Dziedzictwo odc. 943: Trucizna nie żyje! Nana otruta i na granicy śmierci!

Poyraz patrzy w twarz nieprzytomnej Nany, którą trzyma na rękach.

„Dziedzictwo” Odc. 943 – streszczenie

Ferit wychodzi z sali Ayşe i zatrzymuje się przy siedzącej na korytarzu Deryi. Kobieta nerwowo splata palce, a jej twarz wyraża napięcie.

– Pani prokurator, zamartwiasz się tutaj – odzywa się komisarz łagodnym tonem.

– To dla mnie naprawdę trudne – odpowiada Derya cicho, ledwo powstrzymując emocje. – Czekam na godzinę odwiedzin, by choć na chwilę zobaczyć Ayşe… Czy wszystko z nią w porządku? Mogę wejść?

Ferit kręci głową z lekkim żalem.
– Niestety nie. Lekarz zabronił wizyt. Ayşe musi odpoczywać, nawet mnie poproszono o opuszczenie sali.

Derya wpatruje się w niego uważnie.
– O czym tak długo rozmawialiście? – pyta z udawaną lekkością, ale jej głos zdradza napięcie.

– Ayşe nadal jest w szoku – wyjaśnia spokojnie Ferit. – Przeżywa moment wypadku, wciąż płacze…
– Jak to się właściwie stało? Co zapamiętała? – dopytuje Derya, pochylając się nieznacznie do przodu.

Ferit wzdycha ciężko.

– W samochodzie hamulce odmówiły posłuszeństwa. Niewytłumaczalne, zwłaszcza że auto przeszło niedawno przegląd. – W jego głosie pojawia się chłodna determinacja. – Ktoś celowo je uszkodził. Jestem niemal pewien, że to robota ludzi Akkoclara. Zbliża się termin procesu, a to wygląda na ostrzeżenie. Dlatego ty też musisz mieć ochronę.

Derya wyprostowuje się na krześle i uśmiecha lekko, ukrywając wewnętrzny niepokój.

– Naprawdę nie ma takiej potrzeby – mówi, bo doskonale wie, że to ona stanowi zagrożenie.

Ferit patrzy na nią z powagą.

– Leyla… Po tym, co się stało Ayşe, nie zamierzam ryzykować. Jesteś dla mnie bardzo ważna. – Przerywa na moment, udając roztargnienie. – Zapomniałem telefonu. Spotkajmy się przy wejściu.

– Oczywiście – odpowiada Derya i posyła mu ciepły, nieco wymuszony uśmiech, po czym odchodzi w stronę windy.

Kiedy tylko znika z pola widzenia, Ferit szybko podchodzi do czekającego przed salą Volkana.

– Myślę, że mi uwierzyła – mówi cicho. – Ale nie jestem pewien. Ma umysł diabła. Wystarczy jeden fałszywy ruch, a wszystko się wyda. Masz przy sobie pluskwy?

Volkan skinął głową.
– Tak. Ibo dostarczył jedną. – Wyciąga z kieszeni niewielkie urządzenie i podaje komisarzowi.

Ferit unosi brwi.
– Jedną? Prosiłem o sprzęt na cały dom.

– Komisarzu, nie mamy oficjalnego śledztwa. Z trudem zdobyliśmy tę jedną.

Ferit przyjmuje to ze zrezygnowaniem.

– Dobra. Zamontuję ją w salonie. Ty zajmiesz się nasłuchem. Zaparkuj w pobliżu jej domu. Po wszystkim wróć tutaj – musimy cały czas mieć oko na Ayşe.

***

Ferit odwozi Deryę do jej domu. Kobieta zaprasza go na herbatę. Komisarz przyjmuje zaproszenie, ale jego umysł pracuje na najwyższych obrotach.

Gdy Derya idzie do kuchni przygotować napoje, Ferit bezszelestnie wymyka się na piętro. Szybko, lecz dokładnie przeszukuje sypialnię – zagląda pod materac, do szafek, w zakamarki. Jednak pamiętnika, którego tak bardzo potrzebuje, nigdzie nie ma. Zmarnowany czas. Musi wracać, zanim wzbudzi podejrzenia.

Schodzi na dół i w salonie, pod jednym z foteli, dyskretnie montuje urządzenie podsłuchowe. Chwilę później, z filiżanką herbaty w dłoni, udaje spokój.

Po kilku minutach Ferit żegna się i wychodzi.

Ledwo zamyka za nim drzwi, Derya niemal rzuca się na salon. Coś ją niepokoiło od samego początku. Po krótkich poszukiwaniach znajduje ukrytą pluskwę.

Patrzy na nią, czując, jak wściekłość i rozczarowanie ściskają jej gardło.

– Zostawił podsłuch… – szepcze, a jej oczy płoną. – Ferit mnie podejrzewa. Cała ta troska… wszystkie jego słowa… to było kłamstwo.

Zaciska palce na urządzeniu, a w jej głowie rodzi się niebezpieczny plan. To jeszcze nie koniec. Ona także potrafi grać. Lepiej od wszystkich.

***

Nana drżącymi dłońmi wybiera numer Poyraza, korzystając z telefonu, który zabrała jednemu z ludzi Trucizny. Gdy wreszcie słyszy znajomy głos, łzy napływają jej do oczu.

– Nana? Gdzie jesteście?! – woła Poyraz z niepokojem.
– Nic nam nie jest… Uciekliśmy – odpowiada szybko, choć w jej głosie słychać strach. – Ale nie wiemy, gdzie jesteśmy. Bateria zaraz padnie…

– Spokojnie. Rozejrzyj się. Widzisz jakąś tablicę? Szyld sklepu? Cokolwiek?

Nana szybko rozgląda się dookoła.
– Nie… Jesteśmy w jakiejś ruinie, na wzgórzu. – Zamyka oczy, skupiając się na wrażeniach. – Czuję zapach mydła… wszędzie unosi się jego woń.

– Zapach mydła? – Poyraz zamyśla się na sekundę. – To musi być fabryka. W pobliżu Şile jest stara fabryka mydła. Widzisz ją gdzieś?

– Widziałam, jak jechaliśmy… – Nana stara się przypomnieć każdy szczegół. – Z komina unosił się dym. Jesteśmy po prawej stronie od niej. Ale boimy się wychylić. Ci bandyci mogą być wszędzie. Proszę cię, Poyraz… przyjedź szybko…

Poyraz ściska telefon tak mocno, że aż bieleją mu kostki.

– To moja wina – mówi z goryczą, a głos mu drży. – Gdybym cię posłuchał… gdybyś poszła później do bratowej… może wszystko potoczyłoby się inaczej.
– Nie, nie mów tak… – Nana zaczyna, ale nie zdąża dokończyć.

Nagle połączenie zostaje przerwane. Ekran telefonu gaśnie. Bateria padła.

Poyraz zamiera na chwilę, patrząc na wyświetlacz, jakby samą siłą woli mógł przywrócić połączenie. W jego oczach pojawia się dzika determinacja.

– Trzymaj się, Nana – szepcze. – Już jadę.

***

Aynur niechętnie odbiera telefon. Na ekranie widnieje imię Lerzan.

– Czego ode mnie chcesz? – pyta chłodno.
– Chcę przeprosić – odpowiada cicho przyjaciółka Sinana. – Wiem, że cię skrzywdziłam. To, co zrobiłam, było nie w porządku…

– Nie potrzebuję twoich przeprosin – ucina Aynur, starając się brzmieć twardo. – Jedyne, czego chcę, to jak najszybciej zamknąć ten temat.
– Rozumiem… Ale chciałabym, żebyś wiedziała jedno – Lerzan zawiesza głos. – Sinan nie miał złych intencji. Nie chciał cię zranić.

– Ani on, ani jego intencje mnie nie interesują – odpowiada sucho Aynur.
– Więc dlaczego w twoim głosie słychać smutek? – Lerzan wypowiada to pytanie cicho, ale trafia w samo sedno.

Na moment zapada cisza. Aynur zaciska usta, walcząc z emocjami.
– Mam dużo pracy. Muszę kończyć – mówi wreszcie, uciekając w wymówkę.

– W porządku. Nie będę cię zatrzymywać – mówi Lerzan spokojnie. – Szkoda, że nie poznałyśmy się w innych okolicznościach. Jeśli cię zraniłam… przepraszam. Pa.

Połączenie się urywa. W ciszy, która nastaje, Aynur długo patrzy w ekran wyłączonego telefonu.

– O czym ona mówiła? – mruczy do siebie. – Jest mi smutno, bo jestem człowiekiem, a nie dlatego, że obchodzi mnie on… To jedyny powód. – Mówi to na głos, jakby chciała przekonać przede wszystkim samą siebie.

Podchodzi do lustra, prostuje plecy i patrzy sobie głęboko w oczy.

– Weź się w garść, Aynur. Zostaw to za sobą. Skup się na pracy. – Jej głos brzmi pewnie, choć w oczach wciąż tli się cień żalu.

***

Aynur wychodzi na zewnątrz. W parku, wśród cichych rozmów i śpiewu ptaków, nagle dostrzega znajomą sylwetkę. Sinan. Serce przyspiesza jej na moment, ale zaraz potem pojawia się gniew. Odwraca się na pięcie, chcąc odejść, ale mężczyzna ją zatrzymuje.

– Chcę z tobą porozmawiać – mówi stanowczo.
– A nie boisz się, że znowu coś źle zrozumiem? – odcina się ironicznie Aynur. – Albo, nie daj Boże, przekroczę jakieś twoje granice?

Sinan patrzy na nią poważnie.
– Rozumiem twoją złość. Ale jeśli odłożymy ją na bok, łatwiej będzie nam się porozumieć.

– Mylisz się, panie Sinanie – mówi chłodno Aynur. – Nigdy w niczym się nie porozumieliśmy. I może cię to zdziwi, ale ja też mam swoje granice. – Ostentacyjnie rysuje butem na kostce wyimaginowaną linię. – I radzę ci ich nie przekraczać.

Nagle z pobliskiej ławki rozlega się stłumiony jęk. Starszy mężczyzna, Fehmi – znany w okolicy jako mędrzec i powiernik wielu mieszkańców – osuwa się bezwładnie na bok.

Aynur i Sinan natychmiast rzucają się na pomoc. Wspólnie zabierają Fehmiego do szpitala, zapominając na chwilę o własnych sporach.

***

Trucizna dopada Yusufa i Nanę. Bez wahania wbija strzykawkę w szyję dziewczyny. Nana osuwa się na ziemię niczym marionetka, z której ktoś nagle odciął sznurki.

– Kilka godzin… – syczy bandyta, chwytając Yusufa za ramiona. – Tyle ci zostało. Umrzesz w straszliwej agonii. I to nie wszystko… – jego głos staje się jadowity – umrzesz, patrząc, jak dziecko kona na twoich oczach.

Z zimną precyzją podnosi drugą strzykawkę, celując nią w szyję przerażonego chłopca.

W tej samej chwili za jego plecami rozlega się stanowczy, męski głos:
– Puść go!

Trucizna odwraca się i widzi Poyraza, który mierzy do niego z pistoletu — broni zabranej wcześniej z szuflady w rodzinnym domu.

– Puść go, powiedziałem! – powtarza Poyraz.

Gangster szczerzy zęby w drapieżnym uśmiechu.
– Rzuć broń – warczy – albo chłopak dołączy do swojego stryjka szybciej, niż myślisz!

Poyraz napina dłoń na kabłąku spustu, ale widząc, jak igła strzykawki niebezpiecznie zbliża się do szyi Yusufa, powoli kładzie broń na ziemi.

Trucizna wybucha triumfalnym śmiechem.
– Ty głupcze! Myślałeś, że oddam ci dzieciaka?!

Nie przestając się śmiać, gangster pochyla się, by sięgnąć po leżący w trawie pistolet. Poyraz, nie czekając ani sekundy, rzuca się na niego. Zaczynają szarpać się w zaciekłej walce — jedno życie kontra drugie, jeden oddech przeciw drugiemu.

Przez długie, wyczerpujące sekundy walczą o dominację, ale wreszcie to Poyraz wygrywa: z całej siły wbija strzykawkę w szyję Trucizny, wprowadzając do jego organizmu całą dawkę śmiertelnej substancji.

Sapnąwszy ciężko, Poyraz rzuca się z powrotem do Nany. Yusuf klęczy nad nią, łkając przerażony. Dziewczyna leży bezwładnie, blada jak papier, nie dając najmniejszego znaku życia.

Poyraz odwraca się do Trucizny, który chwieje się na granicy świadomości. Chwyta go za koszulę i potrząsa brutalnie.
– Co jej zrobiłeś?! Gdzie jest antidotum?! Mów, do cholery!

Trucizna z trudem otwiera spieczone usta.
– Nie… nie uratujesz jej… – wychrypuje, a jego oczy lśnią szaleńczą satysfakcją. – Antidotum… nie istnieje. Zejdzie ze mną… pod ziemię…

Wargi gangstera drgają w ostatnim, upiornym uśmiechu. Jego powieki opadają ciężko. Trucizna traci przytomność, zostawiając Poyraza na granicy rozpaczy.

***

Ostatnia scena odcinka rozgrywa się w szpitalu. Poyraz niespokojnie krąży przed oddziałem intensywnej terapii, raz po raz spoglądając na zamknięte drzwi. Nagle na korytarzu pojawia się Mert.

– Mistrzu, są jakieś wieści? – pyta z nadzieją w głosie.

Poyraz kręci przecząco głową, po czym z napięciem w głosie odzywa się:
– A Yusuf?

– Nasi zabrali go do domu – odpowiada Mert. – Powiedziałem mu, że z Naną wszystko będzie dobrze.

W tej chwili drzwi sali intensywnej terapii rozsuwają się i wychodzi z nich Nazli w pielęgniarskim uniformie. Jej twarz jest blada, a oczy zdradzają niepokój.

– W jakim ona jest stanie? – pyta Poyraz, niemal rzucając się w jej stronę.

Nazli wzdycha ciężko.

– Lekarze próbują zidentyfikować skład trucizny, ale to skomplikowana mieszanka. Antidotum… – zawiesza głos, walcząc z emocjami. – Antidotum nie jest znane. Robią, co mogą, ale… – Głos jej drży. – Musimy być przygotowani na wszystko.

– Nie! – wybucha Poyraz, a jego oczy płoną determinacją. – Nie będę się na nic przygotowywał! Jak mogą tego nie wiedzieć?! Porozmawiam z lekarzami!

Rzuca się w stronę drzwi, ale Nazli staje mu na drodze, zatrzymując go delikatnie, ale stanowczo.

– Proszę cię, Poyraz. Zrozum… jedynym ratunkiem jest antidotum. Musimy czekać, aż lekarze skończą. Wtedy będzie można do niej wejść.

Poyraz cofa się o krok, oddychając ciężko. Zaciśnięte pięści, napięte mięśnie – całym sobą walczy z bezsilnością.

Czekanie nie jest w jego naturze. Jest człowiekiem czynu, a teraz… teraz jego świat zatrzymał się w miejscu. Ale nie pozwoli, by to była ich ostatnia wspólna chwila.

Musi działać.
Musi znaleźć antidotum.
Za wszelką cenę uratuje Nanę.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia był film Emanet 677. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy