„Panna młoda” Odc. 111 – streszczenie
Cihan siedział na łóżku, oparty o poduszki, lecz w jego postawie nie było ani krzty odpoczynku. Był napięty jak struna — ramiona sztywne, spojrzenie twarde i nieruchome. Dłoń mimowolnie spoczywała na boku, tuż pod żebrami, w miejscu, gdzie wciąż pulsował ból.
Beyza stała przed nim, wyprostowana, ale wyraźnie spięta. Palce zaciskała na pasku torebki tak mocno, że aż zbielały jej knykcie.
— Co się dzieje, Cihanie? — zapytała, a jej głos zadrżał wbrew jej woli.
Cihan nie odpowiedział od razu. Przez dłuższą chwilę tylko na nią patrzył — chłodno, przenikliwie, jakby próbował zdjąć z niej wszystkie maski naraz.
— Dlaczego to zrobiłaś, Beyzo? — odezwał się w końcu cicho, ale w jego tonie brzmiało coś groźnego. — Jaki był twój cel? Powiedz mi.
Beyza zamrugała szybko, udając zaskoczenie.
— O czym mówisz? — odparła. — Co takiego zrobiłam?
Jego spojrzenie stwardniało jeszcze bardziej.
— Doskonale wiesz, o czym mówię — powiedział przez zaciśnięte zęby. — Dlaczego powiedziałaś Hancer o broni?
Na ułamek sekundy w jej oczach pojawił się błysk paniki. Zaraz jednak uniosła głowę, jakby postanowiła przestać się bronić.
— Bo chciałam, żeby odeszła! — wyrzuciła z siebie nagle, z siłą, która przecięła powietrze.
Cihan w jednej chwili poderwał się z łóżka.
Ból natychmiast przeszył jego ciało. Skrzywił się, chwytając się pod klatką piersiową, ale nie cofnął się ani o krok.
— Dokąd? — syknął. — Dokąd chciałaś ją wysłać? Do więzienia? A mnie… do grobu?
Oddychał ciężko, a każde słowo zdawało się kosztować go wysiłek.
— Mówiłaś, że zrobisz wszystko dla dziecka — ciągnął, patrząc jej prosto w oczy. — Że nie chcesz, żeby dorastało bez ojca. To co się zmieniło, Beyzo? Kiedy zmieniłaś zdanie?
Beyza cofnęła się o krok. Jej twarz pobladła, a oczy zaszkliły się łzami.
— Nie wiedziałam, że tak się stanie… — wyszeptała. — Myślisz, że tego chciałam? Cihanie, posłuchaj mnie, ja…
— Wystarczy! — przerwał jej ostro.
Ból wykrzywił jego twarz, ale gniew był silniejszy.
— Wyjdź — powiedział niskim, drżącym głosem. — Wynoś się stąd.
W tej samej chwili drzwi otworzyły się gwałtownie i do środka weszła Mukadder.
— Synu, co ty robisz? — zawołała z niepokojem. — To nie jest czas na takie sceny. Musisz odpoczywać!
— Mamo… — Cihan nawet na nią nie spojrzał. — Zabierz ją stąd.
Odwrócił wzrok od Beyzy, jakby jej obecność była nie do zniesienia.
— Nie chcę jej widzieć.
— Ale synu, przecież Beyza…
— Mamo! — jego głos nagle podniósł się, stał się twardy i nieznoszący sprzeciwu. Szczęka napięła się boleśnie. — Zabierz ją stąd, póki nic jej nie zrobiłem. Słyszysz mnie? Zabierz ją!
W pomieszczeniu zapadła ciężka cisza.
Mukadder zawahała się tylko przez moment. Potem podeszła do Beyzy, chwyciła ją za ramię i niemal siłą wyprowadziła z sali.
Drzwi zamknęły się z cichym kliknięciem.
Cihan został sam.
Powoli opadł z powrotem na łóżko, zaciskając palce na boku. Ból dopadł go silnie, ale nie jęknął.
Patrzył w jeden punkt przed sobą, oddychając ciężko.
Tym razem nie bolało go ciało.
Tym razem bolało go coś znacznie głębiej.

