„Panna młoda” Odc. 178 — streszczenie
Melih wrócił do starego domu późnym wieczorem. W środku panowała cisza, a jedynym źródłem światła była zimna poświata wpadająca przez zasłonięte okno. Zrzucił kurtkę i od razu skierował się do sypialni, przekonany, że zastanie tam Hancer.
Zatrzymał się jednak w progu.
Łóżko było nienaruszone. Pokój pusty.
Zmarszczył brwi i rozejrzał się po pomieszczeniu, jakby kobieta miała za chwilę wyjść z łazienki albo odezwać się z sąsiedniego pokoju. Nic takiego się nie wydarzyło.
Wyciągnął telefon i wybrał jej numer.
Jeden sygnał. Drugi. Trzeci.
Potem cisza.
Spróbował jeszcze raz, tym razem z wyraźnym niepokojem.
Bez odpowiedzi.
— Hancer… — mruknął pod nosem.
Serce zaczęło bić mu szybciej. Kobieta była w ciąży. Nie odbierała telefonu, a on nie wiedział, gdzie się znajduje. Po kilku minutach bezowocnych prób nie wytrzymał. Wyszedł z domu i skierował się do rezydencji.
Kilka chwil później stanął przed drzwiami.
Otworzyła mu Aysu. Na jego widok wyraźnie się zdziwiła.
— Bracie? — zapytała, unosząc brwi.
— Szukam Hancer. — Od razu przeszedł do rzeczy. — Widziałaś ją dzisiaj? Rozmawiałaś z nią? Wiesz, dokąd poszła?
Aysu wzruszyła ramionami.
— Nie widziałam jej. Nie mam pojęcia, gdzie jest.
Jej chłodny ton tylko spotęgował niepokój Meliha.
W tym momencie w holu pojawiła się Fadime. Spojrzała na syna niechętnie i podeszła bliżej.
— Co ty tutaj robisz o tej porze? — zapytała ostrym, ściszonym głosem.
— Martwi się o panią Hancer, bo nie ma jej w domu — odpowiedziała Aysu z wyraźną ironią.
Melih zacisnął szczęki.
— Jej telefon nie odpowiada. Jest w ciąży. — Spojrzał kolejno na matkę i siostrę. — Zacząłem się bać, że coś jej się stało. Pomyślałem nawet, że mogła trafić do szpitala.
Fadime prychnęła pogardliwie.
— A co nas obchodzi twoja żona?
Mężczyzna spojrzał na nią z niedowierzaniem.
— Mieszkacie na tym samym podwórku. Mogłyście coś zobaczyć albo usłyszeć. Nie proszę was o wiele. Po prostu pytam, czy wiecie, gdzie jest.
— Powiedziałam ci już. Nie widziałam jej — odparła Aysu. — Nie ma jej tutaj.
Przez chwilę panowała napięta cisza.
Melih spojrzał na obie kobiety i zrozumiał, że niczego się od nich nie dowie.
— Dobrze — powiedział cicho.
Odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia. Aysu zamknęła za nim drzwi niemal natychmiast.
Fadime jednak nie ruszyła się z miejsca. Jej twarz stopniowo tężała. W pamięci nagle odżyła rozmowa telefoniczna z Cihanem.
Powiedz domownikom, że nie wrócę dziś na noc. Niech się o mnie nie martwią.
Te słowa zabrzmiały w jej głowie z nową siłą.
Kobieta powoli uniosła wzrok.
Obraz pustego starego domu, zaginionej Hancer i nieobecnego Cihana zaczął układać się w jeden, bardzo niepokojący scenariusz.
— Nie… — szepnęła.
Po chwili pokręciła głową, jakby próbowała odpędzić własne myśli.
— Boże, spraw, żeby to nie była prawda…
Ale im dłużej o tym myślała, tym bardziej ogarniał ją gniew. Jej dłonie zacisnęły się w pięści.
— Ta kobieta już raz zdradziła swojego męża — syknęła przez zęby. — Jeśli teraz zrobiła to samo Melihowi…
Urwała, a w jej oczach pojawił się niebezpieczny błysk.
— Przysięgam, że nikt nie uratuje jej przede mną.
Aysu spojrzała na matkę z zaskoczeniem.
— Mamo, o czym ty mówisz?
Fadime nie odpowiedziała. Patrzyła przed siebie, coraz bardziej przekonana, że tej nocy Hancer po raz kolejny dopuściła się niewybaczalnego czynu.
***

***
Engin został w szpitalu. Siedział na krześle obok łóżka Sili, opierając przedramiona na kolanach. Dziewczyna wyglądała już znacznie lepiej niż kilka godzin wcześniej. Na jej twarzy pojawiły się rumieńce, a w oczach znów błyszczało życie.
Spojrzała na niego z lekkim zakłopotaniem.
— Z mojego powodu zostałeś tutaj — powiedziała cicho. — Nie czuję się z tym dobrze. Naprawdę nie chciałam nikomu sprawiać kłopotu.
Engin uśmiechnął się łagodnie.
— Kłopotu? Wręcz przeciwnie. Dzięki tobie mieliśmy wyjątkowo emocjonujący wieczór.
— Emocjonujący? — zaśmiała się.
— Oczywiście. Najpierw wypadek, potem szpital, a na końcu uczta godna wesela. Musisz jednak przyznać, że jedzenie pity i kebaba podczas jednego posiłku nie było najmądrzejszym pomysłem.
Sila spuściła wzrok i zawstydzona się uśmiechnęła.
— Byłam bardzo głodna.
— To było widać. Ale jesteś tak drobna, że przez chwilę bałem się, że po tym wszystkim lekarze będą musieli ratować cię po raz drugi. Tym razem z przejedzenia.
Dziewczyna roześmiała się cicho.
— Nie przesadzaj.
— Wcale nie przesadzam. Patrzyłem, jak jesz, i zacząłem się zastanawiać, gdzie to wszystko się mieści.
W jej oczach pojawiło się rozbawienie. Przez chwilę przyglądała mu się w milczeniu.
— Co właściwie łączy cię z Cihanem i Hancer? — zapytała w końcu.
— Jestem ich przyjacielem. No i adwokatem Cihana.
— Rozumiem.
Sila skinęła głową.
— Tworzą piękną parę. Kiedy na nich patrzyłam, wydawali się sobie bardzo bliscy. Pasują do siebie, prawda?
Uśmiech na twarzy Engina nieco przygasł.
— Pasowali… kiedyś.
Sila zmarszczyła brwi.
— Jak to?
— To już przeszłość.
Dziewczyna wyglądała na szczerze rozczarowaną.
— Naprawdę? Byłam pewna, że są razem.
— Ja też przez długi czas wierzyłem, że ich historia skończy się inaczej — przyznał Engin. — Ale życie rzadko pyta nas o zdanie.
Za oknem było już całkiem ciemno. W sali słychać było jedynie ciche buczenie szpitalnej aparatury i odgłosy dobiegające z korytarza.
Sila poprawiła koc.
— Naprawdę czuję się już dobrze. Możesz wracać do domu. Na pewno ktoś na ciebie czeka.
Twarz Engina spoważniała. Przez moment patrzył gdzieś przed siebie.
— Chciałbym, żeby tak było.
Sila spojrzała na niego uważniej.
— Nie masz nikogo?
Mężczyzna pokręcił głową.
— Kiedyś była jedna osoba. Wiedziałem, że czeka na mnie bez względu na wszystko. Ale… już jej nie ma.
W jego głosie pojawił się cień smutku.
Sila spuściła wzrok.
— Znam to uczucie. Od dłuższego czasu jestem sama. Chyba dlatego tak dobrze cię rozumiem.
Uśmiechnęła się lekko.
— To dziwne, ale mam wrażenie, jakbyśmy znali się dużo dłużej niż kilka godzin.
Engin odwzajemnił uśmiech.
— Mam podobne odczucie.
— Mimo wszystko nie musisz tu siedzieć całą noc. Czuję się trochę nieswojo, kiedy ktoś poświęca mi tyle uwagi.
— Nie masz żadnego powodu, żeby tak się czuć.
Spojrzał na nią z życzliwością.
— Prawda jest taka, że uratowałaś mnie od samotnego wieczoru i walki z własnymi myślami. Im dłużej pozwolisz mi tutaj zostać, tym większą przysługę mi wyświadczysz.
Sila przez chwilę milczała.
Na jej twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech.
— Skoro mam być szczera…
— Słucham?
— Bałam się zostać tutaj sama.
Engin uniósł brwi.
— A więc mamy rozwiązanie.
Podniósł się z krzesła.
— Dokąd idziesz? — zapytała szybko.
— Po coś do picia.
— O tej porze?
— Oczywiście. Szpitalne korytarze kryją wiele skarbów.
Sila zaśmiała się.
— Na przykład?
— Herbatę. Albo ayran. Będzie lepszy dla żołądka po takiej porcji jedzenia.
Dziewczyna pokręciła głową z rozbawieniem.
— Chyba nigdy nie przestaniesz mi tego wypominać.
— Nigdy.
Ich spojrzenia spotkały się na moment. Po raz pierwszy od dawna oboje poczuli, że nie są sami.
Engin uśmiechnął się jeszcze raz, po czym wyszedł z sali, zostawiając Silę z ciepłym uczuciem w sercu.



***
Cihan wszedł na piętro szybkim krokiem. Ledwie postawił nogę na korytarzu, usłyszał dochodzący z sypialni rozpaczliwy płacz dziecka. Serce ścisnęło mu się z niepokoju. Bez chwili wahania otworzył drzwi.
Na dużym łóżku, pośród pogniecionej pościeli, leżał owinięty błękitnym kocykiem mały Cihan Gurur. W pokoju nie było nikogo więcej.
— Synku… — szepnął Cihan, natychmiast podchodząc do łóżka.
Pochylił się i ostrożnie wziął niemowlę na ręce. Przytulił je do piersi, kołysząc delikatnie.
— Już dobrze. Jestem tutaj. Nic ci nie jest.
Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki płacz ucichł. Chłopiec uspokoił się niemal natychmiast, wtulając twarz w ojcowskie ramię.
Cihan zamknął oczy na krótką chwilę. Ten widok zawsze łagodził jego gniew.
Wtedy usłyszał za sobą kroki. Odwrócił głowę.
W progu stała Beyza. Patrzyła na niego nieruchomo. Jej twarz była napięta, a spojrzenie chłodne i pełne pretensji.
— Widziałam was — powiedziała lodowatym tonem. — Wróciliście razem.
Cihan zmrużył oczy.
— Ty naprawdę nie masz sobie nic do zarzucenia?
— O czym mówisz?
— Zostawiłaś dziecko samo w pokoju.
Jego głos był ostry jak brzytwa.
— Słyszałem jego płacz już na schodach.
Beyza wzruszyła ramionami.
— A jednak uspokoił się od razu, gdy tylko wziąłeś go na ręce.
Zrobiła kilka kroków w głąb pokoju.
— Cihan Gurur jest przyzwyczajony do zasypiania w twoich ramionach. Kiedy cię nie ma, staje się niespokojny. Położyłam go na łóżku, żeby poczuł twój zapach.
Cihan pokręcił głową z niedowierzaniem.
— Naprawdę próbujesz to usprawiedliwiać?
Spojrzał na nią z wyraźną pogardą.
— Myślałem, że macierzyństwo cię zmieni. Że kiedy zostaniesz matką, zaczniesz myśleć o kimś innym niż o sobie. Ale najwyraźniej się myliłem.
Na twarzy Beyzy pojawił się gorzki uśmiech.
— A może zmienię się dopiero wtedy, gdy ty się zmienisz?
Cihan milczał.
— Wiesz, kto najbardziej cierpi przez to wszystko? — ciągnęła. — To dziecko. Dzisiaj potrafi jedynie płakać. Ale kiedyś dorośnie. Zacznie rozumieć, co dzieje się wokół niego.
Jej głos stawał się coraz bardziej przepełniony żalem.
— Pewnego dnia spojrzy ci w oczy i rozliczy cię ze wszystkiego. Wtedy nie uciszysz go tak łatwo jak teraz.
— Dość! — przerwał jej Cihan stanowczo.
Przycisnął syna mocniej do piersi.
— Nie wykorzystuj mojego dziecka jako pretekstu do kolejnych awantur i żądania wyjaśnień.
Jego spojrzenie stwardniało.
— Nigdy nie doczekasz dnia, o którym mówisz. Znacznie wcześniej opuścisz ten dom.
Beyza zamarła.
— Cihan…
— Idź do swojego pokoju.
— Posłuchaj mnie…
— Natychmiast! — huknął.
W pokoju zapadła ciężka cisza. Beyza zacisnęła usta. W jej oczach błysnęła złość i upokorzenie. Przez chwilę wyglądało, jakby chciała jeszcze coś powiedzieć, ale ostatecznie odwróciła się gwałtownie na pięcie.
Bez słowa wyszła z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi.
Cihan odczekał chwilę. Dopiero gdy został sam, napięcie powoli opuściło jego twarz. Spojrzał na synka, który spokojnie wtulał się w jego ramię.
Na ustach mężczyzny pojawił się czuły uśmiech.
— Widzisz, synku? — powiedział cicho. — Tylko my dwaj rozumiemy się bez słów.
Delikatnie pogładził dziecko po główce.
— Co ty na to, żebyśmy dziś spali razem?
Malec poruszył się lekko, jakby odpowiadał na jego głos.
— Nigdy cię nie opuszczę. Zapamiętaj to dobrze.
Cihan pocałował syna w czoło, po czym usiadł na skraju łóżka, kołysząc go spokojnie w ramionach. Po raz pierwszy od wielu godzin poczuł, że cały chaos wokół niego na chwilę ucichł.
***
Beyza zatrzasnęła za sobą drzwi z taką siłą, że stojąca na komodzie ramka ze zdjęciem lekko zadrżała. Oddychała ciężko. Przeszła przez pokój nerwowym krokiem i zatrzymała się przed ozdobną toaletką. W lustrze zobaczyła własną twarz — bladą, napiętą i wykrzywioną gniewem.
Przez chwilę patrzyła na swoje odbicie, jakby próbowała zapanować nad narastającą w niej furią. Bezskutecznie.
— To wszystko jego wina! — wyrzuciła z siebie. — Zachowuje się, jakby był panem świata! Flirtuje z tą żmiją i nawet nie próbuje tego ukrywać. Nie ma wstydu, nie ma skrupułów! A mnie traktuje jak powietrze!
Jej głos zadrżał.
— Jestem matką jego dziecka! Powinien mnie szanować! Powinien pamiętać, komu zawdzięcza syna!
Zacisnęła dłonie na blacie toaletki.
— To wszystko przez nią… — syknęła. — Ta żmija znowu oplotła go wokół palca. Jakimś cudem odzyskała jego uwagę. Nawet gdyby miała dziesięciu mężów, i tak nie potrafiłaby zostawić mojego w spokoju.
Odwróciła się gwałtownie i zaczęła chodzić po pokoju.
— Boże… Musieli spotkać się po zebraniu w firmie. Jestem tego pewna. Na pewno przekonała go, żeby pozwolił jej zostać przewodniczącą stowarzyszenia. Teraz będą widywać się wszędzie. W pracy, na spotkaniach… i tutaj.
Zatrzymała się nagle.
— A potem Cihan się ze mną rozwiedzie…
Jej głos niemal się załamał.
— Boże, nie…
Drżącą ręką sięgnęła po telefon leżący na toaletce. Usiadła na brzegu łóżka i bez chwili wahania wybrała numer ojca.
Po kilku sygnałach usłyszała jego głos.
— Czego znowu chcesz? — burknął Nusret. — W jakie kłopoty tym razem się wpakowałaś? Nie mówiłem ci, żebyś do mnie nie dzwoniła?
Beyza zamknęła oczy.
— Tato… — wyszeptała. — Nie mam nikogo oprócz ciebie.
W jej głosie pobrzmiewała rozpacz.
— To znowu się dzieje…
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
— Co się dzieje? — zapytał nagle dużo bardziej czujnie. — Policja się odezwała? Wezwali cię w sprawie Yasemin?
Beyza słyszała napięcie w jego głosie.
— Posłuchaj mnie uważnie. Jeśli cię wezwą, nie mów ani słowa. Żadnego. Powiesz tylko, że nie będziesz składała zeznań bez obecności adwokata. Rozumiesz?
— Nie o to chodzi.
Nusret odetchnął, choć nie całkiem z ulgą.
— Więc o co?
— O nią.
Mężczyzna westchnął ciężko.
— Znowu?
— Tak, znowu! — wybuchła Beyza. — Ta dziewczyna ponownie namieszała Cihanowi w głowie. Wrócili razem do domu w środku nocy. Razem!
Podniosła głos.
— Ona robi to celowo. Prowokuje mnie na każdym kroku. Nie daje mi spokoju. Ciągle wtrąca się w moje małżeństwo.
Jej oczy zaszkliły się od łez.
— Myślałam, że kiedy urodzę dziecko, wszystko się zmieni. Że Cihan zacznie mnie traktować poważnie. Ale dziś powiedział mi prosto w twarz, że wyrzuci mnie z domu.
— Przestań pleść bzdury — uciął Nusret. — To twój dom. Nikt nie ma prawa cię z niego wyrzucić.
Jego głos stwardniał.
— Jeśli Cihan znowu zacznie stawiać warunki, to ty wyrzucisz jego i jego matkę.
— Co mi po tym domu? — zapytała gorzko Beyza. — Co mi po ścianach, jeśli nie będzie wśród nich Cihana?
Zacisnęła telefon w dłoni.
— Tato, ta kobieta chce dostać się do firmy przez stowarzyszenie. Chce być przy nim każdego dnia. Chce go uwieść. Co mam zrobić?
Nusret przez chwilę milczał. Kiedy się odezwał, jego głos był spokojny. Zbyt spokojny.
— Posłuchaj mnie uważnie. Pomogę ci.
Beyza natychmiast wyprostowała się na łóżku.
— Naprawdę?
— Tak. Ale pod jednym warunkiem.
— Jakim?
— Od tej chwili będziesz robiła dokładnie to, co ci każę. Żadnych samodzielnych decyzji. Żadnych improwizacji. Żadnych głupstw.
— Dobrze. Przysięgam.
— Rozumiesz mnie?
— Tak.
— Bez dyskusji.
— Zrobię wszystko — powiedziała szybko. — Wszystko, czego ode mnie zażądasz. Niech tylko ta żmija zniknie z życia Cihana.
Po drugiej stronie rozległo się zirytowane westchnienie.
— Ciągle tylko Cihan i Cihan.
— Bo go kocham!
— To nie jest teraz nasz największy problem.
Słowa ojca sprawiły, że Beyza zamilkła.
— Jeśli policja znajdzie choć jeden ślad — ciągnął Nusret — nasze życie zamieni się w koszmar.
Na twarzy Beyzy pojawił się niepokój.
— Nie znajdą niczego. Myślałam o tym wiele razy. Nic po sobie nie zostawiłam.
— Sama mówiłaś, że niczego nie planowałaś. Że wszystko wydarzyło się nagle.
— Tak…
— Właśnie dlatego nie możemy niczego wykluczyć.
Nusret obniżył głos.
— Musimy przygotować się na każdy scenariusz.
Beyza poczuła zimny dreszcz przebiegający po plecach.
— Co masz na myśli?
— Potrzebujemy pieniędzy.
— Pieniędzy?
— Dużo pieniędzy. I musimy być gotowi zniknąć, jeśli sytuacja wymknie się spod kontroli.
Beyza pobladła.
— Uciec?
— Jeśli zajdzie taka potrzeba.
Przez chwilę w pokoju słychać było tylko jej przyspieszony oddech.
— Co zamierzasz zrobić? — zapytała w końcu. — Masz jakiś plan?
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.
Potem Nusret odpowiedział spokojnym, pewnym siebie tonem, który zabrzmiał bardziej niepokojąco niż jakakolwiek groźba.
— Oczywiście, że mam plan. I tym razem nie pozwolę, żeby cokolwiek wymknęło się spod kontroli.
***
Cihan siedział na szerokim łóżku, oparty plecami o wysokie, tapicerowane wezgłowie. W ramionach trzymał Cihana Gurura, otulonego miękkim błękitnym kocykiem. W pokoju panowała cisza, przerywana jedynie spokojnym oddechem niemowlęcia i cichym szumem nocnej lampki stojącej przy łóżku.
Spojrzał na syna. Małe paluszki dziecka zaciskały się i rozluźniały wokół krawędzi kocyka, a spod czapeczki wystawał kosmyk ciemnych włosów. Smoczek kołysał się lekko przy każdym ruchu malca.
Na twarzy Cihana pojawił się smutny uśmiech.
— Wiesz, synku… — odezwał się cicho, gładząc dłonią jego policzek. — Dzisiaj po raz pierwszy pomyślałem o tym naprawdę.
Przez chwilę milczał, jakby ważył każde słowo.
— Chciałbym, żeby to był twój brat.
Jego wzrok powędrował gdzieś daleko, poza ściany pokoju.
Myślał o dziecku, które nosiła Hancer.
O dziecku, które mogło nigdy nie pojawić się w jego życiu.
Westchnął ciężko.
— Wyobrażam sobie czasem, jak biegacie razem po ogrodzie. Jak się kłócicie o zabawki, a potem godzinę później znowu jesteście nierozłączni.
Spojrzał ponownie na syna.
— Wychowałbym was obu z dumą. Pokazałbym wam świat. Nauczyłbym was wszystkiego, co sam wiem. Chroniłbym was przed każdym złem.
Jego głos stał się jeszcze cichszy.
— Oddałbym wszystko, co mam… wszystko bez wyjątku… żeby tak właśnie było.
Niemowlę poruszyło się lekko w jego ramionach. Cihan poprawił kocyk i przytulił syna bliżej siebie.
— Człowiek przez lata myśli, że wie, czego chce od życia — mówił dalej. — A potem przychodzi jeden moment i nagle okazuje się, że najważniejsze jest coś zupełnie innego.
Na jego twarzy pojawił się cień bólu.
— Za późno zrozumiałem wiele rzeczy.
Przymknął oczy. Przed jego oczami znów stanęła Hancer.
Jej uśmiech. Jej spojrzenie. Chwile, które bezpowrotnie utracił.
— Gdyby los dał mi jeszcze jedną szansę… — wyszeptał.
Nie dokończył.
Przez dłuższą chwilę po prostu siedział w milczeniu, kołysząc syna w ramionach. W końcu pochylił głowę i pocałował chłopca w czoło.
— Cokolwiek się wydarzy, zawsze będę przy tobie, synku — powiedział łagodnie. — Zawsze.
Cihan Gurur spojrzał na niego swoimi wielkimi, ciemnymi oczami, jakby próbował zrozumieć każde słowo.


***
Następnego dnia.
Przestronna jadalnia powoli wypełniała się porannym światłem wpadającym przez wysokie okna. Na długim stole czekało już śniadanie – świeże warzywa, sery, pieczywo i parujące szklanki herbaty. Atmosfera była jednak daleka od rodzinnego spokoju.
Cihan wszedł do środka i od razu zauważył, że przy stole siedzą Mukadder i Nusret. Rozmawiali półgłosem, ale umilkli natychmiast, gdy tylko go zobaczyli.
Zmarszczył brwi.
— Z czym dobrym przychodzisz tak wcześnie, wujku? — zapytał, zatrzymując się przy stole.
Nusret odłożył filiżankę.
— Usiądź. Najpierw porozmawiałem z twoją mamą, teraz chciałbym porozmawiać z tobą.
Ton jego głosu był spokojny, ale Cihan dobrze znał tego człowieka. Wiedział, że za tym spokojem zawsze kryje się jakiś plan.
Usiadł niechętnie.
W tej samej chwili do jadalni wbiegła Mine. Dziewczynka z radosnym okrzykiem rzuciła się Cihanowi na szyję. Tuż za nią weszła Sinem, uśmiechając się do wszystkich obecnych.
Mine zajęła swoje miejsce przy stole, a Sinem usiadła obok córki.
— Dobrze, że spotkaliśmy się wczoraj — zaczął Nusret. — Całą noc myślałem o sytuacji związanej ze stowarzyszeniem.
— Wczoraj było jakieś spotkanie? — zdziwiła się Sinem.
Cihan skinął głową.
— Zebraliśmy się z powodu ostatniej woli Yasemin. W jej testamencie znalazł się również zapis dotyczący stowarzyszenia „Jedno Życie”. Sam nie miałem o tym pojęcia, bratowo. Yasemin napisała, że chciałaby, aby funkcję prezesa objęła Hancer.
Sinem otworzyła szeroko oczy.
— Hancer? Na stanowisku prezeski?
— Tak.
— Nie spodziewałam się tego.
— Wszyscy wiemy, jak bardzo Yasemin kochała Hancer — kontynuował Cihan. — Traktowała ją niemal jak siostrę. Ale przy podejmowaniu takich decyzji nie można kierować się wyłącznie uczuciami. Jest pani Deniz, była dyrektorka stowarzyszenia. Ma doświadczenie, zna ludzi, zna problemy organizacji. Moim zdaniem to właśnie ona powinna przejąć stery.
— Chwileczkę — wtrącił Nusret. — To stowarzyszenie jest nierozerwalnie związane z firmą Develioglu. W grę wchodzą duże pieniądze, kontakty i reputacja naszej rodziny. Zarządzanie nim powinno pozostać w naszych rękach.
Spojrzał wymownie na wszystkich obecnych.
— Yasemin była wyjątkiem. Uważaliśmy ją za członka rodziny. Ale osoba z zewnątrz nie może po prostu przejąć takiej funkcji.
Cihan zmrużył oczy.
— Od kiedy tak bardzo interesujesz się działalnością stowarzyszenia, wujku?
W jego głosie zabrzmiała ostra nuta. Mine natychmiast spoważniała i wtuliła się w oparcie krzesła. Widząc jej reakcję, Cihan zacisnął szczęki i opanował emocje.
— Jako akcjonariusz mam prawo wyrazić swoje zdanie — odparł spokojnie Nusret.
— Ta rozmowa nie ma sensu. Hancer i tak odmówiła. Powiedziała jasno, że nie obejmie tego stanowiska. W tej sytuacji pani Deniz jest najlepszym wyborem.
— A ja mam inny pomysł — oznajmił Nusret. — Rozmawiałem już o tym z twoją mamą i uzyskałem jej poparcie. Chciałbym, żeby nowym prezesem stowarzyszenia została…
Celowo zawiesił głos.
— Beyza Develioglu.
Przy stole zapadła cisza. Na twarzy Cihana pojawił się wyraz niedowierzania.
Dokładnie w tym momencie drzwi jadalni otworzyły się ponownie.
Do środka weszła Beyza.
Była ubrana w elegancki, ciemny garnitur o idealnie skrojonym fasonie. Jasna koszula kontrastowała z czernią marynarki, a duże okulary w grubych oprawkach nadawały jej wizerunkowi pozory profesjonalizmu i powagi. Starannie upięte włosy odsłaniały bladą twarz, na której malował się chłodny, wyuczony spokój. Wyglądała tak, jakby celowo przygotowała się do odegrania roli kobiety sukcesu.
Obok niej szła Gulsum, promieniejąc od ucha do ucha.
— Brawo! Brawo! — klasnęła entuzjastycznie.


Cihan patrzył na całą scenę z rosnącym oburzeniem.
— Co to ma znaczyć? — wybuchł. — To jakiś żart?
Beyza zdjęła okulary i spojrzała na niego z lekkim uśmiechem.
— Skoro Hancer może odgrywać różne role, pomyślałam, że my też możemy trochę zagrać.
Mine przyjrzała jej się z zaciekawieniem.
— Moja lalka też ma taki strój — oznajmiła poważnie. — Każdy strój oznacza inny zawód.
Przez moment nikt się nie odezwał. Beyza przełknęła ślinę.
Mukadder ukryła rozbawienie za filiżanką herbaty.
— Mine właśnie najlepiej podsumowała całą sytuację — powiedział Cihan.
Sinem natychmiast zareagowała.
— Kochanie, skoro skończyłaś śniadanie, może pójdziesz teraz do swojego pokoju?
— Dobrze!
Dziewczynka zeskoczyła z krzesła i pobiegła do holu. Cihan ponownie zwrócił się do reszty.
— Osoba kierująca stowarzyszeniem musi mieć odpowiednie kompetencje. To nie jest zabawa.
— Moja córka jest bardziej wykształcona niż twoja była żona — odparł natychmiast Nusret. — A co najważniejsze, należy do tej rodziny. Beyza jest idealną kandydatką.
— Nie twierdzę, że nie może pracować. Może robić, co chce. Jest wolnym człowiekiem. Ale mamy małe dziecko, które potrzebuje matki.
Beyza uniosła podbródek.
— Hancer też niedługo zostanie matką. Jej również powiedziałbyś, że powinna siedzieć w domu i zajmować się dzieckiem?
— To nie to samo.
— Dlaczego nie?
— Bo…
— A twoja matka? — przerwał mu Nusret. — Przez lata pracowała i jednocześnie wychowywała dwoje dzieci. Beyza również sobie poradzi.
Wstał od stołu, podszedł do bratanka i położył mu rękę na ramieniu.
— Szukasz osoby oddanej sprawie. Kogoś, kto będzie walczył do końca. Uważam, że Beyza jest właściwą kandydatką. Skoro utrzymuje na swoich barkach wasze małżeństwo, poradzi sobie również ze stowarzyszeniem.
Na twarzy Beyzy pojawił się cień triumfu.
— Ale dobrze — ciągnął Nusret. — Rozstrzygnijmy to demokratycznie. Zwołajmy zebranie akcjonariuszy. Niech każdy odda głos. Jeśli wybiorą panią Deniz, osobiście pogratuluję jej zwycięstwa.
Podszedł do córki i stanął obok niej.
— Jeżeli jednak większość wskaże Beyzę, ty również będziesz musiał uszanować tę decyzję.
Cihan poderwał się gwałtownie z miejsca.
— Wujku, skończyłeś już to przedstawienie?
Spojrzał kolejno na Nusreta, Mukadder i Beyzę.
— Powiem Enginowi, żeby jak najszybciej zorganizował zebranie. Wtedy wszystko stanie się jasne.
Odwrócił się i szybkim krokiem opuścił jadalnię.
Przez kilka sekund panowała cisza.
Beyza powoli założyła okulary z powrotem na nos. Następnie usiadła obok ojca i sięgnęła po szklankę gorącej herbaty.
Na jej ustach pojawił się ledwie dostrzegalny, zadowolony uśmiech.
Nusret natomiast bez cienia skrępowania wrócił do śniadania, jakby właśnie wygrał pierwszą rundę starannie zaplanowanej rozgrywki.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 131.Bölüm i Gelin 132.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.






