Dziedzictwo odc. 897: Nana przeprasza Poyraza za policzek!

Poyraz i Nana siedzą na ławce. Dziewczyna wyciąga w jego stronę paczkę fistaszków.

„Dziedzictwo” Odc. 897 – streszczenie

Akcja odcinka rozpoczyna się w herbaciarni.

— Co się dzieje? — pyta Poyraz, ocierając policzek po siarczystym uderzeniu. — Dlaczego mnie spoliczkowałaś?!

— Żebyś znał granice! Bo widocznie ich nie znasz!

— Co ci takiego zrobiłem? Yusuf powiedział, że chce tu zostać. Poprosił mnie, żebym z tobą porozmawiał. Ale z tobą… Z tobą nie da się normalnie dogadać!

— Więc chodzi o Yusufa? — Nana wbija w niego przenikliwe spojrzenie.

Nie czekając na odpowiedź, odwraca się na pięcie i opuszcza lokal. Z sercem bijącym jak szalone rusza prosto do domu.

Wchodząc do pokoju, natychmiast napotyka spojrzenie Yusufa. Chłopiec dostrzega gniew malujący się na jej twarzy i marszczy brwi.

— Co się stało? — pyta z niepokojem. — Czy rozmawiałaś z bratem Poyrazem?

Nana prostuje się i spogląda na niego zaskoczona.

— O czym?

— Poprosiłem go, żeby przekonał cię do zostania tutaj. Miał ci opowiedzieć o dzielnicy, pokazać, że jest piękna.

— To ty go o to poprosiłeś, kochanie?

Yusuf energicznie potakuje głową.

Nana zamiera.

— O Boże… więc mówił prawdę… — myśli gorączkowo.

Czuje, jak serce ściska jej się w piersi. Co ona najlepszego zrobiła?

Z trudem przełyka ślinę. Nagle zaschło jej w gardle. Wychodzi z pokoju, kierując się do kuchni po szklankę wody.

Wtedy do jej uszu dociera rozmowa dochodząca z salonu. Zatrzymuje się w pół kroku, słysząc głosy Cansel i Cennet.

— Rozmawiałam dziś z Poyrazem — mówi poruszona Cennet. — Ten chłopak prawie doprowadził mnie do zawału. Zażartował sobie, że jest zakochany w Nanie. Potem powiedział, że dla niego nie różni się ona niczym od Huseyina czy sąsiada po drugiej stronie ulicy.

— Żartował… — szepcze oszołomiona Nana, czując, jak krew odpływa jej z twarzy.

Nagle wszystko układa się w całość.

— Boże… Co ja zrobiłam?! Nie mogę w to uwierzyć. Jak mogłam tak źle to zrozumieć?!

Czuje, jak wstyd pali ją od środka. Po raz pierwszy od dawna ma ochotę zniknąć z powierzchni ziemi.

***

Ayse jeździ po mieście. Serce wali jej jak młot, a w głowie kołacze tylko jedno pytanie: Gdzie jesteś, Ferit?

Nie ma mowy, by zapomniał o czymś tak ważnym dla Dogi. Coś musiało się stać. Myśl, że jego nieobecność mogła oznaczać kłopoty, ściska ją za gardło. Kiedy już chce sprawdzić pobliskie szpitale, jej wzrok pada na znajomą sylwetkę.

Ferit.

Siedzi na ławce w parku. Nie jest sam.

Obok niego, w swobodnej, niemal intymnej atmosferze, rozmawia prokurator Leyla Kazanci.

***

Kamera przenosi się na Ferita i Deryę.

— Niczego dzisiaj nie rozwiązaliśmy, ale muszę przyznać, że rozmowa była wyjątkowo przyjemna — mówi Derya, uśmiechając się lekko.

— Jeśli chcesz, wróćmy już. Oczywiście, jeśli dobrze się czujesz — proponuje Ferit, wstając.

— Dobrze. Ale… czy mogę wziąć cię pod rękę?

Mężczyzna spogląda na nią z lekkim zaskoczeniem, ale nie protestuje. Pozwala jej oprzeć się na swoim ramieniu, zupełnie nieświadomy pary oczu, która ich obserwuje.

Ayse.

Zatrzymuje się jak rażona piorunem. Widok Ferita i Deryi tak blisko siebie wbija w jej serce ostry kolec bólu. Myśl, że on mógł już podjąć decyzję, sprawia, że w jej oczach momentalnie zbierają się łzy.

Nie. To nie czas na słabość.

Zaciska pięści i odwraca się na pięcie.

***

Ferit odprowadza Deryę do taksówki. Dopiero wtedy wyciąga telefon i marszczy brwi, widząc szereg nieodebranych połączeń od Ayse.

— Jak to możliwe, że nie słyszałem telefonu? — mamrocze do siebie. — Dzwoniła tyle razy… Czy coś się stało?

Nie musi długo czekać na odpowiedź.

— Twoja córka cię potrzebowała! — rozlega się tuż obok niego gniewny głos.

Odwraca się i widzi Ayse. Jej spojrzenie jest ostre jak brzytwa, a każda sylaba, którą wypowiada, ocieka rozczarowaniem.

— Byłam gotowa przeszukać szpitale, ale proszę! Ty sobie tutaj spokojnie spacerujesz!

— O czym ty mówisz?

— O niespełnionej obietnicy! — wyrzuca mu w twarz. — Ja już się przyzwyczaiłam do tego, że mnie zawodziłeś. Ale myślałam, że dla Dogi będziesz inny. Że przynajmniej jej nie rozczarujesz.

Ferit otwiera usta, ale Ayse nie daje mu dojść do słowa.

— Obiecałeś, że będziesz przy niej, kiedy będzie cię potrzebować. Ale oczywiście, ledwo się odwróciłam, a ty zniknąłeś!

Zaciska usta, a potem dodaje z sarkazmem:

— Jak tam pilne kwestie z prokuratorką w parku? Udało się je rozwiązać?

Ferit wzdycha.

— Nie ma potrzeby insynuowania czegokolwiek. Mój telefon był wyciszony.

— Ty nigdy nie wyciszasz telefonu!

— Nie wiem, jak to się stało, ale… był wyciszony — odpowiada, już zirytowany. — Powiedz mi wprost, Ayse. Czy coś stało się Dodze?

— Chciała, żeby ojciec był przy niej podczas zapisywania do szkoły. Ale kiedy nie przyszedłeś, ona też nie poszła — mówi lodowatym tonem.

Ferit czuje, jak krew odpływa mu z twarzy.

— Nie…

— Tak czy siak, już za późno. Nawet Doga musiała się tobą rozczarować.

Przygryza wargę, starając się powstrzymać łzy.

— Nie obchodzi mnie, z kim spędzasz czas i co robisz, ale jeśli wszedłeś w życie mojej córki, jeśli twierdzisz, że jesteś jej ojcem, to bądź nim! Dotrzymuj swoich obietnic!

***

Poyraz bez wahania wdrapuje się przez okno do pokoju, w którym Nana zamknęła się przed nim. Jego spojrzenie iskrzy determinacją.

— Nie ujdzie ci to na sucho! — oświadcza stanowczo.

Nana gwałtownie cofa się pod ścianę. Czuje, jak serce wali jej w piersi.

— Jesteś szalony?!

— Ja jestem szalony? To ty uciekasz i zamykasz się w pokoju jak dziecko.

— Natychmiast stąd wyjdź!

— Nie ma mowy. Nie ruszę się stąd, dopóki nie powiesz mi, dlaczego mnie spoliczkowałaś.

Nana nerwowo zaciska palce na materiale sukienki. Szybko analizuje możliwe drogi ucieczki. Próbując wymknąć się przez drzwi, robi krok w bok, ale Poyraz błyskawicznie blokuje jej drogę, rozstawiając ramiona.

— Powiesz mi — oznajmia groźnie. — Inaczej nigdzie się stąd nie ruszysz.

Jego wzrok przenika ją na wskroś, a Nana gorączkowo szuka wymówki.

— Ja… cóż…

Nagle z korytarza dobiega głos Yusufa:

— Nano, chodź tutaj! Narysowałem rysunek z siostrą Nazli!

Poyraz powoli opuszcza ręce, dając jej przejść.

— Odpowiesz mi, kiedy nadejdzie czas — mówi półgłosem, patrząc, jak wymyka się z pokoju.

***

Feritowi udaje się uspokoić Dogę. Kuca przy niej, spoglądając w jej smutne oczy.

— Przepraszam, księżniczko. Zawiodłem cię, ale obiecuję, że jutro pójdziemy do szkoły razem.

Dziewczynka w końcu się uśmiecha, ufnie przytulając się do niego.

Później, w salonie, Ferit siada naprzeciwko Ayse.

— Miałaś rację — mówi poważnie. — Nie wiem, jak to się stało, że telefon był wyciszony, ale to żadna wymówka. Powinienem był sprawdzić go wcześniej. Jestem ojcem i muszę brać odpowiedzialność. Przepraszam.

Ayse patrzy na niego przez dłuższą chwilę.

— Jeśli jesteś świadomy swojego błędu, nie ma problemu — odpowiada w końcu, nieco łagodniejszym tonem.

— Chciałem z tobą współpracować — dodaje po chwili Ferit. — Powiedziałem to Leyli, ale szef nie wyraził zgody.

Ayse prostuje się, jakby coś właśnie jej się przypomniało.

Podsłuchana rozmowa.

Prokurator Leyla Kazanci mówi inspektorowi, że to ona nie chce pracować z Ayse. Prosi go o zachowanie dyskrecji.

W głowie Ayse zaczyna układać się nowy obraz.

Ferit wychodzi, a ona patrzy w ślad za nim.

— Nie jesteś taka, na jaką wyglądasz, pani Leylo — szepcze do siebie.

I tym razem nie zamierza tego tak zostawić.

***

Późnym wieczorem Cansel dostrzega, jak Poyraz wymyka się za Naną. Na jej twarzy pojawia się ekscytacja. Nie zastanawiając się długo, biegnie do sypialni i potrząsa ramieniem męża.

— Sahinie, obudź się!

— Co się dzieje? — mamrocze mężczyzna, z trudem otwierając oczy. — Z dzieckiem wszystko w porządku?

— Tak, nic nam nie jest.

— Więc dlaczego mnie budzisz o tej porze?!

Sahin chce przekręcić się na drugi bok, ale Cansel nie daje za wygraną.

— Bo właśnie pojawiła się przed nami ogromna szansa! — mówi, niemal podskakując z ekscytacji. — A my jej nie dostrzegamy! Oni mają miliony dolarów, Sahinie! A teraz… można powiedzieć, że jesteśmy rodziną.

Mężczyzna przeciera twarz dłonią i spogląda na żonę z niedowierzaniem.

— Cansel, nie opowiadaj bzdur…

— Jakie bzdury?! Dzielimy się z nimi chlebem, martwimy się o nich! Dziś my o nich, a jutro oni o nas!

— Jeśli dlatego jesteś dla nich miła, to naprawdę powinnaś się wstydzić — Sahin potrząsa głową. — Poza tym nie rób sobie nadziei. Ten łajdak Trucizna odebrał im cały majątek. Poyraz mi o tym powiedział. Nie mają nawet grosza.

Cansel nagle blednie. Cała ekscytacja ulatuje z niej w jednej chwili. Patrzy w pustkę, jakby ktoś ugasił w niej całą nadzieję.

— Nie… to niemożliwe… — szepcze.

Marzenia o bogactwie pękają niczym bańka mydlana.

***

Nazajutrz Nana pojawia się w warsztacie Poyraza. Zatrzymuje się przed nim, ściskając w dłoniach paczkę fistaszków.

— Byliśmy z Yusufem w parku. Powiedział, że mam ci to przynieść — oznajmia.

Poyraz mierzy ją spojrzeniem, unosząc brew.

— Aha. Czyli masz jakiś problem i próbujesz mnie przekupić? Chcesz odkupić swoje winy, ale to nie będzie takie proste.

— Nie mów tak. Chcę porozmawiać — przyznaje cicho Nana, czując wyrzuty sumienia. — Potraktuj to jako… patyk pokoju.

— Patyk pokoju? — Poyraz parska śmiechem. — Naprawdę próbujesz mnie udobruchać w ten sposób?

— Może coś pokręciłam… Nadal mam problem z niektórymi tureckimi wyrażeniami — Nana wzdycha. — Ale nieważne. Pytaj. Odpowiem ci na wszystko.

***

Siadają na ławce w parku, obserwując, jak Yusuf buja się na huśtawce. Nana splata nerwowo palce.

— Wszystko to wynik nieporozumienia — zaczyna. — Źle cię zrozumiałam. Myślałam, że zamierzasz mi coś powiedzieć. Kiedy to sobie wyobraziłam…

— Co niby chciałem ci powiedzieć, że aż mnie spoliczkowałaś?

Nana zagryza wargę.

— Słyszałam twoją rozmowę z mamą…

— Jaką rozmowę?

— Mama zapytała cię, czy jesteś zakochany. Odpowiedziałeś, że tak, a potem dodałeś, że żartujesz. Ale tego już nie usłyszałam…

Poyraz patrzy na nią w osłupieniu.

— Czekaj, czekaj… — załamuje ręce. — Naprawdę myślałaś, że ja…?

Zapada niezręczna cisza.

— To niemożliwe — mówi w końcu, rozkładając ręce. — Spojrzę na mur, na kamień, ale na pewno nie na ciebie.

— Wiem! — Nana unosi podbródek. — Ja na ciebie też nie!

***

Cansel zmierza w stronę zakładu fryzjerskiego, ale myśli wciąż kłębią się w jej głowie.

— Och, moja głupia głowa! — wzdycha zirytowana. — Tak się nakręciłam, a nawet nie sprawdziłam, czy to prawda. Oni nie mają ani grosza! Moje marzenia runęły…

Nagle, kątem oka, dostrzega znajomy widok.

W parku, na ławce, Poyraz i Nana siedzą obok siebie, rozmawiając. Ich ciała nachylają się ku sobie, jakby między nimi nie było już murów.

Jeszcze wczoraj ten widok sprawiłby, że jej serce podskoczyłoby z radości. Ale dziś… dziś jej reakcja jest zupełnie inna.

— O, proszę! — prycha pod nosem. — Gruchają jak dwa gołąbki!

Zatrzymuje się, mrużąc oczy.

— Sama to zaczęłam. Wprawiłam w ruch maszynę, której teraz nie mogę zatrzymać. Ale nie mogę na to pozwolić.

Wyciąga telefon i robi kilka zdjęć.

— Jeśli uda mi się przekonać mamę, że ludzie zaczęli plotkować, wszystko zakończy się raz na zawsze.

Uśmiecha się przebiegle.

— Wiedziałam, jak ich do siebie zbliżyć. Teraz wiem, jak ich rozdzielić.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia był film Emanet 647. Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy