— Wzruszające — mówi z chłodnym uśmiechem. — Naprawdę. Ale możecie się sobą nacieszyć później. — Krzyżuje ręce na piersi. — Teraz dajcie mi pieniądze. Gdzie one są?
Sinan powoli odsuwa od siebie matkę. W jego oczach pojawia się gniew.
— Ifakat… — mówi niskim głosem. — Naprawdę myślisz, że wciąż masz tu jakąkolwiek władzę? — Robi krok do przodu. — Nie masz broni. Nie masz ludzi. Nie masz nic. Porwaliście moją matkę, a teraz jeszcze żądasz pieniędzy?
Ifakat mruży oczy.
— Co jest z tobą nie tak? — syczy. — Chcesz złamać umowę?
Ayla nagle prostuje się i obejmuje syna ramieniem, jakby chciała go ochronić.
— Tak! Łamiemy umowę! — krzyczy. — I zobaczysz, jak bardzo tego pożałujesz! — Jej twarz czerwienieje z gniewu. — Zniszczę cię! Słyszysz?! Pozwę cię do sądu! Zrobię wszystko, żebyś zapłaciła za to, co zrobiłaś!
Ifakat przez chwilę patrzy na nią w milczeniu. A potem… wybucha śmiechem. Cichym, zimnym śmiechem.
— Och, pani Aylo… — mówi spokojnie. — A kto powiedział, że ja jeszcze przestrzegam tej umowy?
Zapada krótka cisza. I wtedy…
W oddali rozlega się przeciągły dźwięk policyjnych syren.
Wszyscy odwracają głowy.
Po chwili na drogę wjeżdżają dwa radiowozy. Niebiesko-czerwone światła zaczynają migotać między drzewami. Samochody zatrzymują się gwałtownie. Drzwi otwierają się. Policjanci wyskakują z pojazdów i biegną w ich stronę.
Ifakat uśmiecha się z satysfakcją.
— Pani Aylo… dziękuję za pomoc — mówi spokojnie.
Ayla patrzy na nią z niedowierzaniem.
— Ty… ty mnie wykorzystałaś…
— Oczywiście.
W tej samej chwili policjanci dopadają Sinana.
— Policja! Ręce do góry!
Sinan próbuje się wyrwać.
— Co robicie?! Puśćcie mnie!
Kajdanki zatrzaskują się na jego nadgarstkach.
— To jakaś pomyłka! — krzyczy.
W tym momencie na miejsce przyjeżdżają pozostali Korhanowie. Seyran wyskakuje z samochodu i biegnie w ich stronę. Kiedy staje przed Sinanem, jej oczy płoną gniewem. Bez chwili wahania wymierza mu policzek. Dźwięk uderzenia rozlega się głośno w ciszy parku.
— Próbowałeś mnie zabić! — krzyczy. — Dlaczego strzelałeś także do Diyar?! Co ona ci zrobiła?!
Sinan patrzy na nią z niedowierzaniem.
— Nie bądź śmieszna. Do nikogo nie strzeliłem. Co mnie obchodzi jakaś adwokatka?
Ifakat wzrusza ramionami.
— Oczywiście, że zaprzecza — mówi. — Myśli, że jeśli nie przyzna się do tej zbrodni, dostanie mniejszy wyrok.
— Jesteś szalona?! — wrzeszczy Sinan. — Mówię wam, że nikogo nie postrzeliłem!
Policjanci wpychają go do radiowozu. Drzwi zatrzaskują się z hukiem. Radiowóz odjeżdża.
Zapada cisza. Seyran spogląda w stronę Diyar. Ich spojrzenia spotykają się na moment. Seyran wie, że Sinan powiedział prawdę. Wie, że to nie on strzelił. Ale milczy.
Ferit odchrząkuje.
— Dobrze… — mówi cicho. — To koniec. Temat zamknięty. — Patrzy na Seyran. — Idźcie już.
Seyran odchodzi z Abidinem i Suną w stronę drogi.
Po chwili w parku zostają tylko Ferit i Diyar. Między drzewami zapada ciężka cisza.
— Diyar… porozmawiajmy chwilę — mówi Ferit.
Dziewczyna patrzy na niego spokojnie.
— Co jest tak pilnego, że nie może poczekać?
Ferit bierze głęboki oddech.
— Czekałem, aż złapią tego człowieka, żebyśmy mogli wreszcie porozmawiać o nas.
W jego głosie słychać drżenie. Diyar zerka w stronę drogi, gdzie zniknął radiowóz.
— Jeśli to, co chcesz powiedzieć, dotyczy jego… — wzdycha ciężko. — Wierz sobie w co chcesz.
— Od tej chwili to nie ma znaczenia — mówi Ferit. — Ty i ja…
— Nie męcz się. — Przerywa mu. W jej oczach pojawiają się łzy, ale głos pozostaje spokojny. — Wiem, co chcesz powiedzieć.
Powoli sięga do kieszeni płaszcza. Wyciąga złotą obrączkę i unosi ją przed jego twarzą.
— Już dawno ją zdjąłeś.
Ferit nieruchomieje.
— Pożegnałeś się ze mną dużo wcześniej — mówi cicho Diyar. — Ja tylko nie chciałam tego zobaczyć.
Zdejmuje z palca swoją obrączkę. Kładzie obie na dłoni Ferita i zamyka jego palce.
— Teraz ja się żegnam.
Cisza.
— Odchodzę.
Ferit patrzy na obrączki w swojej dłoni.
— Nie powinienem był doprowadzić do tego momentu… — mówi cicho, z bólem w głosie. — Bardzo cię zraniłem, prawda?
Diyar delikatnie dotyka jego policzka.
— Nie martw się o mnie. — Uśmiecha się smutno. — Nic mi nie będzie. — Jej palce drżą. — Ale ty… uważaj na siebie.
Patrzy mu prosto w oczy.
— Bo jeśli znowu się rozpadniesz… tym razem nie będzie przy tobie Diyar, która cię pozbiera. — Robi krok w tył. — Nie znajdziesz mnie.
Ferit opuszcza wzrok.
— Wiem. — Milczy przez chwilę. — Bo nie ma drugiej takiej Diyar.
Diyar uśmiecha się słabo. Odwraca się i odchodzi między drzewami.
Ferit stoi nieruchomo. Patrzy na jej oddalającą się sylwetkę. A potem na dwie obrączki w swojej dłoni. Stało się. Rozstał się z Diyar.
Powoli rusza w stronę samochodu.
Samochodu, przy którym czeka Seyran.
Jego prawdziwa miłość.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Yalı Çapkını. Inspiracją do jego stworzenia był film Yalı Çapkını 84.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.
















