„Dziedzictwo” Odc. 940 – streszczenie
Cansel odbiera telefon. Na wyświetlaczu pojawia się pseudonim, który wciąż przyprawia ją o dreszcze: Trucizna.
– Masz już plan? Jak zamierzasz mi ich przekazać? – Głos gangstera jest zimny i niecierpliwy.
– Pracuję nad tym… – odpowiada niepewnie, głosem ledwo słyszalnym.
– Jesteś głupia. Naprawdę głupia. Chyba muszę cię nieco zmotywować – przerywa jej bezlitośnie. – Wyobraź sobie, że twoja rodzina dowiaduje się o wszystkim. Twój brat Semih trafia za kratki, ciebie wyrzucają na ulicę, a mąż… cóż, zostanie mu tylko papierek rozwodowy. I racja – kto by chciał taką zdradziecką żonę? Zostaniesz bez niczego. Bez domu. Bez pieniędzy. Bez przyszłości. No i pamiętaj o mnie… bo kiedy stracę cierpliwość, nie obejdzie się bez bólu. I ty, i twoje dziecko – polecicie na bruk jak śmieci.
– Wystarczy! – krzyczy Cansel, a jej głos drży. – Znajdę sposób… Sprowadzę twojego człowieka do dzielnicy.
– No proszę – szydzi Trucizna. – Wystarczyło trochę postraszyć, i od razu jesteś bardziej skłonna do współpracy. Ale nie myśl, że masz czas. Masz czas do północy. Po tym mam już własne plany… bardzo krwawe.
– Powiedziałam, że to zrobię! – Cansel zaciska zęby, choć łzy napływają jej do oczu.
Rozłącza się i osuwa na krzesło, ciężko oddychając. Złożyła obietnicę, ale nie ma pojęcia, jak ją spełnić. Jak ma wydać Nanę i Yusufa, skoro Poyraz i jego ludzie obserwują każdy ich ruch?
***
Sibel z uśmiechem niesie do warsztatu talerz z daniem, które przygotowała specjalnie dla Poyraza. Jednak gdy zbliża się do drzwi, słyszy jego głos. Zatrzymuje się. W środku rozmawia z Mertem.
– Miłość boli, Merdo – mówi cicho Poyraz. – Nawet jeśli przed nią uciekniesz, i tak cię dogoni. Ściska serce w najmniej spodziewanym momencie. Nie da się jej zaplanować, przeliczyć… Miłość łamie logikę. A najgorsze jest to, że czasami, mimo nadziei, ona nawet nie patrzy w twoją stronę…
Sibel nieruchomieje. Talerz w jej dłoniach lekko drży.
– Zakochał się… – szepcze ze ściśniętym gardłem. – Poyraz się zakochał…
Ale nie w niej.
***
Cennet siedzi spokojnie na kanapie, skupiona na szydełkowaniu. Jej palce z wprawą przesuwają się po włóczce, tworząc kolejne oczka. Nagle ciszę przerywa dzwonek do drzwi. Kobieta odkłada robótkę, wstaje i kieruje się w stronę wejścia.
Otwiera drzwi – i zamiera.
– Sibel? – mówi zaskoczona. – Jak ty wyglądasz, córko… Płakałaś?
– Wyjaśnię ci wszystko, ciociu. Tylko… pozwól mi wejść – odpowiada cicho dziewczyna, unikając jej spojrzenia.
Wchodzi do środka i ostrożnie odkłada trzymane naczynie z jedzeniem. Bez słowa rusza za gospodynią do salonu.
– Powiedz mi, co się stało? – dopytuje zaniepokojona Cennet, siadając naprzeciwko niej.
Sibel spuszcza wzrok. Na moment zapada cisza, jakby szukała odwagi, by mówić.
– Czuję się… strasznie – zaczyna w końcu, głosem na granicy załamania. – Może nie powinnam była tu przychodzić, ale… chciałam, żebyś wiedziała. Między mną a Poyrazem… nic z tego nie będzie.
– Skąd te słowa, dziecko? Czy ta szalona dziewczyna… Nana… zrobiła ci coś? – Cennet marszczy brwi.
– Nie ona mnie zraniła. To Poyraz – mówi Sibel z bólem. – Słyszałam, jak rozmawia z Mertem. Zakochał się. To uczucie wydaje się nieodwzajemnione… i oczywiście nie chodzi o mnie. Jest tylko jedna osoba, o której może mówić. Nana.
– Nie, nie… – odpowiada od razu Cennet, choć w jej głosie wyczuwa się niepewność. – Źle to zrozumiałaś. Poyraz nie ma z tą dziewczyną nic wspólnego.
– Też bardzo chcę w to wierzyć – Sibel ściska dłonie. – Ale znalazłam wiadomość w jego podręczniku do matematyki. Nie wiem, czy to wyznanie miłości… ale brzmi jak coś bardzo osobistego.
– Zaraz to sprawdzimy – mówi zdecydowanie Cennet. – Chodź ze mną.
Obie wchodzą do pokoju Poyraza. Cennet sięga na półkę, wyciąga gruby podręcznik do matematyki i zaczyna go kartkować. W końcu natrafia na złożoną kartkę. Wręcza ją Sibel.
Dziewczyna drżącymi palcami rozwija wiadomość. Czyta na głos, ledwie powstrzymując łzy:
Równanie i procedura są poprawne,
lecz wynik okazuje się błędny.
To moja najgorsza życiowa kalkulacja.
Bo matematyka nie działa na serce.
– Potrzebujesz jeszcze jakichś dowodów, ciociu Cennet? – mówi przez łzy. – On ją kocha. To wszystko, co dla niej zrobił… Kogo innego mógłby obdarzyć takim uczuciem, jeśli nie ją?
Twarz Cennet twardnieje. Przez chwilę milczy, jakby analizowała każde słowo.
– Dopóki ja oddycham, ta dwójka się nie połączy – mówi w końcu z chłodną stanowczością. – Nie pozwolę na to.
Podchodzi do Sibel i delikatnie ściera jej łzy.
– Czekaj na mój telefon. Dowiem się, co się dzieje… i wtedy ci powiem.
***
Derya przemierza korytarz komisariatu szybkim, nerwowym krokiem. Światło jarzeniówek migocze lekko nad jej głową, rzucając zimne, blade refleksy na ściany. Nagle zatrzymuje się w pół kroku. Ze ślepego zakrętu dobiegają ją znajome głosy.
– Czy dobrze usłyszałem? – mówi Volkan z niedowierzaniem. – Ayse twierdzi, że Derya… zabiła Leylę i zajęła jej miejsce?
– Tak – potwierdza Ferit, nieco ciszej. – Według niej, ta, która chodzi teraz po komisariacie, to nie prokuratorka Leyla, tylko jej siostra. Mówię ci to tylko dlatego, że ci ufam. Ale proszę – ani słowa więcej. Jeśli ktoś inny się o tym dowie, Ayse stanie się pośmiewiskiem.
Za rogiem, skryta w cieniu, Derya czuje, jak ogarnia ją panika. Jej dłoń zaczyna drżeć, po czym instynktownie pociera ją drugą ręką – to ten sam nerwowy tik, który od miesięcy opisywali lekarze w kartotekach kliniki psychiatrycznej, do której odesłała ją siostra.
– Ayse to dobra policjantka, ale ta historia… – mówi z wahaniem Volkan. – Nawet jak na nią, to brzmi jak czysta fantazja. Spokojnie, Fericie. Zatrzymam to dla siebie.
Mężczyźni odchodzą. Ich kroki znikają w oddali.
Derya wychodzi z cienia. Jej twarz jest blada, zaciśnięta, a w oczach tli się strach i wściekłość. Oddycha ciężko, a jej głos ledwie wydobywa się z gardła:
– Przeklęta Ayse… Ona wie. Zrozumiała wszystko. Ferit jej teraz nie wierzy, ale prędzej czy później go przekona… Muszę działać. Muszę ją uciszyć… zanim ona uciszy mnie.
W jej umyśle rodzi się plan. Desperacki. Groźny. Ostateczny.
***
Jakiś czas później Derya skrada się do samochodu Ayse. W rękawiczkach, z chłodną precyzją, przecina wężyk od zbiorniczka z płynem hamulcowym. Kropelka cieczy spada na asfalt. Derya odchodzi bez słowa, nie oglądając się za siebie.
***
Ferit siedzi przy biurku i wpatruje się w zdjęcie przedstawiające siostry Kazancı. Coś nie daje mu spokoju. Zbliża fotografię do twarzy. Naszyjnik na szyi Leyli… Wygląda inaczej. Nienaturalnie.
– Może Ayse widzi rzeczy, których ja nie dostrzegłem… – szepcze do siebie, a potem sięga po telefon i wybiera numer do byłej żony. Ta odbiera niemal natychmiast.
– Ferit! Coś się dzieje z moim samochodem! – jej głos brzmi, jakby wpadła w panikę.
– Co się stało?
– Nie mogę się zatrzymać! Hamulce… hamulce nie działają! Zaraz się rozbiję!
– Ayse! Gdzie jesteś?! Ayse, mów do mnie!
Po drugiej stronie słychać tylko pisk opon, przyspieszone oddechy, a potem – nagły, przeraźliwy krzyk. Chwilę później głośny huk uderzenia.
Cisza.
Połączenie zostaje przerwane. Ferit zamarza z telefonem przy uchu. Krew odpływa mu z twarzy. Przez długą chwilę nie może się ruszyć.
– Ayse… – szepcze bezgłośnie. – Nie… tylko nie to…
***
Gdy tylko Nana przekracza próg domu, Cennet niemal rzuca się na nią z furią w oczach.
– Nie udawaj! Nie oszukasz mnie! Wiem wszystko! I lepiej nie próbuj niczego ukrywać!
Nana cofa się zaskoczona, nie rozumiejąc, o co chodzi.
– Ale co ja niby ukrywam? – pyta zdezorientowana. – Czy dziś wypada jakiś dzień atakowania Nany?
– Zadam ci tylko jedno pytanie – mówi Cennet z napięciem w głosie. – Ale chcę, żebyś odpowiedziała szczerze. Czy Poyraz… wyznał ci miłość?
Nana rozszerza oczy ze zdumienia. Serce zaczyna jej bić szybciej, ale próbuje zachować spokój.
– Miłość? Skąd w ogóle taki pomysł? O czym ty mówisz?
Cennet wyciąga z torebki złożoną kartkę i podaje ją dziewczynie.
– Zobacz sama. Mam dowód. On napisał to do ciebie. W podręczniku do matematyki, który zostawił w pokoju.
Nana bierze kartkę do ręki, czyta krótką, pełną emocji notatkę i uśmiecha się lekko, choć w jej oczach tli się cień bólu.
– Ach, to… Spokojnie. To nie było napisane do mnie.
– Nie? – Cennet marszczy brwi. – To do kogo w takim razie?
– Do Pelin. Dziewczyny, którą Poyraz kiedyś kochał. Z czasów studiów.
– Pelin? Ale przecież to przeszłość. Ten rozdział został zamknięty lata temu!
– Wiem. Sam mi o tym powiedział. Ale przyznam… kiedy pierwszy raz przeczytałam tę wiadomość, też źle ją zrozumiałam. Zrobiło mi się dziwnie. Poczułam coś… czego nie powinnam. Ale to naprawdę stara historia. Zdenerwowałaś się zupełnie niepotrzebnie.
Cennet wciąż patrzy na nią z niedowierzaniem.
– Jesteś absolutnie pewna? Poyraz sam ci powiedział, że to o Pelin?
– Tak. I był wściekły, kiedy zaczęłam o to wypytywać. Krzyczał, że to nie moja sprawa i że powinnam zająć się własnym życiem. Mam wrażenie, że on… że on po prostu zamknął się na miłość. Nie potrafi – albo nie chce – nikogo już do siebie dopuścić.
Cennet w końcu wypuszcza powietrze z płuc, jakby zrzucała z siebie ogromny ciężar. Opada na sofę, kładzie się i zamyka oczy.
– Dzięki Bogu… – szepcze. – Czyli nie ma między nimi nic…
Jej głos cichnie, ale na twarzy widać cień ulgi. Nana przez chwilę patrzy na nią w milczeniu, po czym spokojnie wychodzi z pokoju. Tylko ona wie, że serce nie zawsze słucha rozsądku.
***
Cansel wpatruje się w swoje odbicie w lustrze, a w jej oczach pojawia się błysk determinacji. W końcu wie, co musi zrobić. Z drżącymi palcami sięga po telefon i wybiera numer Trucizny. Po kilku sygnałach słyszy jego głos.
– Panie Trucizno… mam plan – oznajmia, starając się brzmieć pewnie. – Ale dziś jeszcze nie dam rady go zrealizować. Potrzebuję jednego dnia więcej. Proszę, daj mi ten czas.
– Najpierw chcę usłyszeć, co wymyśliłaś – odpowiada chłodno gangster. – Dopiero wtedy zdecyduję, czy warto ci zaufać.
Cansel bierze głęboki oddech.
– Będę udawać, że zaczęłam rodzić. Wezwę karetkę. Nana i Yusuf nie zostawią mnie samej, pojadą ze mną. Ale w tej karetce będą twoi ludzie. Gdy tylko opuścimy dzielnicę, wyrzucą mnie przy drodze… A Nana i dziecko trafią do ciebie.
Po drugiej stronie zapada cisza. Przez chwilę Cansel myśli, że rozłączył się bez słowa. Ale po chwili słyszy jego zadowolony głos.
– Nie doceniłem cię, Cansel. Masz spryt. A ja lubię, gdy ktoś potrafi mnie zaskoczyć.
– Więc dasz mi ten jeden dzień?
– Dobrze. Ale pamiętaj – jutro wszystko musi się zakończyć. Nie będzie drugiej szansy.
– Obiecuję. Jutro ich dostaniesz. Raz na zawsze.
Rozłącza się, serce wali jej jak młot. Zawarła pakt z diabłem. Teraz musi zdecydować, czy naprawdę zrealizuje swój plan – czy znajdzie jeszcze inny sposób, by ocalić siebie… i ich wszystkich.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Emanet. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Emanet 674. Bölüm i Emanet 675. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.















