Dziedzictwo odc. 935: Trucizna szantażuje Cansel!

Trucizna rozmawia przez telefon.

„Dziedzictwo” Odc. 935 – streszczenie

Prawa ręka Trucizny wchodzi do jego sali z wyraźnym napięciem na twarzy.

– Ismail, ten facet, który podrzucił narkotyki Poyrazowi, w końcu przemówił – oznajmia. – Zdradził nazwisko zleceniodawcy. To Semih. To on kazał mu wrobić ciebie.

– Semih? – Trucizna marszczy brwi i wpatruje się w dal, jakby próbował przeszukać każdy zakamarek swojej pamięci. – Nie kojarzę, żebym miał takiego wroga… Kim on jest? Dlaczego akurat moje nazwisko wplątał w tę brudną sprawę?

– To brat bratowej Poyraza. Jeszcze nie wiem, dlaczego to zrobił.

Trucizna uśmiecha się gorzko.

– Mam kilka teorii – mówi chłodno. – Zawiść, zazdrość, tłumiona nienawiść… Czasem ludzie chcą zniszczyć nawet własną rodzinę. Zbadałeś jego przeszłość?
– Tak. Zajmuje się drobnymi oszustwami.

– Mnie nie interesują drobnostki – przerywa mu Trucizna. – Chcę wiedzieć, w co był zamieszany przez ostatnie trzy lata. W jakich brudach się taplał ten „sprytny” gość? Mam przeczucie, że nie działał sam.

– I znów masz rację, szefie. Semih pracował dla gangu Atakanlar.

Trucizna mruży oczy. Jego ton staje się lodowaty.

– Wszystko jasne. To oni wsadzili Poyraza za kratki. Skontaktuj mnie natychmiast z ich liderem. Mam wrażenie, że właśnie znalazłem idealną żyłę, by puścić w obieg moją truciznę.

***

Utku domaga się spotkania z Deryą. Grozi, że jeśli sama do niego nie przyjdzie, on zjawi się osobiście. Kobieta, wyraźnie podenerwowana, wchodzi do archiwum i wyciąga telefon. W jej głosie aż iskrzy od napięcia.

– Słuchaj mnie uważnie! – syczy do słuchawki, nie kryjąc gniewu. – Jeśli jeszcze raz spróbujesz mi grozić, pożałujesz! Miałeś podmienić próbki DNA, a przez twoją nieudolność prawie trafiliśmy za kratki! Gdyby nie mój refleks, wszystko by się wydało!

– Zrobiłem, co mogłem – tłumaczy się mężczyzna. – Ale coś poszło nie tak. Byliśmy o krok od wpadki. To cud, że jeszcze chodzimy wolni. Mimo to, należą mi się pieniądze!
– Pieniądze?! Za partactwo?! – wścieka się Derya. – Myślisz, że jestem idiotką? Nie dostaniesz ode mnie ani grosza!

– Zamknij się i mnie posłuchaj! – warknął Utku. – Zrobiłem, co do mnie należało. A mój człowiek w kostnicy domaga się zapłaty. Jeśli nie chcesz, żeby wszystko wyszło na jaw, lepiej spełnij swoją część umowy. Nie masz wyboru, Derya.

W tym momencie kamera przenosi się na korytarz. Ayse zbliża się do drzwi archiwum, już ma chwycić za klamkę, gdy nagle słyszy czyjś głos zza drzwi. Zastyga w miejscu, nasłuchując.

– To ty mnie posłuchaj, ty podły gnoju! – wrzeszczy Derya. – Spieprzyłeś wszystko! To przez ciebie znaleźli ciało!

Oczy Ayse rozszerzają się ze zdumienia. Chwilę trwa w szoku, ale szybko odzyskuje trzeźwość umysłu. Natychmiast zawraca i rusza korytarzem w stronę gabinetu Ferita. Derya wychodzi z archiwum, zauważa ją i rusza za nią z niepokojem w oczach.

– Co się dzieje? – pyta Ferit, zaskoczony widokiem zdenerwowanej policjantki. – Ayse, co się stało?
– Przed chwilą… podsłuchałam rozmowę prokuratorki – odpowiada, próbując uspokoić oddech. – Krzyczała, że to jego wina, że ciało zostało znalezione.

Ferit wstaje gwałtownie zza biurka.
– Jesteś pewna tego, co słyszałaś?

W tej chwili do pomieszczenia wchodzi Derya, pewnym krokiem, ale z roztrzęsioną twarzą.

– Tak, dobrze usłyszała – potwierdza, nie czekając na pytanie. – Dokładnie to powiedziałam. Ale dodałam coś więcej… Że to przez niego moja siostra nie żyje. Przez jej lekarza. Zniechęcił ją do leczenia, stosując jakieś niepotwierdzone terapie. Zabił ją swoją ignorancją!

Derya zaczyna płakać. Jak zwykle – perfekcyjna w swojej grze. Ferit podchodzi, delikatnie obejmuje jej ramiona i sadza ją na krześle. Podaje butelkę wody, szepcząc słowa wsparcia.

Ayse jednak nie daje się zwieść. Patrzy na Deryę uważnie, z podejrzliwością, której nie potrafi ukryć.
– Przepraszam… – mówi chłodno – ale nie spodziewałam się, że nazwiesz swoją siostrę trupem.

Derya wybucha.

– Moja siostra umarła! Czy naprawdę oczekujesz, że w takiej chwili będę ważyć każde słowo?!

Ferit rzuca Ayse ostrzegawcze spojrzenie.
– Wyjdź, Ayse. Daj jej chwilę.

Policjantka wychodzi. Na korytarzu kręci głową, a pod nosem wypowiada cicho, z niedowierzaniem:
– Nikt nie mówi tak o swojej siostrze. Nikt, kto naprawdę ją kochał.

***

Cansel zagląda do pustej szkatułki na biżuterię. Jej wzrok zatrzymuje się na pustym wnętrzu, jakby wciąż spodziewała się tam coś znaleźć. Wzdycha głęboko.

– Muszę zapomnieć o złocie i patrzeć w przyszłość – mówi do siebie z wymuszoną nadzieją. – Jak to było w tej książce o tajemnicach życia? „Podnieś swoją częstotliwość, a przyciągniesz bogactwo”…

Ostrożnie odkłada pudełko na stolik i wstaje z fotela. Jej ruchy są teatralne, jakby właśnie przygotowywała się do rytuału.
– Czas na afirmację – oznajmia z przekonaniem.

Składa ręce jak do modlitwy, zamyka oczy i wypowiada słowa, jakby były zaklęciem:

– Jestem najpiękniejszą kobietą w całym Cendere. Wszystkie inne to przy mnie zwykłe raszple. Jestem magnesem na pieniądze. Bogactwo przychodzi do mnie z łatwością. Niech się stanie… niech się stanie…

W tym momencie rozlega się dzwonek telefonu. Cansel rzuca się po aparat jak wygłodniała lwica. Uśmiech rozjaśnia jej twarz – w jej oczach widać przekonanie, że właśnie dzwoni los z wielką wygraną.

– Halo? Cansel Kilic, właścicielka salonu piękności. Z kim mam przyjemność?

Po drugiej stronie rozbrzmiewa niski, złowrogi głos. Każde słowo brzmi jak cień, który kładzie się na jej sercu.
– Z człowiekiem, który zna twoją prawdziwą twarz.

Cansel zamiera. Głos staje się jeszcze głębszy, bardziej upiorny – jakby wydobywał się z najciemniejszego zakamarka piekła.

– Jedno moje słowo może wysłać cię do więzienia… albo uczynić cię obrzydliwie bogatą. Wiem, że razem z bratem, Semihem, wysłaliście Poyraza do więzienia. Jestem Trucizna.

Cansel przełyka ślinę. Ręka zaczyna jej drżeć. Głos, którym odpowiada, ledwo przebija się przez panikę:
– Czy to jakiś żart…? Co ty wygadujesz? Kim ty jesteś?

– Nadal nie rozumiesz? – warknął głos. – Jestem człowiekiem, który zna każdy brudny sekret tego miasta. Wiem, że twój brat pracował dla gangu Atakanlar w czasie, gdy Poyraz został aresztowany. Wiem, że to on podrzucił narkotyki do warsztatu. A ty… ty jesteś jego lojalną siostrzyczką, która wszystko sprytnie tuszowała. Czy teraz już rozumiesz, z kim rozmawiasz? Jestem Trucizna!

– Czego chcesz ode mnie…? – szepcze Cansel, czując jak grunt usuwa się jej spod nóg.
– To proste – odpowiada spokojnie, aż zbyt spokojnie. – Chcę kobiety i dziecka.

– Przecież jesteś Trucizną. Sam potrafisz wszystko załatwić. Dlaczego mnie w to mieszasz?
– Bo to ty będziesz moim koniem trojańskim – mówi z chłodnym spokojem. – I zrobisz dokładnie to, co ci powiem.

– Nie… Nie mogę… Jeśli ich tkniesz, zabijesz ich…

– Życie to wybory, Cansel. Masz jeden dzień. Albo oddasz mi ich… albo twoja rodzina dowie się wszystkiego, a twój brat skończy tam, gdzie jego miejsce – w celi.

Po drugiej stronie zapada cisza. Trucizna się rozłącza. Bez słowa. Bez cienia litości.

Cansel opuszcza powoli telefon. Drżącym głosem mówi do siebie:

– Boże… co ja mam zrobić…?

***

Kara wchodzi do gabinetu Ayse, trzymając w dłoniach teczkę.
– Przyniosłam akta szpitalne Deryi Kazanci – oznajmia, wręczając dokumenty. – Niestety nie udało mi się porozmawiać z jej lekarzem. Jest na urlopie.

– Dziękuję, Karo – odpowiada Ayse, biorąc dokumenty. Zbliża się do niej i mówi już ciszej, z wyraźnym napięciem w głosie:
– Na własne uszy słyszałam, jak Derya powiedziała, że to jego wina, że ciało zostało znalezione. Coś tu nie gra. Coś jest głęboko ukryte… i muszę to odkryć. Za wszelką cenę.

– A Ferit? Czy nie naciskał na nią wtedy? – dopytuje Kara ostrożnie.
– Ferit twierdzi, że mi nie wierzy – odpowiada Ayse z rozgoryczeniem. – Prokuratorka Leyla pomogła mu w sądzie w sprawie Dogi. Od tamtej pory ufa jej bezgranicznie. Za bardzo…

Kara przygląda się Ayse z uwagą.
– Wygląda na to, że o czymś jeszcze myślisz.

Ayse zawahała się przez ułamek sekundy, po czym skinęła głową.

– Tak. Uważam, że prokurator Leyla jest w to zamieszana. Może nie bezpośrednio, ale wie coś o śmierci Deryi. Coś ukrywa. I nie zamierzam odpuścić, dopóki się nie dowiem, co to jest.

– Jesteś tego pewna? – pyta Kara z niepokojem.

– Nawet jeśli zostanę z tym sama, nie przestanę. – Ayse sięga po zdjęcie dołączone do akt i przygląda się twarzy Deryi. Jej oczy płoną determinacją.
– Zobaczymy, kim naprawdę jesteś, Deryo Kazanci.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 670. Bölüm i Emanet 671. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy