Panna młoda odc. 154: Cihan znów wyznaje miłość Hancer! Beyza przyłapuje ich razem!

Beyza stoi u szczytu schodów z dzieckiem na rękach. Cihan i Hancer patrzą na nią.

„Panna młoda” Odc. 154 – streszczenie

Hancer właśnie miała wychodzić do pracy, kiedy drzwi sypialni otworzyły się gwałtownie. Do przedpokoju wpadł Cemil. Był wyraźnie zdenerwowany — oddychał ciężko, a w dłoni ściskał telefon tak mocno, jakby bał się, że za chwilę usłyszy najgorszą wiadomość.

— Derya od wczoraj się nie odezwała — powiedział nerwowo. — Telefon jest wyłączony. Kazała mi nie przyjeżdżać, ale już dłużej tego nie wytrzymam. Jadę do jej matki.

Hancer natychmiast spoważniała.

— Dobrze, bracie. Jak tylko czegoś się dowiesz, od razu daj mi znać.

Cemil szybko sięgnął po kurtkę, narzucił ją na ramiona i otworzył drzwi. Nagle znieruchomiał.

W progu stała Derya.

Miała potargane włosy, bladą twarz i ubrania pobrudzone ziemią. Wyglądała tak, jakby całą noc błąkała się po ulicach. Jej spojrzenie było nieobecne i pełne strachu.

— Bratowo…? — wyszeptała przerażona Hancer.

Cemil natychmiast podszedł do żony.

— Derya! Co się stało? Wszystko w porządku? — zapytał z przejęciem.

Derya spuściła wzrok i nerwowo otarła dłonie o płaszcz.

— Wpadłam do dołu wykopanego przez gminę — odpowiedziała szybko, jakby wcześniej przygotowała sobie to wyjaśnienie.

Hancer spojrzała na nią z niedowierzaniem.

— O Boże… Nic ci nie jest?

— Powinniśmy jechać do szpitala — odezwał się Cemil. — Jesteś w szoku. Może nawet tego nie czujesz, ale mogłaś sobie coś zrobić.

Derya nagle uniosła głowę.

— Nie panikujcie! — rzuciła ostro. — Dajcie mi oboje święty spokój!

Nie czekając na odpowiedź, minęła ich i ruszyła do sypialni. Zamknęła za sobą drzwi, po czym ciężko opadła na łóżko. Dopiero wtedy pozwoliła sobie na drżenie.

Po chwili drzwi uchyliły się cicho i do środka weszła Hancer.

— Bratowo… — odezwała się ostrożnie. — Co z twoją mamą? Wszystko z nią dobrze?

Derya tylko skinęła głową, nie patrząc jej w oczy.

Hancer usiadła obok niej.

— Co się z tobą dzieje? Dlaczego tak wyglądasz? Powiedz mi prawdę…

Derya zamarła.

W jednej chwili wróciły do niej obrazy sprzed kilku godzin.

***

Noc była ciemna i duszna. Derya stała ukryta między drzewami, obserwując Nusreta zasypującego dół, do którego wrzucił zawiniętą w dywan Yoncę.

Każda kolejna łopata ziemi sprawiała, że serce waliło jej coraz mocniej.

— Nie mogę na to pozwolić… — wyszeptała drżącym głosem.

Rozejrzała się gorączkowo, po czym podniosła z ziemi kamień i z całej siły rzuciła nim w okno mieszkania Nusreta.

Szyba zadrżała z głośnym hukiem.

Po chwili z wnętrza dobiegł przestraszony głos Beyzy:

— Tato! Coś jest za oknem! Boję się! Chodź szybko!

Nusret zaklął pod nosem, rzucił łopatę i pobiegł do mieszkania.

Derya wykorzystała tę chwilę.

Natychmiast podbiegła do dołu i osunęła się na kolana przy zawiniętym w dywan ciele Yoncy. Drżącymi dłońmi odsunęła materiał z jej twarzy.

— Yonca… słyszysz mnie? — wyszeptała. — Proszę, odezwij się…

Potrząsnęła nią delikatnie, ale Yonca nie reagowała.

Przez głowę Deryi przemknęła przerażająca myśl, że mogła się pomylić. Że ruch nóg, który widziała wcześniej, był tylko złudzeniem.

Łzy napłynęły jej do oczu.

— Nie możesz umrzeć… — zaszlochała. — Masz dziecko. Musisz żyć dla swojego syna. Obiecuję, że cię stąd zabiorę… tylko otwórz oczy…

Nagle wargi Yoncy lekko drgnęły.

— Dziecko… — wyszeptała niemal bezgłośnie.

Derya gwałtownie nabrała powietrza.

— Dzięki Bogu… żyjesz…

I wtedy poczuła na ramieniu silny uścisk.

Męska dłoń.

Zesztywniała ze strachu. Powoli odwróciła głowę. Spod ciemnego rękawa nieznajomego wystawał biały mankiet koszuli.

Derya patrzyła na stojącą za sobą postać z przerażeniem, które odbierało jej oddech.

***

Wspomnienie urwało się nagle.

Hancer wciąż stała obok niej i z troską gładziła ją po włosach.

— Bratowo, proszę… nie strasz mnie — powiedziała cicho. — Widzę, że wydarzyło się coś strasznego. Powiedz mi, co się dzieje.

Derya powoli pokręciła głową.

Położyła się na łóżku, odwróciła plecami do Hancer i podkuliła nogi, jakby chciała schować się przed całym światem.

— Jestem zmęczona… bardzo zmęczona — wyszeptała drżącym głosem. — Muszę zasnąć. Muszę o wszystkim zapomnieć…

Zamknęła oczy.

Hancer patrzyła na nią jeszcze przez chwilę, ale zrozumiała, że teraz i tak niczego się nie dowie. Cicho wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi.

***

Beyza zdecydowanie nie odnajdywała się w roli matki.

Siedziała niedbale na kanapie, trzymając niemowlę w ramionach z wyraźnym zniecierpliwieniem. Dziecko płakało bez przerwy — cicho, rozpaczliwie, jakby wyczuwało chłód bijący od kobiety, która miała być jego matką.

Beyza zmrużyła oczy i ciężko westchnęła.

— No już, dosyć… — mruknęła bezradnie. — Przestań płakać, bachorze. Nie chcesz jeść? To nie jedz. Naprawdę nie mam już do ciebie siły.

Niemowlę zaniosło się jeszcze głośniejszym płaczem.

W tym momencie do salonu wszedł Nusret. Spojrzał na córkę z wyraźną irytacją, po czym bez słowa wyciągnął ręce po dziecko.

— Daj mi go.

Beyza oddała niemowlę niemal z ulgą.

Nusret ostrożnie ułożył chłopca w ramionach i zaczął go lekko kołysać. Po chwili płacz ucichł.

Mężczyzna spojrzał na córkę z chłodnym rozczarowaniem.

— Nigdy nie będzie z ciebie matki.

Beyza przewróciła oczami i opadła ciężej na oparcie kanapy.

— A co mogę poradzić? — odpowiedziała zirytowana. — Skąd miałam wiedzieć, że opieka nad dzieckiem jest aż tak męcząca? To wszystko jest dla mnie za trudne.

— Nie przesadzaj — uciął ostro Nusret. — Nie ma już odwrotu. Zostawisz dziecko Gülsüm, kiedy nikt nie będzie patrzył. Potem zatrudnisz nianię. Masz tolerować tego chłopca tak długo, jak będzie nam potrzebny.

Jego wzrok padł na stojącą na stole pełną butelkę mleka.

Zmarszczył brwi.

— Do kogo ja właściwie mówię? Nawet nie podałaś mu mleka, które przygotowałem.

— Próbowałam — odburknęła Beyza. — Ale nie chciał pić. Nie znoszę tego jego marudzenia. Jak zgłodnieje, to w końcu zje.

Nusret spojrzał na nią tak ostro, że momentalnie spuściła wzrok.

— Beyzo, czy ty naprawdę postradałaś rozum? — syknął. — To niemowlę, nie zabawka. Jeśli dalej będziesz się tak zachowywać, każdy od razu się zorientuje, że nie jesteś jego biologiczną matką.

Podszedł bliżej i pochylił się nad nią.

— Posłuchaj mnie uważnie. To nie są żarty. Przy ludziach masz grać najbardziej troskliwą matkę świata. Masz się uśmiechać, przytulać go i zachowywać tak, jakby był całym twoim życiem. Zaciśnij zęby i rób swoje. Nie możemy stracić tego, co już zdobyliśmy.

Beyza nerwowo przeczesała włosy dłonią.

— Nie naciskaj na mnie… — powiedziała ciszej. — Miałam okropną noc. Śniły mi się koszmary. Ciągle wydawało mi się, że ktoś kręci się wokół domu. Słyszałam nawet dźwięk tłuczonego szkła… Jakby ktoś rzucił kamieniem w okno.

Nusret spojrzał na nią chłodno.

— Nikt niczego nie widział — odpowiedział stanowczo. — Noc minęła. Zaczął się nowy dzień.

Usiadł obok niej i spojrzał na dziecko.

— Nie zapominaj, po co to wszystko robimy. Ty chcesz zdobyć Cihana. Ja chcę majątek Develioglu. A ten chłopiec… — zerknął na niemowlę — jest jedynym kluczem do tych drzwi.

Jego głos stwardniał.

— Dlatego zachowuj się odpowiednio.

Beyza westchnęła i zamknęła oczy.

— Dobrze. Zrobię to. Ale najpierw naprawdę muszę odpocząć.

Nusret prychnął z irytacją.

— Przestań zachowywać się jak rozkapryszona dziewczynka i wreszcie dorośnij.

Wskazał ręką leżący na stole sztuczny ciążowy brzuch.

— I zabierz to stąd. Drażni mnie sam widok tej imitacji.

Po chwili oddał dziecko córce.

— A teraz zadzwoń do swojego męża. Przekaż mu tę cudowną nowinę. Niech przyjedzie po swoją żonę i syna.

Odwrócił się i odszedł, zostawiając ją samą z niemowlęciem.

Beyza spojrzała na chłopca z mieszaniną zmęczenia i wyrachowania.

— Posłuchaj mnie, mały… — powiedziała cicho. — Od teraz jesteśmy wspólnikami. Jeśli każde z nas będzie robiło to, co do niego należy, wszystko pójdzie dobrze. Ty zdobędziesz serce swojego ojca… a ja dostanę to, czego chcę.

Sięgnęła po telefon i wybrała numer Cihana.

Sygnał trwał długo, ale nikt nie odbierał.

Beyza zacisnęła usta.

— Nie odbiera… — mruknęła zirytowana. — Nieważne. Spróbujemy później.

Spojrzała na dziecko, które znów zaczynało marudzić.

— Najpierw cię nakarmię. Tylko przestań płakać i mnie nie denerwuj, dobrze?

Wzięła butelkę z mlekiem i ostrożnie przystawiła ją do ust niemowlęcia.

***

Derya szła szybkim krokiem wzdłuż cichej ulicy, co chwilę zerkając na numery domów. Mocniej zaciskała dłonie na pasku torebki, a jej niespokojny oddech zdradzał rosnące napięcie.

Południowe słońce oświetlało fasady budynków, ale ona ledwo to zauważała. W głowie wciąż miała wydarzenia minionej nocy — ziemię osypującą się do dołu, twarz Yoncy wystającą spod dywanu i lodowaty strach, który ścisnął jej serce, gdy ktoś nagle położył rękę na jej ramieniu.

— Boże, gdzie jest ten dom… — westchnęła nerwowo, rozglądając się wokół. — To przecież ta ulica.

Przystanęła i jeszcze raz spojrzała na kartkę z adresem.

— Wreszcie… numer osiemdziesiąt dziewięć.

Przez chwilę stała nieruchomo przed furtką, jakby nagle zabrakło jej odwagi. Potem jednak weszła na podwórko i zapukała do drzwi trzy razy.

Po kilku sekundach drzwi powoli się otworzyły.

W progu stał Tayar.

***

Retrospekcja.

Noc była zimna i duszna. W powietrzu unosił się zapach wilgotnej ziemi.

Derya drgnęła gwałtownie, kiedy poczuła ciężką dłoń na swoim ramieniu. Serce niemal wyskoczyło jej z piersi. Odwróciła głowę i zobaczyła Tayara.

Mężczyzna patrzył na nią uważnie spod zmrużonych powiek. Przyłożył palec do ust, nakazując jej milczenie.

— Idź stąd, siostro — wyszeptał. — Resztę zostaw mnie.

Derya patrzyła na niego przez moment z niedowierzaniem. Nie wiedziała, dlaczego jej pomaga ani czego naprawdę chce, ale instynkt podpowiadał jej, że musi uciekać.

Skinęła głową i szybko odsunęła się od dołu.

Kilka chwil później Nusret wrócił na zewnątrz z łopatą w ręku. Nie zauważył ukrytego w ciemności Tayara. Z ponurą dokładnością zaczął zasypywać dół, przekonany, że pozbywa się problemu raz na zawsze.

Tayar obserwował go w milczeniu zza drzew. W jego oczach nie było strachu — tylko chłodna, trudna do odczytania determinacja.

***

Teraźniejszość.

Tayar odsunął się od drzwi i bez słowa wpuścił Deryę do środka.

Dom był cichy i pogrążony w półmroku. Mężczyzna poprowadził ją do niewielkiego salonu.

Derya zatrzymała się gwałtownie.

Na kanapie leżała Yonca. Nieprzytomna, blada, przykryta kocem. Jej rude włosy rozsypały się po poduszce, a oddech był płytki i nierówny.

Derya natychmiast podeszła bliżej i usiadła obok niej.

— Nadal się nie obudziła? — zapytała cicho, z niepokojem patrząc na jej twarz.

Tayar pokręcił głową.

— Nie. Nic się nie zmieniło. Wciąż jest nieprzytomna.

Derya przełknęła ślinę.

— Może powinniśmy zabrać ją do szpitala? Powiemy, że znaleźliśmy ją na ulicy w takim stanie. Ktoś musi jej pomóc.

Tayar spojrzał na nią ostro.

— Jeśli masz choć odrobinę rozsądku, nie mieszaj się w to bardziej, niż już się wmieszałaś.

Jego głos był spokojny, ale kryło się w nim ostrzeżenie.

— Jeśli coś jej się stanie, ty też możesz za to zapłacić.

Derya zmarszczyła brwi i spojrzała na niego uważniej.

— Kim ty właściwie jesteś? — zapytała. — Kimś bliskim dla Yoncy?

Na ustach Tayara pojawił się gorzki uśmiech.

— Powiedzmy, że mamy wspólnego wroga… i podobny los.

Derya przez chwilę milczała, po czym spojrzała na śpiącą kobietę.

— Ona nie miała nikogo — powiedziała cicho. — Nikogo oprócz męża, przed którym próbowała uciec.

Przeniosła wzrok na Tayara.

— To ty, prawda? Ty jesteś jej mężem?

Tayar nie odpowiedział od razu.

— Kiedy człowiek tonie, chwyta się wszystkiego, nawet brzytwy — ciągnęła Derya. — Yonca była tak przerażona Nusretem, że zwróciła się o pomoc do własnego oprawcy.

Mężczyzna odwrócił wzrok.

— To nie było prawdziwe małżeństwo — powiedział w końcu chłodno. — Nusret zapłacił mi, żebym jej pilnował. To wszystko.

Derya poczuła, jak po plecach przechodzi jej dreszcz.

— Więc wykonywałeś jego rozkazy… — wyszeptała. — Ale dlaczego? Czego Nusret od niej chciał? I gdzie jest jej dziecko?

Jej głos załamał się przy ostatnim pytaniu.

— Nie mów, że… jego też się pozbył?

Tayar spojrzał na nią długo i ciężko.

— Wiesz, dlaczego wciąż żyję? — zapytał cicho. — Bo nigdy nie zadaję pytań. Na twoim miejscu zrobiłbym to samo. Yonca miała szczęście, że ktoś ją odkopał. Ciebie może nie mieć kto ratować.

W pokoju zapadła ciężka cisza.

Derya spojrzała na nieprzytomną Yoncę, potem na Tayara.

Po raz pierwszy naprawdę zrozumiała, w jak niebezpieczną grę się wplątała.

***

Paczka z kołyską, którą zamówiła Hancer, została dostarczona do starego domu. Dziewczynę ogarnęła przerażenie. Wiedziała, że jeśli Cihan zobaczy jej zawartość, wszystko się wyda. 

Wybiegła z domu w pośpiechu i niemal biegiem ruszyła w stronę posiadłości Develioglu.

Gdy tylko przekroczyła bramę, zamarła.

Przed starym domem stał samochód Cihana.

Serce ścisnęło jej się gwałtownie.

— Nie… tylko nie to… — wyszeptała, przyspieszając kroku.

Nie zwracając uwagi na nic wokół, wbiegła do środka i rzuciła się ku schodom. Jej oddech stał się urywany, a w głowie pulsowała jedna myśl — zdążyć, zanim będzie za późno.

Kiedy wpadła na piętro, Cihan właśnie pochylał się nad dużym kartonem i zrywał taśmę zabezpieczającą przesyłkę.

— Nie możesz tego otworzyć! — krzyknęła spanikowana. — Nie pozwalam ci!

Podbiegła do niego i gwałtownie odepchnęła go od paczki.

Cihan spojrzał na nią zaskoczony, a potem zmrużył oczy.

— Co przede mną ukrywasz, Hancer? — zapytał chłodno. — Dlaczego tak bardzo boisz się, że zobaczę, co jest w środku?

Hancer stanęła między nim a pudełkiem, jakby broniła największego sekretu swojego życia.

— Bo to nie twoja sprawa! — odpowiedziała drżącym głosem. — Mam własne życie. Takie, którego ty już nie jesteś częścią.

Na twarzy Cihana pojawił się bolesny uśmiech.

— Naprawdę w to wierzysz? — powiedział cicho. — Nie masz przede mną żadnych tajemnic. Wiem o każdym twoim kroku, o każdym oddechu. I zawsze będę wiedział. Nieważne, że się rozwiedliśmy.

Hancer poczuła, jak łzy napływają jej do oczu.

— Dlaczego mi to robisz? — zapytała bezradnie. — Dlaczego nie pozwalasz mi odejść?

Cihan zrobił krok w jej stronę. W jego spojrzeniu było tyle bólu, że przez chwilę zabrakło jej tchu.

— Bo nadal cię kocham — powiedział ochryple. — Szaleńczo. Tak bardzo, że nie potrafię przestać.

Między nimi zapadła ciężka, duszna cisza.

I właśnie wtedy rozległ się dźwięk otwieranych drzwi.

Chwilę później ciszę przeciął płacz dziecka.

Hancer i Cihan jednocześnie odwrócili głowy.

Na schodach stała Beyza z niemowlęciem na rękach. Jej twarz była chłodna i napięta, ale w oczach błyszczał gniew.

Cihan pobladł.

— Beyza… — odezwał się cicho i zrobił krok w jej stronę.

— Nie waż się do mnie podchodzić — przerwała mu lodowatym tonem.

Przytuliła dziecko mocniej do siebie i spojrzała na nie z wymuszoną czułością.

— Popatrz, synku — powiedziała gorzko. — To jest twój ojciec.

Po chwili znów uniosła wzrok na Cihana.

— A to twój syn, który od wczoraj próbuje ci oznajmić, że przyszedł na świat.

Jej głos zadrżał, ale szybko odzyskała opanowanie.

— Przyjrzyj mu się dobrze. To pierwszy i ostatni raz, kiedy go widzisz.

Następnie przeniosła spojrzenie na Hancer. W jej oczach pojawiła się pogarda i triumf.

Nie powiedziała już ani słowa. Odwróciła się gwałtownie i zeszła na dół z dzieckiem na rękach.

Cihan stał nieruchomo, jakby nagle przestał rozumieć, co dzieje się wokół niego.

Hancer spojrzała na niego ze złością i desperacją.

— Na co jeszcze czekasz?! — krzyknęła. — Idź za nimi!

Dopiero wtedy Cihan oprzytomniał. Bez słowa rzucił się w stronę schodów i pobiegł za Beyzą.

***

Beyza, tuląc dziecko do piersi, szybkim krokiem podeszła do samochodu, przy którym czekał Nusret. Była blada, roztrzęsiona i wściekła jednocześnie.

— Jedźmy stąd, tato — rzuciła nerwowo. — Natychmiast.

Już miała otworzyć drzwi auta, gdy za jej plecami rozległ się donośny głos Cihana:

— Beyzo, stój!

Odwróciła się gwałtownie.

Cihan szedł alejką zdecydowanym krokiem. W jego oczach mieszał się gniew, chaos i desperacja.

Beyza zaśmiała się gorzko.

— Dlaczego mam się zatrzymać? — zapytała lodowato. — Żeby mój syn dalej był częścią tej żałosnej farsy? Żeby patrzył, jak jego ojciec wyznaje miłość innej kobiecie?

Cihan zatrzymał się kilka kroków przed nią.

— To nie wygląda tak, jak myślisz…

— Naprawdę? — przerwała mu ostro. — W takim razie wyjaśnij mi, co dokładnie widziałam.

Nusret zmarszczył brwi i spojrzał gniewnie na siostrzeńca.

— Co tu się dzieje? — zapytał ostrym tonem.

Beyza odwróciła głowę w stronę ojca.

— Co się dzieje? Mój mąż właśnie wyznał miłość swojej byłej żonie. W dniu, w którym powinien być przy swoim dziecku.

Twarz Nusreta momentalnie stwardniała. Ruszył w stronę Cihana i chwycił go brutalnie za poły marynarki.

— Co z ciebie za człowiek?! — warknął. — Powinieneś się wstydzić!

Szarpnął nim mocno.

— Twoja żona rodzi dziecko pod dachem swojego ojca, a ty biegasz za inną kobietą! Jesteś dokładnie taki jak twój ojciec. Tak samo słaby. Tak samo ślepy. Ciągle tylko miłość, namiętność i własne zachcianki!

Cihan natychmiast chwycił go za marynarkę i odepchnął od siebie.

— Uważaj na słowa! — syknął przez zaciśnięte zęby. — Hancer nie jest niczemu winna!

— A jeśli nie będę uważał? — odparł Nusret z pogardą. — Ty nie masz za grosz wstydu, to już wiem. Ale ona? Ona też nie widzi nic złego w uganianiu się za żonatym mężczyzną? Za człowiekiem, który właśnie został ojcem?!

— Powiedziałem ci, że Hancer nie jest niczemu winna! — krzyknął Cihan i jeszcze mocniej szarpnął wujkiem. — Nie pozwolę ci jej obrażać!

— Nadal jej bronisz? — prychnął Nusret. — Bezwstydniku! Jeśli nie zależy ci na własnej żonie, to pomyśl chociaż o swoim synu!

Wokół zapadła napięta cisza. Nawet służba stojąca przed domem bała się poruszyć.

I wtedy Cihan wybuchł.

— Dość! — ryknął tak głośno, że wszyscy zamarli. — Hancer jest jedyną kobietą, którą kocham! Jedyną! I nic tego nie zmieni, nawet jeśli się rozwiedliśmy!

Jego głos drżał od emocji.

— Nigdy nie obiecałem Beyzie miłości. Ani wczoraj, ani dziś. Powiedziałem tylko, że wezmę odpowiedzialność za mojego syna. Beyza zgodziła się na to od samego początku. Nie oczekujcie ode mnie czegoś, czego nie potrafię dać!

Beyza pobladła jeszcze bardziej. Spojrzała na dziecko w swoich ramionach, a potem uśmiechnęła się smutno.

— Słyszałeś, synku? — wyszeptała gorzko. — Nie oczekujmy niczego od twojego ojca. W jego sercu nigdy nie było miejsca dla nas.

Przytuliła niemowlę mocniej.

— Ale nie martw się. Nie będziemy dla nikogo ciężarem.

Otworzyła tylne drzwi samochodu i wsiadła do środka z dzieckiem na rękach.

Nusret rzucił Cihanowi ostatnie pełne pogardy spojrzenie, po czym usiadł za kierownicą i odpalił silnik.

Cihan nagle ruszył do przodu i stanął przed autem. Oparł dłonie o maskę, jakby siłą mięśni chciał zatrzymać odjeżdżający samochód.

— Beyza, nie rób tego… — powiedział łamiącym się głosem.

W tym momencie Mukadder podbiegła do niego i mocno chwyciła go za ramię.

— Cihanie, odejdź! — zawołała spanikowana.

Odciągnęła go od samochodu, zanim wydarzy się coś nieodwracalnego.

Nusret nacisnął gaz.

Opony zapiszczały głośno na kamiennej nawierzchni dziedzińca, a samochód ruszył gwałtownie do przodu i po chwili zniknął za bramą.

Cihan stał nieruchomo pośrodku podjazdu, patrząc za oddalającym się autem, w którym odjeżdżał jego syn.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 112.Bölüm i Gelin 113.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy