„Dziedzictwo” Odc. 945 – streszczenie
Ferit nie zamierza już dłużej czekać, siedząc bezczynnie w radiowozie. Czuje, że czas ucieka. Wysiada z auta, podchodzi do drzwi domu Leyli i puka. Cisza. Po chwili, nie widząc innego wyjścia, sięga po wytrych i otwiera drzwi. Wchodzi do środka – dom jest pusty. Derya zniknęła.
Na piętrze, w sypialni, znajduje jedynie kartkę. Krótką, ale wymowną wiadomość:
„Będzie mi ciebie brakować, komisarzu Fericie.”
Ferit zaciska szczęki.
– Jak ona to zrobiła? – burczy pod nosem. – Przecież cały czas mieliśmy dom na oku…
Nagle rozlega się dzwonek telefonu. Ferit odbiera, a w słuchawce słyszy dobrze znany głos.
– A więc wszystko już wiesz, komisarzu – mówi Derya spokojnie. – Maski opadły.
– Gdziekolwiek jesteś, znajdę cię! – syczy Ferit.
– Nie uciekam – odpowiada Derya. – Na początku miałam taki zamiar, ale… doszłam do wniosku, że zemsta będzie znacznie przyjemniejsza. Nie wyjadę, dopóki nie odpłacę wszystkim, którzy stanęli między nami.
Kamera pokazuje wnętrze samochodu. Za kierownicą siedzi Derya, a za jej plecami… związana i zakneblowana Ayse!
– Prawda, komisarz Ayse? – mówi Derya, odwracając się przez ramię.
Z zaklejonych taśmą ust kobiety wydobywa się stłumiony, pełen grozy pisk.
– Ayse! – krzyczy Ferit, rozpoznając głos swojej byłej żony.
– Przykro mi – mówi Derya z chłodną obojętnością. – Każdy, kto przyczynił się do końca naszego związku, zapłaci.
***
Następna scena: komisariat.
Ferit jest wściekły. Miota się po biurze i z wściekłością rzuca raportami.
– Popełniamy błąd za błędem! – grzmi. – Co to za niekompetencja?! Jak mogliśmy do tego dopuścić?! Ayse była pod naszą ochroną!
Bijąc pięścią w biurko, kontynuuje:
– Ta kobieta zabiła nawet swoją siostrę bliźniaczkę! Ayse mnie przed nią ostrzegała! Jak mogliśmy ją zignorować?!
– Utku wszedł do szpitalnej sali przebrany za lekarza – wyjaśnia Kara ponuro. – Wyprowadzili ją, twierdząc, że zabierają na badania. Jeszcze nie odnaleźliśmy samochodu.
– Poszedłem tropem pieniędzy – włącza się Ibo. – Derya wypłaciła gotówkę z konta Leyli. Gdyby użyła karty, już dawno byśmy ją namierzyli.
– Natychmiast prześwietl konto Utku – rozkazuje Ferit. – Telefon, adres, samochód, znajomych, kontakty – wszystko!
– To nie będzie proste – mówi Ibo z powagą. – Utku ma wiele tożsamości. Żadna nie musi być prawdziwa. Nie wiemy nawet, kim on naprawdę jest…
***
Nazli wraca do domu. Gdy tylko przekracza próg, Cennet i Cansel natychmiast zrywają się z miejsc.
– Córko, umieramy tu ze zmartwień! – wybucha Cennet. – Twój telefon milczy od godzin!
– Rozładowała mi się bateria, mamo. Nie miałam gdzie jej podładować. Ale brat… brat znalazł antidotum. Dotarł na czas. Dzięki Bogu.
Cennet odetchnęła z wyraźną ulgą, niemal się słaniając.
– Dzięki Bogu… Już traciłyśmy rozum ze strachu. Myślałyśmy, że… że cię straciliśmy.
– Czy ona już… całkiem doszła do siebie? – odzywa się Cansel, jej głos drży, a oczy są pełne napięcia. – Otworzyła oczy?
– Jeszcze nie – odpowiada cicho Nazli. – Wciąż jest nieprzytomna, ale lekarze mówią, że to kwestia czasu. Wierzę, że się obudzi. Jest silna. A kiedy już otworzy oczy… będzie jeszcze silniejsza niż wcześniej.
– Daj Boże – wzdycha Cennet, ocierając łzę.
– Mamo, jestem głodna. Pójdę coś przygotować.
– Jesteś zmęczona, córko. Zostaw to mnie. Odpocznij chociaż chwilę.
Nazli i jej matka znikają w kuchni, a Cansel zostaje sama w salonie. Blada jak ściana, przysiada powoli na sofie i szeptem mówi do siebie, drżącymi ustami:
– A jeśli się obudzi? Jeśli będzie wszystko pamiętać…? Nie mogę czekać. Nie mogę ryzykować… Muszę uciec. Jeszcze tej nocy. Choćby bez pieniędzy.
Na moment zamyka oczy, z trudem łapiąc oddech.
– Mama… mama ma złoto. Nie mam innego wyjścia. To moja jedyna szansa. Muszę zniknąć. Natychmiast.
***
W szpitalu Nana otwiera oczy. Rozgląda się, zdezorientowana, aż jej wzrok pada na Poyraza, czuwającego przy łóżku. Chwyta go za rękę z nagłą siłą.
– Przyprowadź Cansel – szepcze. – Natychmiast.
***
Pod osłoną nocy Cansel skrada się do pokoju teściowej. Po cichu otwiera szufladę i drżącymi dłońmi wydobywa złotą biżuterię. Zaciska palce na błyskotkach, jakby trzymała klucz do własnego przetrwania. Następnie opuszcza pokój, stawiając kroki niemal bezszelestnie. Powoli przemyka przez korytarz w stronę drzwi wyjściowych.
– Uciekam jak złodziej… – szepcze sama do siebie, gorzko. – Weszłam do tego domu z muzyką, a teraz wymykam się po cichu. Ukradłam złoto kobiecie, która przyjęła mnie jak córkę. Jak mogło do tego dojść? A mój brat… zniknął, gdy najbardziej go potrzebowałam.
Wciąga płaszcz, chwyta buty. Przez chwilę stoi przy drzwiach, gotowa odejść. Nagle słyszy kroki na schodach. Serce podchodzi jej do gardła. W panice zrzuca z siebie płaszcz i rzuca buty w kąt. Sekundę później w przedpokoju pojawia się Sahin.
– Co ty tu robisz o tej porze? – pyta, zaspanym, ale zaniepokojonym głosem. – Obudziłem się, a ciebie nie było w łóżku. Coś się stało?
– Nie mogłam zasnąć – odpowiada Cansel, starając się zachować spokój. – Kiedy zamykam oczy, widzę… ten koszmar. Pomyślałam, że wyjdę na chwilę zaczerpnąć powietrza. Mam ciężko na sercu. To z powodu Nany. Biedna dziewczyna walczy o życie…
– Nie obwiniaj się – mówi łagodnie Sahin, poruszony jej słowami. – Właśnie dzwonił Poyraz. Nana odzyskała przytomność. Pierwsze słowa, jakie wypowiedziała, brzmiały: „Chcę zobaczyć Cansel”.
– O tej porze? – Cansel niemal się cofa, jakby te słowa były ciosem. Serce zaczyna bić jej szybciej. Co jeśli Nana już wszystko pamięta? – Dlaczego… chce mnie widzieć?
– Nie wiem – mówi Sahin, sięgając po kluczyki. – Ale zaraz się dowiemy. Chodź. Weź torebkę.
***
Cansel wchodzi do sali szpitalnej powoli, ostrożnie, jakby stąpała po cienkim lodzie. Każdy krok jest dla niej jak uderzenie serca. Obawia się, że Nana nagle otworzy oczy szeroko i zacznie krzyczeć, oskarżając ją o zdradę, o współpracę z Trucizną.
Tymczasem z łóżka dobiega ją łagodny głos.
– Dzięki Bogu, jesteś cała… – mówi Nana z uśmiechem, choć wciąż słabym. – Martwiłam się o ciebie. Przeze mnie przeszłaś przez piekło.
Cansel przystaje, niepewna.
– Dlatego mnie wezwałaś? Bo… się o mnie martwiłaś?
Nana spogląda na nią ciepło i kieruje wzrok ku jej brzuchowi.
– Jak dziecko? Wszystko w porządku?
– Tak… – Cansel kiwa głową. – Wszystko dobrze. Dziękuję. Widząc cię, czuję się jeszcze lepiej. Bóg cię ocalił.
Nana wyciąga do niej ręce. Cansel zawahała się tylko przez ułamek sekundy, po czym podchodzi i daje się objąć. Na moment świat cichnie. Lecz gdzieś w głębi jej serca – strach nie ustępuje. Bo nie wie, ile Nana tak naprawdę pamięta.
***
Akcja przenosi się do ciemnego, dusznego pomieszczenia. Jedynym źródłem światła jest słaba, migająca żarówka zwisająca z sufitu. W jej bladym blasku widać przywiązaną do krzesła Ayse. Policjantka ma spuchnięte nadgarstki i zmęczone oczy, ale jej usta pozostają nieskrępowane. Naprzeciw niej stoi Derya – z bronią w ręku i obłędem w oczach.
– Kiedy zaczęłaś mnie podejrzewać? – pyta, powoli przechadzając się wokół krzesła. Lufą pistoletu przesuwa po twarzy Ayse, z niepokojącą delikatnością. – Już wtedy, gdy weszłaś do mojego domu? Czy może wcześniej? Krok po kroku niszczyłaś moje plany. Gdyby nie ty, Ferit byłby dziś ze mną. Byłby szczęśliwy. Ze mną!
– Jak długo zamierzasz jeszcze uciekać? – odpowiada spokojnie Ayse, choć w jej głosie słychać napięcie. – Jaki masz plan, Deryo? Zabijesz każdego, kto stanie ci na drodze? Tak jak Leylę? Zrobiłaś to z zimną krwią, czy byłaś równie zdesperowana jak teraz?
– Zamknij się! Nie waż się wypowiadać jej imienia! – wybucha Derya. Jej ręka drży. Temat Leyli ewidentnie wytrąca ją z równowagi.
– Dlaczego? – naciska Ayse. – Czego się boisz? Prawdy? Co takiego wydarzyło się między wami? Byłaś zazdrosna? Tak bardzo, że ją zabiłaś?
– To nie tak! – krzyczy Derya, odsuwając się gwałtownie. – Nie chciałam jej zabić! To był wypadek. Uciekała… bała się… Wiedziała za dużo. Gdyby znów trafiła do szpitala, wygadałaby się. Nie mogłam na to pozwolić!
– Dlaczego nie wezwałaś pomocy? – w głosie Ayse brzmi niedowierzanie. – Jeszcze można ją było uratować!
– Zamilcz!
Derya unosi broń i uderza Ayse w skroń. Policjantka opada bezwładnie, tracąc przytomność. Derya oddycha ciężko, zaciskając dłonie na pistolecie.
– Przeklęta… – syczy. – Nie zasługujesz na szybką śmierć. Powinnaś cierpieć. Dlaczego grzebałaś w mojej przeszłości? Dlaczego nie pozwoliłaś mi żyć życiem Leyli?
Zaczyna chodzić wzdłuż starego, zardzewiałego stolika. Jej szept miesza się z chichotem.
– To był wypadek – powtarza do siebie, jakby próbowała przekonać samą siebie. – Ona nie powinna była uciekać. Chciała mnie zdemaskować. Chciała, żebym znów trafiła do tego przeklętego miejsca… Ale nie wrócę tam. Utku już wszystko zorganizował. Wywiezie mnie. Jestem bezpieczna. Mam kontrolę.
– Mylisz się – odzywa się nagle Ayse, która odzyskała przytomność. Głos ma słaby, ale zdecydowany. – Popełniasz błąd za błędem, Deryo. Wszystko wymyka ci się z rąk.
– Milcz! – warczy kobieta, unosząc broń. – Myślisz, że jestem głupia? Że nie wiem, jak to wygląda? Może jestem… inna. Ale nie głupia. To nie mój pierwszy raz. To miejsce jest moją kryjówką. Każdy, kto o nim wiedział, już nie żyje. Ty też stąd nie wyjdziesz.
Ayse zmienia taktykę. Jej głos łagodnieje.
– Znam twoją historię – mówi cicho. – Czytałam akta. Wiem, że od dziecka pragnęłaś tylko jednego – być kochaną. Ale nikt cię nie widział. Nikt nie dostrzegł, jaka naprawdę jesteś. Gdy mnie zabijesz, nikt już nie pozna tej prawdziwej Deryi. Tej zranionej, samotnej… tej, którą można jeszcze uratować.
Derya milczy. Jej oczy błyszczą.
– Pomyśl o Fericie – dodaje Ayse. – On cię kochał. Troszczył się o ciebie. Był blisko. To nie była tylko iluzja.
– Kłamiesz… – szepcze Derya, a łzy zaczynają spływać po jej policzkach. – On kochał tylko Leylę. Tak jak wszyscy. Kiedy odkrył, że to nie ja… że ja to nie ona… udawał. Założył podsłuch. Myślał, że się nie zorientuję.
– Bo zmusiłaś go do tego – mówi Ayse. – Uszkodziłaś hamulce w moim samochodzie. Musiał się bronić. Ale nadal możesz mu wyjaśnić wszystko. Zrozumie. Widział w tobie coś więcej. Byłaś dla niego ważna. Tylko nie niszcz tej szansy.
Derya osuwa się na kolana. Jej twarz jest zalana łzami. Drży.
– On wie, że ją zabiłam… wie wszystko…
– Ale może zrozumie, że to nie było celowe – szepcze Ayse. – Pozwól mu to zrozumieć. Daj sobie szansę.
Czy Ayse zdoła skruszyć mury zbudowane przez lata bólu i szaleństwa? Czy Derya ulegnie emocjom, czy znów sięgnie po broń?
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 678. Bölüm i Emanet 679. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.