***
Cihan powoli przechadzał się po sali, stawiając ostrożne kroki. Jedną dłonią przytrzymywał bok, jakby próbował ujarzmić pulsujący ból, który nie chciał ustąpić. Każdy ruch przypominał mu o tym, co się wydarzyło — o ranie, która nie była tylko fizyczna.
— Ach, Hancer… — westchnął cicho, zatrzymując się przy oknie. — Jesteś jedynym lekarstwem na ten ból… a ciebie tu nie ma. — Zamknął oczy na krótką chwilę. — Sam ci kazałem odejść.
Drzwi skrzypnęły lekko.
Cihan odwrócił głowę.
W progu stał Ertugrul, z tym swoim spokojnym, ciepłym uśmiechem, który zdawał się łagodzić nawet najtrudniejsze napięcia.
— Przyprowadziłem ci kogoś, Cihanie Develioglu — powiedział spokojnie.
Zza jego pleców wyłoniła się Hancer.
Zatrzymała się w progu, jakby nie była pewna, czy powinna zrobić kolejny krok. Jej spojrzenie natychmiast odnalazło Cihana.
I na chwilę wszystko zamarło.
Patrzyli na siebie długo — bez słów, bez ruchu — jakby próbując w tej jednej chwili nadrobić całą ciszę ostatnich dni.
— Zamknij drzwi, córko — odezwał się łagodnie Ertugrul.
Hancer posłusznie zamknęła drzwi, nie spuszczając wzroku z Cihana.
— Usiądź tutaj — wskazał na kanapę.
Usiadła powoli, splatając dłonie na kolanach, jakby próbowała powstrzymać ich drżenie.
Ertugrul usiadł obok niej, a Cihan wrócił na łóżko, choć jego ciało wciąż pozostawało napięte.
— Wygląda na to, że spóźniliśmy się z wizytą — powiedział Ertugrul. — Słyszałem, że dziś wychodzisz ze szpitala.
— Zgadza się — odparł Cihan chłodno. — Wkrótce wracam do domu.
Starał się brzmieć obojętnie, ale jego spojrzenie co chwilę uciekało w stronę Hancer — jakby nie potrafił nad tym zapanować.
— W takim razie porozmawiajmy, zanim wyjdziesz — podjął Ertugrul poważniej. — Powiedz mi, synu… co ty zrobiłeś? Przeszliście razem tak wiele, a ty poddałeś się przez coś tak małego.
— Ten temat jest zamknięty — uciął Cihan. — Nie ma do czego wracać.
— Mówiłam ci, wujku — odezwała się cicho Hancer. — Przyszliśmy na darmo. — Jej głos lekko zadrżał. Spojrzała na męża. — Nie obwiniaj mnie. To nie był mój pomysł.
— Tak właśnie przypuszczałem — rzucił Cihan chłodno. — Wiedziałem, że to nie była twoja inicjatywa.
Hancer uniosła lekko podbródek.
— Sam kazałeś mi odejść — przypomniała. — Co miałam zrobić? Rzucić ci się w ramiona?
— Nie odwracaj kota ogonem — odpowiedział ostro. — To ty chciałaś odejść. Naprawdę tego chciałaś. I teraz robisz to samo.
Hancer poderwała się z miejsca.
— Naprawdę? — jej głos nabrał ostrości. — Najpierw mnie odpychasz, każesz mi odejść… a potem zachowujesz się tak, jakbym była jedyną winną?
Cihan również wstał, mimo bólu, który natychmiast ściął mu oddech.
— Bo jesteś winna! — powiedział twardo. — Posłuchałaś Beyzy. Wzięłaś broń do ręki.
Dotknął miejsca po postrzale, jakby chciał przypieczętować swoje słowa.
— Zraniłaś mnie. I to nie tylko tutaj.
Hancer zrobiła krok w jego stronę. Jej oczy błyszczały — od gniewu i bólu.
— A moje rany? — zapytała cicho, ale każde słowo było jak uderzenie. — Co z nimi? Z twoimi kłamstwami? Z tym, że wyszłam za ciebie, bo nie miałam wyboru?
Zacisnęła dłonie.
— Na początku cię nienawidziłam. Ale mimo wszystko… zostałam. Zgodziłam się na ten ból. A potem wszystko się zmieniło. Byliśmy szczęśliwi… naprawdę szczęśliwi.
Jej głos załamał się lekko.
— A kiedy wszystko zaczęło się układać… ty zrzuciłeś na mnie ciężar, którego nie potrafiłam unieść. Byłam zagubiona. Zdezorientowana. Zboczyłam z drogi.
Cihan odwrócił wzrok.
— To nie ma sensu — powiedział ciszej. — Jeśli będziemy dalej w to brnąć, tylko bardziej się skrzywdzimy.
Ertugrul wstał powoli, patrząc na nich oboje.
— Wysłuchałem was — powiedział spokojnie. — I wszystko jest jasne.
Spojrzał na Hancer.
— Ty chcesz, żeby przestał cię obwiniać.
— Tak — odpowiedziała bez wahania. — Bo nie tylko ja jestem winna.
Ertugrul przeniósł wzrok na Cihana.
— A ty… chcesz uleczyć swoje rany. Zgadza się?
— Dokładnie tak — potwierdził.
Ertugrul skinął głową.
— W takim razie powiem wam, jakie jest rozwiązanie.
Cihan otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, ale Ertugrul uniósł dłoń.
— Nie ma „ale”. Jeśli się nie zgadzacie, wychodzę i więcej nie wtrącam się w wasze sprawy. Zgoda?
Zapadła krótka cisza.
— Zgoda — powiedzieli jednocześnie.
Ertugrul spojrzał na Hancer uważnie.
— Będziesz opiekować się swoim mężem, dopóki jego rana się nie zagoi. To twój obowiązek. Tak jak sprawca musi naprawić szkodę.
Potem spojrzał na Cihana.
— A ty… kiedy twoja rana się zagoi, przestaniesz ją obwiniać. Uwolnisz ją — nie tylko z domu, ale i ze swojego serca.
Zawiesił na nim spojrzenie.
— To najtrudniejsze zadanie, jakie istnieje. Będziesz musiał wybaczyć.
Ponownie zwrócił się do Hancer.
— Wrócisz bez poczucia winy.
A potem do Cihana:
— Ty też pozbędziesz się ciężaru. Oboje pójdziecie dalej.
Zrobił krok w stronę drzwi.
— Pomóż mu się ubrać, córko. I zabierz go do domu.
Nie czekając na odpowiedź, wyszedł. Drzwi zamknęły za nim się cicho.
W sali zostali tylko oni dwoje — i wszystko, co między nimi wciąż niewypowiedziane.


***


Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 80.Bölüm i Gelin 81.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.






