Złoty chłopak odc. 275: Ferit zatrzymuje Seyran! Abidin i Suna wprowadzają się do rezydencji!

Ferit przytula Seyran.

„Złoty chłopak” Odc. 275 – streszczenie

Drzwi rezydencji otwierają się szeroko i po chwili Esme oraz Kazim wyprowadzają Seyran na zewnątrz. Na dziedzińcu panuje chłodne, jesienne powietrze. Liście na drzewach poruszają się lekko na wietrze, a przy bramie stoi już ciemny van, przygotowany do drogi. Wszystko wygląda tak, jakby decyzja o wyjeździe została już dawno podjęta.

Seyran idzie między rodzicami w milczeniu. Jej twarz jest napięta, a wzrok wbity w ziemię.

Za nimi z rezydencji wychodzi Ferit. Jego krok jest szybki i zdecydowany.

– Nikt nigdzie nie pójdzie! – mówi stanowczo.

Kazim i Esme zatrzymują się. Seyran również przystaje.

Ferit podchodzi bliżej i wyciąga do niej rękę.

– Chodź, Seyran.

Przez chwilę nikt się nie porusza.

Dziewczyna podnosi wzrok. Ich spojrzenia spotykają się i na moment cały świat wokół nich jakby przestaje istnieć. W ciszy między nimi mieszają się strach, tęsknota i coś jeszcze – uczucie, którego żadne z nich nie potrafi już dłużej ukrywać.

Ferit robi krok bliżej.

– Seyran… nie patrz tak na mnie. Chodź.

Seyran spogląda najpierw na jego wyciągniętą dłoń.

Potem unosi wzrok… i zauważa Diyar, stojącą kilka metrów za nim. Dziewczyna obserwuje całą scenę w napięciu, z rękami skrzyżowanymi na piersi.

Seyran milknie.

Powoli kręci głową.

Odwraca się w stronę matki.

– Miałaś rację, mamo.

Te słowa brzmią cicho, ale stanowczo.

Seyran odwraca się i rusza w stronę vana.

Ferit stoi nieruchomo, jakby ktoś nagle odebrał mu oddech. W jego oczach pojawia się rozpacz.

Kilka kroków dalej Diyar patrzy na odchodzącą Seyran z cieniem triumfu na twarzy. Na jej ustach pojawia się niemal niewidoczny, zwycięski uśmiech.

Teraz już nikt nie odbierze jej Ferita. Nic nie stanie na przeszkodzie do ich ślubu.

Właśnie wtedy na dziedzińcu pojawia się Halis Aga. Idzie powoli, opierając się na lasce, ale jego obecność natychmiast zmienia atmosferę.

Podchodzi do wnuka.

– Czy spojrzałeś w lustro?

Ferit natychmiast chwyta go za ramię.

– Dziadku… zrób coś. Proszę.

Halis patrzy na niego uważnie.

– Czy spojrzałeś w lustro? – powtarza.

Ferit zaciska szczękę.

– Spojrzałem. – Jego głos łamie się. – Dziewczyna, którą w nim zobaczyłem… właśnie odchodzi z mojego życia. – Spogląda w stronę Seyran. – Błagam cię, dziadku. Zrób coś.

Te słowa wystarczają.

Halis nagle prostuje się i podnosi głos tak, że echo niesie się po całym dziedzińcu.

– Nikt nigdzie nie pójdzie!

Seyran, Esme i Kazim zatrzymują się tuż przy drzwiach vana.

– Seyran zostanie tutaj!

Na dziedzińcu zapada cisza.

Ferit nie czeka ani chwili. Rusza szybkim krokiem w stronę Seyran. Gdy staje przed nią, obejmuje ją mocno, jakby bał się, że jeśli ją puści, naprawdę zniknie.

Przez moment Seyran stoi nieruchomo.

Potem powoli podnosi ręce… i obejmuje go w pasie.

Jej dłonie zaciskają się na jego plecach.

Ferit przyciska ją do siebie jeszcze mocniej, chowając jej głowę przy swoim ramieniu.

Kilka kroków dalej Diyar patrzy na tę scenę w osłupieniu.

Jej twarz blednie.

Ten widok wbija się w jej serce jak ostrze.

Odwraca wzrok, nie mogąc dłużej na to patrzeć.

***

W następnej scenie panuje cisza.

Pokój Halisa spowija spokojne, przytłumione światło. Na ścianach wiszą stare obrazy, a ciężkie zasłony lekko poruszają się przy otwartym oknie. Halis Aga siedzi na sofie, oparty wygodnie o poduszki, ale w jego twarzy widać zmęczenie po wydarzeniach minionego dnia.

Do pokoju wchodzi Seyran. W dłoniach trzyma szklankę wody. Podchodzi powoli i podaje ją seniorowi.

Halis bierze naczynie, upija kilka łyków, po czym spogląda na dziewczynę z uznaniem.

— Dziękuję za wodę — mówi spokojnie. — I za to, co dzisiaj zrobiłaś, Seyran. Bardzo dobrze się spisałaś.

Seyran opuszcza wzrok.

— Zrobiłam tylko to, co mi powiedziałeś.

Między nimi zapada krótka cisza. Oboje wiedzą, że plan z przekazaniem rezydencji Sunie, przy jednoczesnym zachowaniu prawa do jej użytkowania, był pomysłem Halisa. Dzięki temu Korhanowie nie stracili prawa do mieszkania w tym domu, a Abidin nie mógł zrobić nic więcej.

Halis odkłada szklankę na stolik.

— Dobrze, że nie posłuchałaś Hatice i przyszłaś do mnie z tym wszystkim — mówi powoli.

Seyran lekko kiwa głową.

— I dobrze, że podsunąłeś mi pomysł z prawem do użytkowania rezydencji. Inaczej wszystko mogłoby się skończyć zupełnie inaczej.

Na chwilę milknie.

— Przepraszam raz jeszcze za moją siostrę i za Abidina.

Halis patrzy na nią uważnie, jakby próbował zajrzeć w głąb jej myśli.

— Powiedz mi coś, Seyran… — odzywa się w końcu. — Dlaczego mi ufasz?

Dziewczyna przez moment zastanawia się nad odpowiedzią.

— Ponieważ jest jedna rzecz ważniejsza niż wszystko inne — mówi cicho. — Rodzina.

Podnosi wzrok.

— Nieważne, ile błędów popełnili członkowie twojej rodziny, nigdy się ich nie wyrzekłeś. Nawet jeśli byłeś wściekły na swojego brata, wiem, że nigdy byś go nie skrzywdził.

Halis słucha jej w milczeniu.

— Ty też jesteś częścią tej rodziny — mówi w końcu.

Seyran uśmiecha się blado.

— Wiem. Ferit i ja się rozstaliśmy, ale oczywiście nadal jesteśmy rodziną.

Halis unosi brwi.

— Czy naprawdę rozstałaś się z Feritem?

Te słowa trafiają prosto w serce Seyran.

Dziewczyna spuszcza głowę. Przez chwilę nie jest w stanie nic powiedzieć. Przełyka ślinę.

— Nie mogę cię okłamywać — mówi w końcu cicho. — Dlatego proszę… nie pytaj mnie o to.

Na twarzy Halisa pojawia się spokojny, niemal ciepły uśmiech.

— Ta odpowiedź mi wystarczy.

Po chwili dodaje:

— Ferit jest zaręczony. Zdajesz sobie z tego sprawę?

— Wiem — odpowiada Seyran. — Ale znam też jego prawdziwe uczucia. Ty również je znasz… dlatego nie pozwoliłeś mi odejść.

Halis na moment zamyka oczy. W jego pamięci powracają słowa wnuka:

„Dziewczyna, którą zobaczyłem w lustrze, właśnie odchodzi z mojego życia.”

Senior otwiera oczy i ponownie patrzy na Seyran.

— Jak myślisz… dlaczego nadal jest z Diyar?

Seyran bierze głęboki oddech.

— Bo mi nie ufa.

Jej głos jest spokojny, ale w oczach widać ból.

— Bardzo go zraniłam. Zostawiłam go w połowie drogi.

Halis marszczy brwi.

— Zostawiłaś go?

— Myślałam, że umrę — mówi Seyran cicho. — Nie chciałam, żeby przeżywał taki ból. Chciałam go przed nim uchronić.

Na moment jej głos się łamie.

— Ale w ten sposób… zostawiłam go w jeszcze większym cierpieniu. — Spogląda w bok. — Diyar wyciągnęła do niego rękę. Pomogła mu, kiedy był na dnie. Dlatego czuje wobec niej wdzięczność. Ale ja wiem… że wciąż mnie kocha.

W pokoju zapada długa cisza.

Halis bierze głęboki oddech.

— Seyran… jeśli tu zostaniesz, ta dziewczyna będzie bardzo nieszczęśliwa.

W oczach Seyran pojawiają się łzy.

— Wiem.

Po chwili dodaje:

— Ale przynajmniej nie będzie skazana na małżeństwo oparte na kłamstwie. Jeśli zostanę tutaj, Ferit prędzej czy później zobaczy prawdę. Dlatego proszę, przekonaj moją mamę, żebyśmy nie wyjeżdżali.

Jej głos mięknie.

— Obiecuję, że nie będę zakłócać twojego spokoju. Pozwolę, żeby wszystko potoczyło się naturalnie.

Halis uśmiecha się lekko.

— Spokój… — powtarza zamyślony. — To właśnie to, czego ludzie w moim wieku pragną najbardziej.

Po chwili jednak jego spojrzenie staje się poważne.

— Ale nie można osiągnąć tego, o co prosisz, nie zakłócając spokoju. — Opiera dłonie na lasce. — Nie da się zbudować czegoś nowego, nie niszcząc starego.

Patrzy na nią uważnie.

— Więc nie bój się zakłócać spokoju, Seyran. Ten dom i ta rodzina są do tego przyzwyczajeni.

Seyran uśmiecha się lekko.

Ale w jej oczach widać, że doskonale rozumie jedno.

Odzyskanie Ferita nie będzie łatwe.

***

Choć na dziedzińcu Ferit i Seyran przytulili się do siebie, jakby przez chwilę zapomnieli o całym świecie, Diyar nie zamierzała się poddać. Jeszcze tego samego dnia w rezydencji pojawiają się dekoratorzy i styliści wnętrz. Na poddaszu trwa zamieszanie – przesuwane są meble, rozwijane próbki tkanin, ktoś mierzy ściany, ktoś inny przegląda katalogi.

To właśnie tu, na poddaszu, Diyar planuje zamieszkać po ślubie z Feritem. Stoi na środku pokoju z profesjonalnym stylistą i wskazuje kolejne elementy wystroju.

— Ta sofa zostaje, ale kolor obicia trzeba zmienić — mówi spokojnym, pewnym tonem. — Chcę czegoś jaśniejszego. Ten pokój musi wyglądać zupełnie inaczej.

Stylista kiwa głową, robiąc notatki.

Po chwili jego wzrok zatrzymuje się na dużym obrazie wiszącym nad sofą.

— Ten element chyba nie pasuje do nowej koncepcji — zauważa.

— Właśnie — odpowiada Diyar bez wahania. — Proszę go zdjąć.

Dekorator podchodzi do ściany i zaczyna ostrożnie podnosić ciężką drewnianą ramę.

W tej samej chwili drzwi do pokoju otwierają się gwałtownie.

— Zostaw ten obraz!

Głos Ferita rozbrzmiewa w pomieszczeniu tak nagle i ostro, że dekorator aż drży z zaskoczenia. Natychmiast puszcza ramę, która z lekkim stuknięciem opada z powrotem na ścianę.

W pokoju zapada cisza.

Diyar odwraca się powoli w stronę Ferita.

— Ferit… co się dzieje? — pyta zdziwiona. — Uspokój się trochę.

Ferit podchodzi kilka kroków bliżej. W jego oczach widać napięcie.

— To ty się uspokój! — odpowiada podniesionym głosem. — Dlaczego urządzasz ten pokój bez mojej wiedzy?

Diyar marszczy brwi.

— Czy mógłbyś trochę uważać na swój ton? — Krzyżuje ręce na piersi. — Oczywiście, że nie zrobię tego sama. Przecież wspólnie urządzimy nasz pokój.

Ferit patrzy na nią chłodno.

— To nie jest nasz pokój, Diyar.

Zapada ciężka cisza.

— To pokój Seyran.

Diyar nieruchomieje.

Ferit mówi dalej, spokojniej, ale w jego głosie wciąż słychać napięcie.

— Nie wiem, czy zauważyłaś, ale ona nadal tu jest. Nie wyjechała.

W tym momencie drzwi znów się otwierają. Seyran zatrzymuje się w progu.

Przez chwilę nikt się nie odzywa. Atmosfera w pokoju natychmiast gęstnieje. Diyar patrzy na nią uważnie, po czym powoli podchodzi bliżej.

— Skoro to twój pokój — mówi chłodno — to znaczy, że ja jestem tutaj zbędna.

Odwraca się, jakby chciała wyjść. Nagle Ferit chwyta ją za ramię, zatrzymując. Jednak w jego ruchu nie ma tej samej pewności, którą miał wtedy, gdy zatrzymywał Seyran.

— Diyar… poczekaj chwilę — mówi cicho. — Ja…

Diyar patrzy na niego z bólem i niedowierzaniem.

— Chwilę? — Jej głos drży. — W jednej chwili przytuliłeś ją na dziedzińcu, a w następnej chwili krzyczysz na mnie.

Ferit próbuje złagodzić sytuację.

— Dobrze, uspokój się. Porozmawiajmy.

Diyar potrząsa głową.

— Rozmawialiśmy pół godziny temu. — Patrzy mu prosto w oczy. — Obiecałeś mi, że nie będziesz mnie więcej ranił. — Robi krok w tył. — Dałam ci ostatnią szansę, Fericie. — Jej głos staje się chłodny. — Nie idź za mną więcej.

Diyar odwraca się i wychodzi z pokoju.

Ferit przez moment stoi nieruchomo. Widać, że się waha — jakby chciał za nią pójść.

Wtedy odzywa się Seyran.

— Myślę, że nie powinieneś wywierać na nią większej presji.

Ferit zatrzymuje się w pół kroku. Po chwili podchodzi do drzwi i zamyka je powoli.

W pokoju zostają tylko oni dwoje.

Ferit i Seyran.

***

Dzień w rezydencji upłynął w napiętej atmosferze, a wieczór wcale nie przyniósł oczekiwanego spokoju. Podczas kolacji przy długim, rodzinnym stole Esme otwarcie podważa autorytet Halisa. W obecności wszystkich daje do zrozumienia, że Seyran powinna jak najszybciej opuścić rezydencję i wyjechać razem z nią oraz Kazimem do Antep. Jej stanowcza postawa i brak respektu wobec decyzji gospodarza domu wyraźnie godzą w dumę seniora rodu. Halis przyjmuje te słowa jak osobiste wyzwanie, a napięcie przy stole natychmiast rośnie, zapowiadając kolejny konflikt wśród zebranych.

I właśnie wtedy — gdy wydaje się, że atmosfera nie może być już bardziej napięta — drzwi rezydencji otwierają się ponownie.

Do środka wchodzą Abidin i Suna.

Tym razem nie towarzyszą im policjanci.

Za to oboje ciągną za sobą walizki.

Ich pojawienie się sprawia, że wszyscy przy stole odwracają głowy.

Trzymając się za ręce, powoli podchodzą do stołu.

Halis mruży oczy.

— Co tutaj robicie?

Esme wstaje z krzesła.

— Suna… co się znowu dzieje, córko?

Suna wzrusza ramionami, jakby wszystko było najzupełniej normalne.

— Przyjechaliśmy, mamo.

Abidin uśmiecha się z zadowoleniem.

— Przyjechaliśmy do naszego domu.

Jego wzrok przesuwa się po stole.

— O, widzę, że nie przegapiliśmy kolacji.

Bez najmniejszego skrępowania sięga po oliwkę z jednego z talerzy i wrzuca ją do ust.

Ifakat prycha z oburzeniem.

— Jakim ty jesteś niewychowanym człowiekiem!

Abidin odwraca się w jej stronę z ironicznym uśmiechem.

Powoli pochyla się nad jej krzesłem.

— I kto mnie poucza o dobrym wychowaniu?

Jego głos jest chłodny i prowokujący.

— Już ja cię nauczę dobrych manier, Ifakat.

Przechyla głowę w stronę krzesła obok.

— Ale najpierw wstań stąd, żebym mógł usiąść obok mojej teściowej.

— Opamiętaj się, synu! — grzmi Halis.

Abidin rozkłada ręce, jakby był zdziwiony.

— Proszę… dlaczego psujesz nam naszą pierwszą kolację?

Te słowa działają na Ferita jak iskra rzucona w beczkę prochu.

— Co jest z tobą nie tak?! — wybucha.

Wstaje od stołu tak gwałtownie, że krzesło przewraca się z hukiem na podłogę.

Rusza w stronę Abidina, gotowy rzucić się na niego.

W tej samej chwili rozlega się stanowczy głos Halisa:

— Ferit!

Ferit zatrzymuje się w pół kroku. Oddycha ciężko, ale nie rusza się dalej.

Abidin uśmiecha się z satysfakcją.

— Posłuchaj swojego dziadka.

Po czym nonszalancko opiera łokcie na oparciach krzeseł Ifakat i Esme.

— Rodzina Korhanów nie jest zbyt sympatyczna — mówi spokojnie. — Więc od teraz, jeśli komuś coś się nie podoba… — Unosi rękę i wskazuje drzwi wyjściowe. — Drzwi są tam.

Jego głos staje się jeszcze bardziej bezczelny.

— Każdy może odejść w każdej chwili.

Te słowa są jak policzek. Halis gwałtownie podnosi się z miejsca.

— Kogo i z czyjego domu wyrzucasz?!

W tym samym momencie coś dziwnego dzieje się przy stole.

Hatice nagle blednie. Jej oczy zamykają się, a głowa bezwładnie opada na oparcie krzesła.

Kobieta traci przytomność, a przy stole wybucha chaos.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Yalı Çapkını. Inspiracją do jego stworzenia był film Yalı Çapkını 83.Bölüm dostępny na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tego odcinka, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy