„Panna młoda” Odc. 84 – streszczenie
Hancer zatrzymała się w półmroku korytarza, tuż za załamaniem ściany. Wychyliła się ostrożnie, niemal wstrzymując oddech. Jej twarz była napięta, a oczy szeroko otwarte — czujne i niespokojne.
Na końcu długiego, pustego korytarza zobaczyła go. Cihan stał przy drzwiach, wyprostowany, pewny siebie — jak zawsze. Po chwili drzwi się uchyliły. W progu pojawiła się kobieta. Hancer zmrużyła oczy, próbując dostrzec jej twarz, ale widziała tylko fragment sylwetki.
Cihan wszedł do środka bez wahania. Drzwi zamknęły się cicho.
Serce Hancer zabiło mocniej.
– Dlaczego…? – wyszeptała do siebie, zaciskając palce na krawędzi ściany. – Dlaczego znowu tu przyszedłeś, Cihanie?
Jej spojrzenie stwardniało. W oczach pojawiła się determinacja, która jeszcze chwilę temu ustępowała miejsca bólowi.
– Jeśli chcesz, złość się i krzycz na mnie – dodała cicho. – Ale nie odejdę, dopóki nie dowiem się, dlaczego tu przychodzisz.
Wyszła z ukrycia. Jej kroki, choć ostrożne, były zdecydowane. Każdy kolejny przybliżał ją do odpowiedzi, której tak bardzo się bała.
Zatrzymała się przed drzwiami mieszkania. Przez krótką chwilę tylko na nie patrzyła, jakby próbowała zebrać w sobie odwagę. Uniosła rękę.
Jeszcze sekunda…
Jeszcze jeden ruch…
Nagle w ciszy korytarza rozległ się dźwięk telefonu.
Hancer drgnęła gwałtownie. Szybko cofnęła rękę i sięgnęła do torebki. Na ekranie pojawiło się imię: Derya.
Zawahała się tylko przez ułamek sekundy, po czym odebrała.
– Tak, bratowo?
– Hancer, natychmiast tu przyjdź – padło ostre polecenie po drugiej stronie. W głosie Deryi nie było ani cienia cierpliwości. – Mam już dość użerania się z twoim szalonym bratem!
Hancer zamknęła oczy na moment, jakby próbowała powstrzymać narastającą frustrację.
– To nie jest dobry moment. Możemy porozmawiać później?
– Nie! – przerwała jej Derya. – Nie mogę czekać do jutra! On jest kompletnie poza kontrolą! Dzwonię – nie odbiera albo odrzuca połączenia! Wraca do domu w środku nocy! Spójrz na zegarek — nadal go nie ma! Mam tego dość!
Jej głos zadrżał, ale nie słabością — złością i bezradnością.
– Nie dam już rady. Jeśli tu nie przyjdziesz i czegoś z tym nie zrobisz, zabiorę mojego syna i odejdę. Rozumiesz?
Te słowa zawisły w powietrzu. Hancer otworzyła oczy i spojrzała na drzwi przed sobą. Tak blisko. Wystarczył jeden krok, jeden gest…
A jednak…
– Dobrze – powiedziała w końcu cicho. – Już idę.
Rozłączyła się powoli. Jeszcze przez chwilę stała nieruchomo, patrząc na drzwi mieszkania, za którymi zniknął Cihan. W jej oczach znów pojawił się cień bólu.
– Kim ona jest? – wyszeptała.
Ale tym razem nie zrobiła już kroku naprzód.
Odwróciła się.
Choć całym sercem chciała zostać i odkryć prawdę, wiedziała, że musi odejść.
Jej kroki oddalały się echem w pustym korytarzu — a odpowiedzi, których tak rozpaczliwie szukała, zostały za zamkniętymi drzwiami.


***
Beyza siedziała wygodnie na jasnej, miękkiej sofie, pochylona lekko nad stolikiem. W jej dłoni błyszczała mała łyżeczka, którą co chwilę zanurzała w kawałku czekoladowego tortu. Jadła powoli, z wyraźną przyjemnością, jakby każdy kęs był częścią starannie zaplanowanego spektaklu.
Naprzeciwko niej siedział Cihan. Wyprostowany, nieruchomy, z dłońmi splecionymi na kolanach. Jego twarz była poważna, niemal surowa, a spojrzenie skupione — jakby walczył z czymś w sobie, czego nie chciał pokazać.
– Przepraszam, że zawróciłam ci głowę – odezwała się Beyza miękko, odkładając łyżeczkę na talerzyk. Na jej ustach pojawił się lekki uśmiech. – Ale naprawdę miałam ochotę na coś słodkiego. Na ten tort.
Uniosła na niego wzrok.
– Poszłabym sama, ale nie chciałam wychodzić o tej porze. – Zawiesiła głos na ułamek sekundy. – Dziękuję, że zrobiłeś mi tę przyjemność.
Cihan skinął tylko głową.
– Nie ma za co. Smacznego.
Beyza wróciła do jedzenia, ale już po chwili odsunęła talerzyk, jakby bardziej interesowała ją rozmowa niż deser.
– Wiesz… apetyt zdecydowanie mi dopisuje – powiedziała z nutą zadowolenia. – Moje spodnie zrobiły się za ciasne, więc kupiłam już ubrania ciążowe.
Delikatnie położyła dłonie na brzuchu, niemal teatralnie.
– Jeśli tak dalej pójdzie, to dziecko urodzi się silne jak skała.
Cihan odwrócił wzrok na moment, jakby ten gest go uwierał.
– Beyzo… – odezwał się w końcu, spokojnie, ale stanowczo. – Czy możemy przejść do sedna?
– Oczywiście – odpowiedziała bez wahania, prostując się lekko. – Słucham cię.
Zapadła krótka cisza. Cihan wziął głębszy oddech.
– Dużo dziś myślałem – zaczął. – Nie jesteśmy już małżeństwem. To się nie zmieni. Ale… zostaniemy rodzicami.
Podniósł na nią wzrok.
– I dlatego decyzje dotyczące dziecka będziemy podejmować tylko my. Bez wpływu twojego ojca. Bez nacisków z zewnątrz.
Beyza przyglądała mu się uważnie, z lekko przechyloną głową.
– Spodziewałam się, że powiesz coś takiego – odparła spokojnie. – Po tej porannej kłótni… nie chcę już wywierać na tobie presji.
Na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
– Mogę poczekać.
Cihan zmarszczył brwi.
– Na co dokładnie chcesz czekać?
Beyza wzruszyła lekko ramionami.
– Jesteś żonaty. To oczywiste, że potrzebujesz czasu, żeby wszystko uporządkować. Wyjaśnić jej sytuację… zakończyć to.
Zawiesiła głos i znów dotknęła brzucha.
– Ja poczekam. Ale twój syn… może nie być aż tak cierpliwy.
W powietrzu zrobiło się ciężej. Cihan wyprostował się.
– Wygląda na to, że nie wyraziłem się jasno – powiedział chłodno. – Jestem żonaty z Hancer. I tak pozostanie.
Beyza zamarła.
– Przyszedłem tu spokojnie porozmawiać – kontynuował. – Myślę, że ty też powinnaś zachować rozsądek. Po tym wszystkim nie ma możliwości, żebyśmy do siebie wrócili.
Zawahał się tylko na ułamek sekundy.
– I nie chcę tego.
Na twarzy Beyzy pojawiło się prawdziwe zaskoczenie.
– Myślałam, że…
– Beyzo – przerwał jej stanowczo. – Jesteś matką mojego dziecka. I zawsze nią będziesz.
Oparł dłonie o kolana, nachylając się lekko w jej stronę.
– Zrobię dla ciebie wszystko, co konieczne. Dostaniesz dziesięć procent udziałów w firmie. Kupię ci dom — gdziekolwiek zechcesz. Zapewnię opiekę, kierowcę, bezpieczeństwo. Nie pozwolę, żeby moje dziecko było od kogokolwiek zależne.
Jego głos był rzeczowy.
– Będę też obecny w jego życiu.
Beyza zaśmiała się cicho, bez cienia radości.
– Jakże hojnie… – rzuciła z wyraźnym sarkazmem. – Naprawdę wzruszające.
Cihan nie zareagował.
– Nie robię tego, żeby uniknąć odpowiedzialności – dodał spokojnie. – Robię to dla mojego dziecka. Chcę dać mu wszystko.
Beyza spojrzała na niego długo. Tym razem bez uśmiechu.
– A ja nie prosiłam o „wszystko” – powiedziała cicho. – Nie chcę twoich pieniędzy. Nie chcę domu ani udziałów.
Jej głos lekko zadrżał.
– Chcę ciebie.
Zapadła cisza.
– Chcę, żebyś mnie kochał – dodała jeszcze ciszej. – Tylko tyle.
Cihan zamknął oczy na ułamek sekundy, jakby to jedno zdanie było trudniejsze niż cała reszta rozmowy.
Kiedy znów na nią spojrzał, w jego oczach nie było wahania.
– Przykro mi, Beyzo.
Pauza.
– Szanuję cię. Jesteś matką mojego dziecka.
Jego głos był spokojny, ale ostateczny.
– Ale moje serce należy do Hancer.



***
Hancer siedziała na skraju wąskiej kanapy, z dłońmi splecionymi ciasno na kolanach. Jej ciało było tutaj — w niewielkim, skromnie urządzonym salonie — ale myśli wciąż krążyły gdzie indziej. Wciąż widziała tamte drzwi. I sylwetkę Cihana, który bez wahania wszedł do środka, witany przez obcą kobietę.
Derya siedziała obok niej, lekko pochylona do przodu, z wyraźnym napięciem w ramionach. Co chwilę splatała i rozplatała palce, jakby nie mogła znaleźć sobie miejsca.
– Nie mogę już tego znieść – powiedziała w końcu, a jej głos zadrżał. – Przysięgam, Hancer, jestem o krok od tego, żeby odejść. Naprawdę. Jeszcze trochę i spakuję rzeczy.
Słowa bratowej ledwie do niej docierały.
Usta Hancer drgnęły. Przez chwilę walczyła ze sobą, jakby to, co miała powiedzieć, było zbyt ciężkie, by wypowiedzieć to na głos.
– Cihan mnie zdradza, bratowo.
Zapadła cisza.
Derya odwróciła się gwałtownie, szeroko otwierając oczy.
– Co?! – wyrzuciła z siebie. – Co ty mówisz? Jaka zdrada?!
Hancer uniosła na nią wzrok. Jej oczy były zaszklone, a w kącikach zbierały się łzy, które już po chwili zaczęły spływać po policzkach.
– Widziałam to – wyszeptała. – Na własne oczy.
Głos jej się załamał.
– I to nie raz. Kilka razy. Mówi, że jedzie do pracy, ale w rzeczywistości jedzie tam. Do tego mieszkania.
Otarła szybko policzek, ale kolejne łzy napłynęły natychmiast.
– Dzisiaj… kupił coś po drodze. I znowu tam poszedł.
Derya pokręciła głową, jakby próbowała odrzucić te słowa.
– Hancer, to niemożliwe. – Jej ton był stanowczy, choć w oczach pojawiła się niepewność. – Cihan? On dałby się za ciebie pokroić. Postawił się nawet własnej matce. Walczył o ciebie.
Hancer spuściła wzrok.
– Tak było… – powiedziała cicho. – Ale teraz… wszystko się zmieniło.
Podniosła głowę.
– Nie śpimy już razem.
Derya zesztywniała.
– Jak to nie śpicie razem? W ogóle?
Hancer pokręciła głową.
– Nie przychodzi do sypialni. Unika mnie. Jakbym… przestała istnieć.
Derya odsunęła się lekko, patrząc na nią z niedowierzaniem.
– Dziewczyno, może powinnaś… no wiesz… spróbować go przyciągnąć? Zbliżyć się do niego?
Hancer uśmiechnęła się gorzko.
– On mnie nie chce.
Te trzy słowa zawisły w powietrzu ciężej niż wszystko, co padło wcześniej.
– To nie ma sensu – zaprotestowała Derya, ale jej głos nie był już tak pewny. – Nie zdradziłby cię po dwóch dniach małżeństwa. Może coś źle zrozumiałaś. Może to jakiś jego znajomy, kolega…
– Powiedziałam ci – przerwała jej Hancer, tym razem ostrzej. – Widziałam kobietę.
Jej dłonie zacisnęły się mocniej.
– Otworzyła mu drzwi. Nie widziałam twarzy, nie wiem, kim jest, ale wiem, co widziałam.
Derya zmrużyła oczy, analizując.
– Czyli uważasz, że cię zdradza, bo jakaś kobieta otworzyła mu drzwi?
– Bratowo… – głos Hancer znów zadrżał. – On już nawet nie wraca do domu. Dzwonię, pytam… a on mnie okłamuje. Dziś powiedział mi, że jest w pracy.
Spojrzała na nią bezradnie.
– On mnie nie chce…
Derya zamilkła. Jej spojrzenie na chwilę uciekło w bok, jakby nagle zaczęła łączyć fakty. Przecież Cemil od kilku dni zachowuje się dokładnie tak samo — unika jej i ją okłamuje.
– Więc myślisz, że to zdrada? – zapytała.
– A jakie jest inne wytłumaczenie? – zapytała Hancer cicho. – Albo spotyka się z byłą żoną, albo z kimś innym. Ale coś przede mną ukrywa.
Derya westchnęła ciężko, opierając się o oparcie kanapy.
– Hancer… dlaczego tak uczepiłaś się tej byłej żony? – zapytała, kręcąc lekko głową. – Gdyby ludzie kochali stare rzeczy, antykwariaty pękałyby w szwach.
Na moment próbowała się uśmiechnąć, ale szybko spoważniała.
– To musi być coś innego.
Hancer podniosła wzrok. W jej oczach nie było już tylko bólu. Była też determinacja.
– Nieważne, kim ona jest – powiedziała cicho, ale stanowczo. – Nie uspokoję się, dopóki nie poznam prawdy.
Jej palce powoli się rozluźniły, ale spojrzenie pozostało twarde. Jakby właśnie podjęła decyzję, z której nie zamierzała się wycofać.


***
Cihan siedział nieruchomo na skraju kanapy, z dłońmi splecionymi tak mocno, jakby tylko w ten sposób mógł utrzymać w ryzach narastające emocje. Przez chwilę milczał, wpatrzony w podłogę, zanim w końcu uniósł wzrok.
– Hancer jest jedyną niewinną osobą w tej historii – powiedział cicho, ale stanowczo. – Niezależnie od tego, co się między nami dzieje, to wszystko odbija się właśnie na niej.
Zawahał się na moment, jakby dobierał słowa ostrożniej niż zwykle.
– Ona nic nie wie. I to mnie najbardziej dobija. Widzę, że zaczyna we mnie wątpić, a ja nie mogę jej nawet wyjaśnić, dlaczego. Dlatego chcę to zakończyć. Raz na zawsze.
Beyza gwałtownie podniosła głowę. W jej oczach pojawił się błysk gniewu.
– Jaka Hancer?! – wyrzuciła z siebie ostro. – Czy ona jest dla ciebie ważniejsza niż twoje własne dziecko?!
Cihan zmarszczył brwi, ale nie podniósł głosu.
– Beyzo… mówię ci tylko, że Hancer nie ma z tym nic wspólnego. Nie wie o niczym.
To wystarczyło. Beyza poderwała się z miejsca tak gwałtownie, że aż przesunęła stolik.
– Wynoś się! – krzyknęła, drżąc z emocji. – Niczego od ciebie nie chcę! Ani domu, ani pieniędzy, ani tych twoich udziałów!
Chwyciła widelczyk i cisnęła nim o podłogę. Metaliczny dźwięk odbił się echem po pomieszczeniu.
– Nie chcę nawet tego tortu! – dodała z pogardą. – Zabierz go i zanieś swojej Hancer!
Jej oddech był przyspieszony, nierówny.
– Dałam ci to, czego zawsze chciałeś – powiedziała ciszej, ale z jeszcze większą goryczą. – To, na co twoja matka czekała latami.
Położyła dłoń na brzuchu.
– Wychowam twojego syna dokładnie tak, jak twoja matka wychowała ciebie.
Na twarzy Cihana pojawiło się napięcie. Szczęka mu stwardniała, a spojrzenie pociemniało. Obiecał sobie, że się nie uniesie. Że zachowa spokój. Ale to było ponad jego siły.
– Przestań – powiedział ostrzej. – Naprawdę zaczynasz przesadzać.
– Przesadzam? – Beyza roześmiała się gorzko. – Opowiem naszemu synowi, jakim człowiekiem jest jego ojciec.
Spojrzała mu prosto w oczy.
– Powiem mu, że nas zostawił. Dla innej kobiety. Że porzucił własne dziecko.
Zrobiła krok w jego stronę.
– Każdego dnia będę mu o tym przypominać. Każdego dnia.
Cihan wstał gwałtownie.
– Beyzo, chcesz doprowadzić mnie do szaleństwa?!
– Znienawidzi cię – odpowiedziała bez wahania. – Tak jak ty znienawidziłeś swojego ojca.
Te słowa uderzyły w niego jak cios.
– Będziesz za nim tęsknił. Każdego dnia. I zapłacisz za to, co robisz.
– Nie jestem taki jak mój ojciec! – wybuchł, nie kryjąc już emocji. – To ja sprzątałem po nim całe życie! To ja chroniłem tę rodzinę!
Jego głos drżał od napięcia.
– I nadal będę to robił.
Beyza pokręciła głową z pogardą.
– Oszukujesz sam siebie. – Jej ton był zimny jak lód. – Jabłko nie spada daleko od jabłoni.
Zawiesiła na nim spojrzenie.
– Nieważne, jak bardzo chcesz się od tego odciąć, jesteś dokładnie taki sam jak on.
Zrobiła krótką pauzę.
– A Hancer? – jej usta wykrzywił gorzki uśmiech. – Ona będzie twoją zgubą. Znalazłeś sobie tanią kobietę… dokładnie tak jak twój ojciec.
– Beyzo! – Cihan wskazał na nią palcem, tracąc resztki panowania nad sobą. – Uważaj na słowa!
Jego głos był ostry, niemal groźny.
– Hancer jest najczystszą i najbardziej niewinną osobą w moim życiu. Nie waż się mówić o niej w ten sposób.
Beyza uniosła podbródek wyzywająco.
– A co, jeśli będę? – rzuciła. – Hancer, Hancer, Hancer!
Rozłożyła ręce w geście prowokacji.
– Będziesz tak samo bezradny, patrząc na swojego syna, jak teraz jesteś bezradny wobec mnie.
Zapadła ciężka cisza. Cihan patrzył na nią przez dłuższą chwilę, jakby coś w nim właśnie się zamykało.
– To twoje ostatnie słowo? – zapytał w końcu chłodno.
– Tak. – Jej odpowiedź była natychmiastowa. – Ostatnie.
Cihan skinął lekko głową.
– W porządku.
Odwrócił się powoli, bez pośpiechu.
– W takim razie zostań tutaj – rzucił przez ramię. – I nie licz na powrót.
Nie spojrzał już na nią ani razu. Po chwili drzwi zamknęły się za nim z cichym, ale ostatecznym trzaskiem.
***
Hancer wróciła do rezydencji późnym wieczorem. W korytarzach panowała cisza, przerywana jedynie cichym stukotem jej obcasów. Gdy otworzyła drzwi sypialni, na moment zamarła.
Cihan siedział na łóżku.
Wyprostowany, nieruchomy, jakby czekał.
Gdy tylko ją zobaczył, powoli wstał.
– Gdzie byłaś? – zapytał chłodno, mierząc ją spojrzeniem z góry. W jego tonie nie było troski, a raczej kontrola. – Skąd wracasz o tej porze?
Hancer zamknęła za sobą drzwi i przez chwilę tylko na niego patrzyła.
– Byłam u mojego brata – odpowiedziała spokojnie.
Zrobiła krok w jego stronę, nie spuszczając z niego wzroku.
– A ty?
Na ułamek sekundy coś przemknęło przez jego twarz — cień irytacji.
– Co to za pytanie? – rzucił ostro. – Miałem pracę.
– Jaką pracę?
– To nie twoja sprawa.
Podszedł bliżej, skracając dystans.
– Wyszłaś dziś sama. Od jutra będziesz jeździć z kierowcą, gdziekolwiek chcesz. Nie chcę się o ciebie martwić.
Hancer minęła go bez słowa. Jej ramię lekko otarło się o jego dłoń. Podeszła do łóżka i zrzuciła torebkę na pościel.
– I tak cię to nie obchodzi – powiedziała cicho, ale wyraźnie. – Gdybyś naprawdę się martwił, nie zachowywałbyś się w ten sposób.
Cihan odwrócił się gwałtownie. W dwóch krokach znalazł się przy niej i chwycił ją za ramiona, przyciągając do siebie.
– Nie denerwuj mnie – ostrzegł nisko, patrząc jej prosto w oczy.
Ale Hancer nie odwróciła wzroku.
– A co zrobisz, jeśli będę? – zapytała spokojnie, choć w jej głosie zadrżała prowokacja. – Pójdziesz do innej?
Na twarzy Cihana pojawiło się napięcie. Jego palce zacisnęły się mocniej na jej ramionach.
– Co zrobisz? – naciskała, ani na moment nie ustępując. – Odpowiedz mi. Pójdziesz do innej?
– Czy naprawdę uważasz mnie za takiego człowieka? – wybuchł. – Tak mnie widzisz? Jak możesz w ogóle coś takiego mówić?
Hancer wyrwała się z jego uścisku.
– To po co są te wszystkie ściany między nami? – zapytała, unosząc głos. – Jeśli się mylę, jeśli niesprawiedliwie cię oskarżam… to mi to udowodnij.
Zrobiła krok w jego stronę.
– Pokaż mi, że to nieprawda.
Cihan milczał.
I to milczenie było głośniejsze niż jakiekolwiek słowa.
Hancer zaśmiała się gorzko.
– Widzisz? – wyszeptała. – Nie potrafisz.
Jej oczy zaszkliły się od łez, ale nie pozwoliła im opaść.
– Zbudowałeś między nami takie mury, że nawet sam nie jesteś w stanie ich przebić.
Sięgnęła po poduszkę i cisnęła nią w jego pierś. Uderzenie było lekkie. Symboliczne. Ale znaczenie — nie.
Cihan nie odpowiedział. Stał przez chwilę nieruchomo, patrząc na nią w milczeniu. Potem odwrócił się i bez słowa wyszedł z pokoju.
Drzwi zamknęły się za nim cicho.
Zbyt cicho, jak na to, co właśnie się między nimi wydarzyło.

***
Następnego dnia gabinet Cihana tonął w jasnym, chłodnym świetle poranka. Przestronne wnętrze, eleganckie i uporządkowane, sprawiało wrażenie miejsca, w którym wszystko powinno być pod kontrolą — a jednak napięcie wisiało w powietrzu, niemal namacalne.
Engin siedział wygodnie w fotelu, oparty lekko do tyłu, z rękami splecionymi na kolanie. Naprzeciwko niego Yasemin trzymała prostą postawę, jej twarz była skupiona, ale w oczach czaiło się zaniepokojenie.
– Czy Cihan powiedział już Hancer o dziecku? – zapytała w końcu, łamiąc ciszę.
Engin pokręcił głową.
– Jeszcze nie. Najpierw próbuje porozumieć się z Beyzą.
Yasemin uniosła brwi, wyraźnie zaskoczona.
– Naprawdę myśli, że to się uda? – zapytała szczerze.
– Też w to wątpię – przyznał Engin ciężko. – Ale próbuje. Jego wujek naciska, żeby rozwiódł się z Hancer i ponownie ożenił z Beyzą.
Zawahał się na moment.
– Cihan jest pod ogromną presją. I coraz bardziej się w tym wszystkim gubi.
Yasemin westchnęła cicho.
– Sytuacja robi się coraz bardziej skomplikowana – powiedziała, kręcąc lekko głową. – Nie wiem, jak on zamierza z tego wybrnąć.
W tym momencie drzwi gabinetu otworzyły się i do środka wszedł Cihan.
Był spięty. Jego twarz pozostawała opanowana, ale napięcie w ramionach zdradzało więcej niż słowa.
– Dzień dobry – rzucił krótko.
Zajął miejsce za biurkiem, jakby dopiero tam odzyskiwał kontrolę nad sytuacją. Spojrzał na Yasemin.
– Wybacz, że poprosiłem cię o przyjście tak wcześnie. Musimy porozmawiać o czymś ważnym.
– Engin wspomniał mi już ogólnie o sytuacji – odpowiedziała spokojnie. – Jeśli mogę pomóc, oczywiście to zrobię.
Cihan skinął głową.
– Powiedz mi… na czym dokładnie polega test na ojcostwo?
Yasemin zmarszczyła brwi, zaskoczona bezpośredniością pytania.
– Mogę ci wyjaśnić – odparła powoli. – Ale… dlaczego to cię interesuje?
Cihan oparł dłonie na biurku.
– To oczywiste, że Beyza będzie sprawiała problemy. Muszę być przygotowany na każdą ewentualność. Potrzebuję dowodu, że to moje dziecko.
Zawiesił głos.
– I że mam do niego pełne prawa.
Yasemin przyglądała mu się uważnie.
– W razie konieczności badanie DNA można wykonać już od dwunastego tygodnia ciąży – powiedziała w końcu. – Ale…
– Beyza jest właśnie w trzecim miesiącu – przerwał jej Cihan. – Czyli możemy to zrobić.
– Chyba mnie nie słuchasz – weszła mu w słowo, lekko pochylając się w jego stronę. – To badanie wykonuje się tylko w wyjątkowych przypadkach. Jest obarczone ryzykiem.
Zatrzymała na nim spojrzenie.
– Cihanie… powiedz szczerze. Wątpisz w Beyzę?
– Oczywiście, że nie – odpowiedział natychmiast.
Zbyt szybko.
– Byliśmy małżeństwem, kiedy zaszła w ciążę. To moje dziecko.
Ale jego głos nie był już tak pewny jak słowa.
Engin zmarszczył brwi.
– W takim razie skąd ten pośpiech?
Cihan odchylił się na fotelu, zaciskając szczękę.
– Bo Beyza próbuje mnie wyeliminować jako ojca – powiedział w końcu. – Chce mieć nade mną kontrolę. A ja nie zamierzam na to pozwolić.
Jego głos stwardniał.
– Chcę widzieć, jak mój syn dorasta. Chcę brać udział w jego życiu. Dać mu swoje nazwisko.
Spojrzał na nich obydwoje.
– Jeśli będę miał dowód, nikt – ani Beyza, ani mój wujek – nie będzie mógł mną manipulować.
Na moment w jego oczach pojawił się gniew.
– Jestem Cihan Develioglu. Jeśli będę musiał walczyć o swoje dziecko, zrobię to do końca.
Zapadła cisza.
– I masz do tego pełne prawo – odezwał się spokojnie Engin. – Ale pozwól, że jako twój prawnik zajmę się zabezpieczeniem tego od strony formalnej. Być może nie będzie potrzeby wykonywania testu.
– Engin ma rację – dodała Yasemin. – Sytuacja i tak jest napięta. Taki krok tylko ją zaostrzy. A Beyza… nie powinna przechodzić przez dodatkowy stres w tym stanie.
Cihan przez chwilę milczał. Potem potarł dłonią brodę, jakby próbował uporządkować myśli.
– Dobrze – powiedział w końcu. – Zostawiam to tobie, Enginie.
Podniósł na niego wzrok.
– Ale jeśli Beyza zacznie grać po swojemu, zażądam testu DNA. I jeśli będzie trzeba, spotkamy się w sądzie.
Jego ton nie pozostawiał miejsca na sprzeciw.
– Przekaż jej to.
– Zajmę się tym – odpowiedział Engin spokojnie.
Cihan skinął głową, ale napięcie nie zniknęło z jego twarzy.
Wręcz przeciwnie — pogłębiło się.
– Najbardziej obawiam się czegoś innego – powiedział ciszej.
Jego spojrzenie na moment uciekło gdzieś w bok.
– Hancer.
W gabinecie znów zapadła cisza.
– Ona nic nie wie o Beyzie – dodał. – A jeśli dowie się teraz, w środku tego chaosu…
Zacisnął dłonie.
– Straci do mnie zaufanie.
Jego głos przycichł jeszcze bardziej.
– A stracę ją na zawsze.
***
Hancer weszła do gabinetu niemal bezszelestnie, jakby bała się, że sam dźwięk jej kroków zdradzi jej obecność. Pomieszczenie było uporządkowane, chłodne, pełne ciężaru decyzji i tajemnic — dokładnie takie jak jego właściciel.
Zatrzymała się przy biurku i przez chwilę tylko patrzyła — jakby próbowała wyczuć coś, czego nie da się zobaczyć. Potem sięgnęła po pierwsze leżące dokumenty. Kartka po kartce, teczka po teczce.
Umowy. Raporty. Liczby.
Wszystko chłodne, logiczne, bez śladu emocji.
– Nic… – szepnęła pod nosem, odkładając kolejne papiery. – Zupełnie nic…
Jej serce zaczynało bić szybciej — nie z ulgi, lecz z rosnącej frustracji.
Już miała się odwrócić i wyjść, gdy jej wzrok zatrzymał się na marynarce niedbale przerzuconej przez oparcie fotela.
Wahała się tylko przez ułamek sekundy.
Podeszła.
Delikatnie zdjęła ją z oparcia i przyciągnęła bliżej. Przez moment tylko patrzyła na materiał, jakby sam w sobie miał zdradzić prawdę. Potem uniosła kołnierz i zamknęła oczy, wciągając głęboko powietrze.
Cisza.
Żadnego obcego zapachu.
Żadnych perfum.
Jej brwi lekko się zmarszczyły.
– Więc to nie tak…? – przemknęło jej przez myśl.
Chciała już odwiesić marynarkę, gdy nagle coś przykuło jej uwagę.
Z wewnętrznej kieszeni wystawał biały róg zdjęcia.
Zamarła.
Powoli wsunęła palce do środka i wyciągnęła fotografię.
I wtedy świat na moment przestał istnieć.
Na zdjęciu widniał wyraźny zarys maleńkiego ciała.
USG.
Dziecko.
Jej palce zadrżały.
– To… – wyszeptała, ale głos uwiązł jej w gardle.
Przez chwilę tylko patrzyła, jakby nie rozumiała tego, co widzi. Jakby jej umysł odmawiał przyjęcia tej informacji.
Potem gwałtownie nabrała powietrza.
– Czy to ma związek z tym mieszkaniem…? – zapytała siebie cicho, niemal bezgłośnie.
Przed oczami znów stanął jej obraz: Cihan wchodzący do środka. Drzwi. Kobieca sylwetka.
Serce ścisnęło się boleśnie.
Potrząsnęła głową, jakby chciała odgonić myśli.
– Nie… – powiedziała stanowczo, choć jej głos drżał. – Nie mogę tak żyć. Nie z takimi domysłami.
Spojrzała jeszcze raz na zdjęcie. Tym razem dłużej i uważniej. Jakby próbowała z niego wyczytać odpowiedzi.
Potem powoli wsunęła je z powrotem do kieszeni marynarki, wygładzając materiał dłonią.
Jej twarz się zmieniła. Z bólu… w determinację.
– Dowiem się prawdy, Cihanie – wyszeptała. – Niezależnie od tego, jak bardzo będziesz próbował ją przede mną ukryć.
Odłożyła marynarkę na miejsce, odwróciła się i ruszyła do wyjścia.
Tym razem jej kroki były pewne. I nie było już w nich wahania.


***
Akcja wraca do firmy.
W gabinecie znów zapadła ciężka, napięta cisza. Światło wpadające przez wysokie okna rozlewało się po biurku, oświetlając stosy dokumentów — świadków spraw, które można było rozwiązać liczbami. Ale nie tej.
Cihan siedział przy biurku, opierając dłonie o jego blat. Jego sylwetka była napięta, jakby każde kolejne słowo miało zadecydować o wszystkim.
– Musimy jak najszybciej zakończyć tę niepewność – powiedział stanowczo. – Inaczej nie będę w stanie powiedzieć Hancer prawdy.
Yasemin spojrzała na niego uważnie, z cieniem współczucia.
– Ona nie jest niczemu winna – odparła cicho. – A mimo to… jeśli się dowie, to właśnie ona zapłaci najwyższą cenę.
Te słowa zawisły w powietrzu. Cihan przymknął na moment oczy, jakby próbował je od siebie odepchnąć.
– Dlatego wszystko załatwimy po cichu – dodał twardziej. – Dość już mamy problemów. Nie chcę kolejnych komplikacji.
Engin westchnął ciężko, przeczesując dłonią włosy.
– W porządku – powiedział w końcu. – Zajmę się tym.
Sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki, wyciągnął telefon i spojrzał na nich oboje.
– Włączę głośnik. Lepiej, żebyście wszystko usłyszeli.
Wybrał numer i odłożył urządzenie na biurko.
Sygnał.
Jeden.
Drugi.
Trzeci.
W końcu połączenie zostało odebrane. Z głośnika rozległ się głos Beyzy — chłodny, napięty, pełen niewypowiedzianej złości.
– Enginie, jeśli dzwonisz, żeby powtórzyć ofertę Cihana, daruj sobie. Powiedz swojemu szefowi, że moje dziecko nie jest na sprzedaż. Nie kupi mnie żadnym majątkiem. Już mu to powiedziałam.
Cihan drgnął, jakby chciał coś powiedzieć, ale Engin natychmiast uniósł dłoń, uciszając go.
– Beyzo, proszę, wysłuchaj mnie – powiedział spokojnie.
– Nie. To ty mnie posłuchaj! – przerwała ostro. – Jeśli Cihan chce zobaczyć swoje dziecko, niech patrzy na zdjęcie USG. Bo tylko tam je zobaczy!
W gabinecie zapadła lodowata cisza. Yasemin wstrzymała oddech. Cihan zacisnął szczękę tak mocno, że aż zarysowały się mięśnie na jego twarzy.
– Beyzo, źle mnie zrozumiałaś – kontynuował Engin, nie tracąc opanowania. – Nie dzwonię, żeby składać ci ofertę. Dzwonię, żeby uprzedzić cię, co się stanie, jeśli dalej będziesz działać w ten sposób.
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
– Co to znaczy? – Jej głos, choć wciąż ostry, zadrżał nieznacznie. – Co niby ma się stać?
– Jeśli odmówisz współpracy, mój klient podejmie odpowiednie kroki prawne, aby zabezpieczyć swoje prawa jako ojciec.
– Co masz na myśli?
– Jeśli nadal będziesz mu grozić odebraniem praw do dziecka, złoży pozew o ustalenie ojcostwa.
– CO?! – wybuchła Beyza. – Cihan jest ojcem mojego dziecka!
– Mówimy o badaniu DNA wykonywanym jeszcze w trakcie ciąży – wyjaśnił spokojnie Engin. – Zostanie ono wykorzystane w sądzie jako dowód. Cihan chce chronić swoje dziecko. I swoje prawa.
– Co za absurd! – prychnęła. – Czy ja czegokolwiek mu zabraniam? Jeśli chce być ojcem, droga jest prosta. Niech się ze mną ożeni. Niech będzie z nami. Na zawsze. Ale on tego nie chce!
– Mój klient jest już żonaty, Beyzo – odparł Engin chłodno. – I nie zamierza się rozwodzić. Ale też nie zrezygnuje z syna.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Tym razem cięższa.
– Więc to jego sposób? – odezwała się w końcu, ciszej, ale z wyczuwalną goryczą. – Tak chce być ojcem? Spójrz, co ze mną robi, kiedy noszę w sobie jego dziecko. Chce mnie jeszcze bardziej upokorzyć.
– Beyzo… – Engin złagodził ton. – To do niczego nie prowadzi. Jeśli nie chcesz, żeby sprawa trafiła do sądu, porozmawiaj z ojcem. Przemyśl wszystko na spokojnie.
Zrobił krótką pauzę.
– I skontaktuj się z nami, zanim będzie za późno. To wszystko, co mamy ci na ten moment do powiedzenia. Miłego dnia.
Nie czekając na odpowiedź, rozłączył się.
***
Akcja przenosi się do mieszkania Nusreta.
Beyza stoi nieruchomo na środku salonu, wciąż ściskając telefon w dłoni. Jej palce drżą, a spojrzenie jest puste, jakby nie do końca docierało do niej to, co właśnie usłyszała. Przez chwilę tylko ciężko oddycha, próbując opanować narastającą panikę.
– Co się stało? – odzywa się Yonca, podnosząc się lekko z kanapy. – Co on ci powiedział?
Beyza powoli odsuwa telefon od twarzy, jakby parzył ją w dłonie. Podchodzi do kanapy i niemal bezwładnie opada obok Yoncy.
– Niech to szlag… – wyrzuca z siebie przez zaciśnięte zęby. – Cihan chce zrobić test DNA.
Yonca zamiera.
– Co?! – jej oczy rozszerzają się w szoku.
Beyza przeczesuje włosy nerwowym ruchem, a potem opiera łokcie na kolanach.
– Nie rozumiem, jak to wszystko tak się potoczyło… – mówi, głosem pełnym frustracji. – Strzeliłam do niego pierwsza, a teraz to wszystko wraca do mnie jak bumerang. Myślałam, że padnie przede mną na kolana, że wrócę do rezydencji jako zwyciężczyni. A tymczasem… wszystko się sypie.
Yonca przygląda jej się uważnie, już bez cienia złudzeń.
– Widzisz? – mówi chłodno. – Gra się skończyła. Jeśli Cihan zdecydował się na test, to go zrobi. A wtedy prawda wyjdzie na jaw.
Na moment zapada cisza. Beyza powoli kręci głową, a w jej oczach pojawia się upór.
– Nie – szepcze. – Nie dojdzie do tego. Nie pozwolę na to.
Podnosi wzrok, w którym zaczyna tlić się determinacja.
– Zrobię wszystko, żeby temu zapobiec.
Yonca wzdycha ciężko, krzyżując ręce.
– Dobrze, ale jak? – pyta rzeczowo. – Twój ojciec cię ostrzegał. Cihan nie jest głupi. W dwa dni przejrzał twoją grę i już się zabezpiecza.
– Nie obchodzi mnie to! – wybucha Beyza, zaciskając pięści. – Ta ciąża… nawet jeśli jest tylko grą… to moja ostatnia karta. Jeśli ją stracę, stracę wszystko.
Pochyla się lekko do przodu, jakby próbowała uchwycić plan, który dopiero się rodzi.
– Muszę dostać się do rezydencji. Zanim Cihan odkryje prawdę. Inaczej nie mam żadnych szans.
Yonca patrzy na nią poważnie.
– Nie wiem, jak chcesz to zrobić – mówi spokojniej. – Ale musisz się tam dostać. Nie chodzi już tylko o ciebie…
Zawiesza głos na moment.
– …ale także o przyszłość mojego syna.
Te słowa wybrzmiewają ciężko.
Beyza milknie. Powoli unosi dłoń do twarzy i zaciska palce na brodzie, wbijając spojrzenie w jeden punkt.
W jej głowie zaczyna się układać plan.
Niebezpieczny.
Ryzykowny.
Ale jedyny.
Za wszelką cenę.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 59.Bölüm i Gelin 60.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.






