Panna młoda odc. 138: Sztuczny brzuch w rękach Yasemin!

Yasemin trzyma w rękach protezę ciążowego brzucha. Obok stoi pokojówka Saniye.

„Panna młoda” Odc. 138 – streszczenie

Hancer siedziała w gabinecie Yasemin, wpatrzona w swoje dłonie, kiedy nagle jej telefon zawibrował. Drgnęła lekko i sięgnęła po niego niemal odruchowo.

Po chwili jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia.

— To wiadomość od Cihana… — powiedziała cicho.

Yasemin uniosła wzrok znad dokumentów.

— Co napisał?

Na twarzy Hancer pojawił się pierwszy od dwóch dni cień ulgi.

— Zaakceptował mój warunek. — Jej głos zadrżał. — Napisał, żebym przyjechała do domu letniskowego. Chce porozmawiać.

Przez chwilę patrzyła w ekran telefonu, jakby sama nie mogła uwierzyć w przeczytane słowa.

— Cieszę się, że w końcu mnie zrozumiał — wyszeptała. — Moje sumienie wreszcie będzie spokojne.

Wstała powoli z fotela i zawiesiła torebkę na ramieniu. W jej ruchach wciąż było zmęczenie, ale pojawiła się też dziwna determinacja — jakby właśnie podjęła ostateczną decyzję.

Yasemin również się podniosła i podeszła do niej bliżej.

Przez moment tylko na nią patrzyła — na kobietę, która próbowała poświęcić własne szczęście w imię czegoś, co mogło okazać się jednym wielkim kłamstwem.

— Hancer… — odezwała się łagodnie. — Kochacie się. A mimo to postanowiliście się rozstać. Naprawdę nie sądzę, żeby to był dobry pomysł.

Hancer uśmiechnęła się smutno.

— Nigdy w życiu nie byłam niczego bardziej pewna.

Jej oczy zaszkliły się lekko, ale szybko odwróciła wzrok.

— Pójdę już. Muszę się przygotować.

Zatrzymała się przy drzwiach.

— Do zobaczenia później, siostro Yasemin.

— Do zobaczenia… — odpowiedziała cicho lekarka.

Drzwi zamknęły się za Hancer. W gabinecie natychmiast zrobiło się dziwnie pusto. Yasemin ciężko opadła na krzesło i przetarła dłonią twarz.

— Gdybym tylko mogła szybciej zdemaskować Beyzę… — wyszeptała do siebie. — Udowodnić, co naprawdę zrobiła…

Spojrzała na schowane w teczce wyniki badań.

— Ale dopóki nie będę miała pewności, muszę milczeć.

W tym momencie telefon na jej biurku zaczął dzwonić. Yasemin odebrała niemal natychmiast.

— Tak, Enginie?

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.

— Siostro… wymyśliłem plan.

Lekarka zmarszczyła brwi.

— Plan? O czym ty mówisz?

— Nie mogę już patrzeć, jak Cihan i Hancer się rozpadają. Dlatego… wysłałem wiadomość do Hancer.

Yasemin wyprostowała się gwałtownie.

— Ach, Enginie! To ty? Ty wysłałeś tę wiadomość i skierowałeś ją do domu letniskowego?

— Wiem, że to brzmi szalenie — przyznał szybko. — Ale nie potrafię siedzieć bezczynnie.

Yasemin westchnęła ciężko.

— Nie masz prawa ingerować w ich relację. Oboje są kompletnie rozbici, sytuacja jest bardzo napięta. Myślę, że lepiej byłoby, gdyby przez jakiś czas się nie widywali.

— Właśnie przeciwnie — zaprotestował Engin z przekonaniem. — Oni muszą zostać sami. Pamiętasz, jacy byli w domu letniskowym? Widzieliśmy to wszyscy. Tę kolację… sposób, w jaki na siebie patrzyli…

Na moment jego głos złagodniał.

— Oni nadal się kochają, siostro. Kiedy zostaną sami, wszystko się ułoży. Czuję to.

Yasemin oparła łokieć o biurko i zamknęła oczy.

— Wątpię, żeby Hancer zmieniła zdanie. Nie wtedy, gdy chodzi o dziecko. Zostawiła mężczyznę, którego kocha, właśnie dla tego dziecka.

— Ale sama powiedziałaś, że oni się kochają — odparł Engin natychmiast. — Jeśli damy im szansę… jeśli choć raz będą mogli porozmawiać bez wszystkich wokół… wrócą do siebie. Wierzę w to całym sercem.

Yasemin milczała przez kilka sekund.

Wbrew rozsądkowi gdzieś głęboko w niej również tliła się nadzieja.

— Ach, Enginie… — mruknęła bezradnie. — Ty mnie kiedyś wykończysz.

Po drugiej stronie usłyszała jego cichy śmiech.

— Czyli mi pomożesz?

— Powiedz najpierw, czego ode mnie oczekujesz.

— Jedź do domu letniskowego przed nimi i przygotuj coś romantycznego. Ty najlepiej wiesz, jak stworzyć odpowiednią atmosferę.

Yasemin parsknęła cicho z niedowierzaniem.

— Naprawdę myślisz, że to zadziała?

Tym razem w jej głosie pojawiła się ledwo wyczuwalna nuta nadziei.

— Przynajmniej będziemy wiedzieli, że próbowaliśmy — odpowiedział spokojnie Engin. — Zobaczysz. Rano wszystko będzie inaczej. Oni się pogodzą.

***

Yasemin pojawiła się w domu letniskowym, niosąc kilka siatek wypełnionych zakupami. W jednej z nich znajdowały się świeże produkty na kolację, w drugiej butelka wina i drobne dodatki, które miały nadać temu miejscu odrobinę ciepła. W dłoni trzymała jeszcze bukiet czerwonych róż.

Dom był cichy i pusty, ale właśnie ta cisza budziła w niej dziwną nadzieję.

Podeszła do stołu i ostrożnie włożyła róże do wysokiego szklanego wazonu. Karmazynowe płatki od razu ożywiły wnętrze.

Yasemin cofnęła się o krok i przyjrzała efektowi z delikatnym uśmiechem.

— Na początku byłam zła na Engina… — mruknęła do siebie. — Ale chyba miał rację. Przynajmniej będziemy mogli powiedzieć, że zrobiliśmy, co było w naszej mocy.

Westchnęła cicho.

— Może kiedy zostaną sami… przypomną sobie, dlaczego tak bardzo się kochają.

Położyła siatki na kuchennym blacie i zaczęła wyciągać zakupy. Co chwilę zerkała wokół siebie, wyobrażając sobie Hancer i Cihana siedzących razem przy stole, rozmawiających spokojnie jak dawniej.

Nagle zatrzymała się.

— O nie… świeczki.

Przyłożyła dłoń do czoła.

— Zapomniałam kupić świece.

Rozejrzała się szybko po kuchni.

— Może zostały jakieś w szufladach.

Zaczęła kolejno je otwierać. W pierwszej znalazła sztućce, w drugiej serwetki i zapalniczkę. Dopiero w trzeciej zauważyła kilka grubych świec i uśmiechnęła się pod nosem.

Sięgnęła po świece, ale nagle jej wzrok zatrzymał się na czymś leżącym obok.

Zmarszczyła brwi.

Była to cielista, miękka gąbka o zaokrąglonym kształcie.

Przez chwilę patrzyła na nią bez ruchu.

Powoli wyciągnęła przedmiot z szuflady i odwróciła go w dłoniach. W jednej sekundzie z jej twarzy zniknął cały spokój.

— To niemożliwe… — wyszeptała.

W tym momencie do kuchni weszła pokojówka.

— Dzień dobry, siostro Yasemin — odezwała się uprzejmie Saniye. — Chciałam zapytać, czy potrzebujesz pomocy przy przygotowaniach.

Yasemin uniosła wzrok, wciąż ściskając przedmiot w dłoniach.

— Nie, Saniye… poradzę sobie.

Po chwili podniosła gąbkę wyżej.

— Ale powiedz mi… co to jest?

Saniye spojrzała na przedmiot z zakłopotaniem.

— Och… znalazłam to wcześniej podczas sprzątania spiżarni. Nie wiedziałam, do czego służy, więc odłożyłam do szuflady. Pomyślałam, że może komuś będzie potrzebne.

Yasemin poczuła, jak serce zaczyna bić jej coraz szybciej.

Jeszcze raz spojrzała na silikonową wkładkę imitującą ciążowy brzuch.

Nagle wszystkie podejrzenia zaczęły układać się w jedną całość.

Fałszywe wyniki badań.

Zniknięcie pielęgniarki.

Panika Beyzy.

I teraz to.

Yasemin zacisnęła mocniej palce na materiale.

— Nieważne, czym to jest… — powiedziała cicho, bardziej do siebie niż do pokojówki. — Ważne jest to, do kogo należy.

W jej oczach pojawił się chłodny błysk.

Po raz pierwszy miała wrażenie, że właśnie trzyma w rękach dowód, który może zniszczyć całe kłamstwo Beyzy.

***

Beyza stała przed dużą toaletką, wpatrując się w swoje odbicie z chłodnym skupieniem. W dłoniach obracała sztuczny ciążowy brzuch wykonany z miękkiego, cielistego materiału. Co chwilę przykładała go do talii, jakby oceniała, czy wygląda wystarczająco wiarygodnie.

Za jej plecami Gulsum poprawiała fałdy szerokiej koszuli, starając się ukryć nerwowość.

— Wchodzę już w siódmy miesiąc — odezwała się Beyza, unosząc lekko podbródek. — Powinnam wyglądać mniej więcej tak, prawda?

Przyłożyła protezę pod materiał bluzki i odwróciła się bokiem do lustra.

Gulsum przyjrzała się jej ostrożnie.

— Myślę, że tak, pani Beyzo. Starsze kobiety zawsze mówiły, że jeśli nosi się chłopca, brzuch pod koniec robi się bardziej spiczasty.

Beyza skrzywiła się lekko.

— To tylko przesądy. Poza tym taki zaokrąglony brzuch bardziej mi pasuje. Wygląda naturalniej.

Przesunęła dłonią po sztucznej wypukłości, po czym zdjęła ją z siebie i odłożyła na toaletkę z niezwykłą ostrożnością.

W pomieszczeniu zapadła krótka cisza.

Beyza odwróciła się nagle do pokojówki.

— Codziennie rano zanosisz wodę mojej cioci, tak jak ci kazałam?

Gulsum nerwowo splotła dłonie.

— Tak, pani Beyzo. Do każdego dzbanka dodaję pięć kropli… dokładnie tyle, ile powiedziałaś. Ale… — zawahała się — czy to nie za dużo? Pani Mukadder prawie cały czas śpi. Coraz trudniej ją dobudzić.

Beyza wzruszyła ramionami z obojętnością, która zmroziła pokojówkę.

— Nic jej nie będzie. Przez lata zatruwała życie wszystkim wokół. Niech teraz sama trochę odpocznie… i przy okazji da odpocząć innym.

Na jej ustach pojawił się chłodny uśmiech.

— Poza tym śpiący człowiek nie zadaje pytań i nie węszy tam, gdzie nie powinien.

Gulsum spuściła wzrok, wyraźnie zaniepokojona.

Beyza tymczasem usiadła przy niewielkim stoliku obok okna. Sięgnęła po filiżankę świeżo zaparzonej kawy i upiła powolny łyk. Zamknęła oczy z wyraźnym zadowoleniem, jakby delektowała się chwilą całkowitej kontroli nad sytuacją.

— Widzisz, Gulsum — powiedziała cicho, obracając filiżankę w dłoniach — ludzie myślą, że największą siłą są pieniądze albo władza. A to nieprawda.

Otworzyła oczy i spojrzała na swoje odbicie w lustrze.

— Największą siłą jest to, że potrafisz sprawić, by wszyscy uwierzyli w twoje kłamstwo.

***

Wieczorem dom letniskowy tonął w ciszy przerywanej jedynie cichym tykaniem zegara i szumem wiatru za oknami. Na stole stały czerwone świece i wazon z różami przygotowanymi przez Yasemin, lecz knotów nikt nie zapalił. Atmosfera i tak była wystarczająco ciężka.

Cihan i Hancer siedzieli naprzeciwko siebie przy okrągłym stole. Między nimi stały talerze z nietkniętym jedzeniem i niewypowiedziane słowa, które dławiły ich oboje.

Cihan spojrzał na przygotowaną kolację i pokręcił głową z cieniem smutnego uśmiechu.

— Myślę, że Yasemin też brała udział w tym wszystkim — powiedział spokojnie.

Hancer uniosła wzrok.

— Skąd taki wniosek?

— Engin potrafi organizować wielkie akcje, ale kuchnia to dla niego pole bitwy. — Na moment w jego oczach pojawiło się rozbawienie. — Jedyne, co umie przygotować, to chleb z serem i salami. A to… — spojrzał na stół — zdecydowanie nie jest jego dzieło.

Na ustach Hancer pojawił się ledwie widoczny uśmiech, który zniknął równie szybko, jak się pojawił.

Zapadła cisza.

Cihan przyglądał się jej uważnie, jakby próbował zapamiętać każdy szczegół jej twarzy.

— Nadal nie powiedziałaś mi, gdzie mieszkasz — odezwał się po chwili cicho. — Powiedz chociaż, czy jest ci tam dobrze. Czy czegoś ci nie brakuje.

Hancer spuściła wzrok na dłonie.

— Niczego mi nie potrzeba. Moja bratowa też dziś dzwoniła i pytała o to samo. Nie martw się. Potrafię zadbać o siebie.

— Nigdy w to nie wątpiłem. — Jego głos złagodniał. — Jesteś silną kobietą. Kiedy coś postanawiasz, nie ma siły, która mogłaby cię zatrzymać.

Przerwał na moment i westchnął ciężko.

— Ale nie powinnaś budować życia z dala ode mnie.

Hancer zamknęła oczy na krótką chwilę, jakby te słowa sprawiały jej fizyczny ból.

— Podjęliśmy decyzję, Cihanie. Nie rozdrapujmy tego ponownie. Proszę.

Mężczyzna odsunął krzesło i wstał od stołu. Powoli podszedł do niej i usiadł na krześle obok. Był tak blisko, że Hancer mogła wyczuć znajomy zapach jego perfum.

— Wiem, dlaczego jesteś na mnie zła — powiedział cicho. — Myślisz, że wybrałem Beyzę. Że kiedy wyciągnąłem ją z samochodu, uratowałem ją zamiast ciebie.

Spojrzał jej prosto w oczy.

— Ale ja nie ratowałem Beyzy. Ratowałem swoje dziecko.

Hancer odwróciła twarz, próbując ukryć drżenie warg.

— Wiesz, że cię kocham — ciągnął dalej. — I nie oczekuj ode mnie, że nagle ożenię się z Beyzą i będę żył, jakbyś nigdy nie istniała.

— Proszę… nie mów tak — wyszeptała Hancer.

Cihan nachylił się bliżej.

— Więc powiedz mi jedno. Czy potrafisz powiedzieć, że mnie nie kochasz?

Hancer zamilkła. Jej oczy zaszkliły się od niewypowiedzianych emocji.

— To nie jest problem — odezwała się w końcu drżącym głosem. — Problemem jest to, że ciągle jesteś między dwoma ogniami. Między mną a swoim dzieckiem. Nie mam prawa zmuszać cię do życia w takim cierpieniu.

Cihan pokręcił głową.

— Nigdy nie byłaś ciężarem.

— Jestem. — Spojrzała na niego boleśnie. — Bo w twoim sercu powinno być teraz miejsce tylko dla twojego syna. Nie dla mnie.

Cihan objął delikatnie jej ramiona i zmusił ją, by na niego spojrzała. W jego oczach była rozpacz, której nie potrafił już ukrywać.

— Dlaczego nie rozumiesz? — wyszeptał. — Nawet kiedy milczę, moje serce nie potrafi milczeć.

Przesunął dłonią po jej ramieniu, jakby bał się, że zaraz zniknie.

— Nie umiem wyobrazić sobie życia bez ciebie, Hancer. Kiedy odchodzisz… wszystko we mnie gaśnie.

Jego głos załamał się lekko.

— Jeśli naprawdę odejdziesz, moje serce przestanie bić razem z tobą.

***

Twarze Cihana i Hancer były tak blisko siebie, że wystarczyłby jeden ruch, jedno drgnienie, by ich usta wreszcie się spotkały. W powietrzu wisiało napięcie gęste od niewypowiedzianych uczuć, od tęsknoty, której oboje byli już skrajnie zmęczeni.

Cihan delikatnie przesunął dłonią po jej ramieniu. Hancer drżała pod jego dotykiem, próbując walczyć z własnym sercem.

I wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.

Oboje gwałtownie odsunęli się od siebie, jakby przyłapano ich na czymś zakazanym.

Cihan zacisnął szczękę i ciężko westchnął.

— Zaraz wracam — mruknął.

Ruszył do drzwi wejściowych. Kiedy je otworzył, na jego twarzy natychmiast pojawiło się zaskoczenie.

— Beyza? Co ty tutaj robisz?

Beyza stała na progu z chłodnym uśmiechem. Jej spojrzenie szybko przesunęło się po jego twarzy, jakby próbowała odczytać, co przerwała.

— Poprosiłeś Meliha, żeby przywiózł ci kilka rzeczy z domu — odpowiedziała lekkim tonem. — Pomyślałam, że może będziesz czegoś jeszcze potrzebował…

Nie czekając na zaproszenie, weszła do środka.

Już po chwili jej wzrok zatrzymał się na siedzącej przy stole Hancer. W oczach Beyzy błysnęło coś ostrego.

— A więc jednak tu jesteś — powiedziała powoli, podchodząc bliżej. — Przez moment pomyślałam, że to tylko moje podejrzenia. Ale widzę, że rzeczywistość potrafi być jeszcze bardziej bezczelna.

— Beyza! — upomniał ją ostro Cihan. — Przyniosłaś rzeczy, dziękuję. Teraz pozwól, żeby Melih odwiózł cię do domu.

Beyza zignorowała jego słowa.

Hancer podniosła się spokojnie z krzesła.

— Przyszłam tutaj porozmawiać o rozwodzie — oznajmiła chłodno. — Nic więcej.

— Oczywiście. — Beyza rozejrzała się po stole nakrytym do kolacji. — I zupełnym przypadkiem postanowiliście zrobić to przy romantycznej kolacji.

Jej wzrok zatrzymał się na czerwonych różach i świecach.

— Naprawdę urocze. Tylko zastanawiam się… czy w tym pięknym planie znalazło się choć odrobinę miejsca dla naszego syna?

Nie pytając o pozwolenie, odsunęła krzesło i usiadła obok Hancer.

Cihan poczuł, jak zaczyna tracić cierpliwość.

— Beyza! Naprawdę przesadzasz.

— Nie denerwuj się. — Uśmiechnęła się z pozornym spokojem. — Nie przyszłam robić scen. Chciałam tylko porozmawiać w miłej atmosferze. Słyszałam, że Hancer ma całkiem dobrze wyjść na tym rozwodzie.

Cihan spojrzał na nią z odrazą.

— Przestań się poniżać.

Hancer wyprostowała się i spojrzała Beyzie prosto w oczy.

— Nie poprosiłam o nic dla siebie — powiedziała stanowczo. — A skoro już tu jesteś, może powinnaś wiedzieć, jaki postawiłam warunek.

Beyza zmarszczyła lekko brwi.

— Jaki?

— Zażądałam, żeby Cihan ożenił się z tobą zaraz po naszym rozwodzie.

Przez krótką chwilę Beyza patrzyła na nią w osłupieniu. Potem prychnęła śmiechem, ale w jej oczach zamiast rozbawienia pojawiła się narastająca złość.

— Ty nadal sobie ze mnie drwisz — syknęła. — Naprawdę myślisz, że wszystko zależy od ciebie? Że Cihan może do mnie wrócić tylko wtedy, kiedy łaskawie mu pozwolisz?

Wstała gwałtownie od stołu.

— Nie chodzi ci o dziecko. Wcale nie chcesz tego rozwodu. Chcesz tylko oczyścić własne sumienie. Opowieści o nowym życiu i odejściu… to wszystko kłamstwo.

Hancer pobladła, ale nie odwróciła wzroku.

— Nie masz prawa oceniać moich intencji.

— A ty nie masz prawa bawić się życiem mojego dziecka! — wybuchła Beyza. — Myślisz, że poświęcasz się jak święta, ale tak naprawdę nadal próbujesz zatrzymać Cihana przy sobie.

Nagle rozległ się głośny huk.

Cihan z całej siły uderzył pięścią w stół. Talerze zadrżały, a płomień jednej ze świec zakołysał się gwałtownie.

Obie kobiety zamilkły.

Cihan oddychał ciężko, patrząc na Beyzę wzrokiem pełnym gniewu.

— Dosyć — powiedział niskim, lodowatym głosem. — Hancer i ja podjęliśmy decyzję. I nikt nie będzie jej podważał. Nikt.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 100.Bölüm i Gelin 101.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Podobne wpisy