Panna młoda odc. 134: Beyza zdemaskowana! Kłamstwo o ciąży rozsypało się w pył!

Mukadder trzyma w rękach protezę ciążowego brzucha, stojąc przy łóżku, na którym leży Beyza. Nieco dalej stoi Nusret.

„Panna młoda” Odc. 134 – streszczenie

Spod maski rozbitego samochodu wydobywały się coraz gęstsze kłęby dymu. Najpierw powoli snuły się nad maską, potem zaczęły wdzierać się do wnętrza przez popękane szczeliny i wybite szyby. W aucie czuć było duszący zapach spalenizny, benzyny i rozgrzanego metalu.

Hancer zanosiła się kaszlem, próbując zaczerpnąć powietrza.

— Nie mogę… oddychać… — wyszeptała ochryple.

Obok niej Beyza również krztusiła się dymem. Jej głowa bezwładnie opierała się o zagłówek, a z rozcięcia na skroni spływała cienka strużka krwi.

Dym gęstniał z każdą sekundą.

Świat przed oczami Hancer zaczął się rozmazywać. Słyszała już tylko własny przyspieszony oddech i syk płomieni rodzących się gdzieś pod maską.

Potem wszystko spowiła ciemność.

Obie ponownie straciły przytomność.

***

Cihan jechał jak szalony, ściskając kierownicę tak mocno, że pobielały mu knykcie. Kiedy w końcu dostrzegł w dole rozbite auto, serce niemal stanęło mu w piersi.

Samochód wyglądał jak wrak wyrzucony po eksplozji. Przód był kompletnie zmiażdżony, szyby popękane w pajęczynę, a z wnętrza wydobywał się gęsty, czarny dym. Ogień zaczął już obejmować maskę, podwozie i tył auta. Płomienie lizały karoserię, odbijając się pomarańczowym blaskiem od ciemnego lakieru.

— Hancer! — wrzasnął Cihan, wybiegając z samochodu.

Rzucił się w stronę wraku.

Żar był tak silny, że niemal natychmiast poczuł pieczenie skóry. Wyciągnął gaśnicę i zaczął rozpaczliwie tłumić płomienie, ale ogień rozprzestrzeniał się zbyt szybko.

— Nie! Nie!

Kaszląc od dymu, szarpnął za drzwi kierowcy. Udało mu się je otworzyć.

— Beyza! Słyszysz mnie?!

Nieprzytomna kobieta osunęła się w jego ramiona. Cihan wyciągnął ją z auta i przeciągnął kilka metrów dalej po suchej trawie.

Beyza odzyskała na moment świadomość. Zamglonym wzrokiem spojrzała na Cihana.

— Cihan… — wyszeptała słabo.

Ale on już jej nie słuchał.

Odwrócił się gwałtownie w stronę samochodu.

— Hancer!

Płomienie były teraz jeszcze większe. Ogień wydobywał się już także z wnętrza auta.

Cihan próbował dostać się od strony pasażera. Szarpał za drzwi z całej siły, lecz były zakleszczone.

— Otwórzcie się! — ryknął rozpaczliwie.

Uderzał w szybę, próbował ją wybić łokciem, ale żar stawał się nie do zniesienia.

Wtedy na miejsce dotarł policyjny radiowóz.

— Odsuń się! — krzyknął jeden z funkcjonariuszy.

Dwóch policjantów rzuciło się do wraku z gaśnicami. Po kilku dramatycznych sekundach udało im się wybić szybę i wyciągnąć nieprzytomną Hancer z płonącego samochodu.

Cihan natychmiast dopadł do niej.

— Hancer! Hancer, słyszysz mnie?!

Uklęknął na ziemi i podniósł jej głowę, ostrożnie układając ją na swoich kolanach. Jej twarz była blada, włosy pokryte pyłem i drobinami szkła, a na czole widniała zakrwawiona rana.

Nie reagowała.

— Proszę… — wyszeptał łamiącym się głosem. — Proszę cię, otwórz oczy…

Przytulił ją do siebie tak mocno, jakby bał się, że jeśli ją puści, straci ją na zawsze.

— Hancer, nie zostawiaj mnie… błagam…

Łzy spływały po jego policzkach. Jedna z nich upadła na twarz dziewczyny.

Beyza obserwowała wszystko z oddali.

Siedziała oparta o radiowóz, owinięta kocem, drżąca i osłabiona. W jej oczach mieszał się ból, zazdrość i gorzka świadomość.

To ją Cihan wyciągnął z samochodu jako pierwszą.

To ją uratował.

A jednak już po chwili całkowicie o niej zapomniał.

Liczyła się tylko Hancer.

Tylko ona.

Nagle powieki Hancer drgnęły.

Dziewczyna otworzyła oczy i spojrzała na Cihana nieobecnym, zamglonym wzrokiem.

— Cihan…? — wyszeptała ledwie słyszalnie.

Cihan zamarł, a potem gwałtownie przycisnął ją do siebie.

— Dzięki Bogu… — wydusił, niemal szlochając z ulgi. — Dzięki Bogu…

Przytulił ją tak mocno, jakby chciał ochronić ją przed całym światem.

W tej samej chwili na miejsce z piskiem opon wjechały karetki.

Ratownicy natychmiast wybiegli z noszami i torbami medycznymi.

— Odsunąć się! — zawołał jeden z nich.

Kilka chwil później zarówno Hancer, jak i Beyza były opatrywane przez medyków, podczas gdy za ich plecami wrak samochodu wciąż płonął pośród pustkowia niczym dogasający symbol tragedii, która omal nie zakończyła się śmiercią.

***

Cemil wrócił do domu popołudniem. Ledwo przekroczył próg, ciężko westchnął i postawił na stole dwie wypchane siatki z zakupami. Plastik zaszeleścił głucho w cichym mieszkaniu. Mężczyzna ściągnął buty, przetarł dłonią zmęczoną twarz i opadł na kanapę, jakby cały ciężar dnia nagle spadł mu na ramiona.

Derya spojrzała na niego.

— Cemilu? Co się stało? — zapytała z niepokojem i usiadła obok niego.

Mężczyzna pokręcił głową.

— Wujek Mehmet doprowadzi mnie kiedyś do szału — mruknął ponuro. — Człowiek nie może przy nim nawet spokojnie oddychać.

Derya spojrzała na niego uważniej.

— Powiedział coś?

— Powiedział? — prychnął Cemil. — On niemal urządził mi przesłuchanie. Dowiedział się, że ktoś z nami mieszka.

Derya momentalnie zesztywniała.

— Skąd?

— Nie wiem. Pewnie znowu siedział przy oknie i obserwował całą ulicę jak strażnik więzienny. — Westchnął ciężko. — Spytał mnie wprost, czy przyjęliśmy lokatora.

— I co odpowiedziałeś?

— Że to tylko gość. Ale przecież znasz wujka Mehmeta. To stary lis. Od razu wyczuł, że coś ukrywam.

Cemil odchylił głowę i zamknął oczy.

— Powiedział, że jeśli okaże się, że kłamałem, wyrzuci nas z domu. A jego groźby nigdy nie są puste.

Derya zamilkła na moment. Nerwowo splotła dłonie na kolanach.

— Co teraz zrobimy?

Cemil spojrzał w stronę zamkniętych drzwi pokoju Yoncy.

— Musimy się jej pozbyć — powiedział cicho, choć bez gniewu. — Inaczej sami zostaniemy bez dachu nad głową.

Derya gwałtownie odwróciła się do niego.

— Jak możesz tak mówić?

— A co mam powiedzieć?! — uniósł głos. — Jeśli Mehmet naprawdę nas wyrzuci, gdzie pójdziemy?

Po chwili jednak spuścił wzrok i dodał już ciszej:

— Oczywiście nie wyrzucimy jej teraz, w takim stanie… Ale coś trzeba wymyślić.

Derya przygryzła wargę.

— Nie wiesz wszystkiego, Cemilu. Dzisiaj mi się zwierzyła.

Mężczyzna zmarszczył brwi.

— Co masz na myśli?

— Jej mąż… — głos Deryi zadrżał. — To potwór. Chce odebrać jej dziecko, kiedy tylko się urodzi.

Cemil spojrzał na nią z niedowierzaniem.

— Co ty mówisz?

— To prawda. — Pokiwała powoli głową. — Podobno znalazł bogatą rodzinę, której chce sprzedać dziecko. Dlatego Yonca uciekła. Ukrywa się przed nim.

W pokoju zapadła ciężka cisza.

Cemil przez dłuższą chwilę nic nie mówił. W końcu westchnął głęboko i potarł dłonią kark.

— Kiedy to opowiadasz… — mruknął — człowiekowi naprawdę robi się jej żal.

Spojrzał ponownie na drzwi pokoju Yoncy.

— Biedna dziewczyna.

Derya delikatnie położyła dłoń na jego ramieniu.

— Cemilu… pozwól jej zostać jeszcze trochę. Nie będzie wychodzić z domu. Wujek Mehmet jej nie zobaczy. Wszystko się jakoś ułoży.

Mężczyzna długo milczał, jakby walczył sam ze sobą.

W końcu skinął głową.

— Dobrze. Niech zostanie.

Derya odetchnęła z ulgą.

— Naprawdę?

— Tak. — Cemil wyprostował się ciężko. — Emir i ja będziemy pilnować domu. Jeśli ten drań tu przyjdzie, dowiemy się pierwsi. Ale obyśmy nie sprowadzili tym na siebie jeszcze większego nieszczęścia…

***

Cemil od dłuższego czasu spacerował po drewnianej werandzie, z rękami splecionymi za plecami. Co chwilę zatrzymywał się przy balustradzie i uważnie obserwował okolicę. W powietrzu unosił się zapach wilgotnej ziemi i liści figowca rosnącego na podwórzu, ale nawet spokojne popołudnie nie potrafiło ukoić jego nerwów.

Dom wydawał się cichy aż do przesady.

W końcu odwrócił się i zawołał:

— Emir!

Chłopiec wybiegł z domu niemal natychmiast, jakby tylko czekał na wezwanie.

— Tak, bracie Cemilu?

Cemil położył mu dłoń na ramieniu.

— Zgłodniałem. Pójdę coś zjeść, a ty przez chwilę popatrz tutaj. Miej oczy i uszy szeroko otwarte. Jeśli zauważysz cokolwiek podejrzanego, od razu mnie wołaj. Rozumiesz?

Emir wyprostował się dumnie.

— Nie martw się. Nawet ptak tędy nie przeleci niezauważony!

Na twarzy Cemila pojawił się blady uśmiech.

— Brawo, mój lwie. Właśnie takiego strażnika potrzebuję.

Poklepał chłopca po głowie i wszedł do domu. Emir natychmiast przyjął swoją „wartę” z pełną powagą. Stanął na końcu werandy i zaczął rozglądać się po podwórzu.

Nagle coś mignęło mu za ogrodzeniem.

Jakiś cień.

Chłopiec zmarszczył brwi i wychylił się do przodu.

— Bracie Cemilu! Szybko! — krzyknął przestraszony.

Cemil wypadł z domu tak gwałtownie, że niemal przewrócił stojące przy wejściu krzesło.

— Co się stało?!

— Tam! — Emir wskazał drżącą ręką w stronę szopy. — Ktoś się skradał!

Cemil momentalnie spoważniał. Rozejrzał się nerwowo, po czym chwycił opartą o ścianę starą, zardzewiałą łopatę. Metal był ciężki i chłodny, a drewniany trzonek popękany od wilgoci i czasu.

— Zostań tutaj — rzucił ostro.

Powoli ruszył w stronę szopy. Serce waliło mu jak młot. Każdy krok zdawał się rozbrzmiewać zbyt głośno w ciszy podwórza.

Gdy zbliżył się do dziurawego fragmentu ogrodzenia, dostrzegł czyjąś nogę.

Nie zastanawiał się ani chwili.

Uniósł łopatę wysoko i z całej siły zamachnął się.

Rozległ się głuchy trzask.

Nieznajomy runął na ziemię jak kłoda.

Cemil zamarł. Łopata wysunęła mu się z dłoni i upadła na ziemię z metalicznym brzękiem.

— O Boże… — wyszeptał, blednąc gwałtownie. — Zabiłem go… Ja… ja go zabiłem…

Na podwórko wybiegły Derya i Yonca. Za nimi ostrożnie podążał Emir.

— Cemilu! Coś ty zrobił?! — krzyknęła Derya.

Mężczyzna patrzył na nieruchome ciało z przerażeniem.

— Uderzyłem go… bardzo mocno…

Derya uklękła obok leżącego mężczyzny.

— Może tylko stracił przytomność…

— A jeśli nie? — Cemil złapał się za głowę. — Co jeśli naprawdę go zabiłem?

Yonca podeszła bliżej i spojrzała na głowę nieznajomego. Nagle jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia.

— Ale… to nie jest Tayar.

— Co? — Derya spojrzała na nią zaskoczona.

Odwróciła mężczyznę na plecy i nagle aż westchnęła.

— O Boże… To wujek Mehmet!

Yonca spojrzała pytająco.

— Wujek Mehmet?

— Właściciel domu — wyjaśniła szybko Derya. — Idź do środka. Natychmiast!

Yonca bez słowa wbiegła do domu, przytrzymując dłonią brzuch.

Tymczasem Mehmet jęknął cicho i poruszył się. Po chwili powoli otworzył oczy.

— Co… co się stało? — wymamrotał zdezorientowany.

Cemil natychmiast uklęknął przy nim.

— Jeszcze pytasz, wujku Mehmecie? — powiedział nerwowo. — Skradałeś się przy szopie jak złodziej! Wziąłem cię za intruza i… uderzyłem łopatą.

Mehmet skrzywił się i dotknął bolącej głowy.

— Chyba… chyba widziałem tu jeszcze kogoś… — mruknął. — Tę kobietę. Lokatorkę…

Derya natychmiast weszła mu w słowo.

— Nie ma żadnej lokatorki! — powiedziała szybko. — Po prostu uderzenie zamroczyło cię, wujku. Masz omamy.

Mehmet zmrużył oczy, próbując odzyskać ostrość widzenia.

— Naprawdę nikogo tu nie było?

— Nikogo — zapewniła stanowczo Derya. — Jesteśmy tylko my.

W tej chwili Emir przybiegł ze szklanką wody, którą trzymał obiema rękami, żeby jej nie rozlać.

— Proszę, wujku Mehmecie…

Starszy mężczyzna spojrzał na chłopca oszołomionym wzrokiem i drżącą dłonią przyjął szklankę.

Cemil trzyma nad głową zardzewiałą łopatę, gotowy do ataku.

***

Yonca siedziała skulona na kanapie w niewielkim salonie, nerwowo splatając dłonie na zaokrąglonym brzuchu. W jej oczach wciąż czaił się lęk, a każdy dźwięk dochodzący z zewnątrz sprawiał, że mimowolnie drżała.

Do pokoju weszła Derya, niosąc talerz z pokrojonymi owocami. Uśmiechnęła się łagodnie i postawiła go na stoliku przed dziewczyną.

— Przyniosłam ci trochę witamin — powiedziała ciepło. — Musisz o siebie dbać.

Yonca spojrzała na jabłka i mandarynki, ale nawet ich świeży zapach nie obudził w niej apetytu.

— Dziękuję… ale chyba nic teraz nie przejdzie mi przez gardło.

Derya usiadła obok niej i westchnęła cicho.

— Nie zamartwiaj się już tak. Właściciel domu przestał się czegoś domyślać, a twój mąż nie będzie kręcił się tutaj wiecznie. Poszuka cię jeszcze kilka dni, potem straci nadzieję i odpuści.

Yonca spuściła wzrok.

— Chciałabym w to wierzyć…

Nagle na stoliku zawibrował telefon. Dziewczyna drgnęła i szybko odebrała połączenie.

— Halo? Tak, słucham… Dzisiaj? — Jej twarz momentalnie pobladła. — Rozumiem. Dobrze, postaram się przyjść.

Rozłączyła się i ciężko opadła na oparcie kanapy. Derya od razu zauważyła zmianę w jej spojrzeniu.

— Co się stało? Dlaczego tak posmutniałaś?

Yonca nerwowo potarła dłonią czoło.

— Widzisz, jak wygląda moje życie? Jeden problem jeszcze się nie skończył, a już pojawia się następny. Muszę dziś zrobić ważne badanie. Nie mogę go przełożyć, ale… — zawahała się — …nie mogę też wyjść z domu. Tayar cały czas może być gdzieś w pobliżu.

Derya zamyśliła się przez chwilę. Wzięła kawałek jabłka z talerza i zaczęła powoli żuć, jakby właśnie wtedy rodził się w jej głowie plan.

— Dobrze — powiedziała po chwili stanowczo. — Coś wymyślimy.

Yonca spojrzała na nią bez przekonania.

— Jak? Skąd wiesz, że on nie siedzi teraz gdzieś za płotem i tylko czeka, aż wyjdę? Wystarczy, że mnie zobaczy…

Derya uśmiechnęła się lekko.

— W takim razie sprawimy, że cię nie rozpozna.

Sięgnęła po kolejny kawałek jabłka i chrupnęła go z wyraźnym zadowoleniem.

— Zostaw to mnie.

***

Jakiś czas później obie kobiety wyszły z domu.

Yonca ledwo przypominała samą siebie. Miała na sobie długą, wyblakłą spódnicę i zbyt szeroki sweter, jakby wyjęte z szafy starszej kobiety. Na głowę zawiązała chustę, a połowę twarzy zasłaniały duże okulary przeciwsłoneczne. Szła powoli, lekko pochylona, starając się nie zwracać na siebie uwagi.

Derya poprawiła jej chustę na werandzie.

— Nie patrz nikomu w oczy i się nie odzywaj — szepnęła. — Wszystko będzie dobrze.

Nie wiedziały jednak, że z ukrycia obserwuje je para czujnych oczu.

Tayar stał schowany za ścianą pobliskiego domu. Przez chwilę przyglądał się kobietom w milczeniu, po czym na jego twarzy pojawił się chłodny uśmiech.

— W końcu wyszłaś, pani Yonco… — mruknął pod nosem.

Mimo przebrania rozpoznał ją natychmiast.

Zmrużył oczy i spojrzał na Deryę idącą tuż obok niej.

— Ale przy tej kobiecie nie mogę ryzykować… — powiedział cicho do siebie. — Poczekam, aż zostaniesz sama.

Cofnął się głębiej za mur i śledził wzrokiem oddalające się kobiety, podczas gdy na jego twarzy malowała się cierpliwość drapieżnika, który właśnie wypatrzył swoją ofiarę.

Tayar obserwuje z ukrycia dom Cemila i Deryi.

***

Matka Sinem i Fadime siedziały naprzeciw siebie na dwóch niewielkich sofach. W salonie panowała ciężka, napięta cisza, której nie potrafił rozproszyć nawet cichy szum firan poruszanych wiatrem wpadającym przez uchylone okno. Fadime siedziała wyprostowana, z dłońmi splecionymi na kolanach i twarzą pozbawioną jakichkolwiek emocji.

Nagle drzwi wejściowe otworzyły się i do mieszkania wszedł Mahmut, niosąc siatkę z zakupami.

— Wróciłem — powiedział zmęczonym głosem, ale urwał w pół kroku, gdy zauważył nieznajomą kobietę.

Jego żona szybko podniosła się z miejsca.

— Dobrze, że już jesteś, mój drogi — odezwała się niespokojnie. — Mamy gościa.

Mahmut zmarszczył brwi i spojrzał uważniej na siedzącą kobietę. Po chwili jego oczy lekko się rozszerzyły.

— Czy poznał mnie pan, panie Mahmucie? — zapytała Fadime chłodno, bez śladu uprzejmości.

— Oczywiście, pani Fadime… — odpowiedział zaskoczony. — Jak mógłbym nie pamiętać? Witaj.

Fadime powoli podniosła się z sofy. Jej spojrzenie było ostre i pełne napięcia.

— Nie przyszłam tutaj z wizytą towarzyską.

Słowa wypowiedziane lodowatym tonem uderzyły Mahmuta jak policzek. Zaskoczony mężczyzna rozluźnił palce, a siatka z zakupami wyślizgnęła mu się z dłoni i ciężko upadła na podłogę. Pomidory potoczyły się po dywanie, ale nikt nawet na nie nie spojrzał.

— Co się stało? — zapytał natychmiast, blednąc. — Czy coś stało się mojej córce? Albo wnuczce?

— Nikomu nic się nie stało… jeszcze — odpowiedziała Fadime. — Ale przyszłam, ponieważ muszę powiedzieć wam kilka rzeczy. Próbowałam rozwiązać ten problem sama, jednak nie miałam wyboru.

Mahmut patrzył na nią z rosnącym niepokojem.

— O czym ty mówisz?

Fadime zrobiła krok w jego stronę.

— Przyjedź do rezydencji i natychmiast zabierz swoją córkę oraz wnuczkę. Jeśli tego nie zrobisz, mój syn będzie skończony. Albo trafi do więzienia, albo do grobu.

— Na Boga… — wyszeptał Mahmut, kompletnie zbity z tropu. — Pani Fadime, co ty opowiadasz?

— Mówię ci, żebyś wreszcie spełnił swój ojcowski obowiązek! — wybuchła, a w jej oczach pojawiły się łzy gniewu i bezsilności. — Zainteresuj się swoją córką, zanim będzie za późno!

Matka Sinem nerwowo ścisnęła torebkę.

— Proszę, powiedz wprost, co się dzieje…

Fadime odwróciła wzrok, jakby sama wstydziła się słów, które miały paść.

— Przyjdź i zatrzymaj to wszystko, zanim pan Cihan dowie się prawdy i rozpęta piekło. Jeśli do tego dojdzie, mój syn bardzo ucierpi… a twoja córka zostanie zhańbiona na zawsze.

Po tych słowach w salonie zapadła cisza tak ciężka, że niemal nie dało się oddychać. Mahmut patrzył na Fadime osłupiały, czując, jak grunt usuwa mu się spod nóg.

***

Cihan wszedł do sali powoli, niemal bezszelestnie. W sterylnym, jasnym pomieszczeniu panowała ciężka cisza, przerywana jedynie cichym szumem aparatury. Hancer leżała nieruchomo na szpitalnym łóżku, blada i wyczerpana. Jej wzrok utkwiony był w ścianie, jakby nie miała siły spojrzeć mu w oczy.

Mężczyzna podszedł bliżej i usiadł przy niej. Ostrożnie ujął jej chłodną dłoń, jakby bał się, że nawet najdelikatniejszy ruch może sprawić jej ból.

— Nie mógłbym żyć, gdyby coś ci się stało — powiedział cicho, z wyraźnym drżeniem w głosie. — Powiedz mi… dlaczego wsiadłaś do samochodu, wiedząc, że Beyza prowadzi?

Hancer milczała przez chwilę. W końcu odwróciła głowę i spojrzała na niego zmęczonym wzrokiem.

— Myślałam, że jedziemy do ciebie.

Cihan zmarszczył brwi, kompletnie zaskoczony.

— Co masz na myśli? — zapytał. — Jak właściwie doszło do tego wypadku?

Hancer gorzko się uśmiechnęła.

— To nie był żaden wypadek, Cihanie. Beyza zrobiła to celowo. Specjalnie zjechała z drogi.

Słowa dziewczyny zawisły w powietrzu niczym ciężki wyrok. Twarz Cihana natychmiast stężała, a w jego oczach pojawił się ból pomieszany z gniewem.

— To moja wina… — wyszeptał po chwili. — Uwierzyłem jej. Tyle razy próbowałaś mi powiedzieć, że Beyza tylko gra, ale cię nie słuchałem. Nie chciałem uwierzyć, że jest zdolna do czegoś takiego.

Hancer przymknęła oczy.

— To nie było głupie — odpowiedziała cicho. — Po raz pierwszy zrobiła coś prawdziwego. Pokazała nam prawdę, którą oboje znaliśmy… ale nie mieliśmy odwagi jej zaakceptować.

Cihan patrzył na nią bez słowa. Czuł, jak każde jej zdanie wbija się w niego coraz głębiej.

— Hancer… — odezwał się po chwili ochrypłym głosem. — Ten wypadek bardzo tobą wstrząsnął. Porozmawiamy później, kiedy dojdziesz do siebie.

Powoli puścił jej dłoń i wstał. Przez moment wyglądał, jakby chciał jeszcze coś powiedzieć, ale zabrakło mu odwagi. Odwrócił się i wyszedł z sali.

Na korytarzu czekał Engin, oparty o ścianę z wyraźnym niepokojem wymalowanym na twarzy.

— Jak się czuje Hancer? — zapytał natychmiast. — Wszystko z nią w porządku?

Cihan przetarł dłonią twarz i ciężko westchnął.

— Enginie… jak ona ma czuć się dobrze? — odpowiedział z goryczą. — Gdyby policja nie otworzyła drzwi samochodu, umarłaby przeze mnie.

Odwrócił wzrok, nie mogąc znieść własnych myśli.

— Nic mi nie powiedziała… ale widzę to w jej oczach. Widzę, że już mi nie ufa.

Engin pokręcił głową.

— Mylisz się. Oboje dobrze znamy Hancer. Gdyby była przytomna, pierwsza kazałaby ci ratować dziecko.

— Ale to ja dokonałem wyboru — przerwał mu Cihan ostrym tonem. — Rozumiesz? Znowu najważniejsza była dla mnie Beyza. Hancer też to zrozumiała.

Zamilkł na chwilę, po czym odszedł kilka kroków korytarzem, jak człowiek przygnieciony ciężarem własnych decyzji. Engin obserwował go w milczeniu, oparty o futrynę sali. Po raz pierwszy widział Cihana tak złamanego.

***

Mukadder niemal wbiegła do szpitala, przyciągając spojrzenia ludzi siedzących w poczekalni. Jej twarz była blada, a w oczach mieszały się strach i desperacja. Obok niej szedł Nusret, próbując dotrzymać jej kroku.

Szpitalny korytarz pachniał środkami dezynfekującymi, a ciszę przerywał jedynie odgłos pospiesznych kroków i ciche rozmowy pielęgniarek. Mukadder nerwowo zaciskała dłonie na torebce.

— Nusrecie, powiedz mi prawdę — odezwała się drżącym głosem. — Czy Beyza straciła dziecko?

Mężczyzna odwrócił wzrok i milczał.

— Pytam cię o coś! — podniosła głos, coraz bardziej spanikowana. — Dlaczego nic nie mówisz?

Nusret ciężko westchnął, ale zanim zdążył odpowiedzieć, drzwi sali otworzyły się i wyszedł z nich lekarz w białym fartuchu.

Mukadder natychmiast podeszła do niego.

— Doktorze… — zaczęła pośpiesznie. — Jak czuje się moja synowa? Czy wszystko z nią dobrze?

Lekarz spojrzał na kartę pacjenta.

— Proszę się uspokoić. Pacjentka ma jedynie kilka zadrapań i siniaków. Na szczęście nie odniosła poważniejszych obrażeń. Zostawimy ją jeszcze przez jakiś czas na obserwacji.

Mukadder odetchnęła z ulgą, ale tylko na moment.

— A dziecko? — zapytała natychmiast. — Czy dziecko żyje?

Lekarz uniósł brwi i spojrzał na nią z wyraźnym zaskoczeniem.

— Dziecko? — powtórzył. — Pacjentka była w ciąży?

Mukadder zamarła.

— Jak to…? — wyszeptała.

Doktor zmarszczył brwi, wyraźnie zdezorientowany.

— Proszę pani, wykonaliśmy wszystkie podstawowe badania. Nic nie wskazuje na ciążę. Obawiam się, że musiało dojść do jakiegoś nieporozumienia.

Słowa lekarza spadły na Mukadder niczym grom z jasnego nieba. Kobieta cofnęła się o krok, czując, jak uginają się pod nią nogi. Wpatrywała się w doktora szeroko otwartymi oczami, jakby nie była w stanie pojąć tego, co właśnie usłyszała.

Powoli zaczęła układać wszystko w całość.

Fałszywe omdlenia. Wymówki. Łzy. Ciągłe manipulacje.

Beyza skłamała.

Po raz kolejny.

Mukadder zacisnęła usta, a w jej oczach pojawił się gniew zmieszany z upokorzeniem. Nusret patrzył na siostrę w milczeniu, wiedząc, że właśnie runął ostatni mur, którym Beyza próbowała osłonić swoje kłamstwa.

***

Mukadder wkroczyła do sali Beyzy gwałtownym krokiem. Drzwi uderzyły o ścianę z takim impetem, że leżąca na łóżku dziewczyna drgnęła nerwowo. Od progu ciotka mierzyła ją wzrokiem pełnym furii i rozczarowania. W jej oczach nie było już ani współczucia, ani troski — jedynie gniew kobiety, która właśnie odkryła, że została okrutnie oszukana.

Nusret wszedł za siostrą powoli, ciężkim krokiem. Milczał, ale napięta twarz zdradzała, że przygotowuje się na burzę.

Mukadder podeszła do łóżka i jednym gwałtownym ruchem zrzuciła z Beyzy kołdrę. Na materac wysunęła się sztuczna proteza ciążowego brzucha.

W sali zapadła martwa cisza.

Mukadder chwyciła przedmiot drżącymi rękami i rzuciła nim prosto w stronę Beyzy.

— Wstydź się! — syknęła z bólem. — Jak mogłaś zrobić ze mnie taką idiotkę?!

Proteza odbiła się od ramienia dziewczyny i spadła na podłogę. Beyza zacisnęła usta, po czym spojrzała na ojca z wyrzutem i rozpaczą.

— Czy o to ci chodziło, tato? — zapytała drżącym głosem. — Tak miała wyglądać twoja pomoc? Zniszczyłeś mnie!

Nusret odwrócił wzrok, ale nie odpowiedział.

Mukadder bezradnie rozłożyła ręce.

— Sytuacja już dawno wymknęła się spod kontroli, a ty dalej wierzyłaś, że będziesz w stanie to ukryć? — Jej głos załamał się z emocji. — Do diabła z całym wysiłkiem, który w ciebie włożyłam! Ty i twój ojciec karmiliście mnie kłamstwami, a ja… ja wam wierzyłam jak głupia!

Podeszła kilka kroków w głąb sali, jakby nagle zabrakło jej sił.

— Przepisałam ci rezydencję… — wyszeptała. — Oddałam ci swój dom, bo byłam szczęśliwa. Myślałam, że będę miała wnuka. Myślałam, że nasza rodzina wreszcie zazna spokoju…

Usiadła ciężko w fotelu i zakryła twarz dłonią. Z jej ust wydobył się cichy szloch.

— Dlaczego mnie tak upokorzyliście? — spytała drżącym głosem. — Czym sobie zasłużyłam na takie kłamstwo? Jak mogłam być aż tak naiwna?

Beyza spuściła wzrok, ale Nusret nagle odezwał się chłodnym, opanowanym tonem.

— Potraktuj ten dom jak spłatę dawnego długu, pani Mukadder.

Kobieta uniosła głowę i spojrzała na niego z niedowierzaniem.

— Jakiego długu?

Nusret zrobił krok w jej stronę.

— Długu za przeszłość. Za dzień, w którym zostawiłaś moją córkę samą w potrzebie. Za obietnice, których nigdy nie dotrzymałaś.

Mukadder wstała powoli z fotela. Mimo drżących dłoni wyprostowała się dumnie i spojrzała bratu prosto w oczy.

— Co jeszcze zamierzasz zrobić, Nusrecie? — zapytała lodowato. — Zabijesz mnie i zakopiesz, żeby nikt nie poznał prawdy?

Mężczyzna nawet nie mrugnął.

— Jeśli wszystko ujawnisz… być może będę musiał.

W sali zrobiło się lodowato cicho.

Beyza spojrzała na ojca przerażonym wzrokiem, ale Nusret kontynuował spokojnie:

— Ale jeśli pomożesz nam dalej podtrzymywać to kłamstwo… wszystko może się jeszcze zmienić.

Mukadder zamarła. Wpatrywała się w brata, próbując zrozumieć, czy naprawdę jej grozi, czy tylko desperacko walczy o córkę.

Przez kilka długich sekund cała trójka milczała, wymieniając napięte spojrzenia. W powietrzu wisiało coś znacznie cięższego niż gniew — strach przed tym, co stanie się, gdy prawda w końcu ujrzy światło dzienne.

***

Yonca wróciła do domu sama. Derya wstąpiła jeszcze do sąsiadki, zapewniając, że zaraz do niej dołączy.

Kiedy weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi, odetchnęła z ulgą. Cisza panująca w domu wydawała się niemal kojąca.

Ale tylko przez chwilę.

Yonca zrobiła kilka kroków w głąb przedpokoju i nagle zastygła. Serce podeszło jej do gardła.

Z salonu wyłonił się Tayar. 

Mężczyzna powoli odwrócił się w jej stronę. Na jego twarzy pojawił się chłodny, niepokojący uśmiech. Wyglądał, jakby czekał na nią od dłuższego czasu.

Yonca mimowolnie cofnęła się o krok.

— Ty… — wyszeptała z trudem.

Tayar pokiwał głową, po czym ruszył w jej stronę powolnym, spokojnym krokiem. Każdy jego ruch sprawiał, że dziewczyna coraz bardziej wpadała w panikę.

— Myślałaś, że tak łatwo się mnie pozbędziesz? — zapytał cicho.

Yonca skamieniała. Czuła, jak drżą jej dłonie. Zaschło jej w gardle tak bardzo, że z trudem przełknęła ślinę.

W pomieszczeniu zapadła ciężka, duszna cisza. Yonca stała nieruchomo, próbując ukryć przerażenie, podczas gdy Tayar patrzył na nią jak człowiek, który wreszcie odzyskał coś, co uważał za swoją własność.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 97.Bölüm i Gelin 98.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy

  • Panna młoda odc. 133: Beyza doprowadza do wypadku! Ona i Hancer uwięzione w rozbitym aucie!

    Cihan odkrywa, że zginął jego telefon, a sekretarka potwierdza, że z samochodu zniknął bez śladu. Szybko łączy fakty i podejrzewa Beyzę, która w tym czasie wiezie Hancer w szaleńczym tempie w kierunku działki, gdzie Cihan chce pobudować nowy dom. Na odludziu Beyza ujawnia swoją obsesję, oskarża Cihana o odrzucenie jej i doprowadza do groźnego wypadku. Auto spada ze zbocza, a obie kobiety zostają uwięzione w rozbitym pojeździe. Hancer odzyskuje przytomność, odkrywa, że Beyza celowo odkręciła gaz w domu i że cały plan był zemstą. Tymczasem Cihan próbuje ustalić, co się stało, a Nusret dowiaduje się, że Beyza zabrała służbowe auto. Sinem w końcu zgadza się zostać żoną Meliha.

  • Panna młoda odc. 39: Cihan broni Hancer i staje przeciwko matce!

    Beyza podejrzewa, że Mukadder coś ukrywa, i po rozmowie z Gülsüm wpada w szał, przekonana, że Cihan i Hancer spędzili razem noc. Włamuje się do starego domu i demoluje pokój Hancer, gdzie znajduje umowę finansową związaną ze ślubem. Dokument trafia do Mukadder, która oskarża Hancer o sprzedanie się za pieniądze, wyrzuca ją z domu i zawozi do firmy Cihana. Tam dochodzi do konfrontacji – Cihan ujawnia, że milion był posagiem, ustalonym przez niego, i staje w obronie żony. Nakazuje zmianę zamków i jasno daje do zrozumienia, że Hancer jest pod jego ochroną. Mukadder wraca do rezydencji upokorzona, a Beyza dowiaduje się prawdy o posagu. Relacja Cihana i Hancer wyraźnie się ociepla, a między nimi zaczyna rodzić się cicha bliskość.

  • Panna młoda odc. 5 i 6: Cihan pakuje walizkę! Ma dość Beyzy!

    Beyza, niepogodzona z rozwodem, zakłada z powrotem obrączkę i składa wniosek o cofnięcie rozwodu. Cihan zabiera Hancer na badanie ginekologiczne, traktując je jak formalność potwierdzającą warunki umowy. Cihan dowiaduje się o ruchu Beyzy i dochodzi między nimi do gwałtownej konfrontacji, zakończonej jego decyzją o odejściu. Beyza, załamana, błaga go, by został, i ostatecznie wycofuje wniosek rozwodowy. Hancer ujawnia Deryi prawdę o pieniądzach i planowanym ślubie, wyznając, że zrobiła to, by zapewnić choremu bratu spokojne ostatnie dni. Tymczasem Mukadder i Nusret ścierają się w konflikcie o przyszłość rodziny. Mukadder ujawnia Beyzie swój bezwzględny plan: Hancer ma urodzić dziecko, a potem zostać usunięta z ich życia.

  • Panna młoda odc. 4: Cihan i Hancer podpisują umowę!

    Hancer przychodzi do rezydencji Develioglu i w cztery oczy spotyka się z Cihanem. Oświadcza, że zgadza się na małżeństwo, ale stawia warunek: chce pieniędzy i absolutnej tajemnicy przed rodzinami. Po ostrej wymianie zdań Cihan zatrzymuje ją i decyduje się na układ. W obecności domowników ogłasza Mukadder, że zawarł z Hancer umowę i poleca rozpocząć przygotowania do ślubu, czym wywołuje szok Beyzy i niepokój w rodzinie. Następnie zabiera Hancer do siedziby firmy, gdzie prawnik Engin przygotowuje kontrakt małżeński: milion dla Hancer i wysoka kara za zerwanie umowy. Hancer podpisuje dokumenty, otrzymuje zaliczkę w wysokości stu tysięcy i po raz pierwszy uświadamia sobie, że właśnie przypieczętowała decyzję, od której nie ma już odwrotu.

  • Panna młoda odc. 3: Hancer zgadza się na układ z Cihanem!

    W domu Hancer pojawiają się Mukadder, Beyza i Sinem z rodziny Develioglu, by ponownie ocenić dziewczynę jako kandydatkę na żonę Cihana. Hancer stanowczo odrzuca propozycję, co doprowadza do brutalnej awantury — Derya w furii bije szwagierkę i opuszcza dom z synem. Wkrótce Cemil traci przytomność i trafia do szpitala, gdzie Hancer słyszy druzgocącą diagnozę: torbiel na pniu mózgu i groźba paraliżu lub śmierci. Poznajemy bezwzględne plany Mukadder — dziecko Hancer ma zostać odebrane i wychowane przez Beyzę. Gdy Cemil wraca do domu, Hancer ukrywa prawdę i podejmuje dramatyczną decyzję. Następnego dnia zjawia się w rezydencji Develioglu i ku zaskoczeniu wszystkich informuje Cihana, że zgadza się na układ małżeński.

  • Panna młoda odc. 45: Beyza oskarża Aysu o kradzież bransoletek!

    W firmie Cihan pokazuje Hancer dywan z Hereke i zdradza, że jej sweter stał się inspiracją nowej kolekcji. Powierza jej decyzję o wzorze i zabiera ją do Hereke, by nadzorowała projekt. Mukadder i Beyza knują plan odzyskania Cihana, lecz bransoletki znikają. W rzeczywistości Beyza oddała je Yoncy. O kradzież zostaje oskarżona Aysu, która przyznaje się do długów, ale nie do winy. Fadime i jej córka zostają wyrzucone z rezydencji. Tymczasem Nusret odkrywa w torebce Yoncy dziesięć złotych bransoletek i zaczyna podejrzewać spisek.