Złoty chłopak odc. 276: Suna chce rozwodu! Ferit zdejmuje obrączkę!

Seyran patrzy z troską na przygnębioną Sunę.

„Złoty chłopak” Odc. 276 – streszczenie

W pokoju panuje ciepłe, przytłumione światło lamp. Na ścianie wisi kolorowy obraz, a obok stoi toaletka z okrągłym lustrem. Atmosfera jest spokojna, niemal domowa — ale w oczach Diyar widać, że wcale taka nie jest.

Dziewczyna siedzi obok swojej babci i powoli masuje jej plecy, próbując się uspokoić. Jej ruchy są jednak nerwowe, a myśli wciąż wracają do wydarzeń z rezydencji.

— To ja byłam przy nim wtedy, kiedy nie było nikogo innego — mówi z wyraźną irytacją w głosie. — Kiedy wszyscy się od niego odwrócili, ja zostałam.

Jej dłonie na moment zatrzymują się na ramionach babci.

— A dzisiaj… nakrzyczał na mnie. Powiedział, że to nie jest nasz pokój. Że to pokój Seyran.

Kręci głową z niedowierzaniem.

— Nie mogę w to uwierzyć. On w ogóle o mnie nie myśli. Liczy się tylko Seyran… jej bezpieczeństwo, jej potrzeby… Wszystko kręci się wokół niej.

Binnaz siedzi spokojnie, słuchając wnuczki z powagą.

— Ta dziewczyna namieszała Feritowi w głowie, córko — mówi w końcu spokojnym, doświadczonym tonem. — Mieszkają pod jednym dachem. Gdziekolwiek się nie obróci, widzi Seyran.

Odwraca lekko głowę.

— W takich warunkach trudno, żeby było inaczej.

Diyar wzdycha ciężko.

— Mówiłam mu wiele razy, że jeśli się waha, jeśli nadal o niej myśli, niech powie mi to wprost.

Jej głos staje się cichszy.

— Ale on ciągle powtarza, że wybrał mnie. Że nie powinnam mieć żadnych wątpliwości.

Na moment milknie.

— I wiesz co? Wierzę mu. Bo kiedy Seyran nie ma w pobliżu, wszystko między nami jest dobrze. Rozmawiamy, śmiejemy się. Jest tak, jak powinno być.

Jej spojrzenie jednak twardnieje.

— Ale kiedy tylko ona się pojawia… Ferit zmienia się w zupełnie inną osobę.

Binnaz kiwa głową, jakby wszystko rozumiała.

— Twój dziadek nie powinien był mówić, że ślub nie odbędzie się, dopóki Seyran nie wyjedzie — stwierdza po chwili. — Wręcz przeciwnie. Powinien nalegać na natychmiastowy ślub.

Jej głos nabiera stanowczości.

— Wtedy każdy wiedziałby, gdzie jest jego miejsce.

Diyar uśmiecha się gorzko.

— Zgadza się, ale spróbuj wytłumaczyć to mojemu dziadkowi.

Binnaz wzdycha i przez chwilę przygląda się wnuczce uważnie.

— Gdybyś była przy Fericie każdego dnia, ze swoim spokojem, swoim pięknym usposobieniem i tymi długimi włosami — mówi z lekkim uśmiechem — zobaczyłabyś, że Seyran nie miałaby już nic do powiedzenia.

Po chwili jednak jej spojrzenie poważnieje.

— Ale myśli Ferita zaczynają błądzić. Tacy już są mężczyźni, moja córko.

Diyar opuszcza wzrok.

— Masz rację, babciu — przyznaje cicho. — Wzdycha ciężko. — Tylko co ja mam zrobić? Nie możemy się pobrać, dopóki Seyran nie wyjedzie. A dopóki się nie pobierzemy… dziadek nie pozwoli mi wprowadzić się do rezydencji.

Binnaz mruży oczy. Na jej twarzy pojawia się nagle cień przebiegłego uśmiechu.

— Właściwie… — mówi powoli — mam pewien pomysł.

Diyar natychmiast pochyla się bliżej.

— Jaki pomysł?

Binnaz splata dłonie na kolanach.

— Nie możemy odesłać Seyran… — mówi spokojnie.

Robi krótką pauzę.

— Ale możemy odesłać twojego dziadka.

Diyar marszczy brwi.

— Ale on sam powiedział, że nigdzie się nie ruszy, dopóki nie wyjdę za mąż.

Patrzy na babcię z niedowierzaniem.

— Jak niby mamy to zrobić?

Binnaz uśmiecha się tajemniczo — tak, jakby znała odpowiedź na pytanie.

— O to się nie martw — mówi spokojnie. — Ja się tym zajmę.

***

Wezwany do rezydencji lekarz po badaniu uspokaja domowników, że z Hatice nie dzieje się nic poważnego. Zasłabnięcie było wynikiem silnych emocji i przemęczenia. Jednocześnie stanowczo podkreśla, że seniorka musi bezwzględnie unikać stresu i wszelkich gwałtownych sytuacji, które mogłyby ponownie zagrozić jej zdrowiu.

Słowa lekarza wyraźnie poruszają Halisa Agę. Senior rodu daje wszystkim jasno do zrozumienia, że w jego domu nie będzie już więcej awantur ani podnoszenia głosu. Atmosfera w rezydencji ma się uspokoić, a wszyscy powinni powstrzymać emocje.

Jednak patrząc na napięcia narastające między domownikami, rywalizację, niewyjaśnione konflikty i wzajemne pretensje, osiągnięcie takiego spokoju wydaje się niemal niemożliwe — równie nierealne jak zbudowanie mostu prowadzącego do innej galaktyki.

***

W kuchni rezydencji unosi się ciepły zapach gotującej się zupy. Zielone szafki, drewniane blaty i kolorowe płytki nad kuchenką nadają pomieszczeniu przytulny, domowy charakter. Esme stoi przy garnku, powoli mieszając zupę, którą przygotowuje dla Hatice, by pomóc jej odzyskać siły po omdleniu.

Drzwi skrzypią cicho.

Do środka wchodzi Seyran. Zatrzymuje się przy blacie i patrzy na matkę z troską.

— Przyszłam ci pomóc, mamo.

Esme nawet się nie odwraca. Wciąż miesza zupę.

— Nie trzeba, córko. Już prawie gotowe.

Po chwili dodaje spokojnie, ale stanowczo:

— Ciocia zje zupę, odzyska siły… a my od razu wyjedziemy.

Seyran prostuje się natychmiast.

— Wyjedziemy? — powtarza z niedowierzaniem. — Gdy ciocia jest w takim stanie? Zostawimy ją samą?

Esme odkłada łyżkę i odwraca się do niej.

— Jaką samą? Jej mąż jest tutaj. Nic się jej nie stanie.

Seyran patrzy na nią z rosnącą frustracją.

— Mamo… dlaczego mnie nie rozumiesz?

Esme wzdycha ciężko.

— To ty mnie nie rozumiesz, Seyran.

Jej głos staje się twardszy.

— Powiedziałam, że wyjedziemy. Koniec, kropka.

W tym momencie do kuchni wchodzi Suna.

Dziewczyna zatrzymuje się przy drzwiach. Wygląda na zmęczoną i przybitą. Jej ramiona są opuszczone, a wzrok wbity w podłogę.

Seyran jednak tego nie zauważa. Cała jej uwaga skupiona jest na sporze z matką.

— Powiedz coś mamie, siostro! — nalega.

Esme natychmiast reaguje.

— Nic jej nie mów, Suna. Już i tak jest mi wstyd przed tymi ludźmi. — Opiera dłonie o blat. — Kim dla nich jesteśmy? Zrozumcie wreszcie… nie ma tu dla nas miejsca.

Seyran spogląda na nią ostro.

— Mamo, dobrze wiesz, kim dla nich jesteśmy.

Esme potrząsa głową.

— Posłuchaj matki i nie męcz mnie już, proszę.

W kuchni zapada cisza.

Suna nadal stoi przy drzwiach. Nie patrzy ani na matkę, ani na siostrę. Jej wzrok pozostaje wbity w podłogę.

Nagle odzywa się cicho:

— Chcę rozwodu.

Słowa te spadają na kuchnię jak grom.

— Co?! — Esme i Seyran pytają jednocześnie.

Suna wreszcie podnosi wzrok. W jej oczach widać zmęczenie i ból.

— Nie mogę już dłużej tego znosić — mówi drżącym głosem. — To nie jest mężczyzna, którego poślubiłam.

Esme patrzy na nią z niepokojem.

— Moja córko… nie podejmuj pochopnych decyzji.

Podchodzi o krok bliżej.

— Czy sama nie mówiłaś, że Abidin ma rację?

Suna kiwa głową.

— Tak. Ma rację. Nie twierdzę, że nie. — Jej głos staje się bardziej stanowczy. — Ale czy to jest rozwiązanie? Widziałaś, w jakim stanie jest ciocia. Jest załamana.

Na chwilę zaciska powieki.

— Abidin też to widział. A mimo to wciąż powtarza, że nie odejdzie. Kiedyś taki nie był. Nie był samolubny ani arogancki.

Seyran podchodzi do niej i obejmuje ją mocno.

— Moja siostro… — Przytula ją do siebie. — Wszystko będzie dobrze. Nie martw się, dobrze? — Głaszcze ją po plecach. — Wiem, że jest ci ciężko. Ale jeśli odejdziesz, nikt nie będzie mógł go powstrzymać.

Suna powoli odsuwa się od niej.

— Nie mogę już tego wytrzymać, Seyran. — Jej twarz jest zdeterminowana. — On już mnie nie słucha.

Odwraca się w stronę drzwi.

— Idę z nim teraz porozmawiać. Powiem mu jasno: jeśli będzie tak dalej postępował, złożę pozew o rozwód. — Jej głos jest spokojny, ale zdecydowany. — Jeśli chce, pójdzie ze mną. Jeśli nie, zostanie tutaj. To jego wybór.

Suna rusza w stronę drzwi.

— Suna, poczekaj! — woła Seyran, próbując ją zatrzymać.

Ale siostra już wychodzi z kuchni. Drzwi zamykają się za nią.

Seyran odwraca się gwałtownie w stronę matki.

— Dlaczego nic nie powiedziałaś, mamo? — pyta z pretensją.

Esme wzrusza ramionami, jakby była spokojna o wynik tej rozmowy.

— Nie rozwiodą się. Nie martw się. — Na jej twarzy pojawia się chłodny uśmiech. — Ale Abidin musi się trochę przestraszyć. Dobrze mu to zrobi.

Po chwili dodaje z nutą goryczy:

— Potrzebuje lekcji… bo jak widać, policzek wymierzony przez Halisa niczego go nie nauczył.

***

Korytarz rezydencji pogrążony jest w półmroku. Ciszę przerywają jedynie odległe kroki służby i cichy szum dochodzący z ogrodu. Betul idzie powoli wzdłuż ściany, trzymając jedną dłoń na swoim brzuchu. Nagle zatrzymuje się.

Z jednego z pokoi dobiegają przyciszone głosy.

To pokój Halisa Agi.

Dziewczyna spogląda w stronę drzwi, po czym ostrożnie podchodzi bliżej. Zatrzymuje się tuż przy framudze i nadstawia uszu, starając się nie wydać najmniejszego dźwięku.

W środku rozmawiają Halis i Ifakat.

Ifakat mówi z wyraźnym napięciem w głosie, jakby powstrzymywała złość.

— Ago, Orhan oddał Abidinowi jeden z pokoi. Powiedziałeś, żeby nie stresować pani Hatice, ale on chyba źle to zrozumiał. Jeśli pozwolisz, natychmiast ich stąd wyrzucę.

Po krótkiej chwili rozlega się spokojny, ale stanowczy głos Halisa.

— Nie. Niech zostaną.

Ifakat nie kryje zaskoczenia.

— Ale Ago…

— Zrób to, co powiedziałem, Ifakat — przerywa jej senior chłodno. — Masz jeszcze coś do powiedzenia?

Kobieta milknie na moment, po czym przypomina sobie kolejną sprawę.

— Tak. Betul jutro pozna płeć dziecka.

Za drzwiami Betul mimowolnie prostuje się, słysząc swoje imię. W pokoju zapada krótka cisza, po której Halis mówi powoli, z wyraźną rozwagą:

— Nie zapomnij wykonać testu na ojcostwo.

Te słowa uderzają w Betul jak zimny podmuch.

— Dopóki nie poznamy wyników, nie będzie żadnego ślubu — kontynuuje senior. — Nie dam żadnych praw matce dziecka, o którym nie wiadomo, czy naprawdę należy do naszej rodziny.

Jego głos staje się jeszcze bardziej surowy.

— Nie ufam tej dziewczynie.

Ifakat przytakuje niemal natychmiast.

— Ja też jej nie ufam.

Po chwili dodaje z ciekawością:

— Ale powiedz mi, Ago… dlaczego jej nie ufasz? Widziałeś coś?

Za drzwiami Betul zamiera. W jednej chwili wracają do niej wspomnienia.

Widok podjazdu przed rezydencją. Ciepłe pożegnanie z kierowcą, który przywiózł ją tamtego dnia. Uścisk, który trwał trochę za długo.

A potem…

Jej wzrok mimowolnie powędrował w stronę rezydencji. W jednym z okien zobaczyła twarz Halisa. Obserwował ją.

Serce Betul zaczyna bić szybciej.

Czy on naprawdę to widział? Czy wszystko zrozumiał?

W pokoju Halis odpowiada spokojnie:

— Nic nie widziałem.

Betul na moment zamyka oczy z ulgą.

Ale senior mówi dalej:

— Jednak przyszła do mnie i opowiedziała mi o Abidinie. — W jego głosie słychać wyraźny chłód. — I nie zrobiła tego dla mojego dobra jak Seyran. Zrobiła to po to, żeby mnie zranić.

Ifakat milczy przez chwilę, po czym przyjmuje polecenie bez dalszych pytań.

— Jak sobie życzysz, Ago. Zajmę się wszystkim.

Za drzwiami Betul powoli odsuwa się od ściany. Jej twarz blednie. Instynktownie obejmuje dłońmi swój zaokrąglony brzuch, jakby chciała chronić dziecko przed całym światem.

W jej oczach pojawia się niepokój, ale po chwili zastępuje go zimna determinacja.

Nie będą mogli zrobić żadnych badań, dopóki się nie urodzisz — mówi w myślach do dziecka.

Jej palce zaciskają się na materiale sukienki.

Nie bój się.

Na jej ustach pojawia się niemal niezauważalny uśmiech.

Wciąż mamy czas.

***

Seyran wchodzi do kuchni. Wygląda na zmęczoną po długim, pełnym napięć dniu. Podchodzi do blatu i nalewa sobie szklankę wody. Przez chwilę stoi nieruchomo, jakby próbowała zebrać myśli.

Nie jest jednak sama.

Przy drugim końcu wyspy stoi Ferit. Opiera się o blat i obserwuje ją w milczeniu.

Seyran bierze łyk wody, po czym przykłada dłoń do skroni.

— Zaraz głowa mi pęknie — mówi cicho.

Podchodzi do małego pudełka z lekami pierwszej potrzeby stojącego na półce i zaczyna w nim nerwowo grzebać, szukając tabletki przeciwbólowej.

Ferit patrzy na nią uważnie.

— Ból głowy to dobra wymówka — mówi spokojnie. — Ale lekarstwo jest u mnie.

Seyran odwraca się do niego z irytacją.

— O jakiej wymówce mówisz?

Ferit wzrusza lekko ramionami.

— Nie da się uniknąć tego, co nieuniknione, Seyran. Może głowa boli cię nie przez to, co się wydarzyło, tylko przez to, czego nie zrobiłaś.

Seyran przewraca oczami.

— Naprawdę? Nawet o tej porze nie dasz mi spokoju?

Ferit uśmiecha się lekko, choć w jego oczach nie ma wesołości.

— Nie, moja droga. — Podchodzi bliżej i sięga do kieszeni. — Twoje lekarstwo jest u mnie.

Wyciąga blister z tabletkami przeciwbólowymi.

— Została jedna. Powinna pomóc.

Seyran spogląda na tabletkę, po czym krzyżuje ręce na piersi.

— Myślę, że powinieneś ją zachować dla siebie. — Jej głos jest chłodny. — Jeśli tak dalej pójdzie, będziesz jej potrzebował bardziej niż ja.

Ferit unosi brwi.

— Pani Seyran, co się stało? — Przechyla lekko głowę. — Zaczęłaś mnie ignorować?

Dziewczyna odstawia szklankę na blat z głośnym stuknięciem. Kilka kropli wody rozlewa się po powierzchni wyspy.

Chce wyjść, a wtedy Ferit chwyta ją za ramię.

— Jesteś najbardziej samolubnym mężczyzną, jakiego w życiu widziałam! – grzmi Seyran. — Destabilizujesz wszystkich wokół siebie, oprócz siebie samego! — Wskazuje na niego palcem. — Mam dość tego absurdalnego poczucia sprawiedliwości w twojej głowie!

Ferit patrzy na nią z niedowierzaniem.

— Ja jestem egoistą? Wobec tego kim ty jesteś? — Jego głos nagle staje się ostrzejszy. — Zniknęłaś na dwa lata. Po prostu zniknęłaś. — W jego oczach pojawia się cień bólu. — A potem wracasz, patrzysz na mnie i znowu chcesz tego, co było wcześniej.

Zaciska szczękę.

— Gdzie byłaś myślami przez te dwa lata?

Seyran patrzy na niego długo, jakby nie mogła uwierzyć, że wciąż tego nie rozumie.

— Przy tobie.

Te dwa słowa wypowiada cicho, ale z ogromnym ciężarem.

— Wciąż tego nie rozumiesz. — Jej oczy błyszczą od emocji. — Myślisz, że żartuję. Ale ja nie żartuję, Fericie. — Robi krok w tył. — Niezależnie od tego, czy zostanę w tym domu, czy stąd odejdę…

Jej wzrok zatrzymuje się na jego dłoni. Na pierścionku.

— Dopóki masz ten pierścionek na palcu, nie istniejesz dla mnie. — Jej głos staje się chłodny jak lód. — Nie ma już nas, Fericie. – Robi krótką pauzę. — To koniec.

Seyran odwraca się i wychodzi z kuchni, zostawiając za sobą ciężką ciszę.

Ferit stoi nieruchomo. Po chwili wypuszcza z płuc długie, ciężkie powietrze. Opiera dłonie o blat wyspy i spuszcza głowę. Powoli zsuwa z palca obrączkę zaręczynową.

Przez chwilę trzyma ją w dłoni, a potem rzuca na blat. Metal uderza o drewno z cichym, ale wyraźnym dźwiękiem.

Ferit patrzy na obrączkę w milczeniu, a następnie powoli podnosi głowę.

W jego oczach pojawia się coś nowego.

Jakby właśnie podjął decyzję.

***

Ferit ciężko opada na krzesło przy kuchennej wyspie. Przez chwilę siedzi nieruchomo, jakby próbował uporządkować myśli i uspokoić oddech. Na blacie wciąż leży pierścionek zaręczynowy, który chwilę wcześniej zsunął z palca. Metal odbija światło lampy, przyciągając jego wzrok.

W końcu sięga po telefon. Przez moment wpatruje się w ekran, po czym wybiera numer do matki.

— Mamo, naprawdę cię potrzebuję — mówi cicho, gdy Gülgün odbiera. W jego oczach pojawiają się łzy. — Czy możemy chwilę porozmawiać?

— Synu, wszystko w porządku? — pyta z niepokojem Gülgün.

Ferit przeciera dłonią twarz i spuszcza wzrok na blat.

— Nie czuję się dobrze, mamo — przyznaje ciężkim głosem. — Nie dam rady dłużej tego ciągnąć. Czuję, że moja głowa zaraz eksploduje.

Na moment milknie, jakby z trudem dobierał kolejne słowa.

— Ranię wszystkich — dodaje w końcu. — Zarówno Seyran, jak i Diyar. — Jego spojrzenie znów zatrzymuje się na pierścionku. — Dlatego jutro porozmawiam z Diyar. Zakończę ten związek w odpowiedni sposób.

Po drugiej stronie zapada krótka cisza.

— Synu… jesteś tego pewien? — pyta ostrożnie Gülgün.

Ferit zamyka oczy i bierze głęboki oddech.

— Jestem pewien, mamo. Nie mogłem już dłużej tego w sobie dusić, dlatego zadzwoniłem. — Robi krótką pauzę. — Porozmawiamy jutro, dobrze?

— Dobrze, synu — odpowiada cicho Gülgün.

Ferit kończy rozmowę i odkłada telefon na blat. Przez chwilę siedzi w ciszy, patrząc przed siebie. Na jego twarzy widać ciężar decyzji, którą właśnie podjął. I jeszcze większy ciężar rozmowy, która czeka go następnego dnia.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Yalı Çapkını. Inspiracją do jego stworzenia był film Yalı Çapkını 83.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy